czwartek, 16 kwietnia 2015

Rozdział 16

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
PLIS MIŚKI PRZECZYTAJCIE NOTKĘ :)
Rozdział dedykowany Le One i dla wszystkich, który skomentowali ostatni rozdział ♥
_________________________________________________________________________________

-Nie płacz proszę...- powiedział i delikatnie przejechał kciukiem po moim policzku, ścierając łzy.
-Co się tym tak przejmujesz? Popłaczę sobie tu chwilę i potem znowu będę udawać, że wszystko jest okej. Wróć tu za kilka minut...- mruknęłam zachrypniętym głosem. Chłopak usiadł obok mnie na piasku i cicho westchnął.
-Twoje łzy są jak ciernie, wiesz?- zapytał i przeniósł na mnie smutny wzrok. Zmarszczyłam brwi.
-Co?- prychnęłam pod nosem.
-Każda nowo spływająca łza robi cholerne rany w moim sercu. Nienawidzę patrzeć na to jak jesteś smutna... Kocham twój uśmiech, który sprawia, że dzień od razu staje się piękniejszy...- Pocałował mnie w czoło.- Kocham twój śmiech. Kiedy go słyszę, nie chcę już słyszeć niczego innego.- Tym razem musnął ustami czubek mojego nosa.- A w szczególności kocham to, kiedy jesteś naprawdę, szczerze szczęśliwa... A najbardziej z mojego powodu- powiedział Luke i przygryzł lekko wargę. Nachylił się w moją stronę, po czym delikatnie złączył nasze usta w niewinnym pocałunku. Przez chwilę siedziałam nieruchomo, a kiedy się ocknęłam mocniej naparłam na jego usta.... Mój pierwszy pocałunek? Właśnie z NIM... Gdzie? Na plaży o wschodzie słońca. Czy byłam szczęśliwa? Zaczynałam czuć, że żyję...

Poruszyłam się niespokojnie po czym otworzyłam oczy. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu, w którym byłam. Mój pokój. Okej. Zmrużyłam oczy i spojrzałam na zegarek, stojący na szafce nocnej. 5:30.Jak nie śni mi się wypadek to śni mi się Luke. Czy chociaż on nie może zniknąć z mojej głowy raz na zawsze, tak jak to zrobił w moim życiu? Nienawidzę go wspominać. Nie ma go już tu, to niech i nie będzie w mojej głowie! Proste!
Mimo tak wczesnej pory, zwlekłam się z łóżka, odświeżyłam, ubrałam spodenki, koszulkę na ramiączkach, wzięłam z biurka telefon i słuchawki – które musiał zostawić tutaj Louis – I poszłam biegać. Poranne  powietrze, mimo że było trochę chłodne, jednak dawało orzeźwienie. Włożyłam słuchawki do uszu i puściłam piosenkę. Najpierw ruszyłam wolnym krokiem. Wsłuchiwałam się w tekst i po prostu szłam. Jednak po chwili chód przerodził się w bieg. Biegłam przed siebie, nawet nie wiedząc dokąd. Chciałam po prostu rozładować buzujące we mnie emocje. Jednak w końcu, po kilkudziesięciu minutach zaczęłam tracić oddech, dlatego zwolniłam tępo, po czym całkowicie się zatrzymałam. Schyliłam się i oparłam dłonie na nogach. Starałam się unormować przyspieszony oddech oraz złagodzić nieprzyjemne pieczenie w gardle. Przydałaby się woda. Albo Luke, który byłby przy mnie. Od razu odrzuciłam od siebie tą myśl, która została skryta w najdalszej i najciemniejszej dziurze w moim umyśle. Cholera muszę się napić... I porozmawiać z Amy. Już długo się nie widziałyśmy i czuję się, jakby nie było jej przy mnie wieczność.
Ruszyłam wolnym krokiem, aby jeszcze bardziej się nie zmęczyć. Muzyka spokojnie płynęła w słuchawkach, a ja uspokajałam się z każdym kolejnym dźwiękiem. Słońce wznosiło się coraz wyżej ponad horyzont. Zauważyłam, że już więcej osób zaczyna się tu zbierać. Robiło się coraz później, dlatego postanowiłam powoli wracać. Bo co innego miałam robić? Muszę się jeszcze przygotować do szkoły.
Odetchnęłam głęboko, po czym truchtem ruszyłam w drogę powrotną.
***
-Tony nie! Po prostu nie jestem głodna! Daj już spokój!- warknęłam zła. Prosił mnie abym coś zjadła, ale ja nie chciałam. Nie miałam ochoty! Przecież to nic złego! Zjem coś w domu, ale w szkole nie chcę!
-Meg, ale...- zaczął jednak w porę mu przerwałam.
-Do cholery przestań! Nie mam ochoty nic jeść. Nic mi nie będzie, jak tym razem nie zjem lunch'u.- Zacisnęłam dłonie w pięści. Cały dzień byłam niespokojna i strasznie łatwo mogło się mnie wytrącić z równowagi. Moje myśli były rozbiegane i nie mogłam się na niczym skupić. Po chwili zrobiło mi się głupio, że tak gwałtownie zareagowałam, ale nic już nie mogłam zrobić. Czasu nie cofnę.
Chłopak zacisnął wargi w cienką linię, po czym wstał od stołu. Podszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę dłoń.
-Telefon i idziemy. Już- powiedział stanowczym głosem. Zmarszczyłam brwi, nie za bardzo wiedząc co mam zrobić. Kiedy posłał mi zirytowany wzrok, niepewnie podniosłam się z miejsca i powędrowałam za nim. Szliśmy korytarzami, co jakiś czas mijając pojedynczych uczniów. Większość osób znajdowała się teraz na dziedzińcu. W końcu zatrzymaliśmy się w najbardziej odosobnionym miejscu.- Daj telefon.- Odwrócił się w moją stronę. Wyciągnęłam z kieszeni urządzenie i podałam mu. Zaczął coś przeszukiwać, aż w końcu przyłożył komórkę do ucha. Kiedy ktoś w końcu się odezwał, chłopak włączył „głośnomówiący”, abym również mogła słyszeć z kim rozmawia.- Amy?- zapytał.
-Tak...- odpowiedziała zaskoczona.- Gdzie jest Meg?- Słyszalne było w jej głosie zaniepokojenie.
-Jest tu...Ale mam pewne pytanie. Bo ona nie chce jeść. Co mam zrobić?- Momentalnie chciało mi się śmiać. Specjalnie dzwonił do niej, bo nie chciałam zjeść? Dobra może od kilku dni jadłam stanowczo mniej niż zwykle...Ale co w tym złego? Nic mi przecież nie będzie! Dlaczego wszyscy mają do mnie o to pretensje? Najpierw Louis, a teraz Tony.
-Och matko. Meg jeśli mnie słyszysz to od razu ci mówię, że do cholery nie chcę jeszcze raz z tobą tego wszystkiego przerabiać- westchnęła. Tony zmarszczył brwi i popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem. Pokręciłam głową, dając mu znak, aby nie pytał, ponieważ nie mam ochoty o tym teraz rozmawiać.- A teraz tak. Czy stało się coś ostatnio co cię mogło zaniepokoić w jej zachowaniu?- Tym razem skierowała pytanie do chłopaka.
-Jedna dziewczyna powiedziała coś niemiłego. I wiem, że Meg bardzo poważnie to odebrała- odpowiedział.
-O nie. Zabiję tą sukę- warknęła cicho Amy. Stłumiłam śmiech. Cała ona.
-I nie wiem czy to coś ważnego, ale raz wspomniała coś o jakimś Luke'u- mruknął niepewnie. Momentalnie zgromiłam go wzrokiem. Jak śmiał?! Odsunęłam się od niego o krok. Jak on do cholery śmiał o nim wspominać?! To przecież nie jego sprawa!
-Sytuacja kryzysowa. Przyjeżdżajcie do mnie- powiedziała poważnie Amy.
-Okej. Ja lub Louis ją dzisiaj tam zawieziemy. Dzięki. Pa.- Kiedy się pożegnali, Tony zakończył połączenie. Gwałtownie wyrwałam telefon z ręki chłopaka. Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Co to miało być?! Czy ciebie do reszty pogięło?! Po co wtrącasz się w moje życie?! Może zamiast angażować się w moje zająłbyś się własnym?! Luke to tylko i wyłącznie moja sprawa! To samo dotyczy tego ile jem, co jem i kiedy jem!- wykrzyknęłam wściekła. 
-Meg ja się po prostu o ciebie martwię. Nie chcę żebyś zrobiła sobie krzywdę- powiedział spokojnie.
-To przestań się martwić.- Wywróciłam oczami.
-Kobieto o co ci chodzi?! Ja się o ciebie boję! Wczoraj nie zjadłaś nic! Kompletnie! Przez cały dzień trzymałaś się na wodzie i chyba tylko jednej kromce! Kurwa nie chcę przechodzić ponownie tego piekła!- krzyknął i szybkim ruchem przeczesał  ręką włosy.
-Nie przejmuj się mną. Radziłam sobie do tej pory, poradzę sobie i teraz- mruknęłam i odwróciłam się do niego z zamiarem odejścia. Jednak nie zrobiłam ani kroku, ponieważ chłopak złapał mnie za łokieć i przycisnął plecami do szafek. 
-Uspokój się. Jesteś zła. Przepraszam. Nie chciałem cię zdenerwować- powiedział. Zaczęłam się szarpać, jednak przytrzymywał mnie za ręce. 
-Puść mnie- fuknęłam. Nie posłuchał tylko podszedł jeszcze bliżej mnie. Nie przejmował się tym, że miotałam się we wszystkie strony. W końcu zrozumiałam, że i tak nic nie zdziałam, dlatego się uspokoiłam. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
-Przepraszam księżniczko...- szepnął i pocałował mnie w czubek głowy. Mocniej się do niego przytuliłam. Od rana kotłowało się we mnie wiele emocji i widocznie w końcu pozwoliłam im ze mnie ulecieć. Po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy, a moje ciało lekko drżało.- Już wszystko jest dobrze.- Delikatnie gładził  ręką moje plecy. 
-Przepraszam Tony. Nie chciałam. Ja po prostu...- Nie dał mi dokończyć.
-Nic nie szkodzi. Rozumiem.- Ponownie pocałował czubek mojej głowy. Kiedy w końcu całkowicie się uspokoiłam, powoli odsunęłam się od niego.
-Chyba przechodzę jakiś kryzys- prychnęłam cicho.
-Albo zbliża ci się okres- stwierdził i zrobił zabawną minę.
-Zamknij się- zaśmiałam się rozbawiona i klepnęłam chłopaka w ramię.
-Dziewczyny w tych dniach są niemożliwe, a ty w szczególności.- Szturchnął mnie palcem w brzuch.  Zmrużyłam powieki i udałam, że jego słowa mnie uraziły. Tony wyraźnie się zmieszał i chyba uwierzył.- Nie, ja nie...- Zaczął, jednak przerwał mu mój śmiech.
-Żartowałam- zaśmiałam się i objęłam go rękami w pasie.- Masz rację jestem nieznośna. Nie wiem jak ty ze mną jeszcze wytrzymujesz- powiedziałam i oparłam podbródek na jego ramieniu.
-No wiesz... Sam codziennie zadaję sobie to pytanie- zażartował i  westchnął teatralnie.
-Ej! Nie przeginaj!- fuknęłam rozbawiona. Naszą rozmowę przerwał dzwonek, oznajmiający, że kolejna lekcja właśnie się zaczyna, dlatego Tony odprowadził mnie pod klasę, a później poszedł na swoje zajęcia...
***
-Nie musisz mnie tam zabierać. Naprawdę- powiedziałam do Louisa.- Tony sobie coś po prostu wymyślił.- Wzruszyłam ramionami.
-Nie przejmuj się. I tak nie mam nic do roboty.- Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Dobra może i chciałam, żeby mnie tam zabrał, ponieważ to jest okazja aby spotkać się z Amy, ale to nie znaczy, że chcę aby Louis był na każde moje zawołanie. Miał też własne życie i nie chciałam się mu narzucać.-  Daj mi pięć minut i możemy jechać.- Odwrócił się do mnie i zniknął za drzwiami swojego pokoju.
***
Wybiegłam jak szalona z samochodu i ruszyłam w stronę domu dziecka. Kiedy tylko przekroczyłam bramę, zobaczyłam, że Amy biegnie w moją stronę. Zatrzymałam się, a dziewczyna z wielką siłą wpadła na mnie, przez co obie wylądowałyśmy na ziemi.
-Tęskniłam za tobą- mruknęła. Na moich ustach od razu zagościł ogromny uśmiech. Nie podnosząc się z ziemi, objęłam ją ramionami i mocno ją do siebie przytuliłam.
-Ja za tobą też. Nawet nie wiesz jak.- W końcu podniosłyśmy się z ziemi. Otrzepałam ubranie i poprawiłam włosy.
-Chodź idziemy na plażę. Mam godzinę.- Amy pociągnęła mnie za rękę. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam, że Louis z uwagą nam się przygląda.- Hejka Louis.- Posłała w jego stronę uśmiech, który odwzajemnił.
-Hej- odpowiedział.
-Mamy wiele rzeczy do obgadania. Oh,a poza tym wiele osób chce wiedzieć co tam u ciebie słychać. Stęsknili się za tobą. Będziesz musiała w końcu odwiedzić również innych.- Zwróciła się do mnie.
-Z wielką chęcią.- Ja również jestem strasznie ciekawa co u innych. Kiedyś spędzaliśmy wszyscy razem mnóstwo czasu. Naszym wspólnym miejscem była właśnie plaża. Nie jest daleko, ale to właśnie tam uwielbialiśmy spędzać prawie każdy dzień. 
***
-A pamiętasz jak urządziliśmy tu ognisko? Planowaliśmy wtedy ucieczkę. To miał być nasz ostatni dzień w tym miejscu.- Amy i ja zaczęłyśmy się śmiać.
-A potem wszyscy pobiegli do wody i chorowaliśmy przez tydzień- dodałam rozbawiona. Siedzieliśmy na ciepłym piasku. Louis przysłuchiwał się naszej rozmowie, a ja wraz z Amy wspominałyśmy stare czasy.
-Ty wtedy nie chciałaś wchodzić- zauważyła przyjaciółka.
-Było cholernie zimno!- broniłam się.- Ale Luke mnie wtedy wrzucił do wody. Jednak dobrze, że to zrobił, bo inaczej ominęła by mnie świetna zabawa.- Westchnęłam rozmarzona. 
-Szkoda, że już go tu nie ma- powiedziała.
-Taa...- mruknęłam cicho. Podkuliłam nogi pod brodę i objęłam je rękami.
-Nadal się tym zadręczasz, co?- zapytała i delikatnie pogładziła dłonią moje ramie.
-Ja chcę po prostu o nim raz na zawsze zapomnieć. Śnił mi się dziś- powiedziałam i przeniosłam wzrok na dziewczynę.
-Serio? Co tym razem?- Zmarszczyła brwi i przysunęła się do mnie bliżej. Spojrzałam na nią wymownie.- Aaaa...- Pokiwała głową, dając znak, że zrozumiała.
-Kim jest Luke?- Po raz pierwszy do tej pory odezwał się Louis.
-Dawny znajomy- odpowiedziała wymijająco Amy.- Słuchaj Meg. Wiem, że on cię cholernie zranił, ale uwierz mi nie tylko ciebie.- Skrzywiła się. Tak. Był jednym z nas. Traktowaliśmy go jak rodzinę. Przyzwyczailiśmy się do niego i jego obecności. Przy nim czuliśmy się wyjątkowi, bo traktował nas inaczej niż kogokolwiek innego. Miał tu wielu przyjaciół. Miał NAS. A później, tak nagle wszystkich skrzywdził. Potraktował nas jak nic nie warte śmieci. Większość się już z tym pogodziła. Minęło sporo czasu. Wszyscy starają się przyzwyczaić. Ale ja nie potrafię. Nikt nie przeżywa tego co ja, ponieważ nikt nie był AŻ TAK BARDZO z nim związany.- Nie powinnaś o nim zapominać. On był jedną z niewielu osób, które ciebie tak bardzo uszczęśliwiały. Wiem, że te wspomnienia przypominają ci to co straciłaś, ale również pamiętasz o chwilach, które były tego naprawdę warte.- Amy przytuliła mnie, dzięki czemu poczułam się o wiele lepiej. Ona zawsze wiedziała co powiedzieć lub co zrobić. Chyba tylko Amy jako jedyna jeszcze nigdy mnie nie skrzywdziła. Dlatego jej tak bardzo ufam. Ona nie jest tylko moją przyjaciółką. Nawet nie jest dla mnie tylko siostrą... Jest kimś znacznie ważniejszym. Ta dziewczyna zna całą moją historie, każdy szczegół z mojego życia. A ja znam wszystko to, co przeżyła ona. Wiem o niej dosłownie wszystko.- A teraz porozmawiajmy o czymś innym. Musisz jeść Meg.- Odsunęła się trochę ode mnie, aby móc na mnie spojrzeć. 
-Ale ja jem! To, że raz odpuszczę sobie posiłek, nie jest niczym złym- zaczęłam się bronić.
-Wcale nie! Ostatnio jesz stanowczo za mało.- Wtrącił się Louis. Zgromiłam go wzrokiem.
-Louis proszę cię pilnuj jej. Możesz ją nawet zmusić do jedzenia. Masz moje pozwolenie.- Zwróciła się w jego stronę.
-Ej!- Spojrzałam na nią zaskoczona.
-Nie powinnam ci tego mówić, ale ona kiedyś miała problemy żywieniowe. Dużo przez to chorowała. Mogła nawet popaść w anoreksje i...- Nie dałam jej dokończyć. Louis wydawał się wyraźnie zaskoczony.
-Amy! Miałaś o tym nikomu nie wspominać!- powiedziałam zła. Nie chciałam aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie lubiłam o tym mówić. Wszyscy wtedy zaczynali mnie osądzać, a nikt nie chciał wysłuchać.
-Wiem i przepraszam. Ale ty znowu to zaczynasz. To całe błędne koło. Wolę abyś pogniewała się na mnie przez jakiś czas, niż żebyś miała sobie zrobić krzywdę.- Odetchnęłam głęboko. Zamknęłam na chwilę oczy, a kiedy je otworzyłam odezwałam się.
-Nie jestem na ciebie zła.- Pokręciłam głową i lekko się uśmiechnęłam. Nie potrafiłabym się na nią pogniewać.- Wiem, że chcesz dla mnie dobrze- powiedziałam.
-Kocham cię Meg.- Przyjaciółka przytuliła się do mnie, dlatego ja również objęłam ją ramionami.
-Ja ciebie też- odpowiedziałam.
-Muszę już wracać.- Odsunęła się ode mnie i wstała z ziemi. Wraz z Louisem również się podnieśliśmy i wszyscy ruszyliśmy w drogę powrotną.
***
Wolnym krokiem stąpaliśmy po ciepłym piasku. Louis i ja postanowiliśmy, że jeszcze jakiś czas spędzimy na plaży. Słońce pomału zachodziło i chowało się za horyzont.
-Dlaczego się odchudzałaś?- zapytał cichym głosem chłopak.
-Nie zrozumiesz tego. To trzeba przeżyć. Osoba zdrowa nigdy nie pojmie tego, przez co przechodzi ktoś, kto się głodzi. To takie ciche wołanie o pomoc.- Wzruszyłam delikatnie ramionami.
-Czy mógłbym być twoim ratunkiem?- zapytał po chwili ciszy. Popatrzyłam na niego zaskoczona.
-Co?- Nie wiem nawet czy mnie usłyszał. Byłam całkowicie zdezorientowana jego słowami. Chłopak zatrzymał się, co zrobiłam również ja.
-Chcę ci pomóc. Chcę odpowiedzieć na twoje wołanie. Chcę sprawić, abyś wreszcie zrozumiała jaka cudowna jesteś.....

*Następny dzień. Szkoła*
Trzecia lekcja się właśnie skończyła, a ja szłam korytarzem, aby wziąść z szafek potrzebne książki. Nagle ktoś gwałtownie złapał mnie za ramię.
-Zrywamy się z lekcji i jedziemy po Louisa- powiedział przejęty Tony. Zmarszczyłam brwi i szybko ruszyłam przed siebie, aby dorównać mu kroku.
-Co się dzieje?- zapytałam.
-Louis jest w areszcie. Został oskarżony o pobicie. Prosił mnie abym po niego przyjechał- odpowiedział na moje pytanie.
-Skoro prosił ciebie, to po co tam jestem ja?- Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Tworzymy jedną grupę. Teraz również w niej jesteś. Ktoś ma kłopoty, pomagamy wszyscy.- Przeszliśmy przez duże drzwi budynku szkolnego. Kierowaliśmy się w stronę parkingu, na którym czekali Harry, Niall, Liam, Zayn i Nathalie. 
-W co on się znowu do cholery wpakował?- zapytał lokowaty.
-Nie mam pojęcia.-Tony pokręcił głową. Wsiedliśmy do dwóch samochodów. Do jednego ja, Tony, Harry i Niall, a do drugiego Liam, Zayn i Nathalie.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wszyscy jak najszybciej pobiegliśmy w stronę wejścia. Na korytarzu siedział Louis. Miał spuszczoną głowę i bawił się telefonem.
-Co się znowu stało?- zapytała dziewczyna, której szczerze nienawidziłam.
-Greg się stał- burknął cichym głosem. Podniósł się z miejsca, ale nadal nie podniósł głowy. 
-Co on zrobił?- Tym razem odezwał się Zayn.
-Możemy porozmawiać o tym później? To nie jest teraz dobry czas ani miejsce. Chcę już stąd po prostu iść- mruknął i w końcu na nas spojrzał. Miał rozciętą wargę i łuk brwiowy. Pod okiem tworzył mu się już lekki siniec. W ciszy poszliśmy w stronę wyjścia. Wszyscy zasypywali chłopaka milionami pytań. Jako jedyna się nie odzywałam. Co mu się stało?!
***
-Dzięki wielkie. Jutro będziemy musieli poważnie porozmawiać- Louis zwrócił się do Tony'ego. Ten jedynie pokiwał głową. Wraz z Lou wyszliśmy z pojazdu i poszliśmy w kierunku domu, gdzie w korytarzu czekała na nas mama chłopaka.
-Louis! W coś ty się wpakował?! Dlaczego to zrobiłeś?! Byłam w pracy i nagle dzwonią do mnie z policji, że pobiłeś jakiegoś chłopaka, który teraz jest przez ciebie w szpitalu! Wytłumacz się!- krzyknęła zła. On zignorował swoją rodzicielkę i ruszył w stronę schodów.- Louisie Williamie Tomlinsonie! Masz się w tej chwili zatrzymać!- wrzasnęła. Widać było, że nie miała już do niego siły. Posłuchał ją i stanął w miejscu.- Co w ciebie wstąpiło? Kiedyś nie byłeś taki. Co się z tobą dzieje? Dlaczego tak bardzo się zmieniłeś?- zapytała bezradnie. Chłopak powoli odwrócił się w naszą stronę. Nie wiedziałam co robić. Mam iść i zostawić ich samych, czy raczej zostać i w razie czego ich wspierać?
-Mamo on ją skrzywdził...- szepnął, a w jego oczach zobaczyłam łzy. Louis prawie płakał. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Był roztrzęsiony.- On skrzywdził Rose! To przez niego jej tutaj nie ma! Ten śmieć powinien kurwa zginąć! Powinien cierpieć, tak jak cierpiała ona...- Pierwsza łza spłynęła po jego policzku. Starł ją, odwrócił się i pobiegł na górę do swojego pokoju. Stałam jak wryta w ziemię. Jay zasłoniła usta ręką. Podeszłam do niej i ją przytuliłam, chcąc chociaż trochę dodać jej otuchy. Musiała wiedzieć, że nie jest sama.
-Niech pani usiądzie. Zrobię herbatę- powiedziałam cichym głosem. Ona jedynie pokiwała głową i poszła do salonu.
Kiedy herbata była gotowa, zaniosłam ją Jay i usiadłam obok niej na kanapie.
-Rose, była wyjątkową dziewczyną...- zaczęła. Nie odzywałam się, aby przypadkiem nie zniechęcić jej do mówienia.- Była dziewczyną, w której Louis tak bardzo się zakochał. Była jego pierwszą dziewczyną. Spędzał z nią każdą wolną chwilę. Kiedy ona była, Louis stawał się całkowicie inny. Spokojny, kochany, pomocny. Nigdy na nikogo nie podniósł głosu, zawsze miał dobre stosunki ze wszystkimi. On się zmieniał dla niej.- Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Moje kąciki ust również uniosły się ku górze.- Jednak kiedy Rose umarła, to tak jakby wraz z nią umarła część Louisa. Zaczął chodzić na imprezy, pił, prawie cały czas nie było go w domu. Później zaczęły się bójki. Strasznie cierpi po straceniu Rose. To była najcudowniejsza dziewczyna jaką znałam. A wiesz dlaczego?- Przeniosła na mnie wzrok. Pokręciłam głową, dając jej znak, aby mówiła dalej.- Ponieważ jako jedyna tak bardzo uszczęśliwiała mojego syna. Kiedy zmarła, on i Tony... Nawet sobie nie wyobrażam co oni musieli czuć. Wszyscy strasznie przeżyliśmy jej śmierć, ale oni obydwaj... Tony na początku zamknął się w sobie. Nie chciał nigdzie wychodzić... Ale nie dziwię się mu.- Westchnęła cicho.
-Tony też był tak bardzo z nią związany?- zapytałam.
-Rose była jego siostrą....

Bądź moim ratunkiem – ja będę Twoją nadzieją...

Tam, tam, taaaaaaam... Pewnie wiele z Was spodziewało się, że Rose jest siostrą Tony'ego ;) To właśnie ta mała tajemnica, która będzie miała OGROMY wpływ na całą historię :) (Ale wszystkiego się dowiecie w swoim czasie ;))Ostatnie zdanie - później zrozumiecie o co mi tu chodziło. W jednym rozdziale będzie coś powiązanego właśnie z tym zdaniem ;)
A teraz tak! CZYTAĆ - Postanowiłam założyć zakładkę ze SPOILERAMI bloga :) (To NIE jest mój pomysł, ale autorka tego oto pomysłu zgodziła się bez żadnych przeszkód, abym wykorzystała ten pomysł na swoim blogu :)) A WIĘC ZA KAŻDE KOLEJNE 1000 WYŚWIETLEŃ BĘDĘ DODAWAŁA MAŁY SPOILER/INFORMACJĘ/CIEKAWOSTKĘ! ;) A więc pierwszy będzie, kiedy dobijecie do - 15000 tyś. wyświetleń ;) Powodzenia!
Jak się podobał rozdział? Mnie nawet, nawet xd Przepraszam, że dodaję go dopiero dzisiaj (miałam wczoraj), ale ostatnio mam straszne urwanie głowy :/  Liczę na WASZE OPINIE BO TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE NOO :( Proszę ♥
Czy ja tylko nienawidzę Grega? xD Tak mam do niego cholernie złe nastawienie xD
No nic... komentujcie! ;)
Zachęcam do pytania bohaterów :) (zaczynają się nudzić ;))Wpadajcie również tu! ---> My Madness
*Notka może zostać zaktualizowana!*

17 komentarzy:

  1. O zesz w mordę! XD
    Czy tylko ja się tego nie spodziewałam? O matko. Biedny Tony. Biedny Louis. Biedni wszyscy! Tylko... dlaczego zamieszany w to jest Greg? To on nagadał Rose te bzdury, że jest za gruba czy coś? Bo Tony mówił, że ona była anorektyczką, czy coś... i no.
    Jest mi teraz tak cholernie smutno. Zawsze tak mam, gdy dowiem się o czyjejś śmierci, a tym bardziej osoby, na której mi zależy.
    Amy, w końcu się spotkały! Ile one mają przeżyć, razem. Też tak chcę. Tak, zgadza się. Nie spotkałam jeszcze takiej osoby. Na razie otaczają mnie same fałszywe. Ugh. ;ć
    Był wesoły rodział, to teraz smutny. Taka przeplatanka. Heh.
    Nathalie ani słowem nie obraziła Meg. Postęp!
    Te sny, one są piękne i słodkie. *^* Fakt, przypominają o Nim, przez co ranią, ale jednak.
    Hej, ja chcę jakiś dodatek!
    Pozdrawiam i weny życzę! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że wszyscy się będą tego spodziewać ;D
      Tak mnie też jest ich szkoda :( A co do Grega to przekonasz się w swoim czasie ;)
      Jestem pewna, że w końcu trafisz na taką osobę! To tylko kwestia czasu! :) Jak widać jeszcze nie trafiłaś na taką osobę, ponieważ ona jest naprawdę bardzo wyjątkowa i tylko czeka na ten odpowiedni moment, aby się ujawnić! ♥♥♥

      Usuń
  2. No nareszcie jest!! :*
    Lou jest taki kochany a zarazem mi go szkoda. Oby był szczęśliwy przy Meg... Czekam na nexta, jak zwykle rozdział meeeeega ❤❤
    http://diana-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo *_*
    Warto było czekać <3
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo jakie cudo *_* Szczerze mówiąc to rzeczywiście spodziewałam się tego, że Rose to siostra Tony'ego. Szkoda mi Lou :( Musiał ją strasznie kochać. Teraz rozumiem dlaczego Tommo tsk się wkurzył gdy zobaczył Grega przy Meg...
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba ♥
      Tego pewnie prawie każdy się spodziewał, ale domyślałam się tego ;) Jednak to będzie miało ogromny wpływ na historię ;)
      I chyba chciałaś powiedzieć, że to Louis tak się wkurzył kiedy zobaczył Meg z Gregiem ;) (Bo to Lou wtedy tak ostro zareagował ;))

      Usuń
  5. Rozdział cudowny. Biedny Lou i Tony. Czekam na kolejny <3 ~@heroineNialler

    OdpowiedzUsuń
  6. Sprawiłaś, że się rozpłakałam, a nie miałam tego w planach. Nienawidzę łez – chociaż są moją ulubioną ulgą i orzeźwieniem.
    Co do rozdziału same łzy się polały…a ja znów pewnie się rozbeczę w nocy, bo mam zjebane życie…
    Cóż kochana, czekam na kolejny ;* Też chciałabym tak pisać i mieć takich cudownych czytelników ;)
    Pozdrawiam i czekam na kolejny!
    Życzę weny oraz dziękuję za dedykację :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozjebałas system! Mega mnie zaskoczylas, normalnie jestes cu do wna:* poplakalm sie na tym, momencie kiedy louis mowil, ze on ja skrzywdzil:( czekam na wiecej, bo to uzaleznia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, jestem tutaj pierwszy raz i w ogule to pierwszy raz czytam ff z 1D, jakoś nie specjalnie przepadam za tym zespołem (oczywiście w kwestii muzycznej), ale twoje opowiadanie jest wyjątkowo fajne, może to dlatego, że z całego zespołu to Louisa najbardziej lubiłam nie wiem. W każdym razie właśnie nadrobiłam wszystkie zaległości i nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału
    Życzę potopu weny twórczej
    Czarownica Jessi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku nawet nie wiesz jak się cieszę, że opowiadanie Ci się podoba :)

      Usuń
  9. zakochałam się w tym opowiadaniu <3 <3 dawaj next szybko :D :D
    http://i-am-warrior.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne ff :) Nigdy wcześniej nie czytałam żadnych blogów o Lou, ale ten mnie mega zaciekawił.
    Bardzo dobrze piszesz i masz ogromny talent :)
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam, Cynical Caroline.
    save-me-ff.blogspot.com - zapraszam do odwiedzania mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratulacje! Twój blog został nominowany do Liebster Blog Award! Więcej informacji tutaj ----> http://nowaosobowosc.blogspot.com/2015/04/liebster-blog-award.html?m=1
    ~Jul :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Na wstępie przepraszam ze ten komentarz będzie krótki ale wszystko mnie opuściło .. nie mam aktualnie na nic siły .. rozdział jak zawsze jest wspaniały ... próbują wszyscy na sile zmuszać ja do jedzenia .. to nie jest łatwe dla osób z zaburzeniami odżywiania .. wiem coś o tym .. nie mogę się doczekać następnego i jeszcze raz przepraszam :(
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nic nie szkodzi! Ja Cię rozumiem i pod żadnym pozorem nie mam Ci tego za złe :) Cieszę się, że i tak skomentowałaś :)
      I ja również wiem coś o tym jak inni zmuszają do jedzenia...eh...

      Usuń