niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 9

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
To co jest tu na początku przechylona kursywą to jest kolejna zapowiedź przyszłych rozdziałów ;)
MAM PYTANIE< DLATEGO PROSZĘ O PRZECZYTANIE NOTKI! DZIĘKUJĘ :)
_________________________________________________________________________________
'-Oddaj to kur*a!
-Nie. Nie oddam ci. Nie ma mowy.
-Lepiej mnie nie denerwuj.
-Bo co mi zrobisz? Uderzysz mnie?
Widziałam jak jego ciało całe się napina. Raz za razem zaciskał dłonie w pięści. Był wkurzony. I to bardzo.- I tak wiem, że nie podniesiesz na mnie ręki. Nie mógłbyś. Nie jesteś taki.
On jedynie cicho prychnął i zrobił kolejny krok w moją stronę.
-Chcesz się przekonać?'
*** ***
-Chyba chciałaś sobie potańczyć.- odezwał się w końcu Louis, po kilku minutach ciszy, które spędziliśmy przytuleni do siebie.
-Mhmm...- mruknęłam w jego klatkę piersiową, ale nie zrobiłam ani jednego kroku w tył. Było mi tak przyjemnie i ciepło.
-Widzę, że nie chcesz się odsunąć. W sumie też nie chcę, ale muszę iść się umyć, ponieważ prawdopodobnie śmierdzę.- powiedział rozbawiony. Uśmiechnęłam się i przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej. Chociaż nie wiem czy to było możliwe. Już i tak między nami nie było ani milimetra przestrzeni.
-Nie wcale nie śmierdzisz... Jesteś po prostu trochę mokry.- powiedziałam. Nasze nastroje były już o wiele lepsze.
-Mokry? Meg... no proszę cię...- Teatralnie wywrócił oczami. Widziałam jak stara się ukryć uśmiech, który cisnął mu się na usta.
-Jesteś okropny.- Zaczęłam chichotać jak głupia nastolatka, po czym uderzyłam go w klatkę piersiową. On zgiął się w pół, udając, że go to zabolało.
-Dziewczyno chcesz mnie zabić?- zapytał.
-Mięczak.- mruknęłam rozbawiona. On od razu stanął wyprostowany. Miał kamienną twarz, ale jego oczy go zdradzały. Był strasznie wesoły i powiem szczerze lubiłam go takiego.
-Mięczak? Czyżby?- Uniósł jedną brew i podszedł do mnie, tak że górował nade mną wzrostem.- Może byśmy się tak o tym przekonali?- Przygryzł lekko wargę. Zaczął iść w moją stronę.
-Nie. Nie, nie, nie.- Wystawiłam ręce przed siebie, dając mu tym samym znak, żeby nie podchodził. Z każdym krokiem z jakim się do mnie zbliżał, ja cofałam się o tyle samo do tyłu. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po chwili poczułam, że na coś natrafiłam. Zahaczyłam nogą o materac leżący na ziemi. Chcąc jakoś utrzymać równowagę, złapałam Louisa za ramię, ale to nie pomogło. Jednak sprawiło, że oboje leżeliśmy na materacu i śmialiśmy się jak upośledzeni.
-Oj Meg... Jesteś taka dziecinna.- Ręce chłopaka znajdowały się po obu stronach mojej głowy, dzięki czemu znajdował się nade mną.
-Bo może jeszcze jestem dzieckiem.- Uśmiechnęłam się radośnie.- Masz z tym jakiś problem?- Uniosłam jedną brew w pytającym geście.
-Nie, nie mam z tym problemu... Jeśli mam być szczery to jest to cholernie urocze.- On również się uśmiechnął. Mogę dać głowę, że teraz jestem czerwona.- Jest to urocze, ale jeśli jesteś to ty.- Dodał. Tak. Na pewno z koloru upodobniłam się do buraka.- Pasuje ci ten rumieniec.- Widać sprawiało mu przyjemność zawstydzanie mnie, dlatego postanowiłam to przerwać.
-Zatańcz ze mną.- powiedziałam pewnie.
-Ja? Mam tańczyć?- Uniósł brwi w geście zdziwienia.
-Tak. Chcę, abyś ty Louisie Tomlinsonie zatańczył ze mną.- powtórzyłam.
-Nie. Ja nie tańczę.- Pokręcił przecząco głową.
-No proszę. Nie bądź taki.- Zrobiłam smutną minę.
-Nie Meg. Ja nie potrafię tańczyć.- Westchnął cicho.- Mówiłem ci już. Nie lubię tańczyć.- Zrobił zniesmaczoną minę.- Ale ty sobie potańcz. Ja popatrzę.- Nachylił się nade mną bardziej, przez co nasze nosy się ze sobą stykały.
-Pieprz się Lou.- Zepchnęłam go z siebie i udawałam obrażoną. Zaplotłam ręce na klatce piersiowej.
-Teraz będziesz się obrażać? Proszę bardzo. Naprawdę zachowujesz się jak dziecko.- fuknął, ale na jego ustach zamajaczył nikły uśmieszek.
-Idź się umyj bo śmierdzisz.- odgryzłam się.
-Nie śmierdzę tylko jestem trochę „mokry”.- zacytował moje własne słowa.
-Skłamałam. Ja po prostu chciałam być miła.- Dobra. Tamto to jednak była prawda.
-Wiem, że kłamiesz. Poza tym nie powiedziałabyś mi tego bo mogłabyś mnie „zranić”, a ty nie lubisz ranić ludzi.- Zrobił cudzysłów w powietrzu.
-Okej, masz racje.- przyznałam niechętnie.- Ale proooszę. Tylko jeden taniec. Na pewno nie jesteś w tym taki zły jak mówisz. Proszę Lou.- Zrobiłam minę szczeniaczka. On jedynie wywrócił teatralnie oczami.
-Okej. Jedna piosenka.- zgodził się.- Ale nie odpowiadam za twoje połamane nogi. Ostrzegam od razu. Jestem beznadziejnym tancerzem.- Dodał z uśmiechem, który od razu odwzajemniłam. Podniosłam się z ziemi do pozycji stojącej, co on również wykonał. Podeszłam do odtwarzacza i już miałam wybrać utwór, kiedy on złapał mnie za nadgarstek, tym samym powstrzymując moje ruchy.
-Nie będziesz wybierała piosenki. Kliknę „play” i tańczymy do pierwszej jaka będzie.- powiedział. Pokiwałam głową na znak zgody. Kliknął przycisk, dzięki czemu z głośników od razu popłynęły pierwsze dźwięki. Utwór był wolny i spokojny.
-Widocznie nie zobaczę jak naprawdę tańczysz.- mruknęłam niezadowolona.- Ale lepsze to niż nic.- dodałam już weselej. Wolnym krokiem podszedł do mnie i położył swoje dłonie na moich biodrach. Przyciągnął mnie bliżej siebie. Zarzuciłam ręce na jego szyję.
-Nie wierzę, że to robię...- mruknął bardziej do siebie niż do mnie. Zachichotałam cicho. Zaczęliśmy delikatnie kołysać się w rytm muzyki. Stawialiśmy małe kroki, sprawiając, że 'kręciliśmy' się wokół własnej osi. Nie mogłam pohamować uśmiechu, wskutek czego cały czas szczerzyłam się jak głupia.
-Nie wiem dlaczego uważałeś, że nie potrafisz tańczyć.  Robisz to naprawdę dobrze.- przyznałam szczerze.- Poza tym jeszcze ani razu nie nadepnąłeś mi na nogę.- dodałam i zaczęłam się śmiać.
-Ha. Ha. Ha.- powiedział sarkastycznie.- Bardzo śmieszne. Ty i ja dobrze wiemy, że jestem beznadziejnym tancerzem. Nie wiem co ty w tym takiego fajnego widzisz.- stwierdził.
-Trzeba to poczuć. I obiecuję ci, że prędzej czy później zrozumiesz o co mi chodzi.- powiedziałam.
-Okej.- mruknął.- Teraz obrót.- Złapał moją rękę i podniósł ją tak, abym mogła obkręcić się dookoła.


Kiedy piosenka dobiegła końca odsunęliśmy się od siebie. 
-Dziękuję bardzo.- Ukłoniłam się teatralnie, a on zrobił to samo.- I widzisz? Nie było tak źle.- Szturchnęłam go palcem w klatkę piersiową.
-Dobra może i nie było.- Wywrócił oczami.- Ale teraz naprawdę muszę iść się umyć.- Oboje się zaśmialiśmy. 
-Idź. Ja jeszcze tu chwilę zostanę.- powiedziałam. On jedynie kiwnął głową i ruszył w stronę wyjścia. Odprowadziłam go wzrokiem i kiedy zniknął za drewnianą powłoką, wróciłam do tego co idzie mi najlepiej- do tańca. Uczucie, które zawsze temu towarzyszy zawładnęło mną całkowicie. Tańczyłam do przeróżnych piosenek. Wolnych, szybkich... dosłownie wszystkich, jakie były. Straciłam rachubę czasu i nim się obejrzałam było już grubo po północy. Wyłączyłam odtwarzacz i jak najciszej poszłam w stronę mojego pokoju. Kiedy się tam znalazłam jak najciszej zamknęłam drzwi, aby nikogo nie obudzić. Zdjęłam ciuchy i włożyłam na siebie przydużą koszulkę. Wślizgnęłam się pod kołdrę i starałam się zasnąć. W końcu mi się udało i odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
***
Uciążliwy i zarazem wkurzający dźwięk wyrwał mnie z błogiego snu. Powoli rozchyliłam powieki i od razu zorientowałam się co jest przyczyną mojego niezadowolenia – budzik. Dzwonił i dzwonił, sprawiając, że coraz bardziej miałam dość tego dnia. Wzięłam zamach i po chwili to niewielkie urządzenie cicho leżało na ziemi. Westchnęłam i zrezygnowana w końcu postanowiłam wstać. Po drodze zabrałam czyste ciuchy i poszłam w kierunku łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę i kiedy zimne krople cieczy zaczęły spływać po moim ciele całkowicie się rozbudziłam. Moje myśli krążyły we wszystkich kierunkach. Zastanawiałam się co aktualnie robi Amy, jak się czuje i czy wszystko z nią dobrze. Myślałam o tym jak teraz będzie wyglądać moje życie. Myślałam o Louisie i o tym jaki jest. Mimo, że jest uroczy to jednak nadal coś mnie w nim bardzo niepokoi... Jest w nim coś takiego... co nie pozwala mi się do niego 'zbliżyć'... Ale jeszcze nie wiem co to jest. Tak naprawdę wcale go nie znam. Mimo tego, że zapewnił mnie, że nie zrobi mi krzywdy, możliwe, że jednak byłby w stanie to zrobić. I właśnie chyba tego się boję. Tego, że mimo wszystko on mnie skrzywdzi...
Szybko odrzuciłam od siebie te myśli. Opłukałam się z piany po czym zakręciłam kran. Wytarłam się ręcznikiem, a kiedy byłam już sucha ubrałam się w przygotowane ciuchy. Jak co dzień umyłam zęby, zrobiłam delikatny makijaż i wyszczotkowałam włosy. Kiedy byłam już gotowa wyszłam i skierowałam się w stronę kuchni. Jak co dzień była tam Jay i przygotowywała śniadanie.
-Hej Meg. Jesteś głodna? Co byś zjadła?- zwróciła się w moją stronę.
-Dzień dobry.- powiedziałam z uśmiechem, który odwzajemniła.- Nie, nie jestem głodna. Wezmę tylko jabłko.- Wskazałam na owoc leżący w półmisku. Kobieta pokiwała tylko głową i wróciła do swojej wcześniejszej czynności. Wzięłam owoc i wyszłam z kuchni. Poczułam jak na kogoś wpadam.
-O jesteś już gotowa. No to chodź.- Louis pociągnął mnie za rękę. 
-Już?- Zmarszczyłam brwi, jednak posłusznie za nim poszłam. Ubraliśmy buty i wyszliśmy z domu.
-Tak, już. Mam sprawę i trochę mi się śpieszy. - odpowiedział. Nie odezwałam się już tylko kiwnęłam głową. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod szkołą. Pożegnałam się z nim i poszłam w stronę wejścia. Otworzyłam moją szafkę i zorientowałam się, że ktoś stoi obok mnie. Zmarszczyłam brwi i przekręciłam głowę w bok. Louis stał oparty o szafki i wpatrywał się we mnie. 
-Nie idziesz do znajomych?- zapytałam zdziwiona.- Poza tym mówiłeś, że masz jakąś sprawę do załatwienia.- zauważyłam.
-Bo mam.- stwierdził.- Ale ta sprawa dotyczy Tony'ego, a on zawsze rano zjawia się tutaj przy tobie, więc ja również tu jestem i na niego czekam.- Wzruszył obojętnie ramionami.
-Okej.- mruknęłam cicho. Kiedy odwróciłam głowę z powrotem w stronę mojej szafki, ktoś zatrzasnął mi ją tuż przed nosem. I tym „ktosiem” nie był kto inny jak Tony. Uśmiechał się głupkowato i wpatrywał się we mnie rozbawiony.
-Możesz przestać to robić? To mnie strasznie irytuje!- warknęłam, jednak nie potrafiłam pohamować uśmiechu, który już wpłynął na moje usta.
-Jakoś nie widać, żeby ci to jakoś bardzo przeszkadzało.- prychnął i szturchnął mnie palcem w policzek.
-Uznajmy, że to przez twój urok osobisty.- Zaśmiałam się cicho.
-Nie „uznajmy”- Zrobił cudzysłów w powietrzu.- Tylko na pewno to jest mój urok osobisty.- dodał z tym swoim „zwalającym z nóg dziewczyny” uśmiechem. Usłyszałam jak ktoś odchrząknął sprawiając, że oboje z Tony'm przenieśliśmy wzrok na Louisa.- O stary długo tu stałeś?- zapytał się Tony. Zasłoniłam usta dłonią, aby przypadkiem nie wybuchnąć niekontrolowanym śmiechem. Louis posłał przyjacielowi zirytowane spojrzenie.
-Nie debilu. Nie przejmuj się mną. Ja tu tylko stoję. Nie zwracaj na mnie uwagi.- warknął sarkastycznie.
-Nasza księżniczka się obraziła?- zapytał rozbawiony Tony. 
-Ta księżniczka za chwilę ci przyp*eroli, jeżeli książę się nie uspokoi i nie da dojść księżniczce do słowa.- opowiedział Louis. Uśmiechał się, co oznaczało, że nie jest ani trochę zły. Oni chyba nigdy się na siebie nie złoszczą.
-Ależ oczywiście. Książę nie będzie takim chujem i pozwoli księżniczce dojść.- powiedział i poruszył zabawnie brwiami. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. I to podwójne dno w słowach Tony'ego. Oni są naprawdę bardzo zboczeni.
Mogę przysiąc, że wszystkie osoby znajdujące się na korytarzu patrzą się właśnie na mnie i przypuszczam, że zastanawiają się co mnie tak bardzo rozbawiło. Ale nie przeszkadzało mi to. Chcą? Niech się patrzą! Proszę bardzo!... Kiedy w końcu trochę się uspokoiłam zauważyłam, że chłopaki przypatrują mi się z uśmiechem. Oboje stali oparci o szafki z zaplecionymi rękami na klatce piersiowej.
-Co? Co się tak przyglądacie? Mam coś na twarzy?- zapytałam i od razu dotknęłam palcami policzka.
-Nie. Nic tam nie masz.- Louis pokręcił głową, a z jego ust nie schodził uśmiech.
-Wyglądasz uroczo kiedy się śmiejesz.- dodał Tony.
-Oh...- szepnęłam tylko i mogę przysiąc, że moje policzki są zaróżowione.
-Bardzo uroczo.- przytaknął Lou. Już raz mówił mi coś podobnego. W siłowni. Odchrząknęłam cicho.
-Lou. Podobno miałeś jakąś sprawę do Tony'ego.- Starałam się odwrócić uwagę ode mnie i od tego jak bardzo jestem zażenowana.
-A mam...- Powoli oderwał ode mnie wzrok i przeniósł go na swojego przyjaciela.- Słuchaj. Bo oni...- Przerwał i spojrzał na niego wymownie.- I wiesz co mamy dziś do roboty.- Nie wiedziałam o czym on mówi, ale nie chciałam się wtrącać w ich prywatne sprawy.
-Okej. Nie ma problemu. W sumie to nawet dobrze. Miałem ostatnio ochotę doko...- On również przerwał swoją wypowiedź i niepewnie na mnie popatrzył.- To znaczy... wiesz o co mi chodzi.- Wywrócił oczami. Zmarszczyłam brwi. Okej... Ciekawe o co chodzi. Nie jest fajnie być jedyną osobą, która nie rozumie tematu rozmowy. Czuję się wykluczona, ale co mam zrobić?.. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk dzwonka. Pożegnałam się z chłopakami i ruszyłam w stronę swojej klasy.
***
Ostatnia lekcja właśnie dobiegała końca. Cieszyłam się, że wreszcie będę mogła się stąd wyrwać i wrócić do... domu. Eh...
Mimo tego, że jestem tu już trzeci dzień, nadal nie znalazłam kogoś z mojej klasy, z kim mogłabym się zaprzyjaźnić. Wszyscy wydawali się oziębli- tylko w stosunku do mnie. W sumie nie mam co narzekać, bo jak na razie nic wielkiego się nie dzieje... Ale dziwi mnie jedna rzecz... Że Natalie jeszcze ani razu nie uprzykrzyła mi dzisiaj dnia. O dziwo nie spotkałam jej, ale cieszyłam się z tego.
Wyszłam z budynku szkolnego i w oddali zobaczyłam grupkę chłopaków. Ruszyłam w ich stronę, chcąc tym samym odnaleźć Louisa. Rozmawiali o czymś zawzięcie i kiedy podeszłam wszyscy ucichli.
-Um... wracamy? Czy raczej mam wracać na nogach?- zapytałam niepewnie.
-Mam jeszcze coś do załatwienia z Tony'm i ten no... eh...- Spojrzał na Nialla i podrapał się po karku.
-A jasne. Nie ma sprawy.- Blondyn uśmiechnął się w moją stronę po czym złapał mnie za rękę.- Chodź. Ja cię odwiozę.- Pociągnął mnie za sobą do samochodu. Wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pas. Chłopak zajął miejsce kierowcy i odpalił auto. Po chwili ruszyliśmy. Przyglądałam się jego każdemu, nawet najmniejszemu ruchowi. Wydawał się naprawdę miły i sympatyczny. Dlaczego oni muszą być tacy przystojni? Nie ma w ich szkole brzydkich chłopaków czy jak?
-Czy ty naprawdę jesteś blondynem?- spytałam, przerywając tym samym cisze panującą w samochodzie.
-Nie... W sumie jestem blondynem, ale farbowanym.- Zaśmiał się.
-Pasuje ci ten kolor.- powiedziałam i lekko się do niego uśmiechnęłam co odwzajemnił.- Wiesz co oni mają zamiar zrobić?- Nie wytrzymałam i zadałam to pytanie.
-Tak wiem. Powiedziałbym ci, ale oni chyba nie będą zbyt zadowoleni jeśli się o tym dowiesz. Sama na pewno trzymałabyś do nich dystans.- Wzruszył ramionami.- Nie jesteśmy święci.- dodał. Teraz to już w ogóle chciałabym wiedzieć o co chodzi! Czy oni naprawdę robią coś tak bardzo złego, że trzymałabym się od nich na dystans? Nie wiem. Ale obawiam się, że prawda naprawdę może być równie okrutna... Chociaż może przesadzam. I mam nadzieję, że tak jest.

Hej! Cześć! I witam! :D 
Przechodząc najpierw do pytania... JAK SIĘ PODOBA NOWY SZABLON? On jest zrobiony na MOJE ZAMÓWIENIE ;) Ja osobiście jestem ogromnie z niego zadowolona ♥ Strasznie mi się podoba i ogromnie DZIĘKUJĘ Kornelii za jego wykonanie ♥
No, a teraz mówcie jak się podoba rozdział? Ja powiem tak - ostatnio mam cholernego doła, cały czas siedzę i ryczę i  no... to mogło się trochę odbić na blogu... Miałam też myśli, aby go zawiesić... Ale jak na razie tego nie zrobię :) Dlatego prosiłabym aby KAŻDY kto przeczyta rozdział dodał komentarz z oceną (nawet złą), tak abym wiedziała czy moja praca nie idzie na marne. Bo cóż... Może lepiej byłoby zawiesić go? 
A i szczerze? Podoba mi się dzisiejsze wprowadzenie do dalszych rozdziałów :D Już się nie mogę doczekać, aż dowiecie się o co chodzi :DTa kłótnia nie jest przypadkowa, ale o tym już później ;)
Dlatego proszę o komentarze :) 
Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary AniołaOraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga ---> ZwiastunowoZachęcam do pytania bohaterów ;)
Poza tym szczęśliwego dnia singla! :D

14 komentarzy:

  1. Cudownie piszesz :* Czekam z niecierpliwościią na next !

    OdpowiedzUsuń
  2. No ty sobie żartujesz?! Ani mi się waż zawiesić tego bloga! On jes wspaniały! Szablon baaaardzo mi się podoba a to wprowadzenie do rozdziału po prostu..... no słów mi brak! Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ciekawa co chłopcy ukrywają i jeszcze ta wymiana zdań Lou i Tony'ego =D Po prostu leżę i się śmieje :)
    Do następnego i nie dołuj się już. Jesteś świetna skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie! Nawet się nie waż! Bo cię znajdziemy i miło nie będzie! :D To jest super opowiadanie i ma zostać! A ty będziesz go pisała :3 Soł, CZEKAM na kolejny :) Rozdział: BRAK SŁÓW *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super :* mam nadzieje, że nn bd wkrótce <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny! Właśnie skończyłam czytać cały blog, od prologu. Ho, ja chcę więcej! :(
    Muszę Ci powiedzieć, że nie jestem największą fanką 1D. W sumie to ich lubię, ale nie mam nic do nich. Mają fajne piosenki.
    Ale to jak ich przedstawiłaś... TAK realistycznie, nie wiedziałam, że tak się da. Musisz mieć obsesje na ich punkcie. (Oh, nie miej mi tego za złe.) Ja po prostu, wow.
    Szablon jest śliczny! ♡
    chciałabym Cię zaprosić do moich 'skromnych progów' za-gu-bio-na.blogspot.com
    Pozdrawiam serdecznie i ściskam ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dziękuję :D
      Nie nie mam na ich punkcie obsesji ;) (Te postacie są wykreowane i oprócz wyglądu nie mają NIC wspólnego z chłopakami z 1D :D Sama wymyśliłam ich charaktery na potrzeby opowiadania ;) i nie martw się nie mam Ci tego za złe ;D)
      Chętnie do Ciebie wpadnę ;)

      Usuń
  6. Zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej informacji znajdziesz tutaj: http://fromtwodifferentwords.blogspot.com/2015/02/liebster-award-2.html :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny! Twoje praca nie idzie na marne xD Aha... I absolutnie nie zawieszaj bloga! Nie popełniaj tego błędu co ja!
    I co do tego, że chodzisz i ryczysz to mam to samo... Jak się śmieję nawet to mi łzy szybko do oczu napływają. I ogólnie potrafię się popłakać oglądając nawet zwykły zwiastun czy też najzwyczajniej siedząc i myśląc. Widzisz? Nie jesteś sama ;) Taki czas po prostu... (mam nadzieję, że to przejściowe)
    Czekam na kolejny, papa Iwka ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zawiesza bloga prooooszę to jest naprawdę cudowne opowiadanie nie mogę doczekać się next. Ciekawe co oni kombinują

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudne opowiadanie!!
    Nie moge doczekac sie nexta

    OdpowiedzUsuń
  10. CZY. TY . SOBIE. JAJA. ROBISZ.
    TYLKO MI SPRÓBUJ ZAWIESIĆ TEGO BLOGA, A JAK BOGA KOCHAM ZDOBĘDĘ TWÓJ ADRES, PRZYJADĘ DO CIEBIE I NAKOPIE CI ZA SAMO MYŚLENIE O ZAWIESZENIU TEGO ZAJEBISTEGO BLOGA. NAWET NIE PRÓBUJ.
    No a rozdział zajebisty. Nie wiem czy to byla ta scenka, że scenka ale była bardzo udana ^^ jakby co czekam na kolejne.
    Pozdrawiam!
    °wyimaginowana°

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział super. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  12. TY SOBIE NAWET NIE ŻARTUJ!!! Nie waż się zawieszać bloga!! On jest boski!!
    Czekam na nexta!!!! <3

    OdpowiedzUsuń