sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 25

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
Wszyscy wpatrywali się we mnie zdziwionym spojrzeniem. Nikt nie mógł przyjąć do wiadomości, że Amy w dzieciństwie została dotkliwie skrzywdzona. Ale nie dziwie im się. Moja reakcja, kiedy pierwszy raz o tym usłyszałam? Była bardzo podobna. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś tak radosny, wiecznie uśmiechnięty i szczęśliwy, może mieć tak okropną przeszłość. Nie mam pojęcia co bym zrobiła na jej miejscu, ale kiedy o tym usłyszałam od razu narodziła się we mnie chęć mordu. Kto normalny molestuje swoje własne dziecko?! On był psychopatą! Pieprzonym psychopatą!
Z rozmyśleń wyrwał mnie czyjś głos.
-Jak to molestowana?- w końcu odezwał się Tony. Przeniosłam na niego wzrok i przez krótką chwilę milczałam, próbując wszystko sobie poukładać. Westchnęłam cicho, zagryzłam wargę, zamknęłam oczy i spuściłam głowę.
-To nie ja powinnam wam o tym opowiadać, tylko Amy. Jeśli będzie chciała to wam o wszystkim opowie, jeśli nie to proszę nie naciskajcie na nią. Ona to bardzo przeżywa. Nie chcę, żeby przechodziła przez to ponownie- powiedziałam stanowczo, ale łagodnie. Złość jeszcze całkiem ze mnie nie uleciała, ale jednak było już o wiele lepiej.
-Co z nią tak w ogóle?- zapytał Niall, a Tony nie czekając na moją odpowiedź, ruszył w stronę schodów. W ostatniej chwili złapałam go za ramiona i popchnęłam do tyłu, dzięki czemu cofnął się o kilka kroków.
-Nikt teraz do niej nie pójdzie. Jest już spokojna, ale nie wydaje mi się dobrym pomysłem, aby w najbliższym czasie przychodzili do niej jacyś faceci.- Pokręciłam głową.- Dlatego proponuję, abyście poszli do salonu i usadzili na kanapie swoje zacne tyłki, a jeżeli kogokolwiek zobaczę kierującego się na piętro, to przysięgam, że osobiście utnę wam łby- zagroziłam stanowczym głosem. Mówiłam poważnie. Nie obchodziło mnie co sobie mogli pomyśleć. Teraz liczyła się tylko Amy i jej spokój.
Chłopaki nie sprzeciwiając się ruszyli do salonu, dlatego powędrowałam za nimi. Zmęczona opadłam na siedzenie obok Louisa, głowę kładąc na oparciu kanapy. Byłam wykończona i zirytowana dzisiejszym dniem. Mam nadzieje, że ta suka Samantha będzie się trzymać ode mnie z daleka, bo inaczej może sobie już kopać grób.
-Co się z tobą dzisiaj stało? Nigdy wcześniej nie widziałem cię takiej- powiedział Louis, przez co wszyscy przeszywali mnie spojrzeniem, oczekując odpowiedzi. Zacisnęłam usta w cienką linię, po czym powoli wypuściłam powietrze.
-Słuchaj...- zaczęłam, zastanawiając się co dokładnie mam powiedzieć.- Ta laska od początku działała mi na nerwy. Jednak kiedy sprawy dotyczyły mnie, byłam spokojna i pozwalałam jej na upokarzanie. Jednak kiedy wstąpiła na „zakazany teren”...- Zrobiłam cudzysłów w powietrzu, po czym kontynuowałam.- przekroczyła moje granice cierpliwości. Mam jedną zasadę. Nigdy nie obrażaj moich przyjaciół, a już w szczególności nigdy nie obrażaj Amy... Zazwyczaj się kontroluję, jeśli sprawa dotyczy tylko mnie- wytłumaczyłam i wzruszyłam ramionami.
-A jakby ktoś obrażał nas, to również byś tak zareagowała?- zapytał zaciekawiony Tony. Zachichotałam cicho i pokiwałam twierdząco głową.
-Prawdopodobnie tak- przytaknęłam, a na ustach chłopaka od razu zagościł uśmiech.
-A gdyby tym kimś był Greg?- Louis uniósł pytająco brew. Momentalnie zacisnęłam dłonie w pięści i spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. Nie miałam ochoty na tego typu kłótnie, na dodatek przez tak błahą rzecz.
-Nawet nie zaczynaj...- warknęłam zirytowana. Chłopak wywrócił oczami i oparł się wygodniej o kanapę.
-I tak w końcu będziemy musieli o tym porozmawiać -mruknął i sięgnął po pilot od telewizora. Miałam ochotę mu go wyrwać i uderzyć go nim, ale powstrzymałam się. Nosz do cholery, niech da spokój mnie i Gregowi! To nie jego pieprzona sprawa!
-To wy sobie tu gadajcie, a ja idę- wtrącił się Tony. Przeniosłam na niego wzrok.
-Gdzie idziesz?- zapytałam. Chłopak się zatrzymał, zaśmiał się cicho, po czym odwrócił się w moją stronę.
-Do kibla. Nie jest to zbyt ciekawa podróż, ale może chcesz iść ze mną?- Uniósł pytająco brew. Pokręciłam przecząco głową, a na moich policzkach zagościł delikatny rumieniec.- Może jednak się skusisz? Może być fajnie.- Poruszył zabawnie brwiami, a ja zachichotałam.
-Nie. Po co ci ja, skoro będziesz korzystał z toalety? Poza tym sam powiedziałeś, że to nie jest zbyt ciekawa podróż- powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Wiesz... możemy porobić coś zupełnie ciekawszego. Kto powiedział, że toaleta jest tylko do jednej rzeczy?- Oparł się o framugę drzwi, uważnie mi się przypatrując. Złapałam za poduszkę i rzuciłam nią w chłopaka, który dostał w twarz.
-Idź srać bałwanie- fuknęłam rozbawiona, a wszyscy znajdujący się w pokoju wybuchli śmiechem.
-Dla twojej wiadomości Meg, jak już tak bardzo chcesz wiedzieć nie idę srać. I nie jestem bałwanem skarbie.- Mrugnął do mnie, po czym wyszedł z pomieszczenia. Postanowiłam iść już do Amy. Nie chciałam, aby siedziała sama. Wiem jak w takich chwilach potrzebne jest czyjeś towarzystwo inaczej zadręczalibyśmy się myślami, co często nie jest dobre. Szczególnie w moim przypadku.
Podniosłam się z miejsca i ruszyłam w kierunku schodów, idąc do mojego pokoju, w którym przebywała dziewczyna. Złapałam za klamkę, naciskając ją w dół i weszłam do środka. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie co odwzajemniłam. Była już spokojna, z czego byłam niezmiernie zadowolona. Ulżyło mi i to bardzo. Martwiłam się o nią cholernie i w sumie nadal się martwię.
-Wszystko okej?- zapytałam i ruszyłam w jej kierunku. Pokiwała głową i westchnęła cicho.
-Taaa... Wszystko okej- mruknęła i spuściła wzrok. Czyli nie wszystko było dobrze, ale nie dziwiłam jej się. I tak uważałam ją za bardzo silną osobę. Przeżyła tak wiele, a nadal ma pełno chęci do życia. Sama nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu. Usiadłam na łóżku, naprzeciwko niej. Złapałam za jej rękę i uścisnęłam pocieszająco.
-Zabiłabym go. Kurwa zabiłabym tego potwora, za to co ci wyrządził. Mimo, że go nie znam, nienawidzę go z całego serca, ponieważ skrzywdził taką cudowną osobę jak ty. Nigdy mu tego nie wybaczę- powiedziałam i zrezygnowana pokręciłam głową. Z chęcią zamordowałabym go własnoręcznie i nie obchodziłyby mnie konsekwencje. To co zrobił.. To co zrobił mojej Amy przekracza ludzkie pojęcie.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, po czym zachichotała.
-A ja nie życzę mu śmierci...- zaczęła, dlatego przeniosłam na nią zaskoczony wzrok.- Mimo tego co mi zrobił nie chcę żeby umarł. Nie uważam go za mojego ojca, ale jednak jest człowiekiem...- Nie, nie jest człowiekiem. Takie osoby są potworami, a nie ludźmi. Człowiek, a już w szczególności ojciec, nie zrobiłby czegoś tak potwornego swojemu dziecku.- Wolałabym, aby odsiedział swoją karę w więzieniu. Nie wiem co się z nim teraz dzieje, gdzie jest, co robi i jakoś nie chcę tego wiedzieć. Jednak za coś jestem mu wdzięczna...- przerwała na chwilę, a jej uśmiech powiększył się. Zmarszczyłam brwi. Jak może być mu wdzięczna?! On... on przez całe jej dzieciństwo robił jej krzywdę, a ona mówi, że jest mu za coś wdzięczna?!- Dzięki niemu poznałam ciebie. Mimo, że do teraz nie umiem zapomnieć o tym wszystkim, to jednak uważam, że dzięki temu poznałam ciebie, a na dodatek mogę nazywać cię swoją przyjaciółką. To wszystko naprawdę było tego warte.- Siedziałam i nie wiedziałam co powiedzieć. Totalnie mnie zamurowało. Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Byłam tak cholernie wzruszona jej słowami. Nie wiedziałam, że ona tak to postrzega.
-Jednak wolałabym ci oszczędzić tych wszystkich przykrości. Chciałabym, abyś miała normalny dom... Abyś była szczęśliwa, nawet beze mnie- powiedziałam, a po moim policzku spłynęła łza, którą szybko otarłam.
-Nie płacz głupku, bo ja również zacznę płakać- zaśmiała się przez łzy.- Nie zmieniłabym zupełnie nic, do puki mam ciebie- powiedziała i wystawiła w moją stronę wyprostowane ręce.- Chodź się przytul wariacie.- Momentalnie zamknęłam ją w szczelnym uścisku. Kocham ją. Ta dziewczyna jest naprawdę wyjątkowa. Potrafi nawet w najgorszych momentach życia, odnaleźć ten jeden, nawet najsłabszy promyczek światła. Pomimo krzywdy jaką przeżyła, umie cieszyć się ze wszystkiego, a w szczególności ze szczęścia innych. Czym sobie zasłużyłam, aby mieć taką cudowną przyjaciółkę?-Powiem ci coś, ale błagam nie złość się...- zaczęła. Odsunęłam się od niej kawałek, aby móc na nią spojrzeć. Powiem szczerze, że zaczęłam się niepokoić...- Wczoraj wieczorem zanim tu przyjechałam, zadzwoniłam do Luke'a...- powiedziała, a ja o mało nie spadłam z łóżka.
-Co zrobiłaś?! Skąd w ogóle miałaś jego numer?! Amy!- pisnęłam. Błagam, powiedz, że żartujesz... Ona nie mogła do niego zadzwonić!
-Uspokój się. Numer wzięłam tak jakby od Ashtona, ale to dłuższa historia. Nie złość się na mnie Meg. Ja po prostu...- Nie dałam jej dokończyć, tylko gwałtownie podniosłam się z łóżka.
-Przecież... przecież Luke to miał być zamknięty temat! A ty nagle mi mówisz, że do niego zadzwoniłaś?! Dlaczego?!- Mój oddech był przyspieszony i co chwile przeczesywałam ręką włosy. Mój dzień z beznadziejnego stał się jeszcze gorszy.
-Oj przestań no, przesadzasz. Naprawdę przepraszam- jęknęła zrezygnowana. Zgromiłam ją wzrokiem. Byłam zła. Co ja gadam, byłam wściekła! Pierwszy raz w życiu byłam zła na Amy!- Nie chcesz nawet wiedzieć co mówił?- zapytała, ignorując moje zachowanie. Westchnęłam zirytowana.
-Szczerze? Nie- powiedziałam stanowczo i zaplotłam ręce na klatce piersiowej. 
-Przestań no. Chciałam się po prostu dowiedzieć co u niego! Poza tym nie tylko ja z nim rozmawiałam! Na początku strasznie się wahałam czy to zrobić, jednak inni mnie do tego namówili, ponieważ również za nim tęsknią- broniła się.
-Dobra mów- poddałam się i wywróciłam oczami, z powrotem siadając obok niej.
-Odebrał po czterech sygnałach. Przywitaliśmy się z nim. Od razu nas poznał. Chciał wiedzieć co tam u nas, więc każdy po kolei opowiadał. Później zapytałam się go o rodziców. Mówił, że już z nimi nie mieszka, ale że ciągle ich odwiedza, ponieważ nie mieszka daleko. Uważa ich za naprawdę dobrych opiekunów, ponieważ traktowali go jak członka rodziny, nawet po tym jak urodziło się ich pierwsze dziecko. Powiedział, że strasznie za nami tęskni, i żebym odezwała się jeszcze kiedyś, ponieważ teraz mu się spieszyło i musiał kończyć. Potem słyszałam w tle czyjeś głosy, dlatego pożegnaliśmy się i na tym zakończyła się rozmowa.- Nawet nie wiedziałam, kiedy po moich policzkach spływały łzy. Czyli dobrze mu się tam żyje. I jestem z tego naprawdę zadowolona, ale... Cholernie mi przykro. Tęskni za nami? Dobre sobie. Gdyby za nami tęsknił odezwałby się... W sumie może za innymi tęskni, jednak boli mnie to, że ja się do tego nie zaliczam. Prawdopodobnie już dawno zapomniał o niewyróżniającej się niczym, zakochanej w nim durnej dziewczynie.
-Ej nie płacz. Nienawidzę kiedy jesteś smutna. Przepraszam- powiedziała zmartwiona Amy. Pociągnęłam nosem i otarłam dłonią mokre policzki.
-Wszystko okej.-  Nie mam pojęcia czy chciałam przekonać Amy, czy raczej samą siebie.- Tak cholernie mi go brakuje- zaszlochałam i ukryłam twarz w dłoniach. Po chwili poczułam jak dziewczyna oplata mnie ramionami i przyciąga do siebie.
-Wiem kochana... Wiem. Ale w końcu to minie. Zakochasz się ponownie i coś czuję, że nie będziesz musiała aż tak bardzo długo czekać. Skąd wiesz, może twoja przyszła miłość jest na wyciągnięcie ręki- zasugerowała.
-Jeśli tak, to chyba klepnę ją w dupę, aby się pospieszyła- powiedziałam i obie zachichotałyśmy.- Idę zrobić herbatę, też chcesz?- zapytałam. Dziewczyna pokiwała twierdząco głową, więc podniosłam się z miejsca i ruszyłam w kierunku kuchni.
Wzięłam dwa kubki, nastawiłam wodę, po czym oparłam się o blat i zamknęłam oczy, głośno wzdychając. Moje myśli były rozbiegane i nie mogłam zebrać ich do kupy.
-Co jest?- Niespodziewanie do kuchni wszedł Louis, przez co wystraszona podskoczyłam w miejscu.- Płakałaś- stwierdził od razu.
-Nie, to nic. Ja po prostu...nic- mruknęłam i spuściłam wzrok. Chłopak podszedł do mnie i również oparł się o blat. Nie odzywaliśmy się tylko staliśmy obok siebie. W końcu postanowiłam przerwać tę ciszę i się odezwać.- Robię herbatę. Chcesz też?- zapytałam i przeniosłam na niego wzrok. Uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Nie dzięki- zaprzeczył. Kiedy woda się zagotowała, zalałam nią herbatę. Podeszłam do stołu i usiadłam na krześle przy nim.
-Chodzi o Luke'a?- zapytał nagle. Podniosłam na niego zaskoczony wzrok. Skąd wiedział? Czy to aż tak widać?
Prawie niezauważalnie skinęłam głową. Matko jak chciałabym usłyszeć jego głos, porozmawiać, przytulić się, żeby po prostu mogła przy nim być. Ale nie! W moim życiu wszystko musi iść nie po mojej myśli, bo jakby to było, gdyby w końcu się coś udało?- Nie zadręczaj się nim tak. On nie był ciebie wart- powiedział, na co prychnęłam.
-Łatwiej powiedzieć niż zrobić. I ty chyba coś o tym wiesz- zasugerowałam i podniosłam się z miejsca. Posłodziłam herbatę, wzięłam w ręce kubki i ruszyłam do wyjścia.
-Wiem. I dlatego naprawdę bym chciał, abyś ty nie czuła tego samego- powiedział, przez co przystanęłam na chwilę.
-Też bym chciała. Nikt na to nie zasługuje...- szepnęłam i poszłam. Nawet nie wiem czy to usłyszał.
Nogą otworzyłam drzwi do mojego pokoju i stanęłam w wejściu zaskoczona widokiem. Tony siedział naprzeciwko Amy. Rozmawiali,a kiedy zorientowali się, że nie są sami, zamilkli.
-Oh...przeszkadzam?- zapytałam niepewnie. Prawie równocześnie pokręcili głowami.
-Nie- powiedzieli wspólnie. Podeszłam do łóżka i podałam Amy kubek z napojem. Podziękowała cicho i zrobiła mi miejsce obok siebie.
-Mogę wyjść jak coś.- Wskazałam palcem na drzwi.
-Daj spokój, tylko gadamy- powiedział Tony i uśmiechnął się w moją stronę. Usiadłam na miejscu obok dziewczyny i napiłam się łyka herbaty. Oboje wrócili do rozmowy, ale nie słuchałam ich. Myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Raz przy chłopaku o niebieskich oczach, a po chwili myśli leciały na zupełnie inny tor. 
-Wiecie co? Nie będę wam przeszkadzać. Muszę chwilę posiedzieć sama. Amy jakby coś się działo to wołaj- powiedziałam, odłożyłam kubek i wyszłam z pokoju. Zbiegłam ze schodów i skierowałam się w stronę sali do tańca. Włączyłam muzykę, jednak pierwszy raz w życiu nie miałam ochoty na tanieć, dlatego oparłam się plecami o ścianę i bezsilnie po niej zjechałam. Byłam zmęczona tym wszystkim. Może i przesadzałam, ale cholera, nie umiem sobie z tym poradzić! Boję się, że jeśli w moim życiu posypie się jedna rzecz, to za nią zawali się i reszta. Chciałam odpocząć od tych ciągłych problemów, choć przez chwilę być pewną, że wszystko będzie dobrze.
-Możemy porozmawiać?- Usłyszałam cichy głos Louisa. Zamknęłam oczy i westchnęłam zrezygnowana. Dajcie mi wszyscy święty spokój!
-Jeśli ta rozmowa ma dotyczyć mnie i Grega, to nawet jej nie zaczynaj- ostrzegłam. 
-Właśnie o tym chciałem pogadać- przyznał. Zacisnęłam dłonie w pięści i gwałtownie podniosłam się z miejsca, stając naprzeciwko niego.
-Daj mi do cholery z nim spokój dobra?! Nie mam siły się z tobą o to sprzeczać! I tak jestem już w totalnej rozsypce! Mam na głowie ważniejsze sprawy niż to, że nie podoba ci się to, że rozmawiam z nim!- fuknęłam.
-Ja po prostu nie chcę aby spotkało cię...- Nie dałam mu dokończyć zdania, tylko niegrzecznie mu przerwałam.
-Aby spotkało mnie to samo co Rose?! Ty do jasnej cholery nie masz pewności czy to zrobił Greg! W ogóle nie masz pojęcia czy ktokolwiek jej to zrobił!- krzyknęłam zła. Chłopak cofnął się o krok, zaskoczony moimi słowami. Wyglądał jakbym co najmniej przywaliła mu pięścią w twarz.
-Sugerujesz, że kłamała?- zapytał prawie niesłyszalnie.
-Nie wiem! Może tak? Może bała się jak zareagujecie, kiedy dowiecie się, że umiera przez to, że skrzywdziły ją zwykłe słowa, że się poddała?- zapytałam. I tak nie zdziwiłabym się, jakby nie mogła sobie z tym poradzić. Ludzie to potwory, a nie raz zwykłe słowa sprawiają największą krzywdę.
Po chwili zorientowałam się jak to wszystko zabrzmiało. Louis przyglądał mi się uważnie, a przez jego twarz przebiegało milion różnych emocji.
-Nie, nie miałam tego na myśli...ja...- Chciałam się jakoś wytłumaczyć, jednak nie dał mi dojść do słowa.
-I ty mówisz, że to Nathalie jest suką?- zapytał smutnym głosem, a mnie aż łamało się serce. Nie chciałam go skrzywdzić.- Wiesz co? Dam ci spokój. Widocznie ty serio chcesz, aby Greg cię skrzywdził. Może to i dobrze? Bo chyba tylko to sprawi, że w końcu się opamiętasz. Jednak gdy to się stanie, nie przychodź do mnie z płaczem. Od teraz mam w dupie to całe gówno, w którym tkwimy- warknął i ruszył w stronę schodów na górę. 
-Nie, poczekaj proszę- szepnęłam przez łzy. Jednak on nie zareagował, a jedyne co potem usłyszałam to trzaśnięcie drzwiami. Kurwa co ja znowu narobiłam?!

Czasem krzywdzimy siebie nawzajem, zapominając, że zaufanie jest najtrudniej odbudować...

Witam ponownie! :) Wróciłam!Przepraszam za tak beznadziejny i krótki rozdział, ale serio strasznie ciężko mi się go pisało. Jestem świadoma, że zawiodłam Was, z czego jestem cholernie niezadowolona, ale już po prostu nie mam siły pisać tego od nowa :/ (poza tym zajęłoby mi to kupę czasu)
I od razu mówię, że to, że Amy zadzwoniła do Luke'a, nie oznacza, że oni się spotkają ;) (Dlaczego mi się wydaje, że zaraz wszyscy będą sądzić, że Tony będzie z Amy? :'))
Wiele osób pytało się mnie, gdzie byłam. A więc odpowiedź brzmi - na Chorwacji! :)
Łapcie jedno z wielu zdjęć! :D Ja to ta blondynka w rozpuszczonych włosach ;) (niestety nie pokażę twarzy, dbając o Wasze bezpieczeństwo i o Wasze ekrany xD)

Piszcie co sądzicie o rozdziale! (I jeszcze raz ogromne PRZEPRASZAM, że schrzaniłam ten rozdział)
Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK<

13 komentarzy:

  1. Wcale nie schrzaniłaś ale wkurzyłaś mnie, szczególnie tą ostatnią sceną...
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak! Tony i Amy byliby idealną parą! =D Ej! Nie chcę żeby Louis i Meg się kłócili... Ale tym razem Meg jednak trochę przegieła...
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to jest, jak człowiek nie umie poradzić sobie z problemami... Wychodzą kłótnie. No i tu jednw wyszła. Mam nadzieję, że Louis nie będzie takim hujem i mu przejdzie! Mimo tego, co powiedziała Meg. Rzeczywiście, on nie wie na pewno jaka była przyczyna. Rose mogła kłamać...
    Oby Tony się od niej nie odwrócił... Nie odwróci się, prawda?
    A! Rozdział wcale nie jest schrzaniony. Nie wolno ci tak myśleć, bo to bardzo dobrze napisany rozdział. Szybko się czyta, zero błędów. No i zawartość!
    Super, naprawdę kochana!
    Czytamy się pod następnym! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na kolejny rozdział!!
    Powodzenia skarbie!!

    OdpowiedzUsuń
  5. sorki że wcześniejszego nie skomentowałam ale też byłam na wyjeździe a widzę, że tu się wiele zaczęło dziać :O i ta kłótnia i wgl .... nigdy niepomyślałabym że tak to się potoczy :O :D
    czekam na next! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Chwila, co?
    To nie może być prawda, nie, nie, nie. Oni nie mogą się kłócić. Po prostu nie mogą. Powinni być razem, szczęśliwi. Ot tak. Nie! Nie powinni być razem. To Tony ma być z nią, ahah. Myli mi się wszystko.
    Wkurzona Meg to niefajna Meg. Wolałam ją, jak wdawała się w bójkę, a nie obrażała kogoś. Przecież ona nawet nie zna Rose, a mimo wszystko musiała dorzucić swoje trzy grosze. Fakt, faktem, że Louis też nie jest bez winy, no bo w końcu naciska na ten temat, ale to nie znaczy, że tak ma się zachowywać. On starał się ją ostrzec, powiedzieć coś, a ta mu wyskakuje. :/
    Cieszę się, że Amy już nie jest smutna, że z nią wszystko okej.
    A, właśnie. Nie piszę się do puki, tylko dopóki. ;) Tak na przyszłość.
    Śliczne zdjęcie! *0*
    Pozdrawiam, karmeeleq.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mega rozdział *-* tyle emocji na raz i wgl :3

    OdpowiedzUsuń
  8. **Skierowane do osób które chcą by Tony i Amy byli razem :ekhem ( kaszle ) To nawet dobry pomysł ale Tony ma być mój !@ ;') ;') ;") ♥ **
    Amy to naprawdę bardzo silna osoba . Ona jest taka dobra dla wszystkich aż ciężko uwierzyć żeby spotkało ja to co spotkało .. Końcówka !!!!!@!! Dlaczego? Jak ? Niech oni się pogodzą ;'( to będzie trudne ;/ zaufanie jest to cecha z którą musimy być ostrożni. . Nie można dawać jej byle komu a gdy już ma się ta odpowiednią osobę to nie można tego zaufania zniszczyć. . Ta ich kłótnia powstała po części z winy Meg .. sądzę że Louis tu chciał jej wyjaśnić wszystko a ona go źle potraktowała , odepchnęła i trafiła w czuły punkt .. powinna wiedzieć że każdy z nas ma jakąś" pięte Achillesa " to niewiarygodne jak Meg z wystraszonej dziewczyny zmieniła się w osobę jaka teraz jest .. niektórzy mogą stwierdzić że ta zmiana nie jest duża ale dla osoby jaką jest Meg to jest to w pewnym sensie przełom c: ,, Ludzie to potwory .. " zgodzę się z tym .. każdy człowiek jest zły ja i wiele innych osób .. możemy być źli i nie zdawać sobie z tego sprawy , każdy człowiek odbiera coś inaczej ... czyżby to był przypadek ze w słowie CZŁOWIEK jest ukryte drugie dno ? Drugie słowo ? ZŁO . Nie mogę pominąć wątku z Luke'iem ( nadal nie wiem jak się odmienia niektóre imiona xD ) .. dobrze że Amy zadzwoniła i rozmawiała z nim .. inni bardzo go lubili i się się z z ucieszyli co oznacza że to był dobry pomysł .. Meg tez powinna się z nim jakoś skontaktować i wszystko wyjaśnić. . Przez ten czas co go nie było dużo się zmieniło wiec byłoby miło gdyby odbudowali swoje swoje kontakty .. oczywiście sądzę że nie powinno to wyjść nigdzie dalej jak przyjaźń .. tyle chyba by starczyło c: ale nie wiadomo co siedzi w twojej głowie :) Greg jak się pojawił to tylko przyniosł ze sobą problemy .. to niedobrze tak mówić ale tak to postrzegam ja .. przepraszam że komentarz jest tak późno i jest krótki ale jakoś za dużo się dzieje i nie mam czasu + mogę chyba stracić przyjaciela przez pewną osobę wiec tak jakoś brak mi do wszystkiego zapału ... rozdział jest ( szuka w słowniku słowa )nie umiem znaleźć jakiegoś sensownego słowa który opisałby jak ten rozdział jest cudowny ... nie schrzaniłaś niczego ! Jest on naprawdę cudowny ! Końcówka też c: bo gdyby nie ona to e następnych rozdziałach nie byłoby żadnej akcji i czegoś co by skłanialo do myślenia :>
    Świetne zdjęcie z wakacji ! :) ♥
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział <3 tyle sie dzieje i wgl. ;-)
    Weny życzę :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń