niedziela, 20 listopada 2016

Rozdział 42

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
________________________________________________________________________

Kiedy ją pocałowałem, nie odsunęła się ani mnie nie odepchnęła. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, puściłem ją i cofnąłem krok w tył. Wiedziałem, że Amy będzie zdziwiona tym, że ją pocałowałem, ale nie przypuszczałem, że będzie aż tak zszokowana. Jej usta były lekko rozchylone, a oddech delikatnie przyśpieszony. Wpatrywała się we mnie swoimi dużymi oczami, jednak jej wzrok był zamglony, jakby myślami była zupełnie gdzieś daleko.
- Dlaczego? - zapytała cicho i gdybym nie stał obok niej, prawdopodobnie nie usłyszałbym jej słów.
- Ponieważ podobasz mi się i naprawdę cię lubię - odpowiedziałem, a między nami zapanowała nieprzyjemna cisza. Byłem totalnie rozbity i nie miałem pojęcia, co robić. Chyba nigdy w życiu nie denerwowałem się aż tak przy drugiej osobie. Zawsze to ja byłem tym, który czuł się najbardziej swobodnie w towarzystwie innych ludzi, jednak tym razem było zupełnie inaczej.
- Proszę, powiedz coś - szepnąłem niepewnie, kiedy cisza zaczęła się przedłużać, jednak wtedy również nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Wolałbym już chyba, aby na mnie nawrzeszczała, zrobiła mi awanturę, albo mnie uderzyła. Cokolwiek. Ona jednak stała nieruchomo, a jej dłonie prawie niezauważalnie drżały.
- Przepraszam, nie powinienem tego robić. Zapomnij o tym - westchnąłem ze zrezygnowaniem, po czym odwróciłem się i wróciłem z powrotem do samochodu. Nerwowo przeczesałem dłońmi włosy. - Ja pierdole. Jeśli wcześniej mnie nienawidziła, to teraz prawdopodobnie planuje moją śmierć - mruknąłem przybity. Wiedziałem, że tym co zrobiłem,spieprzyłem wszystko.
-Pogadam z nią - mruknęła cicho Meg. Uśmiechnęła się smutno w moją stronę, a następnie wyszła, zostawiając mnie samego z Louisem.
- Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. Nie miałem pojęcia... - zaczął, jednak wszedłem mu w słowo.
- Jedźmy już, dobra? - Louis zrozumiał, że nie miałem w tym momencie ochoty na żadną rozmowę, dlatego byłem mu wdzięczny, kiedy włączył radio, odpalił samochód, a kiedy dziewczyny wyjęły wszystkie bagaże, po prostu odjechał.

Złapałam za rączkę od walizki, a następnie wolnym krokiem ruszyłam za Amy, która również niosła swoje rzeczy. Nie odzywała się ani słowem i chociaż przeszkadzało mi to, nie chciałam naciskać. Wiedziałam, że była strasznie zdezorientowana, ponieważ ja sama również byłam bardzo zdziwiona. Nie mogłam uwierzyć, że nie zauważyłem tego, co się działo pomiędzy tą dwójką. Zorientowałam się, że Tony lubił Amy, jednak nie sądziłam, że czuł do niej coś więcej niż przyjaźń. Chociaż, gdyby się tak zastanowić, widać było zmianę w jego zachowaniu, w stosunku do mojej przyjaciółki. Musiałam przyznać, że poniekąd cieszyłam się z takiego obrotu spraw. Kochałam Amy i zaczynałam kochać też Tony'ego, który był naprawdę wspaniałą osobą i jeśli widziałabym Amy z jakimkolwiek chłopakiem, to właśnie z nim.
Odłożyłam walizkę na miejsce, a następnie rzuciłam się na łóżko obok Amy, która uparcie o czymś myślała.
- Pocałował mnie, a ja nic nie zrobiłam. Nawet się nie odezwałam! Jestem taką idiotką! - jęknęła dziewczyna. Złapała leżącą obok poduszkę, przyłożyła ją do twarzy i krzyknęła wściekła. - Idiotka, idiotka, idiotka! - powtarzała to słowo jak mantrę.
Wywróciłam oczami i z całej siły uderzyłam ją w ramię, aby ją uspokoić. Dziewczyna pisnęła z bólu i od razu złapała się za bolące miejsce. Posłała mi zdziwione spojrzenie, na co tylko wzruszyłam ramionami. Musiałam przyznać, że naprawdę mocno jej przywaliłam, ponieważ mnie również bolała dłoń od uderzenia.
- Nie jesteś żadną idiotką - zaprzeczyłam energicznie. - Ty po prostu się boisz i ja to rozumiem.
- Właśnie, Meg. Boję się i to jest takie popieprzone. Nie chcę się tego bać. Chcę być normalna, rozumiesz? Wiesz dlaczego nienawidziłam ojca przez całe moje życie? Nie dlatego, że mnie skrzywdził fizycznie. To jakoś mogę przeżyć, ale nie potrafię mu wybaczyć tego, że zniszczył mi psychikę i nie umiem już tego naprawić. - W pokoju zapanowała cisza. Widziałam, że Amy biła się z myślami. Było mi cholernie przykro, ponieważ nie potrafiłam jej pomóc, a naprawdę chciałam to zrobić. Nigdy nie mogłam znieść jej cierpienia. Ona na nie nie zasługiwała. - Jestem na to za słaba - szepnęła prawie niesłyszalnie.
Położyłam się obok niej i przytuliłam ją. Dziewczyna momentalnie objęła mnie ramieniem, wzdychając cicho.
- Lubisz go? - zapytałam, na co w odpowiedzi pokiwała twierdząco głową. - Porozmawiaj z nim. Tony to naprawdę wspaniały chłopak i jeśli miałabym pozwolić się zbliżyć do ciebie jakiemuś chłopakowi, to właśnie jemu. Spróbuj dać mu szansę...
*
- Wiedziałeś, że Tony czuje coś do Amy? - zapytałam.
- Nie wiedziałem, ale powoli zacząłem się domyślać, że coś jest na rzeczy. On starał się zrobić coś, aby Amy go polubiła, a on nigdy nie robi takich rzeczy. Ktoś go albo lubi, albo nie... Chociaż przeważnie wszyscy go lubią. - Wzruszył ramionami, a na jego ustach pojawił się chłopięcy uśmiech, który tak uwielbiałam.
Westchnął cicho, po czym rzucił się na łóżko, zamykając oczy.
- A może jednak powinnam tam wrócić? - zapytałam po raz kolejny, na co Louis z rozbawieniem pokręcił głową. Złapał mnie za nadgarstki, a następnie pociągnął w swoją stronę, przez co wylądowałam na jego łóżku, opierając ręce na jego klatce piersiowej. Przejechał palcami po moim ramieniu, a w miejscu, gdzie zetknęła się nasza skóra, pojawiła się gęsia skórka.
- Dadzą sobie radę, muszą mieć czas, żeby porozmawiać. Poza tym, Amy sama kazała ci wracać - powiedział, po czym delikatnie zaczesał mi kosmyk włosów za ucho.
- Wiem, ale... - zaczęłam, jednak zanim zdążyłam dokończyć, Louis przycisnął swoje usta do moich, skutecznie mnie uciszając. Zamknęłam oczy, oddając pocałunek. Poczułam jego ciepłe dłonie, sunące wzdłuż mojej talii aż do bioder.
W pewnym momencie odsunął mnie od siebie, na co mruknęłam niezadowolona, jednak od razu zamilkłam, widząc jego poważną minę.
- Musimy porozmawiać - zaczął cichym głosem, przez co moje serce na chwilę się zatrzymało. Nie miałam pojęcia, o czym chciał rozmawiać, jednak domyślałam się, że ta rozmowa nie miała należeć do przyjemnych.
Kiedy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, w pokoju rozbrzmiał dźwięk jego telefonu. Zirytowany odebrał i po krótkiej wymianie zdań ponownie na mnie spojrzał. Między nami zapanowała cisza, a atmosfera momentalnie stała się napięta. Wiedziałam, że coś było nie tak. Widać było w jego oczach zmartwienie, jakby zastanawiał się nad czymś bardzo ważnym.
- Coś się stało? - zapytałam niepewnie, przejeżdżając opuszkami palców po jego policzku. Chłopak ujął moją dłoń, wtulając w nią swoją twarz. Mocno zacisnął powieki, westchnął i przyciągnął mnie do siebie, delikatnie przytulając mnie do swojego ciała. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, czując bardzo szybkie bicie jego serca.
- Przepraszam... - szepnął jedynie. W mojej głowie panował istny chaos. Nie miałam pojęcia za co mnie przepraszał, ale nie chciałam go naciskać, dlatego również milczałam, zastanawiając się nad jego słowami. Musiałam przyznać, że naprawdę mi się to nie podobało.
*
Zestresowana stałam przed bramą, czekając na przyjazd Tony'ego. Było mi bardzo gorąco, a żołądek miałam ściśnięty w ciasny supeł. Co chwilę zaciskałam dłonie w pięści, aby choć trochę się uspokoić, ale nawet i to nie dawało żadnego rezultatu. W kółko powtarzałam sobie, że to tylko rozmowa. Nic wielkiego. Po prostu wyjaśnimy sobie parę rzeczy i będzie po sprawie.
- Hej, nie stresuj się tak. Mimo wszystko to wciąż jest ten sam Tony. Nie ważne, co będzie, on nie przestanie cię lubić - przypomniały mi się słowa Meg, kiedy starała się poprawić moją pewność siebie i mimo tego, że wiedziałam, iż to właśnie jest Tony - najbardziej pozytywny i zabawny chłopak jakiego kiedykolwiek poznałam - wciąż się martwiłam.
- Cholera jasna - syknęłam pod nosem, kiedy zauważyłam znajomy, nadjeżdżający samochód. Wzięłam kilka głębokich wdechów,  a następnie ruszyłam w jego stronę.
Tony również zaczął iść w moim kierunku. Zamierzałam się odezwać, chciałam coś powiedzieć, jednak głos ugrzązł mi w gardle. Między nami zapanowała cisza, której żadne z nas nie potrafiło przerwać.
- Przejdziemy się? - zaproponowałam, chcąc zyskać trochę na czasie, na co on twierdząco pokiwał głową. Posłał w moją stronę delikatny, uspokajający uśmiech, dzięki któremu pozbyłam się odrobiny stresu. Miałam przynajmniej pewność, że mnie nie nienawidzi.
- Przepraszam za tamto... - powiedzieliśmy jednocześnie, tym samym przerywając ciszę, która panowała między nami już od kilku minut, podczas naszego spaceru.
Spojrzałam na niego, zauważając, że on również mi się przygląda.
- Posłuchaj, Amy. Nie musisz tego robić. Ja naprawdę rozumiem. To, że ja cię lubię, nie oznacza, że ty również musisz lubić mnie. Nie chcę, żebyś się nade mną litowała. Wiem, że wtedy zrobiłem głupotę, dlatego zapomnij o tym - powiedział.
- Naprawdę myślałeś, że cię nienawidzę? - zapytałam cicho.
- Taaa... - mruknął, wzruszając ramionami, przez co mój humor momentalnie stał się jeszcze gorszy.
- Teraz ty posłuchaj i błagam, nie przerywaj mi. Lubię cię. Naprawdę, bardzo cię lubię. Jesteś najmilszym, najzabawniejszym i najbardziej kochanym chłopakiem, którego kiedykolwiek spotkałam. Trzeba ci przyznać również to, że jesteś bardzo przystojny... - Rozbawiony uśmiechnął się w moją stronę, dzięki czemu na moich ustach również pojawił się delikatny uśmiech. Chciałam być jak najbardziej szczera, dlatego zamierzałam powiedzieć mu wszystko, co leżało mi na sercu. - Uwielbiam w tobie tak wiele rzeczy, że zajęłoby mi to całe wieki, jeśli miałabym wymienić je wszystkie, .ale nie ważne. Przejdę do rzeczy. Kiedy mnie pocałowałeś... muszę przyznać, wystraszyłam się, ale to nie była twoja wina. To siedzi we mnie. Wiesz, co się działo, kiedy byłam mała. Przez to boję się teraz drugiego człowieka. Nie potrafię pozwolić komuś zbliżyć się do mnie. Dla mnie dotyk obcej osoby, nie jest czymś dobrym - mruknęłam, spuszczając jednocześnie wzrok. Naprawdę się tego wstydziłam, chociaż wiedziałam, że nie powinnam, ponieważ to nie była moja wina.
- Głupio to przyznać, ale zawsze zazdrościłam Meg. Miała Luke'a. Kiedy była z nim, była szczęśliwa. Ja także zawsze chciałam mieć chłopka, przy którym czułabym się bezpieczna, ale związek łączy się również z całowaniem, przytulaniem i bliskością, a w późniejszych latach dochodzi również seks i... oh, dlaczego ja po prostu nie mogę być taka jak inni?! - jęknęłam, wściekła na siebie, ojca i ogólnie na cały świat. Zacisnęłam powieki, gwałtownie przeczesując dłonią włosy.
- Hej, spójrz na mnie - powiedział Tony, zatrzymując się przede mną. Posłusznie otworzyłam oczy, przenosząc na niego pytający wzrok. Przez chwilę bił się z myślami, jakby szukał odpowiednich słów, jednak ostatecznie westchnął i zaczął mówić - Nie mam pojęcia, jak to powiedzieć, abyś mnie dobrze zrozumiała, ale posłuchaj. Nie jesteś normalna, to fakt, ale nie mówię tutaj o tym, że boisz się dotyku. Wyróżniasz się od innych swoją osobowością i to jest w tobie wspaniałe. Jesteś inna, ale w pozytywnym sensie. Możesz się ze mną nie zgadzać, jednak jesteś jedną z najbardziej odważnych, silnych i wytrzymałych osób, jaką znam, dlatego wiem, że poradzisz sobie i z tym problemem. Musisz też pamiętać, że nie jesteś z tym wszystkim sama. Masz Meg oraz innych przyjaciół, którzy na pewno zrobią wszystko, aby jakoś ci pomóc. Jeśli będziesz chciała, ja również postaram się coś zrobić. Dasz sobie z tym radę, ponieważ jesteś wystarczająco silna, tylko musisz w siebie uwierzyć. - Mówił to z tak wielkim przejęciem, przez co zrobiło mi się cieplej na sercu. Byłam mu ogromnie wdzięczna. On tego nie wiedział, jednak jego słowa znaczyły dla mnie bardzo wiele.
W mojej głowie trwała szalona gonitwa myśli. Czułam szybkie bicie mojego serca, a stres powoli opanowywał moje ciało. Nie zastanawiając się dłużej, zacisnęłam oczy, stanęłam na palcach i przycisnęłam swoje usta do ust Tony'ego. Tak bardzo go tym zaskoczyłam, że cofnął się gwałtownie, potknął i wylądował na twardej ziemi. Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, po czym głośno się roześmiał.
- Ty to potrafisz powalić człowieka - zażartował.
- Przepraszam! - pisnęłam, zasłaniając usta ręką, aby powstrzymać śmiech. Opadłam na kolana, aby znaleźć się na równi z nim. - Nic ci nie jest? - zapytałam zmartwiona.
- Nie, wszystko dobrze - odpowiedział, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. - To miało znaczyć, że mnie lubisz?
- Tak, lubię cię. Bardzo cię lubię, Tony - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, sprawiając, że jego uśmiech stał się jeszcze większy, dzięki czemu wyglądał naprawdę uroczo, siedząc tak na tej ziemi.
- To dobrze, bo już myślałem, że jesteś jedyną dziewczyną, która dała radę oprzeć się mojemu urokowi - powiedział rozbawiony, wywołując u mnie śmiech.
- Widzę, że znowu wrócił dawny Tony. Takiego chyba lubię najbardziej - stwierdziłam.
- Co jeszcze ci się we mnie podoba? - zapytał, a na jego ustach pojawił się podstępny uśmieszek. Wywróciłam oczami i z rozbawieniem pokręciłam głową.
- Kocham twoje poczucie humoru i te momenty, kiedy wszystkich rozśmieszasz, w tym również i mnie. Zauważyłam, że gdy przebywasz z kimś, kogo lubisz, uśmiechasz się wtedy tak cholernie uroczo. Swoją drogą... kocham twój uśmiech. Kocham to, że tak usilnie starasz się o wszystkich troszczyć, a w szczególności o Louisa. Jak już mówiłam, zrobienie listy twoich zalet zajęłoby mi całe wieki - odparłam, a kiedy zamierzał coś powiedzieć, odezwałam się ponownie. - Tony... czy między nami coś się teraz zmieni?
- A chcesz, żeby coś się zmieniło? - zapytał poważnym głosem, przerywając tym samym ciszę, która pojawiła się między nami.
Przełknęłam ślinę, zastanawiając się nad jego słowami. Czy chciałam? Z jednej strony tak, ale nie mogłam zaprzeczać, że się bałam, bo to byłoby ogromne kłamstwo. Miałam jednak jego i wiedziałam, że on postara się mi pomóc. Wierzyłam, że da radę to zrobić, dlatego odpowiedziałam:
- Chcę. Chcę spróbować.
- Nie będziemy się z niczym śpieszyć. Krok po kroku, okej? - zapytał cicho, na co w odpowiedzi pokiwałam głową.
Tony przysunął się do mnie minimalnie bliżej, wciąż nie podnosząc się z ziemi. Delikatnie chwycił swoim palcem mój, co było naprawdę urocze, ponieważ tym małym gestem powiedział mi naprawdę dużo. Dzięki niemu w końcu zaczęłam wierzyć, że jest jeszcze dla mnie jakaś szansa. On powoli otwierał mi oczy na świat.

Pomagając osobom, na którym nam zależy, pomagamy również sobie samym.

Witam Was kochani! Jestem! Nie sądziłam, że napisze ten rozdział tak szybko (wiem, że i tak trzeba było czekać, ale napisałam go zdecydowanie szybciej niż wcześniejszy)
Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam takie mieszanie perspektyw (jeszcze tylko brakuje tutaj Louisa - chociaż miał być - i byłby komplet!:)). Wydaje mi się, że ten rozdział jest taki trochę... chaotyczny, ale nie zamierzam już nic w nim zmieniać.
A więc pozostaje mi tylko powiedzieć - do następnego! (jeśli jeszcze w ogóle ktoś to czyta... czy moglibyście zostawić po sobie jakiś ślad?:))