poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 3

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________

Po raz kolejny przekręciłam się na drugi bok. Westchnęłam cicho i spojrzałam na łóżko, na którym leżała moja przyjaciółka. Ledwo mogłam ujrzeć jej twarz. Jedynie delikatne światło księżyca oświetlało nasz pokój.
-Amy śpisz?- Zapytałam cicho.
-Nie. Teraz już nie śpię.- Ziewnęła i powoli otworzyła oczy.
-Przepraszam, że ciebie obudziłam. Możesz iść spać. Już nie będę cię budzić.- Powiedziałam przepraszającym tonem.
-Nie przepraszaj.- Dostrzegłam, że się uśmiecha.- Jak ty nie śpisz, ja też nie śpię.- Podniosła się do pozycji siedzącej.- Nie zostawię cię z tym sama. Wiem, ze się martwisz.- Wstała i podeszła do mojego łóżka.- Suń się.- Nakazała. Tak też zrobiłam. Posunęłam się na brzeg łóżka robiąc jej tym samym miejsce obok mnie. Wskoczyła pod kołdrę i spojrzała na mnie.- Jesteś przerażona prawda?- Zapytała. Prawie niezauważalnie skinęłam głową.- Nie martw się. Szczerze? Ja też. Więc masz pewność, że nie jesteś w tym sama.- Uśmiechnęłam się do niej. Jaka ona jest wspaniała.


-Kocham cię wiesz?- Zapytałam cichym głosem.
-Wiem.- Odpowiedziała równie cicho i tak jak ja również się uśmiechnęła.- Ja też cię kocham.- Powiedziała i mnie przytuliła. 
-Tak bardzo bym chciała abyś ze mną tam zamieszkała.- Westchnęłam. Nie chciałam tam jechać bez NIEJ. Nie dam rady.
-Ja też nie chcę żebyś mnie zostawiała.- Mruknęła.- Nie myśl o tym teraz... Śpij kochana.- Przez dłuższy czas milczałyśmy, myśląc o tym wszystkim co się ostatnio dzieje. Po dłużących się minutach, odpłynęłam w objęcia snu, spokojna, że mam przy sobie kogoś, komu ufam...
***
-Meg obudź się...- Ktoś zaczął potrząsać moim ciałem.- No już wstawaj głupku.- Jęknęłam przeciągle i zasłoniłam się kołdrą.- Dobra nie to nie...sama chciałaś.- Po chwili poczułam jak coś z wielką siłą na mnie spada. Pisnęłam przestraszona i momentalnie zerwałam z głowy pościel.- Ostrzegałam. Trzeba było wstawać.- Powiedziała Amy. 
-Nie wierzę, że na mnie skoczyłaś.- Powiedziałam rozbawiona.- Jesteś zdolna do wszystkiego... A teraz gadaj dlaczego mnie obudziłaś? Spało mi się tak dobrze, a na dodatek nie miałam koszmarów!- Powiedziałam z wyrzutem.
-Przepraszam.- Przygryzła lekko wargę.- Ale wpadłam na genialny pomysł...- Od razu stała się podekscytowana.- Nie chcesz jechać beze mnie prawda?- Uniosła jedną brew.
-Nooo...i co w związku z tym?- Spojrzałam na nią pytająco, dając jej tym samym znak aby ciągnęła dalej.
-Zabierz mnie tam ze sobą!- Uśmiechnęła się. Przez chwilę się nie odzywałam i dokładnie analizowałam jej słowa.
-Ale jak mam to zrobić?- Zmarszczyłam brwi.
-Schowaj mnie do walizki. Może się zmieszczę! Mamy jeszcze trochę czasu! Może się nam udać.- Wstała i wyciągnęła spod łóżka moją spakowaną walizkę. Wpatrywałam się w nią zdziwiona.
-Ty jesteś chora...- Powiedziałam cicho.- O matko uwielbiam cię!- Pisnęłam i rzuciłam się jej na szyję.- To naprawdę może się udać!- Mówiłam podekscytowana. Plan może i wydawał się głupi, dziwny i skazany na klęskę... Ale właśnie takie plany zawsze wychodzą najlepiej. Przynajmniej w naszym przypadku... 
-Zamknij się, bo obudzisz wszystkich i to się nie uda.- Zaśmiała się. Otworzyłyśmy torbę i wszystkie rzeczy, które znajdowały się wewnątrz, wyciągnęłyśmy i położyłyśmy na łóżko. Nie było tego dużo. To może i nawet dobrze?
-Wskakuj.- Skinęłam głową w stronę walizki. Na szczęście nie była ona małych rozmiarów, dlatego Amy może się zmieści... Przynajmniej mam taką nadzieję... Dziewczyna najpierw usiadła w środku, a później bardzo powoli się skuliła i położyła. Zmieściła się.- W tym przypadku przydało się to, że jesteś taka mała.- Stwierdziłam.
-Nie jestem mała tylko niska.- Warknęła, na co wywróciłam oczami.- Poza tym jestem od ciebie starsza o całe cztery dni.- Powiedziała zwycięsko.
-Dobra nie ważne.- Zaśmiałam się.- Uwaga, teraz spróbuję zamknąć torbę.- Podniosłam górną część walizki i 'przykryłam' nią Amy. Złapałam za suwak i pociągnęłam. Na początku szło dobrze, ale im dalej jechał zamek, tym trudniej było to zamknąć.- Nie chce iść dalej.- Powiedziałam jednocześnie siłując się z tym głupim suwakiem.- Możesz... nie wiem... Wciągnąć brzuch czy coś?- Zapytałam bezradna.
-Taa.. wciągnąć brzuch...Na pewno pomoże.- Westchnęła i mogę przysiąc, że właśnie w tym momencie wywróciła oczami.
-To co mam zrobić? To dalej nie pójdzie!- A na początku szło tak świetnie... To naprawdę mogło się udać... Dlaczego nic nigdy nie może mi wyjść?!
-Nie wiem! Spróbuj coś wymyślić.- Jęknęła.- Tu jest strasznie ciasno.- Powiedziała i zaczęła się ruszać.- Nie wygodnie mi...- Skarżyła się dalej. Rozpięłam zamek.
-Wychodź. Musimy wymyślić coś innego.- Stwierdziłam. Amy wyszła z walizki. Schowałyśmy z powrotem rzeczy do środka, po czym obie usiadłyśmy na łóżku.- A jakby nam się udało... Co byśmy wtedy zrobiły? Nie mogłabyś cały czas ukrywać się u mnie w pokoju. Co by było gdyby znalazła ciebie ta pani?- Zapytałam.
-Po pierwsze. Mogłabym tam siedzieć ukryta. Aż tak bardzo mi to by nie przeszkadzało. I po drugie. Nawet jakby mnie znalazła. I co z tego? Sama mówiłaś, że to ideał matki. Może zgodziłaby się abym tam również zamieszkała?- Wzruszyła ramionami. Gdyby Amy mogła tam ze mną zamieszkać to byłoby naprawdę cudowne. Nie potrzebuję niczego innego – tylko jej.
-O nie.- Szepnęłam i spojrzałam w stronę drzwi.- Ktoś idzie.- Obie popatrzyłyśmy na siebie.- Która godzina?!- Spytałam spanikowana.
-Ósma... Cholera.- Warknęła. Drzwi się otworzyły i do pokoju weszła dyrektorka. 
-O widzę, że już nie śpicie.- Uśmiechnęła się.- Meg gotowa?- Zwróciła się w moją stronę.
-Jak to gotowa?- Zapytałam prawie niesłyszalnie. Zamurowało mnie.
-Za niedługo przyjadą po ciebie, aby zabrać cię do nowego domu.- Powiedziała, a jej uśmiech się powiększył.
-Tak wcześnie? Dlaczego?- Gwałtownie wstałam z miejsca.- Nie chcę. Nie jadę. Zostaję tutaj.- Zaczęłam panikować.
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. To wspaniała rodzina.- Dyrektorka próbowała mnie pocieszyć.
-Niech pani nawet tego nie mówi. Podobno każda rodzina miała być wspaniała. I co? Jakoś dalej się tutaj znajduję... Nie chcę tam jechać z nimi. Chcę zostać tutaj z Amy. Błagam.- W moich oczach zaczęły zbierać się łzy.
-Niech pani nas na chwilę zostawi. Porozmawiam z nią.- Wtrąciła się moja przyjaciółka. Dyrektorka posłusznie wyszła. Kiedy drzwi się zamknęły Amy przeniosła całą swoją uwagę na mnie.- Oj Meg...- Westchnęła.- Wiesz jak bardzo cię kocham? Musisz tam jechać. Chociaż tak strasznie nie chcę abyś mnie zostawiała, to pragnę abyś była szczęśliwa. A ja jestem pewna, że oni dadzą ci to szczęście. Dlatego jedź z nimi... Dla mnie.- Uśmiechnęła się. Zauważyłam jednak, że w jej oczach również są łzy.
-Nie chcę cię zostawiać.- Zaszlochałam.
-Ja też tego nie chcę.- Pokręciła głową i podeszła do mnie. Oplotła mnie ramionami i przyciągnęła do siebie w uścisku. Odwzajemniłam to przyciągając ją bliżej.


-Co ja bez ciebie zrobię?- Zapytałam szeptem.
-Będziesz żyła z całych sił i uśmiechała się do ludzi. Będziesz w końcu szczęśliwa.- Zacisnęłam powieki, aby się nie rozpłakać. To było strasznie trudne. Moje ciało zaczęło drżeć, a z ust wydobył się cichy szloch.- Ej nie płacz. Przecież będziesz mogła mnie odwiedzać.- Odsunęła się ode mnie i popatrzyła w oczy. Ona również płakała. 
-Wiem. Jednak to nie będzie to samo... Nie będę miała przy sobie swojej drugiej połówki.- Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
-Ej... przecież ciebie mama urodziła w całości.- Zażartowała. Zaśmiałam się przez łzy.
-Jesteś taka głupia.- Powiedziałam rozbawiona.- I za to ci dziękuję... Jestem ci ogromnie wdzięczna, że dajesz mi szczęście.. że czuję się przy tobie kochana... że zawsze, nawet w najgorszych chwilach potrafisz mnie rozweselić... Jesteś moim Aniołem Stróżem wiesz o tym?- Zapytałam i otarłam mokre policzki.
-Wiem...- Również starła łzy.- A ty jesteś moim. I za to cię kocham.- Ponownie mnie przytuliła... Stałyśmy tak kilka minut szepcząc sobie na ucho jak bardzo jesteśmy dla siebie ważne. W końcu drzwi znowu się otworzyły.
-Meg... Przyszli po ciebie.- Oznajmiła dyrektorka, wchodząc do środka. Mocniej ścisnęłam przyjaciółkę.
-Idź.- Zachęciła.- Pamiętaj. Zawszę będę przy tobie i jakby się coś działo to po mnie przyłaź, a wtedy to załatwię.
-Okej.- Westchnęłam i powoli się od niej odsunęłam. Wzięłam walizkę i ponownie spojrzałam na Amy.
-Pamiętaj...Jestem twoim Aniołem.- Uśmiechnęła się.
-Na zawsze?- Szepnęłam.
-Na zawsze.- Zapewniła cicho.- Idź podbijaj serca tych wszystkich ludzi.
-Dla ciebie.- Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko, co odwzajemniła. Odwróciłam się w stronę drzwi i podążyłam za panią dyrektor, jednocześnie zostawiając za sobą cały mój świat... To tak cholernie bolało...
Zeszłyśmy razem po schodach. Przy wejściu stała pani Johannnah. Głęboko nabrałam powietrza, po czym powoli je wypuściłam.
-Witaj Meg.- Uśmiechnęła się do mnie promiennie. Ona zawsze jest taka radosna...- Gotowa?- Zapytała.
-Tak...chyba tak.- Niepewnie pokiwałam głową. 
-Możesz już iść do samochodu.- Powiedziała i wskazała na pojazd.- Walizkę możesz schować do bagażnika.- Poleciła.
-Dobrze.- Przytaknęłam i ruszyłam w tamtą stronę. Otworzyłam bagażnik, schowałam torbę po czym go zamknęłam. Pociągnęłam za klamkę i wsiadłam na miejsce z tyłu. Widziałam przez szybę, że pani Johannnah rozmawia o czymś z dyrektorką. Spojrzałam w stronę okna od mojego pokoju. Zauważyłam na szybie wielką kartkę z napisem:
„Kocham cię Meg mój Aniołku. Miłej drogi.” 
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Po jakimś czasie do samochodu weszła moja przyszła... opiekunka... Nie na zwę jej na razie mamą... Nie dam rady... Może kiedyś... Ale nie teraz... Na pewno nie w tym momencie... Odpaliła samochód i ruszyłyśmy....

Ta droga dłużyła mi się w nieskończoność... I bardzo żałuję, że ją przebyłam... Bo była to droga wprost do piekła...

Witam Was nowym rozdziałem!Wiem, że nie powala, jest trochę nudnawy i krótki, ale chciałam go dodać jak najszybciej :) Później akcja nabierze tępa ;)Zawiodłam się na sobie i jestem ogromnie zła! (oczywiście na siebie) Nie dość, że późno dodałam rozdział to jest on taki króciutki ;cProszę o wybaczenie! W następnych rozdziałach postaram się to zmienić!
Powiem szczerze, że strasznie podoba mi się zakończenie tego rozdziału ;D
Ale proszę Was o opinie bo to naprawdę ważne i bardzo motywuje! :)
Ulepszyłam trochę opis bloga (w zakładce "O blogu") i jakby ktoś był ciekawy to sprawdzajcie! :) (Jest tam pewien tekst, który pojawi się w wyjątkowym rozdziale ;)) 

Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła
Komentujcie! <3 

11 komentarzy:

  1. O jejciu! Niech ona będzie w końcu szczęśliwa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej o.o
    Ciekawi mnie czemu droga wprost do piekła
    Hmm może nie będzie się tam,z kimś dogadywać
    Cudo
    Będę czekać na następny
    Mela:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem!
    Na wstępie muszę zaznaczyć, że uwielbiam Troian, a więc przyjemnie mi się czyta. Czy Louis będzie dla niej okrutny? Dlaczego droga do nowego domu to droga do piekła? Tyle pytań ciśnie mi się przez usta, czekam na wyjaśnienia. Masz fajny styl pisania, rób to dalej, a będzie jeszcze lepiej! Czekam na rozdział 4 :)
    Belle x

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy rozdział.
    W dodatku taki kochany? Przez Amy?
    Nie wie, jak skomentować.
    Co napisać.
    Cóż rozdział Genialny!
    No i oczywiście czekam na kolejny :)

    http://unique-girl-of-the-nature.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe i fajne :)
    Informuj mnie o rozdziałach na blogu na którym zostawiłaś link.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chce 4 rozdział, koniec. • xD. Idealny :D
    Mam tylko małą rade.
    Sprawdzaj rozdziały przed dodaniem bo w którymś zauważyłam błąd. Ale po za tym zaczepiste😋. Czekam na czwóreczkę

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne, nie mogę się doczekać nexta!!! :) ~Wiktoria

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspanialy ��

    OdpowiedzUsuń
  9. Super <3333 ,,Każdy z nas tego przecież chce zatrzymać sie byle być szczęśliwym,mija czas przemija dzien ja tego chcę żyć nie na niby" Kaen
    Ciekawe czy i ona sie zatrzyma?

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham, kocham ;* zajebisty <3
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń