środa, 24 grudnia 2014

Wigilia + Louis.

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
"[T.I]" - Jak będziesz czytać wstaw tu swoje imię ;) (Aby bardziej wczuć się w historię ;))
Ukośna kursywa oznacza wspomnienia ;)
Ten imagin nie jest związany z historią! :) (Chociaż byłoby miło :))
Miłego czytania :*
_________________________________________________________________________________

-Louis widziałeś gdzieś może prezent dla Lottie?!- Krzyknęłam z góry.
-Nie! Nawet ich nie ruszałem! To ty je gdzieś przekładałaś!- Odkrzyknął. 
-Świetnie.- Mruknęłam sama do siebie. W środku się we mnie gotowało. Dzisiaj nic nie idzie po mojej myśli. Wszystko się psuje, niszczy, nic nie wychodzi, a na dodatek jak na złość od rana jestem pokłócona z Lou. Nienawidzę się z nim kłócić, ale dzisiaj już przesadził. Od tygodnia przypominałam mu, że akurat w ten dzień miał nigdzie nie wychodzić. Prosiłam go aby pomógł mi w przygotowaniach świątecznych, ponieważ już jutro Wigilia i w tym roku zjeżdża się cała nasza rodzina. Ale nie! Wielki pan Louis Tomlinson musiał jak zwykle wyjść! Rozumiem, że święta chce spędzić również z kolegami, bo szybko się z nimi potem nie spotka, ale czy oni są ważniejsi ode mnie? Przez to, że akurat dzisiaj rano postanowił gdzieś zniknąć musiałam się wszystkim zająć sama... Chciałam to wszystko przygotować wcześniej, ale on jak zwykle nie miał czasu. Ostatnio coś często nie ma dla mnie czasu... Obiecał. Obiecał, że akurat w tym dniu mi pomoże. No i oczywiście musiałam się na nim zawieść. 
-I co? Znalazłaś?- Chłopak pojawił się w pokoju. 
-Nie.- Warknęłam wkurzona.
- [T.I]... Jesteś na mnie zła?- Zapytał niepewnie. Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem i podniosłam się do pozycji stojącej.
-Czy ty siebie słyszysz?- Zapytałam na skraju wytrzymałości.- Lepiej stąd wyjdź i nie denerwuj mnie.- Drżącą dłonią wskazałam na drzwi.
-Ej co się dzieje?- Zignorował moją prośbę. Podszedł do mnie i kciukiem zaczął gładzić mój policzek tym samym potęgując mój gniew.
-Co się dzieje?- Prychnęłam.- Louis! Od tygodnia cię prosiłam abyś mi w tym wszystkim pomógł! Nie miałeś czasu. Okej. Rozumiem. Ale obiecałeś, że dziś zostaniesz ze mną i razem to wszystko przygotujemy. A ty jak zwykle wyszedłeś! Wszystko mi się wali! Dwa razy piekłam ciasto, bo za każdym razem zapominałam wyjąć go z piekarnika, ponieważ jednocześnie przygotowywałam dwanaście innych potraw! Chciałam ubrać choinkę, ale byłam za bardzo roztargniona tym gdzie ty się podziewasz i pozbijałam połowę bombek i innych ozdób. Powiesiłam na wieszaku moją sukienkę, żeby mi się nie pomięła i aby na jutro była gotowa. I wiesz co? Wylałam na nią sok porzeczkowy, ponieważ nie posprzątałeś w sypialni i potknęłam się o twoje graty! I na dodatek prezent dla twojej siostry się zgubił!- Łzy frustracji zaczęły spływać po moich policzkach. - Wystarczy?! Już wiesz dlaczego jestem zła?! Czy chcesz więcej?!
-[T.I]... Ja... Przepraszam. Musiałem załatwić coś ważnego... I...- Zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam.
-Tak... ważnego...- Pociągnęłam nosem.- Jak zwykle coś ważniejszego ode mnie.- Starłam dłonią łzy i ominęłam go, wychodząc z pokoju.
-[T.I] zaczekaj...- Chciał mnie zatrzymać, ale jak najszybciej zbiegłam na dół po schodach. Złapałam kurtkę i zarzuciłam ją na siebie. Włożyłam na nogi buty, a na głowę czapkę i chwyciłam za klamkę od drzwi wyjściowych. Chciałam je otworzyć, ale Louis naparł na nie i zatrzasnął mi je przed nosem.- [T.I] przepraszam...proszę zostań i porozmawiajmy.- Powiedział błagalnym tonem.
-Odsuń się.- Warknęłam nawet na niego nie patrząc. 
-Przynajmniej powiedz gdzie idziesz.- Powiedział cicho.
-Odsuń się do cholery.- Spiorunowałam go wzrokiem. Byłam coraz bardziej rozgniewana. Wstrzymałam oddech, zamknęłam oczy, odliczyłam od 5 w dół i odetchnęłam głęboko. Niepewnie odsunął się od drzwi, umożliwiając mi tym samym wyjście. Kiedy przekroczyłam próg domu, poczułam jak łapie mnie za rękę.
-Ale wrócisz prawda?- Zapytał cicho. W jego oczach widziałam ból. I od razu zmiękło mi serce. Nie lubię kiedy jest smutny... Bał się, że go zostawię i odejdę. Jak może myśleć, że go zostawię? Kocham go. Pomimo kłótni nie odejdę od niego. Muszę po prostu pobyć przez chwilę sama, pomyśleć i uspokoić się trochę.
-Wrócę.- Zapewniłam. Przejechałam palcem po jego knykciach i uśmiechnęłam się lekko. Puściłam jego dłoń i zaczęłam iść wzdłuż ulicy. Im dalej szłam, tym bardziej żałowałam, że nie wzięłam żadnego szalika ani rękawiczek. Bardziej naciągnęłam na uszy czapkę i schowałam ręce do kieszeni, chcąc choć odrobinę się ogrzać. Wolnym krokiem szłam ulicami, jak na razie zaśnieżonego Londynu. Lubiłam zimę. I to bardzo. Szczególnie jak padał śnieg... Poza tym jak jest zima są i później święta... A to moje pierwsze, wspólne święta z Lou... I jak na razie nie są one zbyt kolorowe... Westchnęłam cicho. Jesteśmy razem już prawie rok. Kocham go... Ale dzisiaj naprawdę mnie zranił. Już nie chodzi mi o te ciasta, bombki, sukienkę czy nawet prezent. Najbardziej zraniło mnie to, że po raz kolejny zostawił mnie samą na lodzie. Zignorował mnie, tak jakbym była niczym więcej niż powietrzem. I to w ostatnim tygodniu zdarzało mu się bardzo często... Przechodziłam właśnie niedaleko London Eye. Od razu do głowy nasunęły mi się wspomnienia. Zabrał mnie tutaj na randkę. Właśnie w ten dzień zostaliśmy parą.
-Mogę już otworzyć oczy?- Zapytałam zniecierpliwiona i jednocześnie podekscytowana.
-Jeszcze chwilę.- Tuż przy swoim uchu usłyszałam rozbawiony głos Louisa. Nagle poczułam jakbyśmy zaczęli unosić się w powietrzu.
 -Lou co się dzieje?- Zapytałam lekko wystraszona.
-Spokojnie.- Zaśmiał się. -Okej możesz już otworzyć oczy.- Zdjął ręce z moich oczu dzięki czemu mogłam podnieść powieki. Moim oczom ukazał się piękny widok.
-Louis! Zawsze marzyłam aby być na London Eye.- Zapiszczałam uradowana.
-Wiem.- Powiedział dumny.- Dlatego zarezerwowałem dla nas jedną z kopuł. Podoba ci się?- Zapytał.
-Tak. Jeszcze nie wiesz jak bardzo. Dziękuję.- Przytuliłam się do chłopaka. Objął mnie ramionami i mocniej przycisnął mnie do swojego ciała.- Jesteś najlepsiejszym przyjacielem pod słońcem.- Mruknęłam w jego szyję.
-[T.I]...- Zaczął niepewnie.- Mogę ci coś powiedzieć?
-Oczywiście.- Przytaknęłam.- Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.
-Bo ja...- Chrząknął.- Bo ja się chyba w tobie zakochałem...- Powiedział szeptem. Odsunęłam się od niego i zaskoczona spojrzałam w jego oczy. Nie odzywałam się.- Proszę... Powiedz coś...- Mruknął zmartwiony.
-To dobrze, bo ja chyba w tobie też.- Wydusiłam z siebie i złączyłam nasze usta w cudownym pocałunku...
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie i mimowolnie przejechałam opuszkami palców po ustach, wspominając ten pocałunek. Dla kogoś mogłoby się to wydawać zwyczajnym wydarzeniem. No bo przecież – zwykli nastolatkowie zostają parą. Nic nadzwyczajnego... Ale dla mnie to była wyjątkowa chwila. Bo właśnie od tamtego wydarzenia mam przy sobie cały świat... Coś mnie tchnęło na wspominki, dlatego ruszyłam w stronę plaży. Kiedy tam dotarłam zaparło mi dech w piersiach. Plaża w zimie. Niby zwyczajna, ale jednocześnie taka niezwykła... Chłodny wiatr rozwiewał mi włosy, ale nie przeszkadzało mi to. Napawałam się tym pięknem. Było tu kompletnie pusto. W sumie nie dziwię się. Jutro Wigilia. Pewnie wszyscy siedzą w domu i wspólnie przygotowują się do jutrzejszego dnia... A ja jak zawsze muszę robić coś innego niż inni... Do mojej głowy od razu zaczęły napływać niechciane myśli więc jak najszybciej je od siebie odsunęłam i skupiłam się na wspomnieniach sprzed kilku miesięcy.
-Dlaczego idziemy tak długo? Gdzie mnie prowadzisz?- Zapytałam po raz kolejny w ciągu dziesięciu ostatnich minut. Nogi bolały mnie niemiłosiernie. Piasek coraz bardziej utrudniał mi swobodne poruszanie. 
-Ależ jesteś niecierpliwa.- Zaśmiał się Lou.- Już prawie jesteśmy. Jeszcze chwilka.- Zapewnił i mocniej ścisnął moją dłoń, dzięki czemu przez moje ciało przebiegł przyjemny prąd.
-Mówiłeś tak jakieś piętnaście minut temu.- Westchnęłam.
-Ale teraz już naprawdę jesteśmy blisko.- Powiedział i się zatrzymał przez co ja również stanęłam. Wyjął z kieszeni jakąś chustę i zasłonił mi ją oczy.
-Co ty wyprawiasz?- Zapytałam. Nie odpowiedział. Poczułam jego rękę pod kolanami oraz drugą, którą owijał wokół mojej tali. Podniósł mnie 'w stylu ślubnym', przez co zaskoczona zapiszczałam cicho. Instynktownie zaplotłam ręce na jego szyi. Zaczął ponownie iść, a niedługo po tym postawił mnie na ziemi.
-Jesteśmy.- Szepnął do mojego ucha. Louis zaczął rozwiązywać mi chustę z głowy, a kiedy ją zdjął zamarłam. Stałam na środku serca zrobionego z różowych muszelek. Nad nim widniał napis „Wszystkiego najlepszego księżniczko”. Pod napisem znajdowało się małe pudełeczko. Zasłoniłam dłonią usta, a do moich oczu napłynęły łzy wzruszenia. Chłopak podszedł, wziął pudełeczko i wyjął z niego piękny naszyjnik. Przywieszka była zrobiona z dwóch literek „L” i „(Pierwsza litera Twojego imienia)”. Zawiesił mi ją na szyi, przy okazji muskając ją ustami.- Podoba się?- Usłyszałam tuż przy swoim uchu. Odwróciłam się w jego stronę.
-Pamiętałeś.- Szepnęłam. Słone łzy zaczęły spływać mi po policzkach. 
-Oczywiście, że pamiętałem.- Louis przejechał kciukami ocierając moje mokre policzki.- Przecież jesteś moją księżniczką.- Po tych słowach złączył nasze usta w pocałunku.
Stałam w jednym miejscu, a z ust nie schodził mi uśmiech. To co wtedy zrobił było naprawdę cudowne. 
Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. Wyjęłam z kieszeni komórkę.
'Louis' 
Odebrałam połączenie.
-”[T.I.] gdzie jesteś? Nie ma cię już prawie trzy godziny. Proszę wracaj już do domu.”- Usłyszałam jego zmartwiony głos. Naprawdę nie ma mnie już trzy godziny? Wydawało mi się jakby dopiero nie było mnie jakieś dziesięć minut... Nawet nie zauważyłam, ze się ściemniło.
-Zaraz będę.- Uspokoiłam go.- Pa.- Powiedziałam i rozłączyłam się. Ruszyłam w drogę powrotną.
***
Powoli nacisnęłam klamkę i bezszelestnie wsunęłam się do środka. Zdjęłam kurtkę, buty oraz czapkę i na palcach ruszyłam do salonu. Zajrzałam do środka i zobaczyłam uroczy widok. Chłopak leżał na kanapie. Wokół niego leżały ozdoby choinkowe. Oczy miał zamknięte i chicho pochrapywał. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. Wzdrygnął się i otworzył oczy.
-Wróciłaś.- Mruknął.- Musiałem zasnąć.- Przetarł leniwie oczy i podniósł się do pozycji siedzącej.- [T.I] naprawdę przepraszam... Nie chciałem zostawić cię dzisiaj samej. Wiem schrzaniłem sprawę. I jest mi naprawdę głupio, ale..- Nie dałam mu dokończyć tylko delikatnie musnęłam jego usta.
-Nic się nie stało.- Uspokoiłam go. Usiadłam obok niego na kanapie i wtuliłam się w jego ciało. Momentalnie objął mnie ramionami i przyciągnął bliżej siebie.
-Pod twoją nieobecność upiekłem ciasto, a musisz wiedzieć, że nie jestem mistrzem pieczenia, posprzątałem również w pokoju, znalazłem prezent dla Lottie, wyprałem twoją sukienkę, jednak plama nie chce się zmyć i znalazłem jeszcze jakieś ozdoby i zacząłem dekorować choinkę... Ale zasnąłem.- Zachichotałam cicho.
-Kocham cię... I nie przejmuj się tym już. Najważniejsze, że jesteś tu teraz ze mną. To mi wystarcza.- Zamknęłam oczy i napawałam się jego bliskością. Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy. Pokój był oświetlony jedynie lampkami choinek... Już jutro Wigilia... Nasza pierwsza, wspólna Wigilia.

***
Po kolacji, która muszę przyznać wyszła znakomicie zaczęliśmy rozdawać sobie prezenty. 

-Dla ciebie mam inny prezent... Dostaniesz go potem...- Mruknął do mojego ucha Lou. Chciałam wiedzieć co takiego mi przygotował...
***
Wszyscy zbierali się już do domów.
-[T.I] ubieraj się.- Powiedział Louis. Zrobiłam tak jak kazał. Kiedy oboje byliśmy ubrani chłopak zawiązał mi na oczach chustkę, tak abym nic nie widziała. Wyprowadził mnie z domu i zaprowadził do samochodu. Po kilku lub kilkunastu minutach zatrzymał się i pomógł mi wysiąść z pojazdu. Zaczął mnie prowadzić przed siebie, aż w końcu się zatrzymaliśmy. Po krótkiej chwili poczułam, że się unosimy. Chłopak odwiązał mi chustkę. London Eye. Spojrzałam na niego zdziwiona. Louis klęknął na jedno kolano i z kieszeni wyjął małe, czerwone pudełeczko. - [T.I]... Dokładnie tutaj w tym samym miejscu już raz uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem... Czy zrobisz to ponownie i zostaniesz moją żoną?- Zapytał cicho. Policzki miałam mokre od łez, serce mi nie biło i miałam pustkę w głowie. Opadłam przed nim na kolana.
-Tak... Tak, tak, tak.- Szepnęłam drżącym głosem i go pocałowałam. Założył mi na palec pierścionek. - Kocham cię Louis. Tak bardzo cię kocham.- Przytuliłam się do niego z całej siły.
-Też cię kocham.- Mruknął.- Przepraszam, że przez ostatni tydzień nie poświęcałem ci zbyt wiele uwago, ale byłem zbyt bardzo zajęty przygotowaniem tego wszystkiego. Naprawdę przepraszam.
-To jest nie ważne... Tak strasznie cię kocham.- Rozpłakałam się jeszcze bardziej. To on – mój jedyny.
-Wesołych świąt księżniczko.- Powiedział i złączył nasze usta w magicznym pocałunku.


„Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu.”

_________________________________________________________________________________
No i mamy świąteczny imagin! :)
Jak się podoba ? (On nie ma nic wspólnego z opowiadaniem!)
Chciałam zrobić jakiś prezencik na święta :D
Może być? :) Wiem, że nie jest on jakiś bardzo świetny i że jest bardziej zwyczajny, taki jak inne, ale właśnie taki chciałam napisać :) - taki codzienny ;)

Wszystkim Wam życzę WESOŁYCH ŚWIĄT, dużo zdrówka, szczęścia, radości, samych najlepszych przyjaciół, tylko miłych ludzi wokół Was, No i oczywiście spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń!
Oby Wigilia u Was była jak najlepsza w gronie kochającej rodziny! <3


No i oczywiście dzisiaj urodzinki Tego pana! :D

Louis i tak wiem, że tego nie przeczytasz, ale chciałam Ci złożyć krótkie życzenia :)

Jesteś jednym z najwspanialszych ludzi na Ziemi!
Jesteś pełnym życia, zabawnym, uroczym już mężczyzną!
Nie mogę uwierzyć, że masz 23 lata, jak dopiero co byłeś zwariowanym chłopakiem z Xfactora ;')
Zmieniłeś się, ale kto się nie zmienia? Wydoroślałeś (choć nie zawsze to okazujesz xD).
Zawsze byłeś, jesteś i będziesz dla mnie (i dla wszystkich Waszych fanów) najważniejszy.
Życzę Ci dużo szczęścia, zdrowia, chęci do życia, abyś nadal kochał to co robisz i aby Ci to sprawiało przyjemność... życzę duuużo miłości <3 Oraz spełnienia najskrytszych marzeń <3
KOCHAM CIĘ LOU <3


3 komentarze:

  1. O joj... To takie słodkie... Faktycznie szkoda, że nie jest tak już w tej historii, tylko tu... :( Ale pewnie będzie! :D Ma być! :D czekam na rozdział 3 i WESOŁYCH ŚWIĄT Iwa! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Iwa... Gratuluję nominacji do Libster Avard!!
    http://lost-in-their-own-feelings.blogspot.com/2014/12/libster-avard-01.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój blog właśnie został pomyślnie dodany do Katalogowego Świata

    OdpowiedzUsuń