niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 11

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
To co jest tu na początku przechylona kursywą to jest kolejna zapowiedź przyszłych rozdziałów ;)
_________________________________________________________________________________
'-Co to jest?! Jak mogłaś?! Dlaczego...
-Ty się jeszcze pytasz dlaczego?! Zastanów się! Nie będę ci się z niczego tłumaczyć! Nie jesteś już częścią mojego życia, tylko marnym, nic niewartym wspomnieniem.
-Jeśli nie chcesz mnie w swoim życiu...dobrze. Nie będzie mnie. Tylko proszę obiecaj, że to nigdy więcej się nie powtórzy...
-Nie mogę ci tego obiecać.
-Dobrze. Jeśli ta sytuacja się powtórzy... Będziemy w niej razem...'
*** ***
Dzwonek do drzwi. Siedziałam w swoim pokoju, kiedy ktoś usilnie starał się wtargnąć do domu.
-Już idę! Spokojnie!- Usłyszałam krzyk Louisa, po czym jego kroki na schodach. Wróciłam do mojej wcześniejszej czynności, mianowicie – czytania. Byłam zamknięta w swoim własnym świecie. W tle leciała spokojna piosenka, dzięki której całkowicie się odprężyłam. Jednak ten stan nie trwał zbyt długo. Ktoś gwałtownie otworzył drzwi, po czym z wielką siłą rzucił się na  moje łóżko.
-Co jest?- zapytałam cicho sama siebie i powoli podniosłam wzrok.
-Hej piękna.- Od razu powitał mnie radosny uśmiech Tony'ego i Louis, który stał oparty o framugę drzwi.
-Hej- odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam.
-Pokażesz mi twój strój?- zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Jaki strój?- Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Nie mów mi, że jeszcze nie masz żadnej sukienki przygotowanej na jutrzejszą imprezę.- Uniósł brwi w geście zdziwienia. 
-Nie- zaprzeczyłam.- Nawet o tym nie myślałam. W ogóle nie jestem jeszcze do końca pewna czy będę na to szła.- Wzruszyłam ramionami i przeniosłam wzrok z powrotem na książkę.
-Louis ona żartuje prawda? Powiedz, że mnie wkręca i to jakiś kiepski żart.- Popatrzył na chłopaka, który cały czas się nam przyglądał. Oboje się zaśmialiśmy.- Dobra. Zobaczymy co ty masz w tej szafie.- Wstał z łóżka i podszedł do szafy, którą uważałam bardziej za garderobę, ponieważ była naprawdę ogromna! Mogłoby się w niej spokojnie zmieścić kilka osób.- To nie, nie... Na pewno nie... Ujdzie jednak dalej to nie to...- mruczał do siebie. Louis usiadł obok mnie.- Dziewczyno ty niczego tu nie masz- jęknął Tony i odwrócił się w naszą stronę. - Jeśli zamierzasz iść w samej bieliźnie to nie ma sprawy, a nawet byłbym bardzo na tak.- Posłał w moją stronę łobuzerski uśmieszek. Mogę przysiąc, że w tamtym momencie byłam cała czerwona. Potwierdziła to nawet tryumfująca mina Tony'ego.- Ale jeśli jednak chcesz iść w ubraniu...- Przerwał i spojrzał na Louisa.- Wiesz co robimy stary?- zapytał.
-Pewnie.- Uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i wstał, przez co pociągnął również mnie. Upuściłam trzymaną książkę, która z hukiem spadła na ziemię.
-Co wy planujecie?- Nie byłam pewna czy chcę wiedzieć. Oni mają... „świetne” pomysły. A jeszcze jak połączyć ich obu to już w ogóle.
-Zabieramy cię do galerii handlowej- wytłumaczył Lou.
-Jak to?- Czy byłam zaskoczona? To mało powiedziane.
-No tak to. Już uśmiechnij się. Wyglądasz na przerażoną- zaśmiał się Tony i szturchnął mnie palcem w policzek.
-I co? Ja będę przymierzać ciuchy, a wy?- Przenosiłam wzrok z jednego na drugiego.
-Będziemy oglądać ciebie- stwierdzili obydwaj. Już się więcej nie odezwałam, bo w sumie po co? I tak nie mam tu nic do gadania. Oni postanowili za mnie i mimo tego, że na początku ten pomysł wydawał mi się okropny, to teraz sądzę, że może i nawet będzie fajna zabawa.
***
-Czekaj! Weź jeszcze to.- Louis rzucił we mnie kolejną sukienką. Zachichotałam i złapałam ją. Weszłam do przymierzalni, znajdującej się na końcu sklepu. Zaciągnęłam zasłonkę i wszystkie rzeczy, które trzymałam w rękach, zawiesiłam na wieszak. Byliśmy już chyba w siódmym sklepie. Kupiłam już trochę ciuchów, które chłopaki kazali mi wziąć. Uznali jednak, że „to nadal nie jest to” i chodziliśmy szukać dalej. Nie powiem... było naprawdę zabawnie! Zakupy z nimi to ogromna frajda!
-No wychodź i się pokaż!- Usłyszałam zniecierpliwiony głos Tony'ego. Rozbawiona pokręciłam głową. Odsłoniłam zasłonkę i wyszłam z małego pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Chłopaki siedzieli na kanapie, która stała naprzeciwko.
-I jak?- zapytałam i zrobiłam obrót, aby bardziej zaprezentować im moją „kreację”.
-Nie.- Louis przecząco pokręcił głową.
-Na pewno nie. Zakrywa twój biust- stwierdził Tony. Momentalnie oplotłam się rękami.
-Ej! Gdzie ty się patrzysz?!- pisnęłam..
-Tam gdzie wszyscy faceci. Nic nie poradzę, że jesteś cholernie gorąca.- Uśmiechnął się łobuzersko, a na moich policzkach zagościł rumieniec.
-On ma rację- przytaknął z uśmiechem Lou. Oni to mówią specjalnie, aby tylko mnie zawstydzić! To nie jest fair!
-I ty też?- Popatrzyłam się na niego z wyrzutem.
-Facet to facet skarbie- mruknął i puścił do mnie oczko. Warknęłam cicho i zniknęłam za zasłonką przymierzalni.- Tyłek też ma niezły.- Usłyszałam ich rozmowę. Przywaliłam sobie ręką w twarz. Ściągnęłam z siebie sukienkę i zaczęłam zakładać kolejną...
***
-Zaraz się wywalimy!- pisnęłam rozbawiona. Pół godziny siedzieliśmy w jednym i tym samym sklepie. Zrobiliśmy taki mały „pokaz mody”. Chłopaki oceniali każdą sukienkę, która tutaj była. A kto im je prezentował? Ja! Była przy tym kupa śmiechu. Aktualnie tańczyliśmy i śpiewaliśmy, przez co ekspedientka kilka razy nas upominała mówiąc, że niby „odstraszamy im klientów”. A my właśnie uważaliśmy inaczej, ponieważ coraz więcej nastolatków się tu zbierało... Skakaliśmy w rytm muzyki lecącej z głośników i robiliśmy sobie we trójkę zdjęcia na pamiątkę.
-Okej. Jeszcze ta sukienka- powiedział Tony i mi ją podał. Poszłam się przebrać. Nie mogłam uporać się z zamkiem, przez co szamotałam si na wszystkie strony. Nagle zasłonka się odsunęła, a w środku wraz ze mną znalazł się Tony.
-Ej nie jestem do końca ubrana!- Wystraszona szybko złapałam za materiał, aby przypadkiem to co mam na sobie mi nie spadło. Chłopak zaciągnął zasłonę po czym odwrócił się w moją stronę.
-Już. Nikt cię nie widzi- powiedział z uśmiechem. Posłałam mu mordercze spojrzenie.
-A gdzie jest Louis?- zapytałam zaciekawiona.
-A co? Jego też mam tutaj zaprosić? Nie wiedziałem, że preferujesz trójkąciki- zaśmiał się.
-Nie! Wynocha zboczeńcu!- Chciałam go wypchać, ale jedną ręką było trudno.
-Ja? Zboczony? Nie... skąd ten pomysł? Ja ci tu mówię o figurach geometrycznych. To ty masz jakieś nieczyste myśli.- Widać, że miał ze mnie niezły ubaw.- A tak na serio to Louis poszedł zanieść do kasy rzeczy, które dla ciebie wybraliśmy- odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie.- Pomóc ci?- Wskazał palcem an suwak. 
-Jakbyś mógł...- Westchnęłam cicho i odwróciłam się do niego plecami. Popatrzyłam na jego odbicie w lustrze, co on chyba wyczuł, ponieważ również podniósł na mnie wzrok. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i cały czas patrzyliśmy się w swoje oczy. Delikatnie złapał za zamek i niewiarygodnie powoli zaczął nim sunąć w górę. Na dodatek jego jeden palec przyjemnie drażnił moją skórę. Przeszedł mnie miły dreszcz, co chyba zauważył, ponieważ na jego ustach pojawił się nikły uśmieszek.
-Już.- Przejechał dłonią po moim ramieniu, po czym odsunął się o krok.
-I jak wyglądam?- zapytałam. Chłopak zeskanował całą moją sylwetkę i się odezwał.
-Ślicznie- powiedział i się uśmiechnął co odwzajemniłam. Odwróciłam się do niego przodem, dając tym samym znak, że wychodzimy. Przez chwilę jeszcze stał i mi się przypatrywał. Był ode mnie dużo wyższy, przez co musiałam zadzierać głowę, aby móc spojrzeć na jego twarz. W końcu wyszedł, a ja podążyłam za nim. W oddali zobaczyłam Louisa, który szedł w naszą stronę. Co jakiś czas rozglądał się po sklepie, a jego mina wykrzywiała się w grymasie. Kiedy zauważył, że mu się przyglądam, obejrzał od góry do dołu mają sylwetkę i na jego usta wpłynął lekki uśmiech.
-Tak. To jest właśnie to.- Pokiwał z uznaniem głową.
-Też jej to powiedziałem- dodał Tony.- Uważam, że w tej sukience, na jutrzejszej imprezie będzie wyglądać najlepiej- powiedział, a ja zawstydzona spuściłam głowę.
-Na pewno- przytaknął Lou.- Poza tym już tutaj przyciąga wzrok większości mężczyzn. Zboczeńce już nie mają na co patrzeć- powiedział cierpko. Zakryłam usta dłonią, aby przypadkiem nie wybuchnąć śmiechem.- No co?- Zmarszczył brwi.
-I kto tu niby jest zboczeńcem? Sam mówiłeś „facet to facet”- zacytowałam jego własne słowa.
-Ale to co innego!- oburzył się.- Ja czy Tony jesteśmy twoimi przyjaciółmi i nie mamy żadnych złych intencji. Nie pozwolę, aby jakiś stary zbok pożerał cię wzrokiem.- Zaplótł ręce na klatce piersiowej,
-Louis ma rację- zgodził się Tony. Nie odpowiedziałam, tylko wywróciłam oczami. Obrońcy się znaleźli.- Możesz się już przebrać. Bierzemy tę kieckę- powiedział z uśmiechem. Weszłam do przymierzalni...
-Zaraz któremuś z nich przyłożę...- warknął Louis.
-Z chęcią ci pomogę...- dodał Tony. Pokręciłam głową i zaśmiałam się cicho...
***
Cały dom był wolny. Tony i Louis siedzieli w salonie, oglądali telewizję, jedli pizzę, gadali i pili piwo. Ja byłam zamknięta w swoim pokoju i słuchałam muzyki. Łażenie po sklepach potrafi strasznie zmęczyć. Jednak nie żałuję. Było naprawdę miło, a zabawa była świetna. Chłopaki naprawdę mają dobry gust. Większość rzeczy, które kupiliśmy, wybrali oni. Lubię z nimi spędzać czas... Szkoda, że Amy z nami nie było. Na pewno by się wpasowała. Co jak co, ale zakupy to właśnie jej żywioł. Tak strasznie za nią tęsknię...
Moje rozmyślanie przerwał dzwonek do drzwi.
-Właźcie!- Usłyszałam głośny krzyk Louisa. Po chwili w całym domu rozniosły się ożywione rozmowy. Rozpoznałam głos Nialla i Harry'ego. A jak byli tu oni to przypuszczam, że Zayn i Liam również tu są. Postanowiłam sprawdzić. Zwlekłam się z łóżka i wolnym krokiem ruszyłam schodami w dół. Zaczęłam iść w stronę kuchni, a kiedy przechodziłam obok salonu zaglądnęłam do nich. Miałam rację. Byli wszyscy. Po cichu podążyłam dalej, aby mnie nie zauważyli, jednak nie wyszło, ponieważ usłyszałam krzyki skierowane do mnie.
-Hej Meg!- Jako pierwszy odezwał się Niall, a zaraz po nim reszta gromady.
-Hej!- odkrzyknęłam z uśmiechem. Wzięłam szklankę i nalałam sobie do niej soku jabłkowego.
-Chodź do nas!- zawołał Harry. Wzięłam szklankę z piciem i poszłam do nich. Kiedy miałam usiąść na wolnym fotelu, ktoś złapał mnie za talię i pociągnął do tyłu, przez co wylądowałam na kanapie między Tony'm, a Liamem.
-Chciałaś ode mnie uciec?- zapytał rozbawiony Tony.- Nie ładnie- dodał i pstryknął mnie palcem w nos.
-Głupek- skwitowałam i zachichotałam cicho. Muzyka rozbrzmiała w pomieszczeniu i od razu chłopaki wdali się w ożywione rozmowy. 
-Chcesz jedno?- zapytał Harry i wystawił w moją stronę puszkę z piwem. Zanim zdążyłam się odezwać, Louis wtrącił się.
-O nie. Młoda nie pije. Jeśli rodzice się dowiedzą, że dawałem jej alkohol to mnie zabiją... Poza tym nie chcę, żeby piła.- Pokręcił głową.
-Okej.- Harry wzruszył ramionami.- Trzymaj.- Rzucił Louisowi puszkę, którą chwycił. Przyglądałam się każdemu z osobna. Widać, że lubili swoje towarzystwo i czuli się ze sobą swobodnie.
-W czym będziesz szła na imprezę?- zapytał nagle Niall. Przeniosłam na niego wzrok. Co ich to tak bardzo interesuje?
-Ja...- zaczęłam, jednak przerwał mi lokowaty.
-A może nam zaprezentujesz?- zaproponował, a wszyscy mu zawtórowali głośnym „tak”.
-Okej...- powiedziałam niepewnie. Wstałam i ruszyłam do pokoju. Przebrałam się w czarno-błękitną, krótką sukienkę bez ramiączek i czarne szpilki, a kiedy byłam gotowa zeszłam na dół. Jak tylko weszłam do salonu, wszystkie oczy od razu zwróciły się w moją stronę. Zamilkli i uważnie mi się przyglądali. Byłam strasznie skrępowana.
-Dziewczyno zabijasz!- powiedział z śmiechem Niall. Już po chwili posypała się masa komplementów. Mówili jak to pięknie w tym wyglądam, jak świetnie są wyeksponowane moje nogi i tym podobne rzeczy. A ja tylko stałam rozbawiona i pewnie czerwona jak burak. Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi. Nie jestem przyzwyczajona do tak dużej ilości pozytywnych słów.
-Dobra przestańcie już, bo nasza mała kruszyna się zawstydziła- zaśmiał się Harry. Nagle zadzwonił dzwonek.
-Ktoś miał jeszcze przyjść?- zapytał Zayn. Louis wzruszył jedynie ramionami i krzyknął „proszę”. Już po chwili w salonie stała Natalie wraz ze swoją przyjaciółeczką. Zmierzyła mnie morderczym wzrokiem.
-Hej Nat. Co ty tu robisz?- zapytał Liam.
-Dzisiaj piątek. Zapomnieliście?- Nie oczekiwała odpowiedzi, tylko zwróciła się do mnie.- Nie mów, że na imprezę chcesz iść w tym.- Wskazała palcem na to co miałam na sobie.- Ty i sukienka to nie jest dobry pomysł. To tylko odkrywa twoje okropne nogi i mały biust. Ujmując... wyglądasz w tym grubo- skomentowała, a kiedy zobaczyła moją minę, na jej usta wkradł się zwycięski uśmieszek. Trafiła w mój słaby punkt, a mianowicie – moje ciało. Od zawsze miałam kompleksy na temat mojego wyglądu, Kiedyś jeden chłopak nazwał mnie „pulpetem” i mimo że to było już bardzo dawno temu, ja nadal to pamiętam. Od tamtej pory nie chciałam jeść. Tylko Amy codziennie mnie pilnowała i zmuszała do tego, bo wiedziała, że zawsze jakoś pozbywałam się jedzenia...
W salonie zapanowała cisza. Przez chwilę mierzyłyśmy się z Natalie wzrokiem, jednak w końcu odwróciłam się i biegiem ruszyłam w stronę pokoju. Zrzuciłam po drodze buty, które mnie spowalniały.
-Kur*a Natalie!- Usłyszałam jeszcze krzyk Louisa, po czym zamknęłam się w „swojej oazie”. Oparłam się plecami o ścianę i bezradnie po niej zjechałam. Moje oczy niebezpiecznie się zaszkliły i łzy pomału wypłynęły na powierzchnię. Nie szlochałam. Po tylu przepłakanych nocach, nauczyłam się nie wydawać żadnego dźwięku, Krzyczałam w środku, jednak na zewnątrz moją słabość ukazywały tylko słone łzy. Czułam się beznadziejnie... Chciałam, aby mama mnie przytuliła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze... Ale tak naprawdę nic nie będzie dobrze... Nie będzie bo jej tu ze mną nie ma...
-Amy potrzebuję cię- szepnęłam......

Witam wszystkich! :) Przybywam z nowym rozdziałem. Powiem szczerze... nawet mi się on podoba (NAWET!) Nie powala, ale sądzę, że aż taki beznadziejny też chyba nie jest xdNa początek chciałam podziękować za powyżej 8000 wyświetleń i 23 obserwatorów! Jak dla mnie to jest naprawdę wiele i jestem Wam z tego powodu naprawdę wdzięczna ♥To chyba będzie już przedostatnia zapowiedź do rozdziału ;) (jeszcze nie jestem pewna, ale tak na 95%)
Nie będę się rozpisywać, bo szczerze... nie chcę mi się xd (tak ja leń), dlatego proszę KAŻDEGO kto przeczyta o skomentowanie :) To dodaje skrzydeł ♥.♥
Kocham Was ♥♥♥♥♥



Chciałam Was jeszcze zaprosić na mojego nowego bloga, którego piszę wraz z koleżanką ----> My MadnessZapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga ----------> Zwiastunowo
Zachęcam do pytania bohaterów! ;*

10 komentarzy:

  1. Ah, ta głupia Nathalie! Jak dla mnie to jest zazdrosna bo sama nie ma takiej figury jak Meg. Żal mi jej, widać że tęskni za Amy...
    Do następnego Skarbie <3
    Ps. Skoro to już przedostatnia zapowiedź rozdziału to wnioskuję, że nie długo akcja się rozkręci, co mi pasuje jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Głupia Nathalie... Ale rozdział super. Z niecierpliwością czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nathalie, zabiję cię! Strzeż się mnie! No zabiję, Meg jest ładna i ma tak trzymać. Kurczę, Iwona no ! :o Boję się o Megi, mam nie za miłe scenariusze...
    Jeśli coś sobie zrobi?
    (Tony przybędzie z pomocą! :D Ja się tylko śmieje!) Chociaż, Tony strasznie mnie się podoba z charakteru, naprawdę. Chciałabym mieć takiego chłopaka. To nie fair. Megi może go mieć, a ja nie! :(
    Miałam wczoraj rozdział skomentować, ale mój ukochany telefon miał jakieś białe paski na tekście i nie dałam rady. Myślałam, że rzucę nim o ścianę! Dosłownie, tak we mnie buzowało. Jeszcze chore przeziębienie mnie męczy i zrezygnowałam z 'wyżywania się nad telefonem'...
    Rozdział mi się podoba. Ja tak samo nauczyłam się płakać, jak Megi. Moja ulubiona bohaterka, która mnie najbardziej przypomina...
    Czekam na następny rozdziałek, proszę o dedykację na następny... I dodaj go szybko, prosiłabym tak pięknie...
    Kurczę, czuję jakbym się przyjaźniła z Meg... :o
    Powodzenia w pisaniu i weny życzę, kochana :*
    Do następnego!
    Dodaj go szybko :)
    Proszę ... ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah... Nathalie... W sumie nie bardzo rozumiem, dlaczego tak nie lubi Meg ... Znaczy jasne, jest z natury wredna i wgl ale... No kurde. Tak na dobrą sprawę, nawet nie ma o vo być zazdrosna, bo Meg i Louis są "tylko rodzeństwem" :D

    A tak poza tym to super... Poza kilkoma lirerowkami i innymi tak imię -.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam.na bloga

      my-guardian-angel-by-blangel.blogspot.com

      Usuń
  5. Mam nadzieje, że nie wszystkie Nathalie są takie złe, bo sama mam na imię Natalia :* uwielbiam Twój blog, a rozdział jest zajebisty <3 życze weny i czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  6. O nie, tego już za wiele. Zaraz tam pójdę i przywale jej z krzesła w ryj. Koniec kurde! Co ona sobie wyobraża? Głupia Nathalie! Co chłopcy w niej widzą?! 😡
    Dobra, już mi lepiej. Co do tekstu.. Kochana, wyszło genialnie! Ja chcę następna część. Najlepiej tu i teraz! :(((
    PS. Tony jest taki kochany!♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak bardzo rozumiem Meg ! ..
    Jednak ja nie opanowałam jak płakać bez szlochu ... Rozdział świetny ! Przede wszystkim szczery i prawdziwy .. nie dawno trafiłam na twojego bloga c: będę komentowała i czekam na następny rozdział c:
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
  8. O Jezu.. Przeczytałam wszystko w ciągu godzinki i chcę więcej! W ogóle na ten czas to sytuacja jest opanowana.. no może nie licząc Nat, która jest straszna, ale jest spoko. Lou oczywiście prędzej czy później będzie z Meg, ale ja ją widzę z Tonym ;3 Pozdrawiam, obserwuję, czekam na nexta i do napisania! ;*
    Serio, ja już CIę kocham!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział.
    Nat... Brak słów
    Buszowanie po sklepach z Lou i Tonym?
    Musialo byc ekstra.
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń