piątek, 29 maja 2015

Rozdział 20

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
Tekst pisany przechyloną kursywą to wspomnienia.
_________________________________________________________________________________
Wpatrywałam się przez chwilę w drzwi, za którymi zniknął Tony z Louisem. Rozejrzałam się po korytarzu, jednak nie zauważyłam, aby któraś z obecnych tutaj osób była jakoś bardzo zainteresowana tym co przed chwilą się stało. Czyżby byli do tego przyzwyczajeni? Lub po prostu nie chcieli się w to mieszać? Nie wiem. Ale moim zdaniem ktokolwiek powinien jakoś zareagować. Jak widać, ja zawsze mam odmienne zdanie.
Zacisnęłam dłoń na ramiączku plecaka i ruszyłam przed siebie. Chciałam znaleźć kogoś, kogokolwiek kto wiedziałby o co chodzi. Później na pewno porozmawiam z nimi, ale do tego czasu chciałabym się dowiedzieć czegoś od ich przyjaciół. Może i jestem zbyt wścibska. Prawdopodobnie nie powinnam się w to mieszać, ponieważ to nie jest moja sprawa, ale... martwię się. Naprawdę się o nich martwię. Nie wiem co się dzieje. Czy to coś ważnego, czy po prostu jakaś zwykła błahostka. Jednak chciałabym pomóc. 
W oddali zobaczyłam znajomą blond czuprynę. Przyspieszyłam kroku. Po krótkiej chwili znalazłam się przy chłopaku, który rozmawiał ze znajomymi, których pierwszy raz widziałam na oczy. Kiedy do nich podeszłam wszyscy znajdujący się przy nim, swoją uwagę skupili na mojej osobie. Speszyłam się lekko. Nienawidzę być w centrum uwagi! Ludzie! Nie macie niczego innego do roboty, tylko przyglądanie się każdemu mojemu ruchowi?!
-Um... Niall moglibyśmy porozmawiać?- zapytałam niepewnym głosem.
-Jasne. O co chodzi?- Posłał w moją stronę radosny uśmiech.
-Ale... na osobności- dodałam cicho.
-Ah. No tak..- zaśmiał się, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Poszliśmy w bardziej odosobnione miejsce. Kiedy nikt nam już nie przeszkadzał, w końcu postanowiłam się odezwać.
-Nie wiesz co się dzieje z Louisem i Tony'm?- zapytałam. Chłopak zdziwiony zmarszczył brwi.
-A co ma się z nimi dziać? Z tego co wiem z nimi jest całkiem dobrze... Pomijając to, że są chorzy umysłowo jest naprawdę okej.- Zażartował. Na moich ustach zawitał ogromny uśmiech, po czym również zaczęłam się śmiać.
-Chodzi mi o to, że dzisiaj ponownie wszczęli bójkę. Najpierw Tony, a później Louis. Nie wiem o co poszło, ale się martwię- przyznałam.
-Nawet o tym nie wiedziałem- powiedział zdziwiony. 
-Bo w sumie to działo się przed chwilą- mruknęłam. Niall ze zrozumieniem pokiwał głową.
-To dowiedzmy się o co chodzi- powiedział. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę, z której przyszliśmy. Już z oddali zobaczyłam, że Tony wraz z Louisem wychodzą od dyrektora. Przyśpieszyłam kroku. Już po chwili znajdowaliśmy się blisko nich. Złapałam Louisa za ramię, przez co musiał się zatrzymać. Powoli odwrócił się w moją stronę. Zacisnął usta w cienką linię. Wiem, że wraz z Tony'm nie byli zadowoleni na mój widok, ponieważ prawdopodobnie wiedzieli czego będę chciała się od nich dowiedzieć. W końcu postanowiłam przerwać panującą między nami ciszę.
-Co się z wami dzieje?- zapytałam cichym głosem.- O co chodziło? Dlaczego uderzyliście tamtego chłopaka? Co on takiego zrobił?- Zaczęłam zasypywać ich masą pytań. Tyle chciałam się dowiedzieć, a prawdopodobnie nie dostanę odpowiedzi na żadne z nich.
-Możemy porozmawiać później? Po szkole będę jechał do Tony'ego, więc będziesz mogła się tam ze mną zabrać.- Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Przez chwilę się wahałam, jednak w końcu uległam. Poluźniłam swój uścisk na jego ręce, po czym całkowicie go puściłam. Cofnęłam się o krok, w momencie kiedy zadzwonił dzwonek oznajmiający rozpoczęcie lekcji. Odwróciłam się i odeszłam w stronę klasy.
Mam przynajmniej nadzieję, że później wszystko mi wyjaśnią. Jednak znając ich, moje szanse są znikome...
***
Chłopaki czekali na mnie na parkingu. Wsiadłam na tył samochodu. Przez większość drogi wpatrywałam się w obraz za szybą. W tle leciała muzyka, która jako jedyna zapełniała tą cholerną ciszę. Droga bardzo mi się dłużyła i byłam wdzięczna, kiedy w końcu dojechaliśmy na miejsce. Wyszliśmy z auta i podążyliśmy do domu chłopaka.
-Idźcie do pokoju. Zaraz dołączę- powiedział. Razem z Louisem zrobiliśmy tak jak kazał. Usiadłam na miękkim łóżku, na którym jeszcze poprzedniej nocy spałam. Louis usiadł naprzeciwko mnie. Zacisnęłam dłonie w pięści, ściskając kołdrę.
-Zrobiłam coś nie tak? Jesteście na mnie źli?- Nie wytrzymałam. Nie odzywali się do mnie w ogóle. Nie podobało mi się to. Traktowali mnie jak powietrze, którego nie widać. Czułam się jakby mnie nie było. To nie było przyjemne uczucie.
-Co? Nie! Nie Meg! Tu nie chodzi o ciebie!- zaprzeczył od razu. Cicho wypuściłam powietrze, które wstrzymywałam. Ulżyło mi. Przynajmniej to...
-Nathalie została wczoraj na noc?- zapytałam nagle. Louis wydawał się zdziwiony moim pytaniem. Ja w sumie sama również się sobie dziwiłam. Nie wiem co mnie tak nagle naszło. To nie moja sprawa!
-Tak. Spała u mnie wczoraj. A co?- Zmarszczył brwi. Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się lekko.
-Tak tylko pytam. Zapomnij.- Odwróciłam wzrok. Ściana nagle stała się tak bardzo interesująca.
-Czyżbyś była zazdrosna?- Moje czy się powiększyły i momentalnie na niego spojrzałam. Ten jedynie zabawnie poruszył brwiami i zaczął się śmiać. Złapałam pierwszą – lepszą poduszkę, która leżała koło mnie i uderzyłam nią chłopaka.
-Nie jestem zazdrosna! Jestem po prostu ciekawa! Przyzwyczajaj się!- fuknęłam.
-Tak jasne. Możemy poudawać. I tak wiem, że w środku kipisz ze złości- Nadal się ze mnie nabijał.
-Dupek...- mruknęłam pod nosem. Po chwili poczułam jak miękka poduszka ma bliższe spotkanie z moją twarzą. Poleciałam plecami na łóżko i jęknęłam cicho.
-Słyszałem!- Louis starał się utrzymać poważny ton głosu, jednak wiedziałam, że tak naprawdę ta sytuacja go bawi. Zdradzał go również ogromny uśmiech. Wywróciłam oczami, a moje kąciki ust podniosły się ku górze.
Naszą krótką wymianę zdań przerwał Tony, który wszedł do pokoju. Usiadł na krześle i odwrócił się w naszą stronę.
-Przepraszam księżniczko.. Za to jak cię dzisiaj potraktowaliśmy. Po prostu nie chcemy mieszać ciebie w nasze problemy.- Wzruszył ramionami. Wymusiłam lekki uśmiech.
-Nic nie szkodzi, ale... Dlaczego wtedy uderzyliście tego chłopaka? Co on takiego zrobił?- W końcu przeszliśmy do sedna sprawy. Oboje od razu spoważnieli i spuścili wzrok. Widziałam, że było to dla nich niezbyt komfortowe.
-To jest cholernie skomplikowane- jęknął Louis i schował twarz w dłoniach.
-To mi wytłumaczcie- stwierdziłam.
-Ale to nic takiego...-  mruknął Tony.
-Skoro jak ty to mówisz „to nic takiego”...- Zacytowałam go i zrobiłam cudzysłów w powietrzu.- To dlaczego pobiliście tamtego chłopaka? Przez jakieś błahostki nie atakuje się ludzi!- Mówiłam. Gdyby to nie chodziło o coś ważnego to wątpię, że oni by mu coś zrobili! Przecież tak się nie postępuje!
-Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym aby znać odpowiedz?- zapytał chłopak i nagle gwałtownie wstał z miejsca. 
-Ponieważ się o was boję!- krzyknęłam zirytowana i również wstałam z miejsca, stając naprzeciwko niego. Oboje wydawali się zaskoczeni tym co powiedziałam.
-Czego tu się bać? Nic się nikomu nie stało. Dostał tylko w mordę i tyle- prychnął Louis. Zacisnęłam dłonie w pięści.
-Czego tu się bać?- Powtórzyłam jego słowa i przeniosłam na niego wzrok. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Wszyscy byliśmy zirytowani i ta rozmowa jak na razie nie wskazywała niczego dobrego.- Louis! Za pobicia również można iść do więzienia! Boję się, że was stracę! Mam tutaj tylko was! Czuję się przy was bezpiecznie! Nie mam ochoty odwiedzać was w pudle!- warknęłam.- Poza tym doznałam szoku, ponieważ Tony, którego znam nigdy nie podniósłby ręki na kogoś innego!- krzyknęłam, aby choć trochę złość mnie opuściła.
-To widocznie wcale mnie nie znasz!- krzyknął i wyrzucił ręce w powietrze w geście frustracji. Wzdrygnęłam się i cofnęłam o krok w tył. Czułam się jakby ktoś przywalił mi w twarz. Dosłownie... Zapadła pomiędzy nami cisza, którą w końcu postanowiłam przerwać.
-Masz rację... widocznie wcale was nie znam- mruknęłam, po czym szybkim krokiem opuściłam pokój, aby całkowicie wyjść z tego domu. Miliony emocji buzowało we mnie, ale pozornie zachowałam spokój. Ubrałam buty, a kiedy miałam wychodzić poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek.
-Nie, Meg poczekaj...- szepnął Tony, jednak wyrwałam rękę z jego uścisku.
-Przestań.- Przerwałam mu.- Chcę się przejść- powiedziałam i wyszłam. Stawiałam wolne kroki, nie wiedząc dokąd mam podążyć. Plaża? Chciałabym, ale jest tam dość daleko. Chociaż w sumie... i tak nie mam nic do roboty. Do domu jak na razie nie mam zamiaru wracać.
Nie byłam zła na Tony'ego. W żadnym razie! Byłam wkurzona na siebie, że dopuściłam do tego wszystkiego. On miał stuprocentową rację. Nie znałam ich. Nie znałam tutaj nikogo, ale i tak pozwoliłam im zbliżyć się do mnie. To był błąd, który popełniam rzadko kiedy. Ale tym razem popełniłam. Zazwyczaj nie dopuszczam do siebie obcych osób, ale oni... to co innego. Oni są inni. Wyjątkowi. 
Błagam cię Luke wróć do mnie. Nie dam rady. Potrzebuję cię...
Moje serce ścisnęło się na tą myśl. Ale to była cholerna prawda! Potrzebowałam go! On mnie rozumiał! Tak samo jak Amy! To była moja druga pieprzona połówka!
Ale jak wszystko w moim życiu musiało się spieprzyć. Nigdy nic nie może być na stałe. Coś zostanie mi dane, a po chwili ponownie odebrane. To mnie powoli wykańcza! Nienawidzę się przywiązywać, a jak już to robię to przywiązuję się na zawsze. I wtedy jeszcze bardziej cierpię. 
Poczułam silny wiatr, po czym chłodne krople deszczu spadające na moje drobne ciało. Podniosłam głowę do góry i spojrzałam w niebo. Deszcz stawał się coraz mocniejszy, jednak nie była to ulewa. Mój uśmiech z każdą chwilą robił się coraz szerszy, kiedy kolejne zimne krople padały na moją twarz. Potrzebowałam tego. Bądź co bądź lubiłam deszcz. To dziwne, ale czasem napawał mnie optymizmem. Wiedziałam, że mimo tych gęstych, ciemnych chmur tam na niebie, gdzieś za nimi jest słońce, któremu w końcu uda się wywołać uśmiech na twarzach ludzi. Jak to mówią 'po każdym deszczu zawsze wychodzi słońce'.
Kiedy inny śpieszyli się, aby nie zmoknąć ja spokojnie szłam, stawiając przed siebie pewne kroki. Prawdopodobnie zmoknę. Ale co z tego? Nic mi nie będzie! To tylko woda.
Poczułam, że telefon zaczyna mi wibrować. Wyjęłam go z kieszeni i sprawdziłam kto dzwoni. Wyświetlił mi się numer Tony'ego, dlatego zignorowałam je i z uśmiechem szłam dalej. Potrzebuję czasu wolnego. Czasu tylko i wyłącznie dla siebie.
***
W końcu dotarłam na miejsce. Deszcz przestał padać. Byłam cała przemoczona, a moje nogi błagały o odpoczynek. Usiadłam na wilgotnym piasku i wpatrywałam się w falującą wodę. Widok był piękny. Niebo powoli się rozpogadzało, a słońce w końcu raczyło się pokazać. Było tutaj pusto. Siedziałam sama i w sumie to mi jak najbardziej odpowiadało. Po drodze chłopaki próbowali się do mnie dodzwonić, jednak nie odbierałam. Nie miałam ochoty. Potem się do nich odezwę.
Zamknęłam oczy i odetchnęłam świeżym powietrzem. Wiatr delikatnie rozwiewał moje włosy oraz przyjemnie muskał skórę chłodnym oddechem. Kocham to miejsce. Prawdopodobnie dlatego, że spędzałam tutaj same przyjemne chwilę. Ani razu nie stało się tu nic smutnego. To była moja 'oaza spokoju'... Może chodzi też również o to, że to było NASZE miejsce? Pewnie tak. 

Poczułam jak ktoś raz za razem potrząsa moim ramieniem. Niechętnie otworzyłam oczy, tym samym wybudzając się z o dziwo przyjemnego snu. Zdenerwowana spojrzałam na osobę stojącą nade mną. Amy posłała w moją stronę radosny uśmiech, złapała mnie za rękę i pociągnęła, przez co musiałam podnieść się do pozycji siedzącej.
-Która godzina?- wychrypiałam zaspanym głosem. Chciałam ponownie pogrążyć się w śnie, jednak dziewczyna skutecznie mi to uniemożliwiała.
-Około piątej nad ranem- odpowiedziała szeptem. Zmarszczyłam brwi i zacisnęłam dłonie w pięści.
-Co jest do cholery takiego ważnego, że budzisz mnie o tej godzinie?! Amy! W końcu miałam spokojną noc, bez tego koszmaru, który cały czas mnie nawiedza- warknęłam zirytowana. Wszyscy wiedzieli, że kiedy mam spokojne noce, nie można mnie budzić. Zdarzają się one bardzo rzadko, ale kiedy już są nikt nie ma prawa wyrywać mnie ze snu. Codziennie jestem osłabiona z wycieńczenia. Nie sypiam dobrze i Amy wie o tym najlepiej, bo kiedy ja w nocy nie śpię, ona również ze mną czuwa. Wolałabym, żeby odpoczywała, jednak ona upiera się przy swoim. To ona noc w noc pilnuje, aby nikt nie zakłócał mojego odpoczynku. A teraz to właśnie ona mi przeszkadza. Jeśli się okaże, że ta sprawa jest zwykłą błahostką... Ugh. To do niej bardzo prawdopodobne.
-Przepraszam słońce. Wiem, że jesteś zmęczona, ale proszę cię chodź ze mną. Mam dla ciebie niespodziankę- powiedziała podekscytowana. Zobaczyłam radosny błysk w jej oku i uległam. Niechętnie zwlekłam się z łóżka. Przebrałam się w zwykłe ciuchy po czym obie jak najciszej wyszłyśmy z pokoju. Dziewczyna poprowadziła mnie schodami w dół, po czym stanęłyśmy przed dużymi drzwiami jadalni. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem.
-Serio? Co jest w tym takiego nadzwyczajnego, że budzisz mnie o piątej rano?- prychnęłam.
-Wejdź, a się przekonasz- mruknęła tajemniczo i posłała mi mały uśmiech. Podeszłam do drzwi. Położyłam na nich dłoń i niepewnie pchnęłam je, wchodząc do środka. Amy nie poszła za mną. Kiedy przekroczyłam próg, zobaczyłam stojącego Luke'a. Był ubrany w czarne rurki oraz białą, opinającą jego klatkę piersiową bluzkę. Na nogach miał czarne trampki. Jego włosy były w tak zwanym „artystycznym nieładzie”. Jak zwykle wyglądał idealnie.
Kiedy na mnie spojrzał, na jego ustach zawitał ogromny uśmiech. Powoli wystawił przed siebie rękę, którą do tej pory trzymał za plecami. Wystawił dłoń w moją stronę zachęcając, abym do niego podeszła. Niepewnie stawiałam swoje kroki, a kiedy byłam przy nim, złączyłam nasze dłonie. Kiedy go dotknęłam po moim ciele przebiegł przyjemny dreszcz.
-Co wy kombinujecie?- zapytałam. Chłopak nie odpowiedział, tylko złapał mnie za ramiona i odwrócił tyłem do siebie. Dopiero teraz spostrzegłam stojący w kącie stół. Był przykryty białym obrusem. Na stole były kwiaty oraz świeczki, które dodawały nutki romantyzmu. To wszystko było naprawdę cudowne.- C-co...- Nie potrafiłam niczego wypowiedzieć. Zaniemówiłam. Wpatrywałam się w to wszystko, nie wiedząc czy to prawda, czy tylko głupi sen.
-Dziś nasza rocznica Light- szepnął wprost do mojego ucha, muskając delikatnie ustami jego płatek.
-Rocznica?- zapytałam zdziwiona. Z tego co wiem nie byliśmy razem.
-Znamy się już cztery miesiące, jedenaście godzin i około pięćdziesiąt osiem minut. Mam jeszcze problem z sekundami, ale to tylko kwestia czasu.- Uśmiechnął się promiennie, na co zachichotałam.- Chciałem zrobić coś wyjątkowego. Wiem, że stołówka w domu dziecka nie jest zbytnio romantyczna i powinienem zabrać cię do restauracji, ale...- przerwał na chwilę, jakby szukał odpowiednich słów.- To miejsce jest dla mnie szczególnie wyjątkowe, a wiesz dlaczego?- Przeszywał mnie swoimi niebieskimi oczami. 
-Ponieważ tu się pierwszy raz poznaliśmy- szepnęłam w odpowiedzi. Wiedziałam, dlaczego to miejsce jest dla niego takie ważne. Dla mnie również było.- Dziękuję. To wszystko jest takie idealne. Nie mogłeś wybrać lepszego miejsca- powiedziałam z uśmiechem.- Nie mogę uwierzyć, że to wszystko pamiętasz. Że nie zapomniałeś tego wszystkiego... i że nawet wiesz ile czasu już minęło od tamtej chwili. Chociaż z sekundami mogłeś się postarać..- zażartowałam i szturchnęłam go palcem w brzuch.
-Jak mógłbym o tym zapomnieć? Tamtego dnia poznałem mój mały promyczek światła... Poza tym nasza przyjaźń zaczęła się w specyficzny sposób- zaśmiał się na to wspomnienie.
-Taaa... nakrzyczałam na ciebie wtedy. To było naprawdę dobre, pierwsze wrażenie.- Wywróciłam oczami. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Luke złapał mnie za rękę i zaprowadził mnie do stołu. Odsunął mi krzesło, po czym zajął miejsce naprzeciwko.- Dlaczego właściwie zrobiłeś to właśnie o tej godzinie?- zapytałam.
-Bo chciałbym ci coś jeszcze pokazać- odpowiedział tajemniczo. Byłam cholernie ciekawa o co chodzi. Chce mi coś pokazać...ale co? Tego nie wiedziałam.- Mam coś dla ciebie- powiedział i podał mi małe, niebieskie pudełko z zawiązaną na górze wstążką. Spojrzałam na niego zaskoczona.- Otwórz.- Zachęcił. Niepewnie odwiązałam wstążkę, a kiedy podniosłam pokrywkę pudełeczka, moim oczom ukazał się delikatny, złoty łańcuszek, na którego końcu znajdowały się dwie małe, połączone ze sobą literki „LL”. Moje oczy stały się dwa razy większe. Był taki śliczny...
-L i L, jak Luke i Light- wytłumaczył. Przenosiłam wzrok raz na chłopaka, a raz na prezent. Moje oczy były zaszklone. Łzy wzruszenia chciały ujrzeć światło dzienne, jednak skutecznie im to uniemożliwiałam.
-Nie mogę tego przyjąć.- Pokręciłam głową. Kiedy chciałam zwrócić mu jego własność, on odsunął się i zaprzeczył.
-Dlaczego? Przecież ci go daję- powiedział.
-Wiem. Z całego serca ci dziękuję, ale nie mogę go wziąć. Luke on na pewno kosztował bardzo dużo, a ty nie pracujesz. Skąd wziąłeś na to pieniądze? Nie mogę tego przyjąć, ponieważ nie będę miała jak zwrócić kwoty.- Westchnęłam.
-Ale ja nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy!- fuknął oburzony.- Nie daję ci tego żebyś mi płaciła. Chcę abyś miała przy sobie coś, co zawsze będzie ci o mnie przypominać. Chcę abyś posiadała chociaż tą jedną, marną cząstkę mnie.- Wstał z miejsca, podszedł do mnie i kucnął przed moimi nogami.- Light... Nie przejmuj się pieniędzmi. Stać mnie na to i jeśli ci coś daję, po prostu to przyjmij- powiedział spokojnie, przez cały czas patrząc mi w oczy. Delikatnie złapał moją rękę i wyjął z niej łańcuszek, nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego. Podniósł się z miejsca i stanął za mną, odgarniając moje włosy na jedno ramię. Ostrożnie zapiął mi prezent na szyi, po czym musnął swoimi ciepłymi ustami, nagą skórę na moim ramieniu. Momentalnie zesztywniałam, a gęsia skórka pokryła moje ręce. Wiedziałam, że się uśmiecha. Czułam to kiedy przyciskał swoje wargi, tworząc ścieżkę od ramienia, przez obojczyk do szyi. Wiedział jak na mnie działa!
Gwałtownie wstałam i odwróciłam się twarzą do niego.
-Jesteś niemożliwy- szepnęłam i zarzuciłam ręce na jego szyję. Położył dłonie na mojej tali i przyciągnął mnie bliżej siebie. Chciałam czuj jego bliskość. Chciałam aby mnie przytulił i już nigdy nie puszczał.- Tak bardzo ci za wszystko dziękuję...- powiedziałam drżącym głosem.- Ale błagam cię nie rób tego...- zaszlochałam i odsunęłam się od niego o krok. Chłopak zmarszczył brwi.
-Czego mam nie robić?- zapytał, a kiedy zobaczył moje łzy jego mina momentalnie zrzedła. Po prostu nie dawaj mi tej cholernej nadziei, że między nami kiedykolwiek będzie coś więcej niż przyjaźń. Spuściłam wzrok na swoje dłonie. Nie mogłam mu tego powiedzieć. Gdybym to zrobiła, straciłabym go.- Light...- Objął mnie ramionami i delikatnie gładził ręką po plecach. Co jakiś czas składał czułe pocałunki na czubku mojej głowy. Uspokajałam się. Mój oddech powoli zaczął się normować.- Chodź pokażę ci coś- powiedział i złapał mnie za rękę, splatając nasze palce razem. Starałam się za nim nadążyć, ponieważ szedł bardzo szybko. Ugh, miał takie długie nogi...
-Gdzie idziemy?- zapytałam cichym głosem. Przemierzaliśmy korytarze, starając się zbytnio nie hałasować, aby nikogo nie obudzić, ponieważ mielibyśmy poważne problemy.
-Zobaczysz- odpowiedział, na co wywróciłam oczami. Przez resztę drogi się nie odzywałam.
***
Siedziałam na piasku, wtulona w ciepłe ciało Luke'a. Znajdowałam się między jego nogami, oparta o jego klatkę piersiową. Trzymał moje dłonie w swoich, delikatnie gładząc kciukiem ich wierzch. Na moich ustach wciąż błąkał się nikły uśmiech. W moim brzuchu oczywiście szalało stado motyli, a serce biło nadzwyczajnie szybko, ale jak na razie nie przejmowałam się tym. Chłopak co jakiś czas muskał swoimi miękkimi ustami moją szyję, a stado dreszczy rozchodziło się po moim ciele. Tak bardzo chciałam go pocałować. Chciałam poczuć smak jego ust na swoich, zapleść palce w jego włosy, aby on zapewnił mnie, że wszystko będzie dobrze. Ale bałam się. Cholernie bałam się tego uczucia i tego, co potem by nastąpiło.
-Jeszcze chwilę...- Mruknął wprost do mojego ucha. Kilka minut później słońce zaczęło pojawiać się nad horyzontem. Tak, to zdecydowanie najpiękniejszy widok jaki widziałam. Słońce odbijało się od powierzchni wody, która błyszczała w jego świetle. To jest po prostu magiczne!
-O matko...- szepnęłam pełna podziwu.- Jeszcze nigdy nie oglądałam wschodu słońca- przyznałam. Żałuję, że do tej pory tego nie widziałam, ponieważ to... Nawet nie potrafię tego opisać!
-Wiedziałem, że ci się spodoba- powiedział po czym podniósł się z piasku. Również podniosłam się z miejsca i stanęłam obok chłopaka. Wpatrywaliśmy się w ten przepiękny widok, nie odzywając się. Nie potrzebowaliśmy słów. Rozumieliśmy się bez nich.
-Wiesz czego się boję?- W końcu przerwałam ciszę panującą między nami. Przeniósł na mnie pytający wzrok.- Boję się, że nas rozdzielą. Nie chcę cię stracić. Naprawdę cię lubię.- Skrępowana przygryzłam wargę. Luke splótł nasze dłonie razem. Przyjemne ciepło od razu rozprzestrzeniło się po moim ciele.
-Powinienem powiedzieć ci teraz to, co faceci zawsze mówią w tych cholernie ckliwych filmach- prychnął i wywrócił oczami.
-Co takiego?- zachichotałam.
-'Kiedy będziesz za mną tęskniła, spójrz na księżyc. Bo nie ważne jak daleko od siebie będziemy, ja będę również na niego patrzył.'... czy coś w tym stylu.- Wzruszył obojętnie ramionami. Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. On był taki uroczy!- Ale ja będę inny od tych wszystkich frajerów!- powiedział i odwrócił się w moją stronę.- Kiedy ktoś nas rozdzieli i będziesz za mną tęskniła... Nie myśl o mnie. Spójrz na wschód słońca. Ja na pewno tak zrobię, ponieważ będę wiedział, że gdzieś tam nie ważne jak daleko, jest mój mały promyczek światła- szepnął i przejechał kciukiem po moim policzku.
-Nie dam sobie rady bez ciebie.- Moje oczy niebezpiecznie się zaszkliły. Złapałam jego dłoń, chcąc chociaż trochę czuć jego bliskość.
-Poradzimy sobie jakoś Light. Nie oddam cię nikomu. Jesteśmy drużyną, nie?- Posłał w moją stronę pocieszający uśmiech, dzięki czemu dodał mi trochę otuchy.
-My przeciwko całemu światu?- zapytałam i zarzuciłam ręce na jego szyję, tym samym przyciągając go bliżej siebie. Chłopak przez chwilę się nie odzywał, po czym przecząco pokręcił głową. Nie powiem... Poczułam nieprzyjemne ukłucie w okolicy serca. Kiedy chciałam się odsunąć, Luke zacisnął dłonie na mojej tali, skutecznie mi to uniemożliwiając. Oparł swoje czoło na moim, dzięki czemu wpatrywaliśmy się w swoje oczy.
-Nie Light... My przeciwko niemożliwemu...

Momentalnie chwyciłam w palce zawieszkę, którą dostałam wtedy od Luke'a. Od kiedy ją mam, ani razu jej nie ściągnęłam. Cały czas miałam ją przy sobie, tak samo jak zdjęcie rodziców. 
Nie mogę uwierzyć, że potrafił tak kłamać mi prosto w oczy. Cały czas wciskał mi ten kit, a ja naiwna mu wierzyłam. Nigdy w niego nie zwątpiłam. A on potrafił to bardzo dobrze wykorzystać.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Wyjęłam telefon, po czym nie patrząc na to kto dzwoni, odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha.
-Tak?- zapytałam.
-'Meg! Nareszcie! Próbujemy się do ciebie dodzwonić! Gdzie ty się podziewasz?!'- Usłyszałam zmartwiony głos Tony'ego.
-Jestem na plaży- odpowiedziałam spokojnym głosem.
-'Czekaj na mnie, zaraz tam będę.'- Nie czekając na to, aż się odezwę, chłopak przerwał połączenie.
***
-Jesteś na mnie zła?- Ktoś niespodziewanie stanął przede mną, przez co wystraszona lekko się wzdrygnęłam. Pokręciłam głową. Nie byłam na niego zła. On po prostu uświadomił mi jedną, ważną rzecz. Podniosłam się z miejsca, a kiedy chciałam iść do jego samochodu, poczułam jego ramiona oplatające moją talię i przyciągające mnie do siebie. Nie zareagowałam. Nadal stałam ze spuszczonymi rękami. Nie odepchnęłam go, jednak również nie przyciągnęłam bliżej siebie.- Nie odrzucaj mnie Meg. Nie ty...- szepnął i schował twarz w zagłębieniu między moją szyją, a ramieniem. Westchnęłam cicho i wtuliłam się w jego ciało. Chłopak od razu się rozluźnił. Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się lekko w jego stronę.
-O co wtedy poszło Tony?- Przeszywałam go spojrzeniem. Chłopak odwrócił wzrok.
-Meg proszę...- zaczął, jednak mu przerwałam.
-Nie Tony! Ja się naprawdę o was boję! Przepraszam, że cały czas naciskam, ale... nie chcę was stracić.- Zacisnęłam dłonie na jego koszulce. Przez chwilę widziałam jak bił się ze swoimi myślami. 'Powiedzieć czy nie powiedzieć?' W końcu jednak otworzył usta i odezwał się.
-Chodziło o Rose... i o ciebie- powiedział cicho. Odsunęłam się od niego zaskoczona.
-O mnie?- A co ja mam z tym wspólnego? Przecież ja nawet nie znam tego chłopaka!
-Tsa... Nie ważne. Poza tym nie przejmuj się tak bardzo, jak ja lub Louis czasem damy komuś w mordę. To nie jest żadna bójka i nie pójdziemy przez takie gówno do więzienia. Nawet Mat sam ci to powie.- Przypuszczam, że Mat to ten chłopak, który dostał w twarz.- My faceci tak właśnie załatwiamy swoje sprawy. Nie jesteśmy jak baby, że jak mamy jakieś problemy to gadamy, a później jak gdyby nigdy nic idziemy sobie na zakupy czy imprezę. To takie gówniane. Nie rozumiem was... Jeśli nam coś nie pasuje dajemy tak zwane „ostrzeżenie”.- Zrobił cudzysłów w powietrzu. Prychnęłam i pokręciłam głową.
- Chodźmy do domu...- Pociągnęłam go za sobą do samochodu
***
Ruszyłam w stronę sali do tańca. Tony odwiózł mnie do domu, po czym musiał już jechać... Otworzyłam drzwi i zaczęłam schodzić po schodach, jednak zatrzymałam się widząc trenującego Louisa. Był w spodenkach, bez koszulki. Raz za razem uderzał pięściami w worek treningowy. Wyglądał naprawdę... seksownie. Usiadłam na jednym ze schodków. Nie chcąc mu przeszkadzać, w ciszy przyglądałam się jego ruchom.
***
Po skończonej kąpieli, leżałam w łóżku, ale nie mogłam zasnąć. Było już po północy, a ja nadal wpatrywałam się w jeden punkt na ścianie. Westchnęłam cicho i zamknęłam powieki, aby ponownie spróbować zapaść w sen.
Nagle usłyszałam otwieranie się drzwi. Nie poruszyłam się. Nadal miałam zamknięte oczy i udawałam, że śpię. Słyszałam czyjeś kroki, po czym łóżko ugięło się pod ciężarem osoby. Poczułam jak silne ramię obejmuje mnie w tali, szukając mojej dłoni. Kiedy w końcu się to udało, intruz splótł nasze palce razem i zostawił delikatny pocałunek na moim ramieniu.
-Przepraszam cię kwiatuszku...- szepnął Louis, po czym przyciągnął mnie do swojego torsu. Moje ciało się rozluźniło, a ja w końcu odpłynęłam w spokojny sen, z chłopakiem u mojego boku.

Będę cię chronił. Chronił przed całym złem tego świata. Ponieważ jesteś moim jedynym promyczkiem światła.

Wiem zawaliłam! Schrzaniłam to po całej linii, ale nie będę się tłumaczyć dlaczego nie było rozdziału. Głównie chodzi o szkołę i moje życie prywatne, ale nie ważne.Biorę całą winę na siebie! PRZEPRASZAM!
Jak się podobał rozdział? Początek strasznie ciężko mi się pisało. Nie mogłam złapać tego "rytmu". Czy tylko ja lubię te wspomnienia dotyczące Luke'a? *.* Je pisze mi się chyba najlepiej! To jest jedno z moich ulubionych wspomnień! (Jeszcze jedno, to jest historia kiedy się poznali xD)Podoba mi się zakończenie i tekst Louisa! Serio xD 
Od razu mówię, że nie wiem kiedy następny rozdział, ponieważ od poniedziałku nie ma mnie w domu przez 3 dni. (wycieczka)
A więc komentujcie miśki! ♥ Proszę ♥Ps. Już są kolejne spoilery ;) (Co kolejny 1000 są dodawane nawet jak nic nie mówię ;))

*notka może zostać zaktualizowana*

15 komentarzy:

  1. O jejciu.
    Jestem tak strasznie ciekawa, dlaczego Luke ją opuścił. To takie smutne. Meg darzyła go uczuciem. Wspaniałym uczuciem. On pewnie ją też. Wątpię, aby udawał. Po prostu musiało się coś stać. Coś strasznego. Nie wiem. Wierzę jednak, iż ta sprawa z nim się całkowicie wyjaśni.
    Kiedy ona spotka się z Amy? Meg nie czuje już takiej potrzeby? Nie chce się zobaczyć z najlepszą przyjaciółką? Dlaczego ona ją zostawia?! Widzę, że wcale o niej nie myśli. To okropne. :C
    Zastanawiam się, jaką tajemnicę ukrywają. No i po co? Nie mogą jej powiedzieć? ;c
    Ta ostatnia scena. Pomiędzy nią, a Louisem... To było takie słodkie! *-*
    Ja już lecę.
    Miłego dnia. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już za niedługo (przynajmniej mam taką nadzieję) dowiecie się co się stało między nimi ;)
      A co do Amy to spokojnie... Meg o niej nie zapomniała i uwierz, czuje ogromną potrzebę aby się z nią zobaczyć, jednak ja jak na razie tego nie opisuję, ponieważ mam pewien plan, który mam do zrealizowania ;)
      Ja również uważam, że ta ostatnia scena była słodka! ♥

      Usuń
  2. KOCHAM!!! UWIELBIAM !!! ZNAKOMITY !!! i nie mogę doczekać się kolejnego :)
    Zapraszam do mnie
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    Życzę weny - Van <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Taaak, też lubię te wspomnienia :) Logika Tony'ego mnie po prostu przeraża! ,,My tak załatwiamy swoje sprawy''. Jejku! Jak on coś czasem powie to nie wiem czy się śmiać bo było to śmieszne czy z jego głupiego myślenia. Rozumiem Meg. Też by mnue zdenerwowlo gdyby moji przyjaciele od tak się z kimś pobi i nawet nie wytlumaczyli mi o co chodzi.
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebisty! <3
    Cudo *_*
    Weny i czekam na nn! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. jeju kochna jest boskie <3 chcialo mi sie plakc :') :

    Zycze weny !

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny :) Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  7. Urocze i świetne! :* Czekam na kolejny :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne, urocze, kochane i w ogóle...
    Piękne.
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojeej *-* Tony !! Końcówką wygrywa wszystko .. to było c(h)amskie jak się na początku zachowywali ale to było w obronie Meg wiec wybaczam ;') Również uwielbiam te wwspomnienia z Lukiem ;') ;') ;') ♥ są cudowne !! Cały rozdział jest cudowny ! Tak bardzo rozumiem ją i jej przemyślenia o zaufaniu jak również i innych rzeczy .. Ufamy komuś ale boimy się ze jeszcze przez te osoby będziemy cierpieć, czasami się zastanawiamy dlaczego im przekazaliśmy tak dużo części siebie .. potrzebujemy tego .. tego wsparcia, świadomości ze mamy taką zaufaną osobę jak i świadomości dlaczego ja mamy i dlaczego tak dużo o nas wie ... boimy się ufać w obawie o krzywdy .. ale jak nie zaufamy to się nie dowiemy czy warto było zaufać i czy żałowalibysmy naszej decyzji .. i to by nas niszczyło od środka .. wszystko nas niszczy nawet my sami siebie ... Meg jest bardzo ciekawą osoba .. czytając coraz to nowsze rozdziały mam jeszcze większe wrażenie że jestem z ta postacią powiązana i ze mamy te same poglądy na różne rzeczy ...domyślam się również iż w tym opowiadaniu dajesz sporą część siebie i za to cie podziwiam :) jesteś wspaniała ! Dziękuję za każde napisane słowo na tym blogu :) Pozdrawiam i dobrego dnia dziecka ! :*
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku no jak ja kocham Twoje komentarze! ♥
      Naprawdę ♥♥♥
      I masz rację... Każdy z bohaterów ma część mnie. Dosłownie wszyscy.
      To ja dziękuję za te miłe słowa! I również życzę wspaniałego dnia dziecka! ♥♥

      Usuń
    2. A ja twoje odpowiedzi ! :) Dziękuję ! :*
      ~Rybka

      Usuń
  10. Cudowny! I jeszcze jak było wspomnienie z Luke'iem to akurat zaczęło lecieć They Don't Know About Us i w ogóle myslałam, że się porycze, bo to takie aw chdknbddi. ♥♥♥
    Albo Louis sprawił, że się uśmiechnęłam 'przepraszam cię kwiatuszku' awawawwwww! Nic dodać, nic ując - po prostu genialne!

    OdpowiedzUsuń
  11. JAJAJAAJAJ ♥
    Jeeeejciu! Jakie to słooodkie! Te wspomnienia z Lukiem! <3 Albo Louis i ,,przepraszam cię kwiatuszku'' awwwwwwww *.* Mam nadzieje że nie dlugo dowiemy się co się stało pomiędzy Lukiem i Meg, bo dłużej nie wytrzymam w tej niepewności XD Jeszcze raz GENIALNY ROZDZIAŁ! Po prostu mogłabym czytać tego bloga ciągle i ciągle, uwielbiam te słodkie sceny, wszystko uwielbiam! Jejuu czekam na NEXT i życzę weny ♥

    OdpowiedzUsuń