sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 4

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
Droga była bardzo długa. Stresowałam się ogromnie. Starałam się ukryć atak paniki, aby ona tego nie zauważyła. Chciało mi się płakać, wrzeszczeć i krzyczeć. Miałam ochotę zatrzymać pojazd, wysiąść i uciec stąd jak najdalej... Ale tego nie zrobiła. Zostałam i udawałam, że wszystko jest w porządku... Jednak nic nie było w porządku...  W końcu zatrzymaliśmy się pod ogromnym domem. Domem? Co ja gadam?! To chyba willa jak nie zamek! Ta rodzina musi mieć bardzo dużo pieniędzy... Nerwowo przełknęłam ślinę. O mój Boże... Naprawdę żałuję, że nie ma tu ze mną Amy... Ona strzeliłaby jakimś swoim „mądrościowym” tekstem na poprawę humoru... Ale jej tu ze mną nie ma... Została TAM... Sama...Matko. Chcę wracać! 
-Ej. Nie stresuj się.- Pani  Johannnah odwróciła się w moją stronę. Położyła swoją dłoń na mojej i delikatnie palcem gładziła kostki. Uśmiechnęła się pocieszająco.- Jak coś, wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć.- Powiedziała miękkim głosem.
-Dobrze. Dziękuję.- Przytaknęłam cicho i wymusiłam blady uśmiech.
-Jak chcesz możemy tu jeszcze posiedzieć do puki nie będziesz gotowa, aby tam wejść.- Zaproponowała miło. Pokiwałam lekko głową na znak zgody. Ponownie przeniosłam wzrok na ten gigantyczny dom. Ciekawe jak jest w środku. Ile jest pokoi? Czy w środku będzie tak przytulnie i miło? Czy jej rodzina mnie zaakceptuje? Pomimo całego stresu oraz strachu, które się we mnie kotłują jestem ciekawa i poniekąd podekscytowana. Ta kobieta jest inna...wyjątkowa. Czuję to. Może dlatego, że jest taka kochana? Nie mam pojęcia, ale wiem, że na pewno różni się od innych.- Gotowa?- Z zamyślenia wyrwał mnie jej głos.
-Tak.- Odwróciłam się w jej stronę i skinęłam głową. Na jej ustach zagościł promienny uśmiech.
-No to ruszamy!- Powiedziała radośnie. Domyślam się, że ona jest tak samo zestresowana jak ja... Ale nie wiem czym... Przecież jak nie będzie mnie chciała to może się mnie pozbyć... tak jak w sumie wszyscy. Wzdrygnęłam się lekko na wspomnienie tych rodzin... Nie, że byli dla mnie źli czy niedobrzy... Wręcz przeciwnie. Byli... mili. Ale nie traktowali mnie jak rodzinę. Tylko nie wiem... Jak gościa? Chwilowego mieszkańca ich domów? Uh... To mnie najbardziej w nich wszystkich irytowało... No i oczywiście każdy z nich po jakimś czasie się mnie pozbywał... Pokręciłam głową, chcąc wyrzucić z siebie niechciane wspomnienia. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę od drzwi samochodu. Otworzyłam go i niepewnie wyszłam ze środka. Pani  Johannnah wyciągnęła moją walizkę. Wzięłam ją od niej i podziękowałam cicho. Ruszyłyśmy w stronę wejścia do domu. Stanęłyśmy przed drzwiami. Kobieta zaczęła przeszukiwać kieszenie, po czym wyciągnęła z nich klucze. Otworzyła drzwi i wpuściła mnie do środka. Zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony.
-Łał.- Tylko tyle zdołałam wykrztusić. Nic innego nie przychodziło mi do głowy. To miejsce było piękne. A to dopiero przedsionek.... Ciekawe jakie wrażenie zrobi na mnie reszta mieszkania.
-Rozbierz się. Pokażę ci twój pokój, a później resztę mieszkania.- Podyktowała. Zdjęłam buty, odwiesiłam kurtkę i ponownie złapałam za rączkę  torby i poszłam za panią Johannnah. Weszłyśmy po schodach i powędrowałyśmy korytarzem na prawo. Minęliśmy masę drzwi, aż w końcu zatrzymałyśmy się przy przed ostatnich na tym korytarzu. Nacisnęła klamkę i pchnęła drewnianą powłokę.- Zapraszam.- Skinęła gestem ręki do środka. Przekroczyłam próg pokoju i stanęłam jak wryta. Ściany miał ciemnofioletowe, tylko jedna z nich, ta główna, największa była szara. Meble były nowoczesne i idealnie pasowały do tego wystroju. Łóżko było ogromne, z również ciemnofioletową pościelą... Jednak coś innego przykuło moją uwagę... Mianowicie małe 'łóżko' zamiast parapetu. Wokół były dwie szafy z książkami.
-O jejku.- Szepnęłam.
-Podoba ci się? Słyszałam, że lubisz czytać, więc razem z mężem przemeblowaliśmy ten pokój trochę, aby tobie pasował. Jeśli coś ci się nie podoba to powiedz, a to zmienimy.- Podeszła do mnie i przyjrzała mi się uważnie.
-Nie trzeba.- Pokręciłam głową.- Wszystko jest takie idealne.- Przeszłam się po pomieszczeniu. Jeździłam opuszkami palców po meblach, badając każdy szczegół. Kiedy odwróciłam się w stronę kobiety, ona przyglądała mi się z uśmiechem i...troską? Nie wiem.
-Chcesz się najpierw rozpakować czy od razu pokazać ci resztę domu?- Zapytała. Przez chwile się zastanawiałam. Muszę się rozpakować, ale jednak, strasznie ciekawi mnie reszta domu. Jednak chyba się jeszcze wstrzymam.
-Rozpakuję się.- Stwierdziłam.
-Dobrze. To ty się tu udomów, a ja zobaczę tylko czy Louis i Mark są w domu.- Powiedziała i wyszła z pokoju. Podeszłam do szafy po czym ją otworzyłam. Było już tam sporo ciuchów. Wszystkie w moim rozmiarze. Nadal miały metki. Spojrzałam na cenę.
-O matko.- Szepnęłam. To jest za drogie! Będę musiała o tym z nimi porozmawiać. I tak już zrobili dla mnie wiele. Nie muszą wydawać na mnie dodatkowych pieniędzy... Otworzyłam walizkę i zaczęłam wypakowywać jej zawartość. Po około godzinie wszystko było na swoim miejscu. Ponownie rozejrzałam się po pokoju. Był idealny... Chociaż nie. Bo to nie był MÓJ pokój z dzieciństwa... Ale jest piękny. I to bardzo... Wolnym krokiem usiadłam na łóżku i z kieszeni spodni wyjęłam zgięte na pół zdjęcie. Rozłożyłam je, a na moje usta od razu wpłynął uśmiech. Poczułam w sercu znajomą tęsknotę. Przyglądałam się fotografii, na której znajdowali się moi rodzice. Byli wtedy tacy radośni.- Tęsknię za wami.- Szepnęłam i kciukiem delikatnie przejechałam po zdjęciu.- Tak cholernie mi was brakuje. Dlaczego musiałam was stracić? Dlaczego nie zginęłam razem z wami?- Zapytałam cicho, a w moich oczach zaczęły zbierać się nieproszone łzy. Nie. Nie będę płakać. Oni by tego nie chcieli. Zbyt dużo w swoim życiu przepłakałam.- Powinniście być ze mnie dumni... wiem, że jesteście.- Uśmiechnęłam się, jednak oczy nadal miałam zaszklone.- Wytrzymałam bez was tyle czasu i nadal żyję... Chodź było ciężko. Dałam radę dla was.- Tak strasznie chciałabym aby byli przy mnie. Aby mama mnie przytuliła, a tata opowiedział kolejną zabawną historię  z dzieciństwa. Chciałabym siedzieć z nimi, pić gorącą czekoladę i rozmawiać o różnych dla innych nieważnych, ale za to dla nas bliskich rzeczach...
-Nie przeszkadzam?- Usłyszałam cicho głos mojej nowej opiekunki.
-Nie.- Zaprzeczyłam i zamrugałam kilkakrotnie, aby przegonić łzy.- Wszystko dobrze?- Jej mina trochę zrzedła. Podeszła do mnie i usiadła obok na łóżku.
-Tak wszystko dobrze.- Pociągnęłam nosem.
-To twoi rodzice?- Zapytała wskazując osoby na zdjęciu.
-Tak.- Przytaknęłam i ponownie skupiłam na nich wzrok.
-Twoja mama była bardzo ładna. W sumie twój ojciec też. Jesteś do nich bardzo podobna.- Uśmiechnęła się. Na moich ustach również zamajaczył delikatny uśmiech. Tak... Moja mama naprawdę była śliczna. I nie mówię tego tylko dlatego, że jest moją mamą... Wiele osób tak uważało.- Tęsknisz za nimi co?
-I to bardzo.- Westchnęłam.- Chciałabym, żeby tu byli.- Poczułam jak czyjeś ramiona mnie oplatają i zamykają w miłym uścisku. Niepewnie się do niej przytuliłam. 
-Chodź pokażę ci resztę domu.- Powiedziała po kilku minutach. Odsunęłam się od niej. Wstałyśmy i wyszłyśmy z pokoju... Oprowadziła mnie po całym domu. Pokazywała mi różne pokoje gościnne i również inne. Mówiła gdzie są łazienki, gdzie salon, kuchnia i ich sypialnia... Mieli tu nawet basen! Ogromny i nowoczesny! Wróciliśmy z powrotem pod drzwi mojego pokoju, ale nie weszliśmy do niego. Podeszłyśmy do ostatnich drzwi, które znajdowały się zaraz przy moich.
-A to sypialnia Louis'a.- Powiedziała i nacisnęła klamkę. Weszłyśmy do środka. Pokój miał bardzo ładny. Górowały tu szarości lub czerń, gdzieniegdzie biel. Mimo, że po podłodze walały się jakieś ubrania lub inne rzeczy jednak to dodawało temu miejscu uroku. Do chłopaka to miejsce pasuje idealnie.
-Bardzo tu ładnie.- Stwierdziłam. Usłyszałam chrząknięcie i razem z panią  Johannnah obróciłyśmy głowy w stronę, z której dochodził dźwięk. W wejściu, oparty o framugę drzwi stał młody chłopak. Był wysoki, miał brązowe, potargane włosy i szare oczy.
-O Meg. To jest właśnie Louis.- Oznajmiła mi.- Właśnie pokazuję Meg dom.- Zwróciła się do chłopaka.
-Możesz pokazywać. Mnie to nie przeszkadza.- Wzruszył ramionami i wszedł do środka.- Ale mówiłem ci milion razy, że do mojego pokoju jest wstęp wzbroniony. I to tyczy się wszystkich. Bez wyjątku...Nawet jeśli chcesz jej pokazać dom... Uznaj, że mój pokój nie jest częścią domu.- Zaplótł ręce na klatce piersiowej i stanął przed swoją mamą. Był od niej dużo wyższy. W sumie jest pewnie wyższy od większości osób... Ode mnie na pewno. Stałam z boku i trochę skrępowana się im przyglądałam. Louis przeniósł na mnie wzrok i zmierzył mnie przenikliwym wzrokiem.
-Oj dobra dobra. Już wychodzimy.- Powiedziała i potargała jego włosy. On jedynie wywrócił oczami, ale jednak lekko się uśmiechnął.- Chodź Meg.- Powiedziała do mnie i skinęła głową w stronę wyjścia. Chłopak ostatni raz mi się przyjrzał po czym jak wyszłyśmy, zamknął drzwi.- Teraz to co chcę ci pokazać zostawiłam na sam koniec.- Powiedziała podekscytowana i złapała mnie za rękę i pociągnęła. Zeszłyśmy po schodach na parter i podążyłyśmy w stronę kolejnych schodów, które prowadziły chyba do piwnicy. Zeszłyśmy na dół. Było strasznie ciemno przez co nic nie było widać.
-Uwaga...- Szepnęła podekscytowana.- Ta da!- Zaświeciła światło, a moim oczom ukazała się ogromna, nowoczesna sala do tańczenia. Zasłoniłam dłonią usta.
-O mój Boże...- Szepnęłam.
-Robi wrażenie co?- Stanęła obok mnie, a na jej ustach był wielki uśmiech.- Razem z Mark'iem pracowaliśmy nad tym trzy tygodnie. Chcieliśmy, aby wszystko było idealnie i aby tobie się to spodobało.- Dodała radośnie.
-Dziękuję pani. Jest naprawdę idealnie.- Uśmiechnęłam się do niej.
-Jaka pani? Mów mi...- Przerwała na chwilę.- Jay.- Uśmiechnęła się miło.
-Dobrze Jay. Jeszcze raz dziękuję.- Również się uśmiechnęłam.
-Nie ma za co. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.- Położyła rękę na moim ramieniu. Ona jest taka kochana. Nie jest taka jak moja mama, ale tak czy siak jest wspaniała. Może tym razem będzie inaczej? Może w końcu będę miała rodzinę? Nie wiem... Ale mam szczerą nadzieję, ze tak...- Możesz porobić sobie co zechcesz... Masz cały dom dla siebie. Ja w tym czasie przygotuję śniadanie. Przypuszczam, że jesteś głodna oraz stwierdzam, że od rana nic nie jadłaś.- Powiedziała. Jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu.- Jak będzie gotowe to cię zawołam.- Zaśmiała się i poszła. Zostałam sama. Ponownie spojrzałam przed siebie. To miejsce jest naprawdę cudowne. Myślę, że będę tu spędzała całe dnie... Pomijając chwile, w których będę siedziała z książką w moim nowym kąciku do czytania... Podeszłam do bardzo nowoczesnego odtwarzacza muzyki. Włączyłam go, a z głośników popłynęła powolna i spokojna melodia jakiegoś utworu. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wczułam się w piosenkę i już po chwili stawiałam taneczne kroki. Poruszałam się do rytmu. Miałam zamknięte oczy i w kilka chwil byłam pochłonięta tańcem. Nawet nie zauważyłam, że przetańczyłam już kilka utworów. Mój humor był naprawdę dobry.. Ale nie dziwię się, bo kiedy tańczę czuję się naprawdę szczęśliwa. Nagle muzyka ucichła. Zatrzymałam się i spojrzałam w stronę odtwarzacza. Stał tam Louis. Dlaczego go nie zauważyłam? Cały czas tu był? Na moje policzki wpłynął delikatny rumieniec. Proszę niech się okaże, że on tego nie widział...
-Nie chcę ci przerywać, ale śniadanie gotowe.- Oznajmił. Pokiwałam jedynie głową i szybkim krokiem opuściłam pomieszczenie... Stanęłam na szczycie schodów i nie wiedziałam gdzie iść dalej. Ten dom jest taki ogromny, że naprawdę łatwo się w nim zgubić.- Prosto korytarzem po czym skręcasz w lewo.- Usłyszałam tuż przy swoim uchu. Podskoczyłam lekko wystraszona.
-Dzięki.- Mruknęłam do chłopaka po czym poszłam w stronę kuchni. Kiedy doszłam usiadłam na krześle przy stole.
-O miałam już po ciebie iść.- Powiedziała pani Tomlinson. Położyła przede mną talerz z kanapkami i uśmiechnęła się miło.- Smacznego.
-Dziękuję.- Podziękowałam i wzięłam jedną kanapkę. Kobieta usiadła obok i również zaczęła jeść. Przy niej nie czułam się tak bardzo skrępowana. Wręcz przeciwnie.- Czym się pani i pani mąż zajmuje?- Zapytałam.
- Ja pracuję w szpitalu, a Mark jest adwokatem.- Odpowiedziała. Aaa... To dlatego mają tak dużo pieniędzy. Kiedy chciałam zadać kolejne pytanie do pomieszczenia wszedł Louis.- O Lou... jak jutro będziesz jechał do szkoły zabierzesz ze sobą Meg dobrze?- Zadała mu pytanie.
-A nie możesz ty jej zabrać?- Spojrzał na nią i zmarszczył brwi.
-Mam jutro pracę Louis. Dzisiaj wyjątkowo dostałam dzień urlopu.- Wytłumaczyła.
-Dobra. Zabiorę ją.- Wywrócił oczami. Wziął kanapkę i poszedł.
-Jutro idę do szkoły?- Zapytałam cicho. Boję się. Naprawdę w książkach opisują to jako okropne miejsce... W szczególności liceum.
-Tak. Już wszystko jest pozałatwiane. Nie martw się.- Posłała mi pocieszający uśmiech... Tak nagle straciłam apetyt... A więc szkoło... Nadchodzę.

No i witam Was nowym rozdziałem ;) I jak? Podoba się? Było w nim pierwsze spotkanie Meg i Louisa! :) Piszcie opinie w komentarzach! To dla mnie bardzo ważne!

Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła

14 komentarzy:

  1. Muahaha dzisiaj się spotkali!! Ciekawa strasznie jestem tego jak następnego dnia (w opowiadaniu) pojadą razem do szkoły :D To było takie fajne, jak on jej wyłączył tą muzykę i powiedział (tuż przy uchu... xD) jak dojść do kuchni :D
    Czekam na kolejny rozdział z ogromną niecierpliwością i życzę weny i w ogóle :D
    P.S Dodawaj jak najszybciej!! (Bo wiesz... Przyjdę w nocy z nożem... xD)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny, kochana! :* Nie mogę się doczekać następnego i mam nadzieję, że będzie szybko :)

    A tak btw. dziękuję ci za nominacje :) Zrobie go jutro, a jak zdąże to i dziś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki wspaniały *-* ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem mega ciekawa ja będzie wyglądał dalszy los Meg ;*
    Pisz szybko nexta bo nie mogę wytrzymać ;3
    Życzę wenyy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O jezusie! Matko boska. Co tu pisac? Rozdzial swietny. kzjjxjdhdhhdfuffb ck ja gadam on jest zajebisty. Ciekawi mnie co takiego zlego jest w tym domu. Co takiego ja czeka. WENY <3 Sory ze pisze z anonima ale cos mi sie posralo i nie moge sie zalogowac. - Merc*.*
    PS: zajrzyj do mnie jak masz ochote: merc-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku. Serio bardzo fajnie. Jestem ciekawa co dalej bedzie. Co ile dodajesz rozdziały? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba :)
      A co do rozdziałów to różnie... Zależy jak się wyrobię i jak szybko napiszę nowy rozdział :)

      Usuń
  7. Super, czekam na nexta :) ~Wiktoria

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej informacji: http://angels-to-fly-fanfiction.blogspot.com/2015/01/liebster-award.html xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Rany.... Tak ryczałam na tym rozdziale.... No po rpostu łzy strumienami ciekły mi po policzkach.
    To było piękne :')
    Cudowne.
    Boskie.
    Rewelacyjne ♥
    N.x

    OdpowiedzUsuń