niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 22

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
Szliśmy ścieżką, stawiając powolne kroki. Nigdzie się nie śpieszyliśmy. Mieliśmy cały dzień i postanowiliśmy wykorzystać go właśnie tak. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Co chwila wybuchaliśmy śmiechem, a tematy nam się nie kończyły. Lubiłam spędzać z nim czas. Louis był naprawdę miłym chłopakiem, przy którym czułam się naprawdę dobrze. A to akurat jest dość rzadkie.
Po raz kolejny w ciągu kilku minut zaczęłam się śmiać ze słów chłopaka. Mimo tego, że było naprawdę zabawnie, to jednak gdzieś głęboko w sobie czułam lekki niepokój. W małym stopniu żałowałam, że zaproponowałam to miejsce, ale wtedy nie przemyślałam swojej decyzji. Kierowałam się tęsknotą za takimi miejscami, ale nie pomyślałam, że przez to będę czuła również większy ból spowodowany utratą tych wspaniałych chwil.
Im bliżej byliśmy, tym coraz bardziej rozpoznawałam każdy szczegół, przez co w mojej głowie rodziły się kolejne wspomnienia. Przygryzłam delikatnie wargę i przeniosłam wzrok na chłopaka o szarych oczach, aby przynajmniej na chwilę skupić myśli na czymś innym.
-Coś nie tak?- zapytał widocznie zaniepokojony. Pokręciłam przecząco głową, a moje kąciki ust uniosły się ku górze.
-Wszystko okej. Po prostu się zamyśliłam.- Wzruszyłam ramionami, zaczesując przy okazji niesforny kosmyk włosów za ucho.
-Daleko jeszcze?- zadał kolejne pytanie. Zachichotałam cicho. On jest taki niecierpliwy.
-Już niedaleko- zapewniłam. Miałam rację. Już po krótkiej chwili byliśmy na miejscu. Stanęłam i rozglądnęłam się po otaczającej mnie okolicy. Wszytko było dokładnie takie jakie zapamiętałam. Nic się tu nie zmieniło, a duże jezioro nadal błyszczało w blasku słońca.
-Skąd wiedziałaś, że ta polana tutaj będzie?- Louis popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, dlatego skupiłam na nim swoją uwagę.
-Byłam tu kiedyś ze znajomymi na biwaku- odpowiedziałam. Chłopak pokiwał głową ze zrozumieniem. Widziałam, że chce o coś jeszcze zapytać, jednak powstrzymywał się przed tym. Mimo, że nie wiedziałam o co chciał zapytać, ale domyślałam się, że pytanie dotyczyło 'tej' osoby. Nie chciałam mówić o Luke'u, dlatego byłam wdzięczna, że jednak się nie odezwał.
Usiedliśmy na trawie i wpatrywaliśmy się w niebo. Louis położył się na ziemi, dlatego poczyniłam to samo. Zamknęłam oczy, ponieważ słońce mnie raziło. Wdychałam świeże powietrze, a moje ciało całkowicie się odprężyło.
-Jestem ciekawy czy jest szczęśliwa- szepnął nagle chłopak. Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Kto?- zapytałam i zmarszczyłam brwi.
-Rose...- mruknął i również na mnie spojrzał. Widziałam smutek w jego oczach, a moje serce momentalnie się ścisnęło. Oparłam się na łokciach.
-Na pewno jest szczęśliwa. Jestem pewna, że ona jest cały czas przy tobie i się tobą opiekuje. Louis masz ją w swoim sercu...- przerwałam na chwilę i dotknęłam jego klatki piersiowej w miejsce, gdzie powinno znajdować się serce. Uważnie śledził każdy mój ruch.- Ona nigdy cię tak naprawdę nie opuściła. I nie zrobi tego. Będzie przy tobie, nawet jeśli przestaniesz w to wierzyć- dokończyłam i przeniosłam wzrok na jego twarz. Oboje zamilkliśmy i po prostu wpatrywaliśmy się w siebie. Po chwili zorientowałam się, że nadal trzymam swoją rękę na jego torsie, dlatego zmieszana szybo ją zabrałam. Przygryzłam delikatnie wargę.
-Nie umiem pogodzić się z jej śmiercią. Po prostu nie umiem- jego głos lekko załamał się przy końcu, jednak starał się to ukryć. Pokręcił głową, po czym zasłonił twarz dłońmi.
-Bo nie da się z tym pogodzić. Da się przyzwyczaić, ale nigdy pogodzić... A tym bardziej to zrozumieć- odpowiedziałam cichym głosem.- Powiedziałabym ci, że może właśnie tak miało być. Może ona miała nauczyć cię kochać, a kiedy to zrobiła  mogła odejść. Ale cholera... nawet ja nie wierzyłam, że moi rodzice musieli zginąć. To jest totalnie popieprzone- prychnęłam. Louis również się zaśmiał.
-Taaa... Życie to jedna pieprzona tajemnica- mruknął.- A ty i Luke? Co się z wami stało?- zapytał, a ja momentalnie zamarłam. Usta miałam lekko rozchylone i nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Patrzyłam wszędzie, byle nie na niego. Nie chciałam o tym mówić. A może chciałam, tylko bałam się? Od dawna trzymam to w sobie i może byłoby dobrze w końcu się komuś wyżalić? Myślę, że mogę zaufać Louisowi... przynajmniej mam taką nadzieję.
-On...odszedł- zaczęłam niepewnym głosem i ponownie zamilkłam. Szukałam w głowie słów, które utworzyłyby sensowne zdanie. 
-I to cię tak bardzo skrzywdziło? To, że cię zostawił?- zapytał i podniósł się do pozycji siedzącej, dlatego ja również to zrobiłam. Przysunął się do mnie bliżej i delikatnie zaczął gładzić moje ramie. Posłałam w jego stronę nieśmiały uśmiech, który odwzajemnił.
-To również mnie zraniło- przytaknęłam.- Ale to jak odszedł.. to mnie po prostu zabiło- mruknęłam.- Luke jest po prostu mistrzem w pożegnaniu. Ten chłopak zawsze znika w wielkim stylu- prychnęłam sarkastycznie, wspominając wszystko co się wtedy wydarzyło.- To było nasze ostatnie spotkanie...

Weszłam do pokoju Luke'a, w którym aktualnie się pakował. I stało się. W końcu nadszedł dzień, którego tak bardzo się bałam. Luke został adoptowany i opuszcza progi domu dziecka. Zostawia nas. Mimo tego, że to mnie tak cholernie boli nie mogę niczego zrobić. Nikt nie może. To już zostało postanowione i wyjeżdża.
-Jak się czujesz?- zapytałam w końcu.
-A jak mam się kurwa czuć?- mruknął, nawet na mnie nie patrząc. Wzdrygnęłam się na jego ostry ton, jednak postanowiłam tego nie komentować. Kontynuował pakowanie, chodząc po całym pokoju. Usiadłam na jego łóżku i uważnie śledziłam każdy jego ruch. Rzeczy wypadały mu z jego trzęsących się rąk, przez co z jego ust co chwila padała jakaś wiązanka przekleństw.
-Uspokój się Luke. Zatrzymaj się i weź oddech- powiedziałam spokojnym głosem i podeszłam do niego.
-Uspokoić się? Dziewczyno za około dwadzieścia cztery godziny wynoszę się stąd na drugi koniec świata, zostawiając za sobą wszystko co do tej pory miałem! I ty mi mówisz, żebym po prostu się uspokoił?!- krzyknął. Zacisnęłam usta w cienką linię. Wiedziałam, że jest zdenerwowany i nie dziwiłam mu się. Ja również byłam. Jednak nie wiem dlaczego na mnie wrzeszczy, skoro to nie była moja wina?!
-Zatrzymaj się i spójrz na mnie- zażądałam poważnym głosem. Zrobił tak jak nakazałam. Wpatrywał się we mnie intensywnie, czekając na mój jakikolwiek ruch.- Myślisz, że mi jest łatwo? Że chcę abyś wyjeżdżał? Luke do cholery zakochałam się w tobie! Jesteś moją pieprzoną pierwszą miłością i uważasz, że mnie to nie boli? Zaskoczę cię! Boli i to cholernie! Czuję się jak wrak człowieka, ale nadal jestem przy tobie, bo cię kocham do cholery! Mimo, że nie chcę abyś mnie zostawiał to wierzę, że ten związek na odległość jakoś wypali- mówiłam coraz spokojniej.
-To nie wypali- powiedział nagle i pokręcił głową. Zamilkłam, nie do końca rozumiejąc jego słowa. Kiedy w końcu to do mnie dotarło, wszystko uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą.
-Co?- zapytałam nie dowierzając. Myślałam, że się przesłyszałam, jednak to była prawda. Okropna prawda.
-Naprawdę myślisz, że to by wyszło? Bo ja nie. Związki na odległość nie istnieją i po jakimś czasie każdy się rozstaje- mruknął. Nie wierzył? A tyle razy zapewniał mnie, że to wyjdzie. Że nam się uda. Dlaczego tak nagle zmienił zdanie?
-Przecież sam mówiłeś, że...- nie dał mi dokończyć, tylko wszedł mi w słowo.
-Że będziemy razem? Że to się uda? A co miałem powiedzieć? Lecę kurwa do Sydney. Nie mógłbym cię odwiedzać prawie wcale i ty również nie mogłabyś do mnie przyjechać, ponieważ jeszcze trochę czasu minie zanim będziesz pełnoletnia. Myślisz, że nasz „związek”...- Zrobił cudzysłów w powietrzu, po czym kontynuował.- opierałby się tylko na rozmowach telefonicznych? Bo jakoś mnie to nie wystarczy.- Pokręcił głową. Wpatrywałam się w niego zaszklonymi oczami. Wbijał nóż w moje serce, nie wiedząc nawet jak cholernie mnie rani.
-Nie pamiętasz już co mówiłeś? Obiecałeś, że wrócisz. Powiedziałeś, że masz po co tu wracać. Mówiłeś, że damy sobie z tym jakoś radę...- mój głos stawał się coraz bardziej drżący. Łzy chciały ujrzeć światło dzienne, jednak skutecznie im to uniemożliwiałam.- Na początku za nic w świecie nie chciałam angażować się w ten związek! Wiedziałam jak to może się skończyć! Jednak zrobiłam to i dopuściłam cię do siebie! Dałam nam szansę, ponieważ zapewniałeś, że jakoś damy radę. A teraz? Tak po prostu się wycofujesz?- Wpatrywałam się w jego oczy, które były puste i obojętne. Nie okazywał żadnych emocji. Zaciskał dłonie w pięści, jednak pozostawał niewzruszony. Nie obchodziło go to wszystko?
-Nie wycofuję się- powiedział pewnym siebie tonem.
-To dlaczego nie chcesz chociaż spróbować?- zapytałam.
-Bo wiem jak się to skończy! Prawdopodobnie zobaczylibyśmy się dopiero za pół roku, a może i nawet dłużej!- krzyknął.- Myślisz, że chciałoby mi się czekać tak długo?! Poza tym słyszałem, że w Sydney są naprawdę ładne dziewczyny...- Nie wytrzymałam i pozwoliłam łzom swobodnie spłynąć po moich policzkach. To był cios prosto w serce. Nie mówił tego poważnie. Cofnęłam się kilka kroków do tyłu. 
-My na przekór niemożliwemu... Czy nie tak miało być?- zaszlochałam. Na jego oczach z każdą chwilą rozpadałam się na kawałeczki. Byłam na to wszystko za słaba.
-Kłamałem- odparł obojętnie.
-Kłamałeś? Przez ten cały czas kłamałeś? Dlaczego?! Co ja ci takiego zrobiłam?! Od pierwszego dnia kłamałeś?! Po co to wszystko?! Skoro nigdy ci nie zależało, po co mówiłeś te wszystkie czułe słówka, po co robiłeś te wszystkie pieprzone, romantyczne rzeczy?!- krzyknęłam. Było mi słabo. Nie mogłam złapać oddechu. Czułam się kompletnie pusta. W jednej chwili straciłam wszystko. Osoba, którą tak bardzo kochałam, okazała się być zwykłym kłamcą.
-Na początku nudziło mi się. Wiesz, że nasza znajomość zaczęła się dość... nietypowo i zaintrygowałaś mnie. Później stało się to dość ciekawe. Po prostu dobrze się bawiłem.- Wzruszył ramionami. No i w tej chwili moje serce zostało rozdarte na kawałki.
-Byłam tylko twoją zabawką?- szepnęłam prawie niesłyszalnie. Nie dowierzałam. Chciał się mną tylko pobawić. Przez cały czas udawał. Kłamał mi prosto w twarz jak bardzo mu na mnie zależy. 
-Nie moja wina, że jesteś taka naiwna- odparł. Wpatrywałam się w niego pustym wzrokiem. Łzy spływały po moich policzkach, ale nie starałam się ich zatrzymać. Zacisnęłam dłonie w pięści. 
-Nienawidzę cię. Widocznie dobrze wyszło, że wyjeżdżasz. Przynajmniej nie będę musiała patrzeć na tą twoją zakłamaną twarz- warknęłam, po czym ruszyłam w kierunku drzwi. Ostatni raz na niego popatrzyłam. Miał zamknięte oczy i oddychał głęboko. Zatrzymałam się jeszcze na chwilę. Nie. Nie będę taka jak on.- Wiesz co?- odwróciłam się w jego stronę. Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.- Życzę ci szczęścia. Obyś odnalazł tam miłość i zrozumiał to co czuję teraz ja. Życzę ci, abyś stał się człowiekiem, a nie bezdusznym potworem- powiedziałam, po czym wyszłam trzaskając drzwiami. Pobiegłam do pokoju i kiedy tylko zamknęłam drzwi, oparłam się o nie, po czym bezsilnie zjechałam na podłogę. Amy nie było w pokoju. Może to i dobrze, ponieważ nie chcę aby oglądała, jak jej przyjaciółka właśnie umiera.
-Niech to się wreszcie skończy...- szepnęłam do siebie.

-I wyjechał. Zostawił wszystko i rozpoczął nowe życie. Już nigdy go nie spotkałam.- Skończyłam swoją opowieść. Poczułam ciepłą dłoń na moim policzku. Louis delikatnie starł łzę. Nawet nie wiedziałam, że się rozpłakałam.- Już wiesz, dlaczego tak bardzo nie lubię o tym opowiadać. Czuję się wtedy jak śmieć.- Wzruszyłam ramionami.
-On postąpił naprawdę podle- przyznał chłopak. Zaśmiałam się cicho.
-Dlatego nienawidzę ludzi. Wszyscy po jakimś czasie zawodzą. A już w szczególności mnie- powiedziałam obojętnie. Przyzwyczaiłam się do tego. Tyle razy zostałam skrzywdzona, że dla mnie to już po prostu rutyna.
-Nie możesz nienawidzić ludzi. Nie wszyscy są tacy sami- mruknął i zmarszczył brwi. Uśmiechnęłam się lekko i zachichotałam. On tego nie rozumiał, ale nie dziwiłam mu się. Miał dość normalne życie. Pomijając śmierć Rose, przypuszczam, że nic równie krzywdzącego mu się nie przydarzyło.
-Wiem Louis. Ale życie potrafi nieźle skopać człowiekowi dupę. Jak to mówią... Jeśli ktoś cię spoliczkuje, nie oddawaj. Po prostu nadstaw drugi policzek i idź dalej... Ja się tego nauczyłam.- Wzruszyłam ramionami.
-A co by się stało, gdybyś się ponownie zakochała?- zapytał.
-Ja nie kocham.- Pokręciłam z rozbawieniem głową.- Ja już nawet nie wiem co to znaczy miłość...

Jej napisałam to w końcu! Miałam jeszcze nie pisać historii z Luke'yem, ale pomyślałam, że to odpowiedni moment. Skróciłam to wspomnienie, ponieważ chciałam szybciej skończyć rozdział. ZDZIWIŁYBYŚCIE SIĘ ILE JESZCZE LUKE MIAŁ DO POWIEDZENIA... i to niekoniecznie były dobre rzeczy. Jednak postanowiłam zrobić to tak jak teraz, czyli zdecydowanie krócej i łagodniej xd
Powiem szczerze, że ton rozdział mi się podoba :) (co jest strasznie dziwne)
Nie mogę doczekać się takiego jednego rozdziału, w którym zostanie ukazana jedna z tajemnic xd
Nie przedłużam :D
Komentujcie, bo to OGROMNA motywacja! :)
Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK<<

19 komentarzy:

  1. Serio?! Ja tu zaraz eksploduje! Jak on jej mógł to powiedzieć! Dobrze, że skrocilas to wspomnienie bo chyba naprawdę tyle wystarczy. Szkoda mi Meg :c Mówi, że nie potrafi kochać. Myślę, że ona po prostu BOI się kochać. Boi się zostać ponownie zraniona... Szczerze? Po tym co przeszła ani trochę mnie to nie dziwi... Hmmm... mówisz, że niby nie możesz doczekać się któregoś rozdziału... Ciekawe... A co ja mam powiedzieć gdy czekam na KAŻDY rozdział na tym blogu? :)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż się poryczałam :( Luke taki okropny :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na nn :)
    Dobrze, że nie powiedział jej wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny :)
    Zapraszam do mnie
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz jej się nie dziwię!
    Czekam na next bo rozdział świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Luke ty dupku! Myślałam, naprawdę liczyłam, że cokolwiek do niej czułeś, cokolwiek. Jak można na pożegnanie powiedzieć tak okropną rzecz? No jak ja się pytam!? Wdech, wydech.
    W sumie to dobrze, że skróciłaś to wspomnienie. Nie wytrzymałabym takiego czegoś. Te słowa, które powiedział były wystarczające do zranienia Meg, jak i również mnie. Dziwne, nie?
    Skoro Luke wyjechał do Syndey, wcześniej byli na tym biwaku z Ash'em i Calum'em, to może naprawdę zrobią ten zespół (oczywiście wcześniej spotykając Michael'a)! 5 Seconds Of Summer. Będą u nich w mieście grali koncert i się spotkają. Jestem ciekawa, czy w ogóle by się rozpoznali. Mam nadzieję, że tak.
    I wtedy by napisali Amnesie, albo, hmhm nie wiem, chociażby Just Saying? Ta druga dlatego, że Luke by ją poznał, ale widział ją z Tonym (wiem, że tony nie zasługuje na to, by ,,o nim'' była ta piosenka, ale przecież Luke nie zna go. Dobra, zostawię może pisanie rozdziałów Tobie. Idzie Ci to świetnie. Moje ,,pomysły'' nie są Ci potrzebne.
    A co jeśli Luke tak naprawdę skłamał? Jeśli bał się związku na odległość, bał się tego, że nie zobaczy jej codziennie, że znajdzie sobie kogoś innego i powiedział te okropne słowa? :c
    No i Louis. Zrobiło mi się go szkoda. Nadal się nie pogodził ze śmiercią. To jest takie smutne. :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha jak ja lubię Wam to robić xD
      Ej powiem szczerze, że ten Twój pomysł jest naprawdę dobry! :D

      I mnie również jest szkoda Louisa, ale wydaje mi się, że nie tak bardzo jak Wam...

      Z całego serca dziękuję Ci za komentarz! ♥
      Ps. DLACZEGO usunęłaś swojego bloga?!

      Usuń
  7. Boże, jakie to piękne :') Luke to zakłamany debil, po cholerę dawał jej nadzieję? Ja bym za nim nie tęskniła... kretyn.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny ! Jest naprawdę świetny ! Uczuciowy i kurde płacze ;') Nie ufać ludziom ... żeby się tak dało ... Louis ma rację .. nie każdy jest zły tylko szkoda że większość z nad trafia właśnie na nich ... to nas kształci!! Bardzo cie przepraszam ( jeśli w ogóle to czytasz .. ) ze taki krótki ale kurde jak wszystko było było w porządku to zawsze musi się zepsuć ! :( wydaje mi się ze Luke powiedział tyle złych rzeczy by ona go znienawidziła i za nim nie tęskniła ... ale ona jeszcze bardziej cierpiała ! Meg naprawde duzo przeżyła wiec nie dziwie jej sie że nie chce ufać nikomu.. Louis czy Tony muszą być dla niej bardzo wyjątkowi bo osoba z takimi przeżyciami, z takim sposobem myślenia , z taką psychiką nie dzieli się takimi prywatnymi informacjami z byle kim .. na to naprawdę trzeba zasłużyć ... wiem coś o tym .. ( ??dzięki ci internecie ze pozwalasz być anonimowym .. ??) Trzeba ostrożnie szukać przyjaciół... Nie wiem co będzie dalej ale na pewno będzie to tak cudowne jak poprzednie rozdziały a nawet bardziej .. komentarz byłby by wcześniej ale internet zawodzi .. prawie wszystko mnie teraz zawodzi ... Pozdrawiam i życzę dobrego :(:
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zobaczyłam Twój komentarz, to bardzo się ucieszyłam :') Serio...(chyba nieświadomie czekałam aż napiszesz :'))
      I oczywiście, że czytam ten komentarz! Czytam wszystkie komentarze! :)
      Wiesz co w Tobie bardzo lubię? (w sumie to chyba wszystko...) Uwielbiam to, że potrafisz dostrzec w takich najmniejszych i nic nieważnych sprawach to, czego inni nie widzą.
      Potrafisz zauważyć coś, co widzę tylko ja, a wszyscy inni to ignorują.

      Również pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego ♥♥♥

      Usuń
    2. A ja tylko czekam aż może odpiszesz :') kurde ... czytając twoja odpowiedz poryczałam się ;'') również cię uwielbiam mimo że tak dobrze cie nie znam . Czuje ze jesteś jedyną osobą która potrafi mnie zrozumieć. ,, Potrafisz zauważyć coś co widzę tylko ja, a wszyscy inni to ignorują " ♥ naprawdę cie uwielbiam ! Dziękuję !!!
      ~Rybka

      Usuń
  9. Luke jest okropny.
    Nie lubie go...
    Świetny rozdział
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  10. A co jesli Luke powiedzial to zeby go znienawidzila Meg? Co sie stanie jak sie znow spotkaja? Mam taka cicha nadzieje ze tak sie stanie i ona wtedy uswiadomi sobie ze tak naprawde jej prawdziwa miloscia jest Louis . Ja tam jestem za Meg i Louis <3 Nie moge sie doczekac nn.
    Piszesz cudownie az chce sie czytac :-*
    ~ F.M.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jciskahsidhejnskd *-* O MÓJ BOŻE TO JEST GENIALNE!!
    Ta historia Meg i Louis taki ksiajxish nareszcie wiem dlaczego Meg taka jest,
    Tak jak osoby wyżej, tez uważam ze Lukę mógł te wszystkie nieprzyjemne słowa wymyślić zeby za nim za bardzo nie tęskniła i mam nadzieje ze kiedyś sie spotkają od tak, przez przypadek i pózniej będzie miała mieszane uczucia co do Louisa i Luke'a no bo w końcu nadal go kocha :)
    Czekam na nexta, dodawaj szybko!! :*
    https://www.wattpad.com/140336996-psychopathic-boy-h-s-prolog
    http://diana-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/?m=1
    Jakbyś miała czas :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry za autokorektre jestem na telefonie :D x

      Usuń
  12. Jejus Kochana uwielbiam twojego bloga. *-* Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham to! Mam nadzieje że Luke wtedy skłamał i zależało mu na niej. Czekam na nastepny !!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej ogłaszam wszem i wobec, że zostałaś nominowana do LBA:)
    Jeżeli bierzesz udział w takich rzeczach to po więcej informacji zapraszam tutaj
    ~>http://dwie-strony-lustra.blogspot.com/
    Ps. ten i poprzedni rozdział nadrobię bodajże jutro
    Buźka Czarownica Jessi;)

    OdpowiedzUsuń