wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 10

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
To co jest tu na początku przechylona kursywą to jest kolejna zapowiedź przyszłych rozdziałów ;)
_________________________________________________________________________________
'-Szukając szczęścia, zawsze natrafiamy po drodze na różne przeciwności losu. Ale to właśnie takie niefortunne zdarzenia naprawdę potrafią nas nauczyć jak żyć.
-Ty właśnie tym dla mnie jesteś.
-Czym?
-Niefortunnym zdarzeniem uczącym mnie życia. I kiedy ci się to uda... Staniesz się moim szczęściem.'
*** ***
Niall zaparkował samochód na podjeździe ogromnego domu.
-Dziękuję za podwózkę. Nie musiałeś.- powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko w jego stronę.
-Nie ma za co. I tak nie miałem nic do roboty.- Wzruszył ramionami i również na jego ustach zagościł uśmiech. Pożegnałam się z nim i wyszłam z samochodu. Chłopak odjechał, a ja wolnym krokiem skierowałam się w stronę domu. Jednak nie poszłam tam. Zwróciłam się w stronę ogromnego ogrodu. Było tu mnóstwo drzew, które tworzyły mały lasek. Sadzawka wodna z małym mostem nad nią dodawała uroku temu miejscu. Ruszyłam w stronę małej ławeczki, która znajdowała się wśród drzew. Idealne miejsce do zaszycia się i poczytania.
-Oh Meg. Nie wiedziałam, że tu jesteś.- Podskoczyłam lekko wystraszona, kiedy usłyszałam czyjś głos. Odwróciłam się w stronę, z której on dochodził.- Gdzie jest Louis?- zapytała mnie jego rodzicielka. Odetchnęłam cicho po czym się odezwałam.
-Nie wiem. Musiał coś załatwić, dlatego jego przyjaciel mnie podwiózł.- wyjaśniłam.
-Oh... dobrze.- powiedziała zdziwiona.- Jakbyś czegoś potrzebowała będę w domu.- Uśmiechnęła się lekko i ruszyła do budynku, jednak po kilku krokach zatrzymała się i odwróciła w moją stronę.- A i jeszcze jedno. Wiem, że lubisz tańczyć, dlatego przemyśl do jakiej szkoły tańca byś chciała chodzić. Nie masz ograniczeń.- powiedziała. Pokiwałam z uśmiechem głową, na znak, że zrozumiałam. Kobieta poszła do środka i zniknęła za drewnianą powłoką. Przez krótką chwilę stałam w miejscu. Po namyśle również ruszyłam w stronę domu i od razu skierowałam się do swojego pokoju. Wzięłam notatnik, długopis i książkę, którą ostatnio czytałam. Ponownie zbiegłam na dół i wyszłam na ten zapierający dech w piersiach ogród. Usiadłam na ławeczce pod drzewem i wzięłam mały zeszycik. Na początku zaczęłam szkicować nieznany dla nikogo – nawet dla mnie kształt. Nie zwracałam uwagi, na to co robię. Po prostu dłoń sama gładko sunęła po papierze. Z każdą kolejną kreską, dociągnięciem czy linią, formował się obraz. Całkowicie się w tym zatraciłam i nim się zorientowałam „moje dzieło” było gotowe. Rysunek przedstawiał dziewczynkę skuloną w rogu obskurnego pokoju. Była przerażona rzeczywistością i nie zwracała uwagi na otaczających ją ludzi.
Zmarszczyłam brwi i obróciłam kartkę na następną stronę. Długopis ponownie zetknął się z papierem. Zaczęłam pisać literkę po literce, które z czasem zaczynały tworzyć słowa, a słowa stawały się zdaniem.
„The time we've lost
Can't get back...”
To zdanie napisałam na górze strony. Może tak zaczęłabym pisać pamiętnik? Mogłabym przelewać swoje myśli na papier. Nie byłby on taki zwykły. Nie pisałabym w nim, tego co jest umieszczone w większości takich notatników, czyli to co zrobiliśmy przez dzień. Pisałabym tu moje problemy, uczucia. Opisywałabym co mnie smuci, cieszy, rozczarowuje... 
Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos.
-Co tam masz?- Usłyszałam.
-Nic.- pisnęłam i szybko zatrzasnęłam notatnik. Podniosłam wzrok na Louisa stojącego nade mną. Uśmiechnął się i rozbawiony pokręcił głową.- No co?- zapytałam.
-Nic.- Zaśmiał się cicho i ruszył w stronę wejścia do domu. Przez chwilę jeszcze siedziałam, aż w końcu zrobiłam się głodna. Wzięłam ze sobą rzeczy i weszłam do mieszkania. Kiesy szłam do kuchni, usłyszałam rozmowę Louisa i jego mamy.
-Dlaczego nie odwiozłeś Meg do domu, tylko musieli robić to twoi koledzy?- zapytała z wyrzutem Jay.
-A co to za różnica czy wróci ze mną czy z kimś innym? Tak czy siak trafiła do domu.- odpowiedział obojętnie.
-Dla mnie to wielka różnica! Masz się nią zajmować.- Oparłam się o ścianę i  w dalszym ciągu słuchałam ich wymiany zdań. Tak wiem nie powinnam podsłuchiwać! Ale nic na to nie poradzę! Taka już jestem – strasznie ciekawska.
-Ale ona jest dorosła! Potrafi się sobą zająć! Nie muszę siedzieć przy niej dwadzieścia cztery godziny na dobę! Jakbyś zapomniała, ja również mam życie prywatne!- chłopak był coraz bardziej zirytowany.
-Jednak ty i tak jesteś starszy. To twoja siostra.- Jay wydawała się niewzruszona jego „wybuchem”.
-I właśnie o to chodzi! Ona nigdy, powtarzam NIGDY...- dał nacisk na to słowo.-...nie była, nie jest i nie będzie moją siostrą.- burknął cicho.
-Mieszka z nami pod jednym dachem. Przyjęliśmy ją do rodziny. Kocham ją jak własną córkę... Owszem jest twoją siostrą. Nie rodzoną, ale jednak.- powiedziała. Ona mnie kocha? „Kocham ją jak własną córkę...” - te słowa echem odbijały się w mojej głowie.
-Hmmm... A tak. To WY. Czyli tata i ty przygarnęliście ją tutaj. Nie ja. Pytaliście się mnie o zdanie? Nie! Jak zwykle! Ja się nie liczę! Nie ważne czy  chciałem czy nie, żeby jakaś sierota ze mną mieszkała!- Ał... zabolało.-  Nawet jeślibym się nie zgodził wy i tak zrobilibyście swoje! Bo co was obchodzi zdanie kogoś takiego jak ja?- zapytał z wyrzutem.
-To nie prawda!- zaprzeczyła.- Obchodzi nas twoje zdanie i to bardzo.- dodała spokojniej.
-Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.- prychnął. Usłyszałam kroki i zorientowałam się, że chłopak wyszedł z kuchni. Jay cicho westchnęła. Już nie byłam głodna. Kompletnie straciłam ochotę na jedzenie. 
Szybkim krokiem wyszłam z domu. Rzuciłam na ławkę rzeczy, które trzymałam i byle jak najszybciej ruszyłam w stronę bramy wjazdowej. Chciałam się przejść. Mimo, że nie wiem za bardzo, w której części Londynu aktualnie się znajdujemy i tak szłam. Nie obchodziło mnie to szczególnie. Chciałam być sama, aby przemyśleć kilka spraw. 
Tak wiedziałam, że Louis nie uważa mnie za rodzinę i nie oczekiwałam, że przyjmie mnie z otwartymi rękami. Ale bądź co bądź zraniły mnie jego słowa.  „Nie ważne czy chciałem czy nie, żeby jakaś sierota ze mną mieszkała...” - a więc tym dla niego jestem. Sierotą, która wpakowała się w jego życie. Lepiej już chyba być nie mogło! 
Żwawo stawiałam kroki i po kilkudziesięciu minutach ciągłego marszu, w końcu zaczęłam rozpoznawać okolicę, w której się znajdowałam. Jeszcze chwilę i będę w mieście.
Jak powiedziałam tak było. Zwolniłam i już spokojnym tempem spacerowałam londyńskimi ulicami. Przyglądałam się ludziom, którzy w pośpiechu mijali mnie, chcąc pozałatwiać swoje sprawy. Widziałam dzieci, młodzież, starszych ludzi, całujące się pary... Wszyscy wydawali się podobni, jednak tak na prawdę każdy był cholernie różny. Wszyscy byli inni, ale jednocześnie tacy sami. I byłam również ja – niewyróżniająca się z tłumu dziewczyna. Samotna pośród innych. To jest naprawdę zabawne, że wśród ludzi jest się najbardziej samotnym.
Nagle poczułam, że na kogoś wpadłam. Odbiłam się od czyjegoś ciała i poleciałam do tyłu. Jak to zwykle w filmach bywa, czyjeś silne ramiona uchroniły mnie przed upadkiem... - Ha! Zabawne! Akurat tak się nie stało. To prawda. Tak się dzieje zawsze – ale tylko i wyłącznie w filmach. Jak zwykle ja nie mam tyle szczęścia, dlatego mój tyłek miał bliskie spotkanie z twardym chodnikiem.
-Ał..- jęknęłam cicho.
-Przepraszam. Zagapiłem się.- usłyszałam męski głos. Ktoś pomógł mi się podnieść i stanąć na nogi.- Nic ci nie jest?- Podniosłam wzrok i napotkałam znajome, intensywnie zielone tęczówki. Harry. Tak, chyba tak miał na imię.
-Nie, nic mi nie jest.- powiedziałam uspokajająco i lekko się do niego uśmiechnęłam, co odwzajemnił.- Ja również przepraszam. Mogłam bardziej uważać.- Wzruszyłam ramionami.
-Chcesz się może przejść? Spacer? Kawa? Herbata?- zaproponował. Energicznie pokiwałam głową. 
-Chętnie.- powiedziałam. Ruszyliśmy przez park w stronę kawiarni.
-Co robisz tutaj sama?- zapytał Harry wyraźnie zaciekawiony.
-Chciałam się przejść i przemyśleć kilka spraw.- odpowiedziałam wymijająco i lekko wzruszyłam ramionami.
-Na przykład co?- zapytał.- Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.- dodał szybko. Zachichotałam cicho.
-Usłyszałam coś czego nie powinnam... I wiem, że mieszkając z Louisem niszczę mu życie. Uważa mnie za sierotę, która trafiła do jego domu.- wyjaśniłam spokojnie.
-Tak ci powiedział?- Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-No w sumie to nie... ale w każdym bądź razie mówił coś w tym stylu swojej mamie.- Wzruszyłam ramionami.
-Uważam, że powinnaś z nim o tym porozmawiać. Wyjaśnijcie sobie to. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że mu naprawdę o to chodziło. Tak może jest strasznie chamski, ale jednak jeśli chodzi o ciebie, jego zachowanie całkowicie się zmienia.- powiedział.
-Nie wiem.- Westchnęłam.- Może i z nim o tym porozmawiam. Zobaczy się.- Spuściłam wzrok.
-Przychodzisz na jutrzejszą imprezę, prawda?- Zmienił temat, dzięki czemu bardziej się ożywiłam.
-Nie wiedziałam nawet, że jakaś jest.- Zaśmiałam się.- Poza tym i tak nie dostałam zaproszenia.
-Idziesz z nami. Nie potrzebujesz żadnej zgody na przyjście.- Chłopak wywrócił oczami.
-Widzę, że ja nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie.- zachichotałam cicho.
-Fakt. Nie masz.- On również się zaśmiał. Wolnym krokiem podążyliśmy do kawiarenki...
***
-Siedziałem tam ze trzy godziny, ponieważ oni zgubili klucz.- mój śmiech rozniósł się po pomieszczeniu. Wraz z Harrym siedzieliśmy, piliśmy kawę i opowiadaliśmy sobie zabawne historie z naszego życia. Lubiłam towarzystwo Hazzy. Był bardzo miły, zabawny i towarzyski. Rozmawiało mi się z nim naprawdę przyjemnie. Nie brakowało nam tematów do rozmowy co było naprawdę miłym zaskoczeniem. 
Naszą dyskusję przerwał dzwonek jego telefonu. Wyjął urządzenie z kieszeni i odebrał połączenie.
-No czego chcesz?- zapytał.- Spokojnie stary. Jest ze mną.- powiedział i przeniósł na mnie wzrok.  Od razu skupiłam na nim swoją uwagę.- Spotkałem ją na ulicy.... Tak... Tak wiem... No słyszała tamtą rozmowę...Masz racje jesteś cholernym debilem....Tak dobrze słyszałeś! Jesteś debilem....Spieprzaj cioto!- warknął rozbawiony, przez co na moich ustach również pojawił się lekki uśmiech.- Nie, nie odszczekam tego.... Rozłącz się bo ci coś zrobię debilu....Pff. Przyjdę w nocy i cię zgwałcę.- powiedział i się rozłączył. Zaśmiałam się z ich pożegnania.
-Jesteście niemożliwi.- Rozbawiona pokręciłam głową.
-Taki już nasz urok.- zażartował.- Louis już tu jedzie. Lepiej przygotuj sobie mowę i wytknij mu wszystko. A i nazwij go ciotą. To na pewno pomoże.- dodał.
-Nie będę go tak nazywać!- zaprzeczyłam.- Poza tym nie chcę jak na razie z nim rozmawiać. Nie wiem co mam mu powiedzieć. W końcu to nie powinnam słyszeć tej rozmowy.- Wzruszyłam ramionami.
-Nie przejmuj się. Louis to Louis. Dupek i tyle.- powiedział pocieszająco.- Chodźmy już stąd.- rzucił banknot na stół i pociągnął mnie do wyjścia. Szliśmy wolnym krokiem, kiedy nagle ktoś do nas podbiegł i delikatnie szarpnął mnie za rękę.
-Wszędzie cię szukałem.- powiedział zdyszany Louis.
-Nie chciałam aby taka sierota jak ja ci przeszkadzała.- mruknęłam tylko.
-Eh...czyli jednak słyszałaś.- Zmieszany podrapał się po karku.- Nie miałem tego na myśli...- zaczął się tłumaczyć.
-To ja wam nie będę przeszkadzał.- wtrącił się Harry.- Do zobaczenia piękna.- Mrugnął w moją stronę i odszedł.
-Dobra przestań. To nie ważne. Przynajmniej wiem już co o mnie myślisz, dlatego postaram się nie wchodzić ci w drogę.- Chciałam się odwrócić, ale on mnie powstrzymał.
-Nie. Wcale nie wiesz co o tobie myślę.- Pokręcił przecząco głową.- Po prostu zdenerwowałem się i trochę przesadziłem. Ale nie przeszkadza mi, że z nami mieszkasz. Fakt, na początku nie byłem za szczęśliwy, ale kiedy pomału cię poznaję coraz bardziej ciesze się, że tu jesteś. I nie mówię tego abyś przestała się na mnie gniewać. Lubię cię. I uważam, że jesteś najlepszą siostrą, jaką można mieć... Zachowałem się jak dupek. Przepraszam.- powiedział szczerze. 
-Jak dupek i do tego ciota.- Starałam się ukryć uśmiech, który cisnął mi się na usta.
-Harry kazał ci to powiedzieć co nie?- Uniósł jedną brew w pytającym geście.
-Tak. I strasznie mi się spodobało mówienie tak do ciebie.- Zaczęłam się śmiać.
-Kiedyś skopię mu dupę.- Louis wywrócił oczami i uśmiechnął się.- A więc już wszystko okej?- przyglądał mi się uważnie i delikatnie przejechał kciukiem po moim policzku. Przyznaję. To było bardzo przyjemne.
-Tak. Już wszystko dobrze.- zapewniłam i przytuliłam się do niego. Objął mnie  i rękami gładził moje plecy.

On czół się winny. Ona mu wybaczyła. Oboje czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Nie przypuszczali, że to co jest między nimi kiedykolwiek może ulec zmianie. Lubili swoją obecność oraz spędzany razem czas.
Ona – czuła się przy nim bezpiecznie. Wiedziała, że jest akceptowana.
On – wiedział, że ma w niej oparcie, że może na nią liczyć.
Oni – wiedzieli czego chcieli, ale oboje byli zbyt zaślepieni aby to dostrzec. Żadne z nich nie zwracało uwagi na to, jak zachowują się w swoim towarzystwie.
Osobno byli inni. Jak dwa różne światy... Ale razem dopełniali się nawzajem. Byli jednością.

Jednak taka znajomość nie zawsze wróży nic dobrego....

Hej, cześć i czołem! :D Przybywam z nowym rozdziałem! Muszę przyznać, że dzięki Wam z moim samopoczuciem jest już lepiej :) DZIĘKUJĘ KOCHANI ♥Jak Wam się podoba rozdział? Mi... tak średnio... Jedynie do czego jestem przekonana to zapowiedź i końcówka ;) Z tego jestem zadowolona ;)
Ale piszcie co sądzicie Wy! Dziękuję bardzo za każdy komentarz, dzięki któremu szczerzę się do monitora jak głupia :DA więc KOMENTUJCIE ♥
Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga ----------> Zwiastunowo

Zachęcam do pytania bohaterów! ;*

11 komentarzy:

  1. No fakt że Harry miał rację. Louis zachował się jak ciota. Ale dobrze że ją przeprosił. No i cieszę się,że już się lepiej czujesz ;) A ta zapowiedź i końcówka rozdziału po prostu rewelacja! Jestem raka ciekawa tych przyszłych rozdziałów =D
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku... Strasznie lubię Twoje komentarze :) Jakoś tak poprawiają mi humor ^^ Dziękuję ♥♥♥

      Usuń
    2. To ja dziękuję że piszesz takie wspaniałe opowiadania :) <3

      Usuń
  2. Też się zgadzam z Natiś*. Harry w tym rozdziale był cudowny! Zaś Louis. Wielki dupek! ;( Ja bym się tak szybko nie pogodziła, chodziła nadęta i wnerwiała wszystkich na około. Rozdział jest genialny, wyśmienity, boski i brak słów ;D *o*
    Czekam na kolejne rozdziały, mam nadzieję że pojawią się szybko :*
    Kocham to opowiadanie :)
    Pozdrowienia i życzę weny,dużeeeej weny :)
    Do następnego ;*

    Wpadniesz? :)
    http://unique-girl-of-the-nature.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*
      Jejku Twoje komentarze również uwielbiam! :D (w sumie wszystkie uwielbiam, ale no... Ty i Natiś, jakoś zawsze tak bardzo poprawiacie mi humor ♥)

      I też uważam, że Louis zachował się jak dupek... Ale mogę powiedzieć, że z czasem może być jeszcze gorzej ;D (więcej nie zdradzę!)

      Jasne, że wpadnę! ♥

      Usuń
  3. A kto czyta Dary Anioła? Ja.
    Kto nie chce, żebyś zawiesiła tamtego bloga? JA!
    Proszę, nie rob tego. Wiem, że czasem brakuje weny. Znam to na własnej skórze. Proszę Cię, nie popełniaj tego samego błędu co ja. Masz tam wielu fanów (w tym mnie), którzy chcą być z Tobą do końca. Oczywiście zrozumiem, jeśli się poddasz..
    Wracając do tego opowiadania. Jak zwykle świetne. Według mnie całe dobrze wyszło, nie tylko zapowiedź i końcówka rozdziału. Nie, cały jest cudowny.
    Luis źle się zachował, ale wiem na własnej skórze, że czasem przesadzimy. Naopowiadamy różnych rzeczy, a później żałujemy. Taka już chyba ludzka natura. ;\
    Zawsze miałam słabość do Harrego! Czyż on nie jest słodki? *^* Ma takie idealnie loczki, jejciu! W ogóle mam słabość do chłopaków w lokach (Adam Sevani też jest śliczny!♡) Może i jego charakter z opowiadania nie jest prawdziwy, ale i tak ujął mnie za serce. Tak idealnie Go stworzyłaś. (Przynajmniej na razie mi się tak wydaje. XD)
    Kochana, ogółem pisząc; bardzo mi się podoba! Też bym chciała tak pisać. :*
    Ściskam ciepło! ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. kocham czytać to co piszesz :3
    czekam na next <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny, ale zajebisty!. Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej zostałaś nominowana do Libster Award.
    Więcej informacji jak i pytania znajdziesz na:
    http://not-only-strangers-can-harm.blogspot.com/2015/02/libster-award.html
    Jezu kocham Twojego bloga. Zajebisty rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super historia :)
    Przeczytałam wszystkie rozdziały (choć czasem było to wyzwanie, bo często popełniasz podobne błędy) i w sumie miło mi się to czytało :D
    Ah... Ile ja bym dała żeby mieć takich chłopaków w szkole...
    No ale cóż... życie jak to życie... A teraz z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ^-^

    OdpowiedzUsuń