niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 13

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
To co jest tu na początku to jest kolejna zapowiedź przyszłych rozdziałów ;)
Przechylona kursywa w rozdziale oznacza wspomnienia ;)
_________________________________________________________________________________
'-Myślałaś, że naprawdę mogłabyś być z kimś takim jak on?! Nie mogę uwierzyć, że cały czas myślałaś, że to prawda! Jesteś taką naiwną dziewczynką!
Przeniosłam na niego zaszklony wzrok. Nie zaprzeczył. Nawet się nie odezwał. Nie przeprosił. Po prostu stał i wpatrywał się we mnie. W tym momencie cały mój świat, który tak strasznie starałam się utrzymać w całości, w jednej chwili... rozpadł się w drobny mak. Legł w gruzach i teraz nie da się go odbudować. Zaczęłam stawiać małe kroki do tyłu. Pokręciłam głową i w końcu się odezwałam.
-Nienawidzę cię...- szepnęłam, po czym odwróciłam się i odbiegłam. Wygrali.  Zrobili to, na co pracowali od dłuższego czasu... Zniszczyli mnie...'
*** ***
-Meg. Otwórz oczy.- Jakby z daleka usłyszałam czyjś głos. Nie rozpoznawałam kto to. Nie obchodziło mnie to. Jak na razie zajęta byłam tym co działo się teraz. Chociaż nie chciałam tu być. Chciałam stąd zniknąć.- No już. Otwórz te oczy. Proszę.- Ponownie w mojej głowie rozniósł się czyjś błagalny głos... Zostaw mnie. Nie mogę... Starałam się coś powiedzieć, ale z moich ust nie dobiegał żaden dźwięk.- Meg wróć do mnie..- Ktoś potrząsnął moim ciałem. Obraz przede mną zaczął się rozmywać. Nagle wszystko zrobiło się czarne. Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej, napełniając przy okazji płuca drogocennym tlenem. Byłam cała spocona, a koszulka kleiła mi się do ciała. Nie wiedziałam co się dzieje. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała w szybkom tempie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Było ciemno, jednak to nie przeszkodziło mi zauważyć osoby siedzącej przede mną.
-Co...- zaczęłam cichym głosem, ale nie potrafiłam złożyć jednego sensownego zdania. W głowie mi huczało od natłoku myśli.
-Krzyczałaś. Przypuszczam, że znowu miałaś koszmar- wytłumaczył Louis. Zmarszczyłam brwi. Już od kilku nocy nie nawiedzały mnie te sny. Do tej pory był spokój, ale widzę, że znowu się zaczyna.
-Przepraszam... Ja... Uh. Postaram się już więcej nie przeszkadzać- mruknęłam, po czym odchrząknęłam, aby pozbyć się uciążliwej chrypki.
-Nic nie szkodzi.- Ledwo dostrzegłam jego nikły uśmiech.- Wszystkim śnią się koszmary. To normalne.- Wzruszył delikatnie ramionami.
-A tobie? Zdarza się, że śnią ci się koszmary?- zapytałam ciekawa.
-Nie muszę śnić, aby przeżywać koszmar- powiedział wymijająco.
-Jak to?- Zdziwiona zmarszczyłam brwi.
-Powiem tak...-Poprawił się na miejscu i mówił dalej.- Piekło nie istnieje. Wszystkie diabły są na Ziemi- szepnął. Przygryzłam wargę. Miał trochę racji.- A teraz kładź się już. Położę się z tobą. Może w końcu oboje będziemy mieli spokojną noc.- Wsunął się na miejsce obok, przykrył się kołdrą i poklepał materac łóżka, dając mi tym samym znak, że mam się położyć obok. Tak też zrobiłam. Leżeliśmy w ciszy. Słychać było tylko nasze spokojne oddechy. Wpatrywałam się w jego twarz i choć nie widziałam go za bardzo, to i tak wiedziałam, że on również mi się przygląda.
-Niby jesteśmy rodzeństwem, jednak nie zachowujemy się jak typowy brat z siostrą- stwierdziłam. Przysunął się do mnie bliżej, przez co czułam jego oddech na mojej skórze.
-A przeszkadza ci to? Wolałabyś, abyśmy byli tacy jak inni?- zapytał. Przez chwilę się zastanawiałam. Szczerze? Nie zmieniłabym nic. Pasuje to co jest między nami teraz.
-Nie. To mi jak najbardziej odpowiada. Lubię cię. I traktuję cię bardziej jak przyjaciela niż brata. Nie chciałabym nic zmieniać- przyznałam. On nie odpowiedział, tylko objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie tak, że wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Momentalnie się odprężyłam i stałam się spokojniejsza.- Dobranoc...- mruknęłam zmęczonym głosem.
-Dobranoc piękna- szepnął mi do ucha. Wraz z tymi słowami – zasnęłam.
***
Jasne promienie słoneczne, które dostały się do środka pokoju, całkowicie mnie rozbudziły. Powoli podniosłam ociężałe powieki. Zaczęłam mrugać, aby unormować ostrość widzenia. Westchnęłam cicho i spojrzałam na zegarek. Dochodzi dziesiąta. Na szczęście dzisiaj jest sobota i nie trzeba wstawać do szkoły. Po wczorajszych wydarzeniach, ostatnie co chciałam robić, jest wracanie do tego miejsca... Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś cichy pomruk. Odwróciłam głowię i zobaczyłam obok siebie Louisa. Jeszcze spał. Wiercił się niespokojnie i mamrotał coś pod nosem.
-Nie, proszę...- jęknął prawie niesłyszalnie, po czym zacisnął ręce na poduszce. Widocznie coś mu się śniło.- Rose...- mruknął. Ciekawa jestem kim jest ta cała Rose. Nie będę go o to pytać, bo to nie moja sprawa.
Wstałam z łóżka, wzięłam z szafy nowe ciuchy i poszłam do łazienki. Rozebrałam się z ubrań i weszłam pod prysznic. Ciepła woda spływała po moim ciele, dzięki czemu mogłam się odprężyć. Do mojej głowy natychmiast zaczęła napływać masa myśli.

Podążaliśmy brzegiem plaży. Stąpaliśmy po miękkim piasku, który przyjemnie ogrzewał nam bose nogi. Słońce zaczynało powoli chować się za horyzontem. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w przyjemny szum fal. Wakacje pomału dobiegały końca. Nie robiło mi to zbytnio różnicy, ale tak czy siak trzeba będzie wrócić do szarej rzeczywistości... Czułam na sobie czyjś intensywny wzrok. Powoli podniosłam powieki i spojrzałam na osobę idącą obok mnie. Chłopak uśmiechał się głupkowato. Wywróciłam oczami i dałam mu lekkiego kuksańca w bok.
-To już nasz ostatni dzień razem- westchnęłam ze smutkiem. Nie chciałam się z nim rozstawać. Dzięki niemu wraz z Amy, zrozumiałyśmy co to znaczy odżyć. Wiedziałyśmy, że istniejemy i, że świat nie jest taki zły na jaki wygląda. To właśnie on sprawił, że te wakacje były niezapomniane.
-Nie przejmuj się. Przyjadę za niedługo. Teraz mam po co tu wracać.- Posłał mi ten swój chłopięcy uśmiech, który nie sposób nie odwzajemnić. Jednak mimo wszystko, było mi cholernie przykro. Moje oczy niebezpiecznie się zaszkliły, dlatego zaczęłam mrugać, aby odgonić niechciane łzy.- Nie płacz Light*. Jesteś na to zbyt idealna- powiedział i objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego rozgrzane ciało. Pocałował mnie w czubek głowy, dzięki czemu moje kąciki ust uniosły się ku górze.
-Do tej pory nie wiem, dlaczego nazywasz mnie Light. Poza tym obiecałeś, że w ostatni dzień naszego spotkania wytłumaczysz mi to.- Podniosłam wzrok na jego twarz. Czy jakikolwiek człowiek, może być tak bardzo idealny jak on? Wątpię. On jest jedyny w swoim rodzaju. Niepowtarzalny i wyjątkowy.
-Masz rację- zaśmiał się cicho. Zatrzymał się, przez co musiałam zrobić to również ja.- Nazywam cię Light, ponieważ jesteś moim światłem. Jesteś jedynym światełkiem w ciemności, które wskazuje mi drogę. Po prostu jesteś Light.- Przejechał kciukiem po moim pliczku. Przymknęłam oczy. To było takie przyjemne. Tylko on zawsze to robił. Sprawiał, że przez niego traciłam zmysły. Był jak narkotyk, którego z dnia na dzień pragnęłam więcej i więcej.
-Nie zapomnisz o mnie?- zapytałam cichym głosem.
-Nigdy- zapewnił i złożył pocałunek na moim czole.
-Dziękuje Luke- szepnęłam drżącym głosem.
-Za co?- Zdziwiony zmarszczył brwi.
-Za to, że dzięki tobie w końcu wiem, jak to jest dotknąć gwiazd...

Moje łzy usilnie starały się ujrzeć światło dzienne. Kłamca. Cholerny kłamca. Już nie wrócił. Zapomniał. Zapomniał o mnie, o Amy i o wszystkich innych, których tu pozostawił. Jak mogłam być taka naiwna?! Był dla mnie wszystkim. I nie tylko dla mnie. Owinął mnie sobie wokół palca, a później zostawił jak bezwartościowego śmiecia. Miał o mnie nigdy nie zapomnieć. Miał przy nas być. A teraz co? Razem z nim straciłam cząstkę siebie. Ludzie są dwulicowi. Tylko nieliczni zasługują na nasze zaufanie...
Pokręciłam głową, aby odgonić od siebie niechciane myśli. Dlaczego wspomnienia muszą nachodzić mnie w najmniej odpowiednich momentach? Wtedy, kiedy akurat nie jestem na nie przygotowana? Wolałabym zapomnieć. Zapomnieć o nim i o tym wszystkim co było z nim związane... Westchnęłam cicho i zakręciłam wodę. Wyszłam z kabiny. Kiedy już byłam osuszona i ubrana, umyłam zęby, uczesałam się, po czym opuściłam łazienkę. Podeszłam do biurka i wzięłam z niego książkę. Usłyszałam za sobą ciche chrząknięcie, dlatego gwałtownie się odwróciłam i upuściłam trzymaną rzecz, która z hukiem upadła na podłogę. Rozbawiony Louis siedział na moim łóżku i uważnie się mi przypatrywał. Całkiem zapomniałam, że tu był. 
-Dzień dobry. Jak się spało?- Starał się stłumić uśmiech, który cisnął mu się na usta, ale nie za bardzo mu to wychodziło.
-Nigdy więcej tego nie rób- warknęłam cicho. Starałam się unormować swój przyśpieszony oddech. 
-Czyżbyś się wystraszyła?- zapytał niewinnym głosem.
-Ha. Ha. Bardzo zabawne.- Wywróciłam oczami, jednak i tak moje kąciki ust uniosły się lekko do góry. Louis podniósł się z miejsca i ruszył w stronę drzwi. Zanim jednak opuścił pokój, odwrócił się w moja stronę.
-Zejdź zaraz na dół. Przygotuję śniadanie- oznajmił i poszedł. Wzięłam do ręki małą rzecz, po czym rzuciłam się na łóżko i głośno westchnęłam. Rozłożyłam małą kartkę, a moim oczom ukazało się zdjęcie rodziców. Z uwagą przyglądałam się ich radosnym twarzom.
-Ciekawe, czy jesteście tu przy mnie teraz...- mruknęłam sama do siebie. Delikatnie wodziłam opuszkiem palca po całej fotografii. Po kilku minutach bezczynnego leżenia, w końcu podniosłam się z miejsca. Wolnym krokiem powędrowałam schodami w dół prosto do kuchni. Louis stał do mnie tyłem i przygotowywał jedzenie. Usiadłam na krześle przy stole i z uwagą przyglądałam się jego każdemu ruchowi. Był w samych spodniach od dresu, które luźno zwisały mu na biodrach. Dzięki temu, że nie miał na sobie koszulki, mogłam przyglądać się jego tatuażom... Zauważyłam, że miał słuchawki w uszach. Wstałam z krzesła i zakradłam się do chłopaka. Stanęłam za nim. Kiedy odwrócił się przodem do mnie, zrobił gwałtowny krok w tył, przez co wpadł na kuchenny blat.
-Kurwa- przeklął cicho i wyjął z uszu słuchawki.  
-Czyżbyś się wystraszył?- zapytałam niewinnie. 
-Ha. Ha. Bardzo śmieszne- burknął i wywrócił oczami.- Teraz już jesteśmy kwita.- Uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłam.
-Co tam pichcisz?- przeniosłam wzrok na rzeczy, znajdujące się za nim.
-Robię naleśniki- odpowiedział i z powrotem wrócił do poprzedniej czynności.
-Potrafisz gotować?- Oparłam się o kuchenny blat i zaplotłam ręce na klatce piersiowej.
-Nie. Jedyne co potrafię to naleśniki. Musiałem się nauczyć je robić, bo rodziców często nie ma, a ja zawsze w sobotę rano muszę jeść naleśniki.- Wzruszył obojętnie ramionami, a ja zachichotałam. 
-Siadaj, a ja już będę nakładał- powiedział. Tak też zrobiłam. Chłopak nałożył na talerze gotowe naleśniki. Położył przede mną jedzenie, po czym usiadł naprzeciwko.
-Smacznego- powiedziałam.
-Smacznego- odpowiedział z pełnymi ustami. Zaśmiałam się i również zaczęłam jeść.
***
-Nie Louis. Nie idę na tą imprezę.- Pokręciłam głową i odwróciłam się do niego tyłem.
-Ale dlaczego?- zapytał i ponownie przekręcił mnie w swoją stronę.
-Nie mam ochoty! Po co mam tam iść? Będzie tam większość osób ze szkoły, a oni mnie nienawidzą. W ogóle do czego potrzebne jest wam tam moje towarzystwo?- Uniosłam pytająco jedną brew.
-Nie chcę cię tu zostawiać samej. Poza tym chciałbym, żebyś tam poszła. Tony i reszta również.- Wzruszył ramionami. Pokręciłam głową i kiedy chciałam go ominąć, oplótł mnie w pasie ramionami i przyciągnął do swojego torsu.- No już. Nie daj się prosić- mruknął do mojego ucha. Kiedy miałam odpowiedzieć, przerwał mi trzask drzwi.- O, chyba przyszedł Tony. Teraz już nie masz szans, aby nie iść na imprezę- zaśmiał się cicho.
-Gdzie jesteś pojebańcu?!- Usłyszałam krzyk Tony'ego. Zaczęłam się śmiać jak opętana.- O hej księżniczko.- Przywitał się ze mną, kiedy wszedł do salonu.
-Hej- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Stary ona nie chce iść z nami na tą imprezę.- Westchnął Louis. 
-Nie ma mowy księżniczko.- Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Pisnęłam zaskoczona i momentalnie zaplotłam ręce na jego szyi.
-Tony odstaw mnie na ziemię!- krzyknęłam zbulwersowana. Zignorował moje polecenie i poszedł ze mną na górę. Wszedł do mojego pokoju i dopiero wtedy postawił mnie z powrotem na podłogę.
-Przygotuj się. Masz pół godziny, po czym jedziemy- powiedział z uśmiechem.
-Ale...- Kiedy chciałam zaprotestować, wyszedł, zostawiając mnie samą.- Świetnie.- Westchnęłam. Może to nie będzie takie złe? Chyba i tak nie mam wyboru...
***
Kiedy tu przyszliśmy, przez pierwszą godzinę było naprawdę dobrze! Cały czas tańczyliśmy, piliśmy, a zabawa była przednia! Nawet niemiłe komentarze Nathalie w ogóle mi nie przeszkadzały. Jednak po pewnym czasie, wszyscy gdzieś zniknęli, a ja zostałam sama. Byłam już naprawdę wstawiona i ledwo trzymałam się na nogach. Uh... za dużo wypiłam. Muszę do toalety...
Ruszyłam w stronę schodów. Przeciskałam się przez masę ludzi. Moje nogi były jak z waty. Nagle na kogoś wpadłam, a zawartość trzymanego kubka wylądowała na mnie i nieznanej osobie.
-Kurwa!- przeklęłam pod nosem.
-Przepraszam nie chciałem- powiedział jakiś chłopak. Podniosłam na niego wzrok.
-Nic nie szkodzi- mruknęłam. Jestem zbyt pijana na kłótnie. Prawdopodobnie on również nie jest trzeźwy.
-Nowa?- zapytał i przybliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Nie czułam się zbyt komfortowo, jednak kiedy chciałam zwiększyć dystans między nami, wpadłam na ścianę.- Może byśmy się poznali?- Położył ręce na moich biodrach i spojrzał na moje usta. Cholera, cholera, cholera! Kiedy nachylił się, aby mnie pocałować, odwróciłam głowę.- Ej no mała nie bądź taka- mruknął do mojego ucha.
-Odwal się ode mnie- warknęłam i odepchnęłam go od siebie. Na szczęście był kompletnie pijany, dzięki czemu zachwiał się i wywrócił. Korzystając z okazji, jak najszybciej ruszyłam ku wyjściu z tego domu. Chłodne powietrze uderzyło w moją twarz. Objęłam się rękami, aby choć trochę się ogrzać. W głowie mi huczało i byłam wycieńczona. Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Byłam sfrustrowana. Chcę do domu... 
Zobaczyłam Tony'ego, który stał z innymi osobami przy basenie. Kiedy zobaczył, że mu się przyglądam od razu do mnie podszedł.
-Ej co jest?- zapytał.
-Zabierz mnie stąd- powiedziałam cichym głosem.
-Zadzwonię po taksówkę i odwiozę cię do domu- oznajmił.
-Nie.- Pokręciłam głową.- Jeśli rodzice Louisa zobaczą, że jestem pijana to on będzie miał kłopoty.- Chłopak przeczesał włosy palcami. 
-Jedziemy do mnie- Powiedział i wyjął z kieszeni telefon. 
***
Tony's pov
-Przepraszam, że przeze mnie musiałeś opuścić imprezę- mruknęła pijacko.
-Nic nie szkodzi. Nie przejmuj się- powiedziałem i wziąłem ją na ręce. Tym razem nie protestowała, chyba dlatego, że ledwo co trzymała się na nogach.- Będziesz spała w moim pokoju księżniczko.- Posadziłem ją na moim łóżku, po czym podszedłem do szafy. Ociężale opadła na materac.- Masz. Przebierz się. Będzie ci wygodniej.- Podał jej swoją koszulkę. 
-Nie chce mi się ruszać. Chcę spać...- jęknęła, po czym zwinęła się w kulkę. Westchnąłem, złapałem ją na ręce i pociągnąłem, aby usiadła. Rozpiąłem suwak jej sukienki.
-Ręce do góry- poinstruowałem. Tak też zrobiła. Ściągnąłem z niej ubranie, po czym podałem koszulkę. Założyła ją na siebie i wgramoliła pod kołdrę.- Dobranoc księżniczko.- Uśmiechnąłem się lekko, a kiedy chciałem wyjść, usłyszałem jej cichy głos. 
-Zostań ze mną- szepnęła.- Nie chcę spać sama.- Odwróciłem się w jej stronę. 
-Meg, jesteś pijana i...- zacząłem jednak mi przerwała.
-Proszę...- I co tu zrobić? Nie potrafię jej odmawiać... Ściągnąłem z siebie spodnie oraz koszulkę, przez co zostałem w samych bokserkach. Zgasiłem światło i położyłem się obok niej. Dziewczyna przysunęła się do mnie bliżej i przytuliła do mojego ciała. Niepewnie objąłem ją ramieniem. Myślałem, że nie może być już lepiej. Teraz było. Delikatnie gładziłem jej plecy i pocałowałem w czubek głowy. Tak strasznie chciałem uchronić ją przed całym złem tego świata. Chciałem, żeby po prostu była ze mną tu, w tej chwili...

Meg's pov
Przebiegł mnie przyjemy dreszcz, kiedy Tony przytulił mnie do siebie. Mimo, że było mi cholernie dobrze zaczęły mnie nachodzić niechciane wspomnienia... Zawsze Luke tak ze mną spał...
-Dlaczego faceci są tacy... bezduszni?- zapytałam zaspanym głosem.
-Co?- mruknął Tony. Widocznie musiał już zasypiać. 
-Ja zawsze trafiam na bezwartościowe śmieci. Lubię cię, ale boję się, że zranisz mnie tak jak Luke. I po co ja mu zaufałam?- zapytałam sama siebie. No właśnie idiotko. Kto ci powiedział, że można się przyzwyczajać? I tym bardziej, kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
-Nie wiem kim jest Luke, ale nie martw się. Ostatnie co bym chciał zrobić, to krzywdzenie cię- szepnął Tony. 
-Mam nadzieję, że mówisz prawdę... Bo ja już ci zaufałam...- powiedziałam tak, aby mnie nie usłyszał. 

Zasada pierwsza: Nie przyzwyczajaj się i wiedz, że nic nie będzie na zawsze...

* A więc, najpierw zacznę od wyjaśnienia tego. Light - po angielsku oznacza światło (wytłumaczyłam dlaczego on tak na nią mówił ;))... Więc jak będę tak pisać to nie przetłumaczajcie sobie na polski ;) Angielska wersja jest lepsza xd I jest to na potrzeby opowiadania... I no. Myślałam, aby zmienić tytuł bloga na - Light ;) Co wy na to?
CHCIAŁAM BARDZO PODZIĘKOWAĆ ZA 10845 WYŚWIETLEŃ! WOW! JESTEŚCIE KOCHANI!
Miałam napisać trochę inną końcówkę (i nie z perspektywy Tony'ego), ale jak już zaczęłam to musiałam skończyć, bo nie chciało mi się zmieniać xd
Wiem, że to miała być ostatnia zapowiedź rozdziału, ale mam jeszcze kilka pomysłów ^^
Tak w ogóle to dzisiejsza zapowiedź jest bardzo ważna... Ale nic nie zdradzę! ;)
To co mi się podobało w tym rozdziale to wspomnienie Meg ^^
Jak się podobał rozdział? :) PISZCIE ♥ To bardzo ważne!
Jakby ktoś nie zauważył to zrobiony jest chat ;) Więc jak chcecie to możecie pisać! :D
*Notka może zostać zaktualizowana*

12 komentarzy:

  1. ,,-Gdzie jesteś pojebańcu?''

    Haha, już wiem jak od teraz będę wołać brata po powrocie do domu =D
    Ona mu zaufała... i chyba będzie cierpieć.. tak sądzę. Luke? Hmm.. skrzywdził Meg więc od razu trafił ba moją czarną listę ·_· (nawet nie wiedziałam, że taką mam =D)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha xD Tony rozwalił system XD ..
    Super rozdział .. zapowiedź następnego mnie przeraża ;x i ta końcówka w sensie że ta ,, zasada " mam złe przeczucia ;/ ... to było słodkie że Tony wziął ja do swojego domu .. LUKE ! :/ .. zastanawiam się... myślę że ( boże ja myślę ! :0 ) jeszcze o nim usłyszymy ... nadal nie mogę z tego ,, gdzie jesteś pojebańcu ? " XD ... mam dylemat .. Mony czy Mouis ;/ .. Mathalie !! XD ... nie :!! XD nie xD ... nie :3 my head is very dark place ! ;o ... świetny rozdział .. co do tytułu Light jest fajne :) ale obecny tytuł też wiec czy zmienisz to zależy od ciebie ;) pozdrawiam i czekam na następny ! :* :*
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
  3. Hhahah mega rozdział, oni wszyscy są dla siebie tacy mili, ale coś czuje że nie długo wydarzy się coś co to wszstko zmieni.. Luke.. czuje że on pojawi się jeszcze dlatego, że bez powodu byś o nim nie wspominała. Co do tytułu Light moim zdaniem i ten co jest i Light są świetne więc ty zadecyduj :) Ogólnie rozdział mi się męga podoba i czekam na next ! ♥ +Życzę weny ! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. WOW! Wpadam tu o pierwszej w nocy a tu opo! :D niestety baterii starczyło mi tylko na przeczytanie xD
    rozdział świetny, ale taki krótki mi sie wydawał :/ weny i wstawiqj szybciutko kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudo :* Zajebisty i zapraszam do siebie <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokochalam Tony'ego, ale no Louis jest taki ajahnsyahays. To bylo takie slodkie, on chca ją uchronic przed całym zlem. Aww. Narazie jest spokojnie, a wiec szykuje sie na jakas aferke. Moze Nathalie? A co do Luka to mysle, ze predzej czy pozniej sie zjawi i niezle namiesza, ale byc moze to tylko moja wyobraznia... Co do Meg ona jest taka delikatna, tak mi sie wydaje przynajmniej i jak ktos ja skrzywdzi to bedzie to dla mnie cios w serce haha. Czekam na nastepny cudowny rozdzial! Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  8. Ah ten Tony :* KOCHAM GO! To mój chłopak, że sobie tak uwłaszczę :P
    A co do rozdziału, znasz moje zdanie XD nie wiem co powiedzieć.
    Sama chyba byś lepiej to ujęła, w twoich oczach jestem cięta w słowach do opisywania twojego, a jakże!, cudownego rozdziału lub talentu.
    Nic dodać, nic ująć!
    Ś W I E T N E! :*
    Czekam z niecierpliwością na kolejny :*

    '-Gdzie jesteś pojebańcu?!- Usłyszałam krzyk Tony'ego.'
    Najlepszy tekst, który mnie rozbawił ^^ :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Tony taki kochany, jejciu! Oni muszą być razem, muszą, muszą! To będzie najlepsza para ever!
    Skąd ty wytrzasnęłaś taki charakter? Kobieto, uwielbiam Cię za to! Nie wiem jak, ale chcę Go, koło mnie. Mój Tony, hahah. Sorki dziewczyny, ale on już jest zajęty.
    Louis, mistrz gotowania! Naleśniki rządzą, aww! *^* Musiał wyglądać seksownie, gdy je przyrządzał. Schrupałabym Go. Dobra, już się ogarniam. XD
    Mimo, iż jest taki słodki, nie wyobrażam sobie, żeby byli razem. Nie, zupełnie. Jakby nie patrzeć brat i siostra, przyszywani, ale jednak. Fakt, faktem, że nie zachowują się, jak typowe rodzeństwo, większość się bije, ale ciii. XDDD
    LUKE wszystko zepsuje, nanan. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że on kiedyś też był w domu dziecka, ale go adoptowali, lub był już pełnoletni i poszedł w nowe miejsce. Miał wrócić, ale nie wrócił. Teraz jest na niego zła, chociaż nie. Jest smutna, ze je zostawił. A gdy ona jest smutna, to ja też!
    Uuu, wyczuwam niezłego kaca jutro. Wypij milksake bananowego, podobno pomaga. Przynajmniej w innych opowiadaniach.
    Chcę następny rodział, tu i teraz! ♡

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział! !
    Tekst Tony'ego na wejściu mnie rozwalil
    Super
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  11. Spędziłam dwie godziny na czytanie bloga od samego początku i tego nie żałuję! Widzę, że czasem wzorujesz się na Hopeless! Tony przypomina mi Breckina, a Lou Holdera... tak po prostu. Niby ten niebezpieczny, ale dobry - zboczony przede wszystkim - zabawny, nieprzewidywalny...
    Najgorsze jest to, że takie ideały na świecie nie istnieją. W książkach najczęściej opisywane są właśnie ideały, nie mówiąc o osobach, które takowymi nie są. Martwi mnie, że autorzy dodają do opowiadania ludzi pięknych, idealnych, inteligentnych. Nie mówię, że twoje opowiadanie jest okropne, wręcz przeciwnie - gdyby zostało wydane jako książkę, kupiłabym ją. Należę do osób samokrytycznych (bądźmy szczerzy - nienawidzę samej siebie... za wszystko), a gdy spotykam w książkach takie ideały jak Lou i Tony... popadam w coraz większe kompleksy (ale nic mi nie będzie, spokojnie! :D).
    Przepraszam, że dopiero komentuję, ale na początku nie miałam ochoty czytać jakiegokolwiek bloga. A twój należy do ulubionych i czekam z niecierpliwością na następny!
    ~Katharina

    OdpowiedzUsuń