niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 7

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
To co jest tu na początku przechylona kursywą to jest kolejna zapowiedź przyszłych rozdziałów ;)
_________________________________________________________________________________
'-Nie możemy żyć bez siebie i nie możemy razem być. Porąbane to pożądanie. Nienawidzę siebie za to... Jednocześnie kocham to i nie znoszę.
-Mam tego dość! Nie chcę już tak żyć! Oszukujesz sam siebie! Jesteś egoistą!
-Egoistą?
-Tak! Egoistą! Powiedz dlaczego tak bardzo lubisz znęcać się nade mną?! 
-Ja...przepraszam...
-Już sam nie wiesz co mówisz! Ja już dłużej tego nie wytrzymam...Przez ciebie tracę grunt pod nogami!
-Na pewno tego chcesz?
-Tak. To już koniec.'

*** ***
-Cieszysz się, że ją zobaczysz?- Zapytał Louis przerywając tym samym ciszę, która panowała podczas podróży.
-Oczywiście, że się cieszę. Strasznie za nią tęsknie.- Odpowiedziałam.- A tak w ogóle ile jeszcze będziemy jechać? Ta droga strasznie mi się służy.- Bąknąłem.
-Jeszcze jakieś piętnaście minut i będziemy na miejscu.- Powiedział patrząc na zegarek.
-Zauważyłam, że twoi rodzice strasznie dużo pracują. A w szczególności twój ojciec. Prawie wcale go nie ma w domu.- Powiedziałam i spojrzałam na niego.
-Tsaa...- Mruknął cicho i zacisnął usta w cienką linię. Przygryzłam lekko wargę. Powiedziałam coś nie tak?
-Przepraszam.- Szepnęłam skrępowana.
-Za co?- Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Za to, co powiedziałam. Jeśli jakkolwiek cię zraniłam to przepraszam.- Wyjaśniłam. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
-Mnie nie da się zranić.- Spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem.- Szczególnie jeśli chodzi o takie gówno.- Dodał, a ja spuściłam głowę.- Dlaczego w ogóle przepraszasz ludzi za takie błahe rzeczy?- Zapytał.
-Ponieważ nie lubię ranić innych. Akurat bardzo dobrze wiem jak to jest być zranionym i jak ciężko się o tym zapomina.- Wytłumaczyłam spokojnie.
-Jesteśmy.- Oznajmił Louis. Zatrzymał samochód na parkingu. Wysiadłam z niego i ruszyłam w stronę domu dziecka. Szłam szybkim krokiem i nie zwracałam uwagi na to co się dzieje wokół mnie. Zaszyłam się w „swoim świecie”.
-Uważaj!- Usłyszałam krzyk, po czym poczułam mocne szarpnięcie do tyłu. Tuż przede mną przejechało rozpędzone auto.- Musisz być ostrożniejsza. Nie chcemy chyba, aby coś ci się stało. Prawda?- Szepnął mi do ucha. Czułam jego gorący oddech na mojej szyi. Louis obejmował mnie ramionami i przyciskał do swojej klatki piersiowej. Stałam skamieniała i trzymałam rękę na jego dłoni, którą mocno ściskałam.- Twoje serce bije bardzo szybko.- Mruknął.
-Dziwisz się? Właśnie prawie zginęłam. I to kur*a prawie zabił mnie samochód. To chyba do cholery moje przeznaczenie zginąć pod kołami auta.- Szepnęłam przerażona.
-Spokojnie. Byłem tu i nic ci się nie stało.- Powiedział uspokajająco.
-Dziękuję.- Powiedziałam cichym głosem. Mój oddech powoli się uspokajał, a serce z powrotem wracało do normalnego rytmu.
-Nie ma za co.- Mruknął mi do ucha, po czym bardzo powoli się ode mnie odsunął.- Chodź.- Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy, po czym podążyliśmy do dużego budynku przed nami. Stanęliśmy przed drzwiami.- Prowadź. Nie wiem gdzie mamy dalej iść.- Oznajmił. Weszliśmy do środka. Ruszyłam na prawo do pokoju dyrektorki, a Louis cały czas szedł za mną nie puszczając mojej dłoni. Zapukałam i otworzyłam drzwi.
-Dzień dobry. Amy jest u siebie?- Zapytałam niepewnie. Weszłam w głąb pomieszczenia.
-Oh Meg! Witaj! Tak. Amy jest u siebie.- Powiedziała entuzjastycznie. Wstała i podeszła do mnie.- I jak się czujesz? Wszystko u ciebie dobrze?- Zapytała.
-Tak. Wszystko jest dobrze.- Wymusiłam lekki uśmiech.- Mogłabym...- Nie dała mi dokończyć.
-Tak, oczywiście. Amy na pewno się ucieszy.- Powiedziała. Pokiwałam głową i wraz z Louis'em poszliśmy w kierunku pokoju mojej przyjaciółki. Puściłam rękę chłopaka i weszłam do środka nie pukając. Dziewczyna siedziała na łóżku i czytała jakąś książkę.
-Nie nie jestem głodna i nie nie zamierzam nigdzie wychodzić.- Bąknęła, nie odrywając wzroku od książki.
-To może wrócę kiedy indziej?- Zapytałam rozbawiona. Zmarszczyła brwi i powoli podniosła na mnie wzrok.
-Meg!- Pisnęła, rzuciła książkę na drugi koniec pokoju, zerwała się z łóżka i momentalnie znalazła się przy mnie. Zarzuciła mi ręce na szyję i przyciągnęła do siebie. Również ją objęłam i przytuliłam.- Kurde tak strasznie tęskniłam.- Szepnęła.
-Je też. Tak strasznie mi przykro, że cię tu zostawiłam.- Mocniej ją ścisnęłam. Nagle ogarnęło mnie poczucie winy.- Jestem okropną przyjaciółką. Przepraszam.- Mruknęłam.
-Ej. Nie masz prawa się za nic obwiniać. Jesteś idealną przyjaciółką i lepszego głupka zamarzyć sobie nie mogłam.- Odsunęła się ode mnie, dzięki czemu mogła spojrzeć mi w oczy.- Kocham cię wiesz?- Zapytała cicho.
-Ja ciebie bardziej.- Odpowiedziałam, na co się skrzywiła.
-Nie. Ja kocham cię bardziej.- Zaprzeczyła. Kiedy chciałam się odezwać zatkała mi usta dłonią.- I nie kłóć się ze mną bo i tak wiadomo, że ja wygram.- Miała racje. I tak wygra. Zawsze wygrywa. Ale to w końcu Amy! Jak coś powie, to zawsze wychodzi na jej! I pewnie również dlatego kocham ją tak bardzo. Zdjęła dłoń z mojej twarzy.- No musisz mi wszystko opowiedzieć! Jak tam jest? W nowym domu? I co z tym przystojnym chłopakiem? Jaki jest? Ma jakichś fajnych kolegów? Jacy oni są?- Zasypała mnie masą pytań.
-Amy...- Zaczęłam jednak mi przerwała.
-Nie.... Nie mów mi, że on jest gejem.- Jęknęła.
-Nie nie jestem gejem.- Zaśmiał się Louis. Stał oparty o framugę drzwi. Przez cały czas się nam uważnie przyglądał.
-O hej.- Amy przeniosła wzrok ponad moje ramię.- Ty pewnie jesteś...- Zamilkła i przyjrzała mu się uważnie.- Louis?
-Taa...- Odpowiedział.
-No to jak? Masz jakichś fajnych przyjaciół?- Zapytała i uśmiechnęła się rozbawiona. Wywróciłam oczami i zachichotałam cicho. 
-Myślę, że na to pytanie powinna ci odpowiedzieć Meg. Jak już mówiłem gejem nie jestem.- Zaśmiał się.
-No to co Meg?- Przyjaciółka zwróciła się do mnie. Uniosła jedną brew, uważnie mi się przypatrując.
-No właśnie Meg? Podoba ci się ktoś?- Louis powtórzył gest dziewczyny i teraz oboje skanowali mnie wzrokiem. Wywróciłam oczami.
-Oh tak Amy.- Zaplotłam ręce na piersi.- Możemy zmienić temat?- Zapytałam.
-Może jednak porozmawiajmy o tym?- Drążył dalej Louis. Widać było, że jest rozbawiony tą sytuacją. Nagle zadzwonił jego telefon. Wyciągnął z kieszeni komórkę i ją odblokował. Zmarszczył brwi i przez chwilę wpatrywał się w ekran.- Meg. Zostawię cię tu na chwilę. Przyjadę za jakąś godzinę lub coś.- Oznajmił.
-Jasne nie ma sprawy.- Zgodziłam się od razu.
-A i jeszcze coś.- Odwrócił się w moją stronę zanim wyszedł.- Nie wychodź beze mnie z tego budynku.- Mrugnął żartobliwie do mnie i poszedł.
-On ewidentnie jest zbyt bardzo idealny... Jest w nim coś...- Zamilkła i zastanawiała się nad pasującym słowem.
-Niepokojącego.- Dokończyłam za nią.
-Tak. Właśnie tak.- Zgodziła się.
-Widzę, że myślimy o tym samym.- Stwierdziłam i odwróciłam się w jej stronę.
-Telepatia jest wśród nas.- Uśmiechnęła się do mnie.
-Wyjęłaś mi to z ust.- Odwzajemniłam uśmiech. W rogu pokoju zauważyłam leżącą książkę.- Ty i książka? Wszystko dobrze?- Zmarszczyłam brwi.
-Nikogo jeszcze do mnie nie dali. Strasznie się nudzę. Brakuje mi naszych wieczornych rozmów.- Wzruszyła ramionami i spuściła wzrok.


- To takie niefajne... Ja tak nie chcę.- Jej oczy się zaszkliły. 


O mój Boże. Nie. Amy nigdy nie płacze. NIGDY. To ona jest zawsze tą silną i radosną osobą. To ona zawsze utrzymywała przy życiu siebie i mnie. To dzięki niej wszystko miało jeszcze jakiś sens.
-Nie błagam Amy. Tylko nie płacz. Nie ty.- Szepnęłam rozpaczliwie. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.- Przepraszam. Tak strasznie cię przepraszam.- Poczułam jak jej słone łzy moczą mi koszulkę, ale nie obchodziło mnie to teraz. Ona płacze. Amy Moore płacze. I to przeze mnie.
-Tak cholernie mi ciebie brakuje. Czuję się samotna, To takie okropne. Nie chcę, żebyś mnie opuszczała, ale również nie chcę podcinać ci skrzydeł. Ja już po prostu nie wiem co mam robić. Czuję się zagubiona bez ciebie.- Zaszlochała, przez co mocniej ją do siebie przycisnęłam.- Boję się. Ja po prostu boję się, że cię stracę. A tego już nie zniosę. Nie chcę stracić kolejnych ważnych dla mnie osób. Nie zniosę tego.- Dodała tak cicho, że prawie jej nie usłyszałam.
-Nie. Nie stracisz mnie. Nigdy. Nie wiem dlaczego tak pomyślałaś. Nie chciałam cię zostawić. Obiecuję, że coś wymyślę.... Obiecuję.- Szepnęłam.
***
Leżałyśmy na moim dawnym łóżku. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym lub po prostu byłyśmy cicho i cieszyłyśmy się swoją obecnością.
-Tak właściwie to dlaczego twoje łóżko było tak starannie zaścielone, a moje nie?- Zapytałam. 
-W twoim lepiej mi się śpi.- Wzruszyła ramionami.- No, ale nie ważne. Mów jak tam w nowej szkole.- Zapytała zaciekawiona. Jej humor widocznie się poprawił.
-Szczerze? Okropnie. Ludzie mnie tam nienawidzą, a przynajmniej tak to okazują. Już mam jednego wroga, a to był dopiero mój drugi dzień.- Bąknęłam.
-Serio? Kto to?- Podparła głowę na ramieniu i przyjrzała mi się.
-Nie wiem jak się nazywa.- Stwierdziłam. Fakt. Nie lubię jej, a nawet nie znam jej imienia.- Taka jedna blondynka. Nie wiem dlaczego, ale większość osób nie przepada za mną przez to, z że mieszkam z Louis'em.- Westchnęłam.
-To dziwne.- Mruknęła do siebie.- Może Louis to jakiś „zakazany owoc”?- Zrobiła cudzysłów w powietrzu.
-Może.- Zaśmiałam się.
-A co konkretnie powiedziała?- Zapytała.
-Głównie mówiła abym trzymała się od niego z daleka...- Zaczęłam.- A później dodała „To, że jesteś sierotą, nie znaczy, że będziesz miała tutaj taryfę ulgową.”- Zacytowałam jej słowa, po czym przygryzłam lekko wagę.
-Nieee....- Powiedziała i podniosła się do pozycji siedzącej.- Naprawdę tak powiedziała?- Uniosła brwi w geście zdziwienia.
-No.- Przyznałam.
-A to wredna zdzira.- Warknęła.
-I mnie to mówisz?- Prychnęłam.- Tak strasznie mnie wtedy wkurzyła.
-Jak ona lub ktokolwiek inny jeszcze raz powie do ciebie coś takiego lub podobnego, masz mi o tym od razu powiedzieć, a przyjadę tam i rozprawię się z nimi.- Powiedziała po czym ponownie położyła się obok mnie.
-Okej.- Uśmiechnęłam się do niej co odwzajemniła.
-Czekaj.- Sięgnęła ręką do szuflady od szafki nocnej, stojącej przy łóżku.- Zapisz mi na kartce adres tej budy, to w razie czego to będę wiedziała gdzie ich szukać.- Podała mi kartkę wraz z długopisem.
-Mówisz poważnie?- Uniosłam brwi.
-Czy ja kiedykolwiek mówiłam coś niepoważnie?- Zapytała.
-Szczerze? Tak.- Wyszczerzyłam się w głupkowatym uśmiechu.
-Ej!- Udawała oburzoną.- No dobra.- Zachichotała.- Ale teraz mówię jak najbardziej poważnie.- Dodała.
-Ale jest jeden plus tej szkoły...- Zaczęłam.
-Nie...- Pisnęła.- Czyżby tym plusem był chłopak?- Oh tak. Ona zawsze wiedziała, kiedy chodzi mi o chłopaka. Nic dziwnego, że się tak ekscytuje, ponieważ ja nigdy nie miałam chłopaka i rzadko kiedy przebywałam w ich towarzystwie.
-Tak tym plusem jest chłopak.- Rozbawiona wywróciłam oczami.
-Kto to? Jaki jest?- Zaczęła swoje „przesłuchanie”.
-Nazywa się Tony. Już w pierwszy dzień, jako pierwszy wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Jest naprawdę przemiły, uroczy i zabawny. Jest o dwa lata starszy i chodzi z Louis'em do klasy.- Wyjaśniłam.
-Przystojny?- Zadała kolejne pytanie.
-Bardzo.- Przyznałam.- Brązowe włosy, które są wiecznie w nieładzie, co jest cholernie idealne. I te jego oczy. Cudowne, wiecznie radosne, piwne oczy. Idealnie zarysowana szczęka i widoczne kości policzkowe... Wysoki, dobrze zbudowany i umięśniony.- Opisałam go. W mojej głowie od razu pojawił się jego obraz.- Ale najbardziej cenię w nim to, że nie ocenia mnie tak jak inni. On chce mnie poznać. Nie wymysły innych. Chce znać prawdziwą mnie.- Dodałam ciszej.
-Z tego co wywnioskowałam po twojej wypowiedzi jest mega ciachem z fantastycznym charakterem... Muszę go poznać lub przynajmniej zobaczyć go na zdjęciu.- Powiedziała z uśmiechem.- Podoba ci się on?- Zapytała.
-Jak na razie traktuję go bardziej jako najlepszego przyjaciela.- Wyjaśniłam i przygryzłam lekko wargę.
-Mam być zazdrosna?- Zażartowała.
-O tam.- Teatralnie wywróciłam oczami.- Ty i tak zawszę będziesz na pierwszym miejscu.- Uderzyłam ją w ramię.
-Wiem i za to właśnie cię kocham.- Uśmiechnęła się, ukazując tym samym swoje śnieżnobiałe zęby.
-Ja też cię kocham.- Odwzajemniłam uśmiech. Usłyszałyśmy jak ktoś otwiera drzwi, dlatego obie spojrzałyśmy w tamtą stronę.
-Meg. Czas wracać.- W drzwiach stanął Louis.
-Już? Tak szybko?- Mina mi zrzedła.
-Siedzisz tu już jakieś cztery godziny.- Stwierdził.- Chodź już.- Ponaglił. Był jakiś inny. Bardziej.. zimny.
-Oh. No dobrze.- Szepnęłam i wstałam z łóżka.- Do zobaczenia Amy. Przyjadę za niedługo.- Przytuliłam ją na pożegnanie.
-Kocham cię. Będę cholernie tęsknić. Wracaj szybko.- Mruknęła.- Uważaj na siebie.- Dodała cicho tak, żebym tylko ja to słyszała.
-Będę.- Powiedziałam i razem z Louis'em wyszliśmy.
***
-Coś się stało?- Zapytałam, przerywając tym samym niezręczną ciszę, która panowała podczas podróży.
-Nie. Wszystko jest okej.- Odparł sucho i podgłośnił muzykę, dając tym samym znak, że rozmowę uznaje za zakończoną. Westchnęłam cicho i zaczęłam wpatrywać się w widoki za oknem.
***
-Meg. Meg obudź się.- Usłyszałam czyjś głos.
-Mamo?- Zapytałam cichym głosem. Jej poturbowane ciało leżało obok mnie. Ale nie była sama. Obok niej ktoś leżał.
-Amy...- Szepnęłam przerażona.- Amy nie! Błagam otwórz oczy! Mamo! Tato!... Amy.... Nie, nie tylko nie wy...- Szlochałam, a moim ciałem wstrząsał dreszcz.
-Meg otwórz oczy!- Usłyszałam czyjś głos, ale nie zwracałam na niego uwagi. Wpatrywałam się w martwe ciała najważniejszych dla mnie osób. 
-Niech ktoś mi do cholery pomoże!- Wrzasnęłam roztrzęsiona. Chciałam się ruszyć, jednak całkowicie zgnieciony dach auta mi to uniemożliwiał. Usłyszałam kroki, po czym jakiś obcy mężczyzna wyciągnął mnie z samochodu.- Nie! Zostaw mnie! Zostaw mnie z nimi!
-Meg!- Poczułam mocne szarpnięcie. Gwałtownie otworzyłam oczy. Byłam cała spocona, mokra koszulka przykleiła mi się do pleców. Z oczu płynęły łzy, mój oddech był przyśpieszony, a serce biło nierównomiernie. Nade mną znajdował się Louis. Miał rozszerzone oczy. Był przerażony.- Boże myślałem, że już się nie obudzisz.- Szepnął, a na jego twarzy wymalowała się widoczna ulga.
-Co się stało?- Zapytałam cicho.
-Krzyczałaś. Nie wiedziałem co ci się dzieje. Rodziców nie maa, ty nie chciałaś się obudzić... spanikowałem.- Przyznał.
-Przepraszam. Często miewam koszmary, dlatego zazwyczaj spałam z Amy. Uh. Wybacz, że cię obudziłam. Możesz iść już do łóżka. Obiecuję, że to się nie powtórzy.- Powiedziałam cicho.
-Suń się.- Mruknął i wepchnął się obok mnie na łóżko.
-Co ty robisz?- Zmarszczyłam brwi.
-Nie widzisz? Idę spać. Udawaj, że jestem Amy.- Uśmiechnął się do mnie.
-Dlaczego to robisz?- Spytałam, a moje kąciki ust uniosły się lekko ku górze.
-Nie wiem.- Wzruszył ramionami.- Ale jutro jest szkoła, a ja chcę się wyspać i przypuszczam, że ty też. Jest czwarta nad ranem więc śpij już.
-Dobranoc.- Mruknęłam.
-Dobranoc.- Odpowiedział szeptem. Ostatnie co słyszałam to jego miarowy, spokojny oddech, po czym odpłynęłam w sen.

Przybywam z nowym rozdziałem! :)Wiem... nie jest fantastyczny...Mam pewne pomysły, ale jeszcze nie wiem, jak je ukarzę ;)
Komentujcie! ♥ To tak strasznie ważne! ♥
Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga -----------> Zwiastunowo
Nicol prosiła mnie abym założyła zakładkę "pytania do bohaterów" ... zastanawiam się nad tym i nie wiem... chcecie, żebym założyła? :) Piszcie!

13 komentarzy:

  1. Tak! Zakładaj zakładkę!
    Hahaha xD
    "-Nie widzisz? Idę spać. Udawaj, że jestem Amy."
    :D To mnie rozwaliło xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha to też mój ulubiony cytat! xD

      Yeaaaah patrz ile ludzi popiera mój pomysł! Czuję się akceptowana ^^

      Rozdział boski, cudowny i wgl ostatni akapit rozwalił system, to było jedno wielkie 'AWWWWWWWWWWWWW *-*"

      Czekam na nexta!
      N.x

      Usuń
    2. Mój tez! :D <3 Blagam dodaj nn <3

      Usuń
  2. Heej, cudny rozdział!
    Do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy rozdział! Super i boski! :*
    Louis mnie rozbawił z tą Amy. Ale kochany <3 :D
    Nie mogę się doczekać kolejnego! :3
    Wow, proszę daj szybko następnego :)

    (Zapraszam) http://disappear-silence.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział po prostu boski
    <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział super. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak zrób zakładkę <3 Rozdział boski . Ciekawi mnie tylko to dla czego Louis był tak strasznie później oschły. :D Czytam twoje Dwa blogi i jestem taka podjarana. *.* Tak mi szkoda Amy, jest taka fajna :c Najlepszy koniec. Haha xd Kocham twoje blogi. Codziennie sprawdzam czy nie ma rozdziału. ;) Czekam na następny rozdział. :3 Dziękuję że tworzysz takie fajne opowiadania :> ~ Wika.P :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Boskie!
    I to "Udawaj, że jestem Amy". Ahh kocham!
    A co do zakładki to załóż :) Pomysł bardzo fajny ;)
    NX

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaa boski! Dlaczego Louis ma taki charakter? Hmm...

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudoooo. błagam o kolejny Rozdział *.*

    OdpowiedzUsuń