poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 2

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________

-Meg. Już czas. Pani Tomlinson już czeka.- Do pokoju weszła opiekunka. Mocniej przytuliłam się do Amy. Nie chcę tam iść. Nie chcę aby Amy mnie zostawiała. Potrzebuję jej. Potrzebuję jej najbardziej na świecie.
-Nie chcę. Nigdzie nie idę.- Jęknęłam i wtuliłam głowę w zagłębienie między jej szyją, a ramieniem.
-Hej. Spokojnie.- Przyjaciółka delikatnie gładziła moje plecy.- Pójdę z tobą. Poczekam za drzwiami. Nie musisz się martwić.- Odsunęła się kawałek ode mnie i uśmiechnęła lekko.- Będę tam cały czas dobrze?
-Okej. Ale masz nigdzie nie odchodzić.- Zgodziłam się i cicho westchnęłam.
-Nigdzie nie odejdę. Jakby coś się działo to krzycz, a ja wpadnę tam i pozabijam dla ciebie wszystkich.- Zaśmiała się, a ja wraz z nią. Wiem, że byłaby w stanie to zrobić. Ja w sumie dla niej też mogłabym jeśli tylko by tego chciała. Skoczyłabym za nią w ognień... Albo weszłabym tam za nią, wyciągnęła z tego ognia siłą, po czym przywaliłabym jej w twarz za to, że w ogóle tam wskoczyła, a później przytuliłabym ją i powiedziałabym jak bardzo ją kocham.- Chodźce już.- Z rozmyślań wyrwał mnie głos opiekunki. Niepewnie podniosłam się z łóżka i wolnym krokiem wraz z Amy ruszyłyśmy za nią. Nie chcę. Nie chcę tam iść. Moje ręce zaczęły się pocić, a serce waliło jak szalone. Spokojnie. To tylko rozmowa. Tylko jedna rozmowa.- Nie denerwuj się.- Amy szepnęła mi do ucha. Łatwo jej powiedzieć. W sumie nie wiem dlaczego zawsze przed taką rozmową się denerwuję. Po prostu nie mogę nad tym zapanować... Chociaż teraz jest jeszcze gorzej. Jestem przerażona. Chciałabym się teraz odwrócić i uciec jak najdalej stąd. Najlepiej do domu... Do rodziców... Do mojej PRAWDZIWEJ rodziny... Tak bardzo ich potrzebuję. Tak strasznie tęsknię. Najgorsze jest to, że już nigdy nie będę mogła ich zobaczyć, usłyszeć, przytulić... Zostały mi tylko wspomnienia... Wspomnienia, które są jak opatrunek na moje rozdarte serce... Zatrzymaliśmy się przed dużymi brązowymi drzwiami. Wiedziałam co się za nimi znajduje. Trafiłam tam już zbyt wiele razy. Pamiętam każdy, nawet najmniejszy szczegół ze wszystkich rozmów jakie tam odbyłam. I nie chcę ponownie ich odbywać, bo wiem, że później i tak ponownie tu wrócę.
-Będę tu cały czas.- Zapewniła mnie przyjaciółka. Posłała mi pocieszające spojrzenie i podniosła dwa kciuki w górę.- Pamiętaj, że cię kocham i dla ciebie wyzabijam ich wszystkich. Tylko krzyknij.- Przypomniała. Uśmiechnęłam się w jej stronę i delikatnie skinęłam głową. Opiekunka spojrzała na nas zdziwiona, ale tego nie skomentowała. Przyzwyczaiła się do tego. Wiedziała, że my jesteśmy... inne... Wszyscy wiedzieli. Każdy nauczył się już, że znaczymy dla siebie bardzo dożo... że jesteśmy jak bratnie dusze. I jak ktoś skrzywdzi jedną to druga stanie w obronie i będzie walczyć jak lew... Jesteśmy przyjaciółkami, jesteśmy siostrami, jesteśmy dla siebie całym światem.... Wzięłam głęboki oddech. Pchnęłam wielkie, drewniane drzwi i niepewnie przekroczyłam próg pomieszczenia. Wszystko było dokładnie tak jak zapamiętałam. Było przytulnie i miło... Ale ja już trafiłam tu zbyt wiele razy, aby nadal tak uważać. To miejsce rodzi nadzieję... I ona trwa przez dłuższy czas... Kiedy wszystko inne ginie, znika i umiera, ona tylko pozostaje... Mówią 'nadzieja umiera ostatnia'... Ups. Moja już dawno umarła. I nie sądzę, aby odrodziła się na nowo.
-Usiądź.- Usłyszałam delikatny głos pani Mary. Była dyrektorką domu dziecka. Usłyszałam zamykanie drzwi. Przełknęłam nerwowo ślinę i usiadłam na krześle obok dyrektorki.- Meg. To jest Johannnah Tomlinson.- Wskazała na panią siedzącą za biurkiem po drugiej stronie.
-Dzień dobry.- Powiedziałam cicho i lekko, prawie niezauważalnie skinęłam głową. Lekko się uśmiechnęła w moją stronę. Wraz z panią Mary zaczęły o czymś rozmawiać. Nie słuchałam ich. Bacznie przyglądałam się kobiecie siedzącej przede mną. Sprawiała wrażenie miłej. Nawet bardzo. Jej brązowe włosy co jakiś czas niesfornie spadały jej na oczy, przez co zaczesywała je za ucho. Kiedy mówiła na jej ustach cały czas był delikatny uśmiech. Była szczupła i bardzo ładna. Widocznie nie przejmowała się moim przenikliwym spojrzeniem, którym cały czas ją przeszywałam. Ciekawe jaka jest jej rodzina. Są do niej podobni? A może całkowicie się od niej różnią? Z rozmyślań wyrwał mnie głos dyrektorki.
-A ty co o tym myślisz Meg?- Zapytała i spojrzała w moją stronę. 
-Słucham? Ja...Uh...- Spuściłam głowę i westchnęłam cicho.
-Jesteś jakaś roztargniona. Cały czas o czymś rozmyślasz.- Stwierdziła kobieta.
-Przepraszam.- Bąknęłam zmieszana.
-Ależ nic się nie dzieje.- Wtrąciła się Johannnah.- Zastanawiałam się na tym czy mogłabym porozmawiać z tobą w cztery oczy. Na osobności. Żebyś mogła mnie lepiej poznać.- Uśmiechnęła się przyjacielsko. Popatrzyłam na nią zaskoczona. Jeszcze nikt nigdy mi czegoś takiego nie zaproponował.
-Sądzę, że to bardzo dobry pomysł. Co o tym sądzisz?- Zapytała dyrektorka. Przez chwilę milczałam. W końcu jednak postanowiłam się odezwać.
-W sumie możemy porozmawiać. Czemu nie.- Delikatnie wzruszyłam ramionami. Obie się uśmiechnęły. Pani Mary podniosła się z miejsca.
-To do zobaczenia później.- Skinęła głową w stronę kobiety siedzącej po drugiej stronie biurka.- Miłej rozmowy Meg.- Pogłaskała mnie po ramieniu i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili zniknęła za drewnianą powłoką. Przez krótki czas wpatrywałam się w to miejsce, po czym odwróciłam głowę skupiając uważny wzrok na kobiecie o brązowych włosach.
-Wiem, że jesteś zestresowana.- Zaczęła cicho.- Nie przejmuj się. Ja też.- Zachichotała, a moje kąciki ust uniosły się ku górze. Czyli na szczęście nie tylko ja tak bardzo denerwuję się tą rozmową. Powiem szczerze, że trochę mi ulżyło.- Pytaj o co zechcesz. Przypuszczam, że dużo rzeczy cię zastanawia i pewnie masz dużo pytań. A więc nie krępuj się.- Zachęciła. Miała rację. W mojej głowie krążą miliony myśli i równie dużo pytań. Ale szczerze mówiąc nie wiem od czego mam zacząć. Przez chwilę zastanawiałam się nad pierwszym pytaniem. Już wiem. To pytanie jako pierwsze narodziło się w mojej głowie od kiedy usłyszałam, że ktoś ponownie chce mnie adoptować.
-Dlaczego ja?- W pomieszczeniu rozległ się mój cichy głos. Ona jakby nie za bardzo zrozumiała pytania, dlatego postanowiłam bardziej sprecyzować moją wypowiedź.- Z tylu dzieci, które są na pewno dużo lepsze ode mnie... Dlaczego pani wybrała akurat mnie?- Nabrałam troszkę pewności siebie. Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.
-Szczerze? Sama nie wiem. Kilka razy odwiedzałam to miejsce. I pewnego razu ciebie zobaczyłam. Siedziałaś wtedy na drzewie z książką na kolanach. Byłaś taka spokojna i... inna. Później dołączyła do ciebie taka dziewczyna z czarnymi włosami.- Od razu zorientowałam się, że mówi o Amy.- Wiele się o tobie dowiedziałam. Poznałam twoją historie. I wiem, że mimo tylu okropnych rzeczy, które ciebie spotkały nadal jesteś zabawną, pełną życia dziewczyną.- Nachyliła się w moją stronę.- No i po długich postanowieniach i rozmowach z mężem... zdecydowaliśmy, że to ty będziesz naszą córeczką.- Uśmiechnęła się lekko. Coś ścisnęło mnie w żołądku. Postanowiłam zadać kolejne pytanie.
-Dlaczego pani postanowiła kogoś przygarnąć?- Zapytałam ciekawa. Ta kobieta bardzo mnie... intrygowała... Tak. To chyba dobre słowo.
-Chciałam zapewnić komuś dom, bezpieczeństwo... Po prostu chciałam dać komuś tą miłość, dom, rodzinę, poczucie szczęścia... Moim zdaniem to nie jest sprawiedliwe, że wiele dzieci i tych młodszych i tych starszych mieszka tutaj samych, bez kochającej rodziny, chociaż wiele osób mogłoby im to zapewnić.- Wzruszyła ramionami.- Wszystkim należy się odrobina miłości, czyż nie?
-Tak. Ma pani rację.- Przytaknęłam. Nigdy jeszcze nie usłyszałam czegoś takiego. Zaskoczyło mnie to... pozytywnie.
-Słyszałam, że lubisz tańczyć.- Zmieniła temat.- Przez kilka dni szukałam w okolicy jakichś dobrych szkół tańca. I znalazłam kilka. Więc jakbyś chciała będziesz mogła się tam zapisać.- Powiedziała. Moje zaciekawienie wzrosło. Wyprostowałam się na siedzeniu i spojrzałam na nią radosnym wzrokiem.
-Naprawdę?- Zapytałam. Nie mogłam w to uwierzyć.
-Oczywiście. Zapiszesz się na co chcesz.- Uśmiechnęła się.- Poza tym przerobiłam trochę siłownie u nas w domu... Zmieniłam ją trochę na pokój do tańca. Będziesz mogła tam ćwiczyć, tańczyć i ogółem spędzać czas ile tylko zapragniesz.- Mój uśmiech z każdą chwilą stawał się coraz większy. Byłam tak bardzo...wzruszona i wdzięczna. Taniec znaczył dla mnie bardzo dużo. Taniec był moim życiem. Tylko gdy tańczę czuję się naprawdę dobrze i swobodnie.
-Nikt nie miał nic przeciwko, aby pani zmieniła siłownie?- Przecież nie tylko ja będę tam mieszkała. Każdy musi się czuć swobodne.
-Nie przejmuj się. Louis na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu. Przyzwyczai się.- Zapewniła. Louis? A pewnie jej syn... Albo mąż.
-Louis to pani syn czy mąż?- Zapytałam skrępowana, a na moje policzki wdarł się delikatny, niechciany rumieniec.
-Oh. Louis to mój syn. Mój mąż to Mark.- Wyjaśniła. Pokiwałam głową.
-Ile ma lat?- Zadałam kolejne pytanie.- Oczywiście pani syn.- Dodałam szybko.
-Louis jest o dwa lata starszy od ciebie. W tym roku ma osiemnaście lat.- Widać było, że bardzo go kochała. Ta kobieta ma w sobie strasznie dużo pozytywnej energii. Nie przeszkadza mi to. Wręcz przeciwnie. 
-Czym się interesuje?- Zaciekawił mnie. Chciałam się dowiedzieć o nim więcej. W końcu możliwe, że będzie moim bratem.
-Lubi sport. W szczególności piłkę nożną. Ale też jest bardzo uzdolniony muzycznie. Ślicznie śpiewa. I nie mówię tego jako jego matka.- Zachichotała.- Nie tylko ja uważam, że ma bardzo ładny głos. Ale on nie chce tego przyjąć do wiadomości. Nie lubi śpiewać przy kimś. Nie wiem dlaczego.- Wydawała się zamyślona.- A ty lubisz śpiewać?- Przez chwilę wpatrywałam się w nią zaskoczona.
-Ja? Lubię. Jednak wolę taniec. To zdecydowanie lepiej mi wychodzi.- Zaśmiałam się cicho.- Jakbym z panią zamieszkała... chodziłabym do szkoły?
-Oczywiście.- Przytaknęła.- Chodziłabyś do liceum. Wraz z moim synem. Tylko oczywiście to do innej kasy.- Pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Ja i liceum? Nie wiem. Boję się. W większości książkach, które przeczytałam liceum to nie bajka. A co jeśli mi się nie spodoba? A jak ludzie mnie tam nie polubią i znienawidzą?- Rozmawiamy już ponad godzinę. Myślę, że pani dyrektor za niedługo zacznie się niecierpliwić.- I jak na zawołanie usłyszałyśmy pukanie. Obie przeniosłyśmy wzrok w stronę drzwi. Do środka weszła pani Mary.
-Można już?- Zapytała.
- Chcesz jeszcze rozmawiać czy już kończymy?- Zwróciła się do mnie Johannnah.
-W sumie możemy kończyć.- Powiedziałam i podniosłam się z miejsca.
-Możesz już iść do pokoju.- Powiedziała do mnie dyrektorka.- A my jeszcze musimy omówić pewne sprawy.- Tym razem zwróciła się w stronę tamtej pani.
-Oczywiście.- Pokiwała głową.- Miło mi było ciebie poznać Meg.- Posłała w moją stronę przyjazny uśmiech.
-Mnie również.- Uścisnęłyśmy sobie dłonie, po czym szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Kiedy je pchnęłam i postawiłam krok przed siebie poczułam, że na kogoś wpadam. Jak tylko odzyskałam równowagę podniosłam wzrok. Stał przede mną wysoki chłopak, o brązowych włosach i szarych, przenikliwych oczach.
-Czy wy nie umiecie patrzeć przed siebie?- Westchnął poirytowany.
-Przepraszam.- Bąknęłam i szybko go wyminęłam. Kiedy wyszłam na korytarz Amy od razu do mnie podeszła. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę naszego pokoju. Wepchnęła mnie do środka i zaczęła obsypywać milionami pytań.
-I jak było? Co tak długo tam robiłyście? O czym rozmawiałyście? Jaka ona jest? Widziałaś tego przystojnego chłopaka?- Potok słów wylatywał z jej ust.- On po prostu jest boski!- Zapiszczała.
-Uspokój się.- Zaśmiałam się rozbawiona.- A teraz. Po pierwsze. Było... o dziwo dobrze. Tak...Inaczej. Po drugie cały czas rozmawiałyśmy dlatego tak długo to zajęło. Po trzecie rozmawiałyśmy... tak naprawdę to o wszystkim. Po czwarte ona jest... wspaniała. No i po piąte. Tak widziałam go... Nie wiesz przypadkiem dlaczego powiedział „Czy wy nie umiecie patrzeć przed siebie?”- Zacytowałam i zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-A bo wiesz...- Podrapała się po karku.- Bo tak jakby przez przypadek najpierw go potrąciłam, a później o mało co nie zrzuciłam ze schodów.- Powiedziała niepewnie.
-Co?!- Moje oczy podwoiły swoje rozmiary.
-Oj to był wypadek!- Jęknęła.- Nie chciałam mu zrobić krzywdy... Ale zmieńmy temat. Cieszysz się, że będziesz z nimi mieszkała?
-Nie.- Stwierdziłam. Amy zaskoczona rozchyliła usta.
-Jak to? Przecież mówiłaś, że ona jest wspaniała!- Przyjaciółka zmarszczyła brwi.
-I w tym rzecz.- Westchnęłam.- Ona jest po prostu ideałem matki! Boję się, że coś się pogmatwa tak jak zawsze.
-Nie zamartwiaj się na zapas. Masz być radosna. Rozkazuję ci być radosna.- Szturchnęła mnie w brzuch. Na moich ustach pojawił się uśmiech. Kocham ją. 
-Meg.- Do pokoju weszła dyrektorka.- Od jutra będziesz miała nowy dom.- Powiedziała radośnie.- Spakój się już dzisiaj.- Poleciła i wyszła. Moje serce przestało bić. Już jutro? Spojrzałam na Amy. Ona też była cała blada. Nie sądziłyśmy, że to wszystko potoczy się tak szybko.
-A więc mamy całą noc dla siebie.- Powiedziała cicho przyjaciółka. W moich oczach zebrały się łzy.
-A więc całą noc.- Przytaknęłam szeptem. A więc od jutra całe moje życie się zmieni...
Wtedy nie wiedziałam jak bardzo miałam racje... Moje życie naprawdę się zmieniło... Tylko nie miałam pojęcia, że to wydarzenie stanie najgorszą zmianą w  moim życiu....

No i mamy drugi rozdział! :) Tak mnie coś natchnęło i napisałam go! :) Myślałam, że dzisiaj nie skończę, ale jednak się udało ;) Co sądzicie? Podoba się? A może jednak coś się nie podoba? Piszcie wszystko! :) Zależy mi na Waszych opiniach :) Wtedy wiem czy robię coś dobrze lub źle :) Dziękuję za 9 komentarzy pod ostatnim rozdziałem! Wow ! Jestem naprawdę szczęśliwa! <3
Jak myślicie.. co się zmieni w życiu Meg? (No w sumie wiadomo, że wszystko xD)
Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga ----------> Zwiastunowo

Komentujcie miśki! :*

8 komentarzy:

  1. SUPER ROZDZIAŁ!!!!

    Idk czemu, ale płakałam na nim :') To takie piękne, że niektórym dzieciom udaje się znaleźć nowy dom. Zrobiło mi się bardzo szkoda Meg, że musiała przez to wszystko przejść :(
    Dobrze, że teraz jest w dobrych rękach ^^

    Oby Lou nie był zbyt wredny. Tak, Louis, mówię do Ciebie! *złowieszczy wzrok*

    I Amy wymiata! Noo... Tylko prawie zrzuciłam go ze schodów... hahahaha rewelka :D Bądź też moją przyjaciółką! :)

    Czekam na next z niecierpliwością :3

    Nicol <3
    http://harrykochakotki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział cudowny! :) Czekam z niecierpliwością na następny i jestem strasznie ciekawa czy ten chłopak Louis?... Raczej tak :D No to... MASZ JAK NAJSZYBCIEJ NAPISAĆ KOLEJNY ROZDZIAŁ!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super,kolejny blog i jak zwykle cudowny zabiję cię z to xD love <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dziękuję <3
      Proszę nie zabijaj! Chcę jeszcze żyć! :D

      Usuń
  4. Super! Cudny śliczny omg słów brakujue *>* Mam nadzieje że będzie dobrze w nowym domu :) Czekam na następny rozdział ! :*

    OdpowiedzUsuń