czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 26

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
Czy byłam na siebie zła? To mało powiedziane! Byłam na siebie cholernie wkurzona! Miałam ochotę przywalić sobie w twarz krzesłem! Na dodatek obrotowym! Ale i tak to nie zmniejszyłoby nienawiści jaką do siebie czułam. Co chwile, raz za razem zaciskałam dłonie w pięści, po czym z powrotem je rozluźniałam. Nie chciałam tego powiedzieć, a już w szczególności nie miałam zamiaru zranić Louisa! Po prostu zbyt mocno na mnie naciskał, przez co w złości palnęłam taką głupotę!  Nigdy, nawet przez jeden moment nie pomyślałabym, że Rose kłamała.
-Nawet mnie kurwa nie dotykaj!- Usłyszałam z góry krzyk Louisa. Matko muszę to wszystko odkręcić, zanim ten chłopak zrobi coś, czego będzie później żałował.
Wbiegłam po schodach i skierowałam się w stronę wyjścia z domu, jednak jedyne co tam zastałam to Nialla wybiegającego za wściekłym Louisem oraz Tony'ego.
-Tony zaczekaj!- powiedziałam rozpaczliwie. Chłopak zatrzymał się i przeniósł na mnie wzrok. Zdenerwowana przygryzłam wargę.- Posłuchaj...- zaczęłam, jednak wszedł mi w słowo.
-Nie! Nie mam teraz na to czasu! Wybacz, ale tym razem trzymam stronę Louisa.- Wskazał palcem na drzwi, gdzie wcześniej znajdował się wspomniany chłopak.
-Ja naprawdę nie miałam tego na myśli!- broniłam się.
-Ale mnie nie chodzi o to co mówiłaś! Szczerze? To mam to gdzieś! Ale Louis... on jest moim bratem okej? I...- przerwał po czym westchnął głośno.- Muszę iść- mruknął i odwrócił się w stronę wyjścia. Zatrzymał się jeszcze i spojrzał w moją stronę, jednak z jego rozchylonych ust nie uleciało żadne słowo. Zacisnął je w cienką linię i pokręcił bezradnie głową, po czym opuścił dom. Zamknęłam oczy i przeczesałam ręką włosy. Wszystko się pieprzy. Najpierw Louis, teraz Tony, a następny będzie kto? Może Amy?
Jak na zawołanie usłyszałam jej smutny głos.
-Meg...- Podeszła do mnie i zamknęła mnie w szczelnym uścisku. Wtuliłam się w jej ciało i wypuściłam urywany oddech.- Jest okej. Wszystko będzie dobrze- szepnęła i zaczęła gładzić dłonią moje plecy.
-Nic nie będzie dobrze. On mnie nienawidzi- mruknęłam.
-Co ty gadasz? Jest po prostu zdenerwowany i tyle, ale na pewno cię nie nienawidzi. Musi ochłonąć, to wszystko- powiedziała uspokajająco. Odsunęłam się od niej, aby móc na nią spojrzeć.
-Przepraszam. Dopiero co przyjechałaś, a ja już wszystko spieprzyłam. Jak widać dobre rzeczy się mnie nie trzymają.- Usiadłam na podłodze, plecami opierając się o ścianę. Przyjaciółka zrobiła to samo i już po chwili była obok mnie.
-Wcale niczego nie spieprzyłaś! To oczywiste, że w przyjaźni również zdarzają się kłótnie- zaprzeczyła.
-W naszej nie było- stwierdziłam, na co dziewczyna zaśmiała się cicho, po czym oparła głowę na moim ramieniu.
-Od zawsze wszyscy mówili, że jesteśmy całkiem inne niż reszta ludzi.- Wystawiła w moją stronę dłoń, którą złapałam i ścisnęłam. To fakt. Większość osób nam to powtarzała. Nie przeszkadzało nam to, wręcz przeciwnie. Kiedy ktoś mówił nam 'Jesteście jakieś inne', my po prostu uśmiechałyśmy się i odpowiadałyśmy 'Inny znaczy wyjątkowy', po czym odchodziłyśmy.- Porozmawiaj z nim- powiedziała.
-Tylko problem w tym, że on nie chce ze mną rozmawiać- westchnęłam cicho.
-W ostateczności możemy go związać i zmusić, aby cię wysłuchał.- Wzruszyła ramionami, po czym obie się zaśmiałyśmy.
-Kocham cię- mruknęłam.
-Ja ciebie też- odpowiedziała.- A teraz wstawaj i leć go przeprosić- ponagliła i popchnęła mnie lekko. Podniosłam się z podłogi i otrzepałam spodnie. Ubrałam buty i spojrzałam na przyjaciółkę, która nadal siedziała i przyglądała się moim poczynaniom. Przygryzłam wargę i odezwałam się.
-Pójdziesz ze mną? Będę się pewniej czuła.- Dziewczyna uśmiechnęła się i wstała z miejsca, również zakładając na nogi obuwie.
-Oczywiście. A teraz chodź.- Złapała za mój nadgarstek i pociągnęła w stronę wyjścia. Zamknęłam dom i wyciągnęłam z kieszeni telefon, wybierając numer Tony'ego. Muszę się dowiedzieć gdzie oni są, abym mogła to wszystko odkręcić. Po kilku sygnałach odebrał.
-Tony! Gdzie jesteście? Muszę porozmawiać z Louisem- powiedziałam od razu. Słyszałam w tle czyjeś głosy, jednak nie mogłam zrozumieć żadnych słów.
-Ugh. To nie jest dobry pomysł. Nie w tym momencie...- przerwał, a po chwili usłyszałam jego krzyk.- Louis! Usadź do cholery swoje szanowne dupsko i uspokój hormony! Nie będę za tobą latał tam i z powrotem!- warknął zły.
-Ale ja muszę z nim pogadać. Chcę to wszystko jakoś wyjaśnić- upierałam się. Po krótkiej chwili ciszy, ponownie się odezwał.
-Aktualnie jesteśmy na mieście, ale zabieram tego dzieciaka do mnie. Możesz przyjść.- Podziękowałam cicho i zakończyłam połączenie.
-Idziemy do Tony'ego- oznajmiłam i obie ruszyłyśmy w stronę wybranego celu. Cholernie się stresowałam. Nie miałam pojęcia co powiem, kiedy będziemy rozmawiać... Jeśli w ogóle będzie chciał ze mną gadać.
***
Zastukałam w drzwi, jednak nikt się nie odezwał, dlatego nacisnęłam klamkę. Na szczęście drzwi były otwarte co oznaczało, że chłopcy byli w domu. Razem z Amy przekroczyłyśmy próg i ruszyłyśmy w stronę salonu. Zdenerwowana zaczęłam bawić się palcami. Poczułam na ramieniu drobną dłoń przyjaciółki, która uśmiechnęła się do mnie, chcąc chociaż trochę podnieść mnie na duchu. Nie powiem, pomogło mi to. Wiedząc, że ona jest ze mną, czułam się spokojniejsza.
Weszłyśmy do salonu, gdzie znajdowali się chłopcy. Leżeli obok siebie na podłodze i o czymś zawzięcie rozmawiali. Kiedy zorientowali się, że im się przyglądamy, zamilkli. Przez chwilę panowała cisza, jednak w końcu postanowiłam ją przerwać.
-Louis możemy porozmawiać?- zapytałam niepewnie. Chłopak zamknął oczy i nie odezwał się.- Proszę...- dodałam.
-Możemy tą rozmowę przełożyć na inny dzień? Rok? Najlepiej nigdy?- warknął. Westchnęłam cicho i spuściłam wzrok. Wiedziałam, że tak będzie. On mnie nienawidzi.
-Tony pokarzesz mi, gdzie jest toaleta?- zapytała Amy.
-Korytarzem w prawo. Brązowe drzwi- odpowiedział.
-Ale ja chcę, abyś mnie tam zaprowadził- naciskała. Tony zmarszczył brwi i podniósł się do pozycji siedzącej, patrząc na nią pytającym wzrokiem.
-Aaaa. Okej- zorientował się o co jej chodziło. Wstał z podłogi, po czym oboje wyszli z pomieszczenia, zostawiając mnie i Louisa samych. Jeszcze przez krótką chwilę stałam w miejscu, niepewnie wpatrując się w chłopaka, jednak w końcu postanowiłam wziąć się w garść i podeszłam do niego. Usiadłam obok, jednak on nadal patrzył się w sufit.
-Wiem, że jesteś na mnie zły i nie winię cię za to. To co powiedziałam było całkowicie...niestosowne. I masz racje. Jestem suką. Wiem to od bardzo dawna, jednak naprawdę cię przepraszam- powiedziałam na jednym wydechu. Zanim zdążył się odezwać, mówiłam dalej.- Ja nie miałam tego na myśli i pod żadnym pozorem nie chciałam cię zranić. Byłam po prostu strasznie wkurzona, ponieważ wszystkie problemy spadły na mnie tak nagle, a na dodatek ty naciskałeś na mnie sprawą dotyczącą Grega. Nie wytrzymałam i palnęłam straszą głupotę tylko po to, abyś dał mi spokój. Nie przemyślałam tego. Nie chcę abyś był na mnie zły. Przepraszam.- Nawet nie wiedziałam, że cały czas ściskam jego dłoń. Patrzył się na mnie, jednak nadal milczał. Nerwowo przygryzłam wargę. Położyłam się i wtuliłam w jego bok.- Odezwij się proszę. Cokolwiek- szepnęłam rozpaczliwie.
-Jest... okej- mruknął cicho. Trochę mi ulżyło, jednak wiedziałam, że tak naprawdę jeszcze nie do końca było dobrze. Przynajmniej ze mną rozmawia, a to już coś.
-Tak właściwie, to dlaczego leżeliście na podłodze, a nie na kanapie?- zapytałam. Chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko.
-Zaczęło się od tego, że jak Rose miała jakiś problem kładła się tu na ziemi. Nie mam pojęcia dlaczego. Po prostu przychodziła, wyłączała wszystkie urządzenia w pomieszczeniu i po prostu leżała wpatrując się w sufit. Kiedy tak robiła, wszyscy wiedzieliśmy, że ma jakiś problem. Siadaliśmy wtedy na kanapie i staraliśmy się wyciągnąć z niej o co chodzi. Na początku nic nie mówiła, jednak z czasem się przed nami otwierała. Później również i my zaczęliśmy to robić. Kiedy ktoś z naszej paczki miał jakiś problem, przychodziliśmy tutaj, kładliśmy się na ziemi i rozmawialiśmy lub po prostu patrzyliśmy w sufit. O dziwo to pomagało- zaśmiał się, a ja wraz z nim. Między nami ponownie zapanowała cisza, jednak nie była ona tak niezręczna jak wcześniej. Nadal była wyczuwalna lekko napięta atmosfera, ale teraz byłam o wiele spokojniejsza. Wsłuchiwałam się w miarowy oddech chłopaka. Nie chciałam, aby był na mnie zły. Od zawsze nienawidziłam się kłócić, a tym bardziej nie chcę się kłócić z Louisem. Schrzaniłam wszystko i mogę mieć tylko nadzieję, że kiedykolwiek mi wybaczy. Rose od początku była jego słabym punktem, a ja musiałam uderzyć akurat w to. Zachowałam się jak idiotka, którą w sumie byłam.
-Nasze gołąbki już się pogodziły?- Do pomieszczenia wszedł Tony wraz z Amy. Ani ja ani Louis się nie odezwaliśmy. Pomiędzy nami nie było jeszcze do końca dobrze.
-Idę się przejść. I nie Tony nie musisz iść ze mną. Dajcie mi godzinę i wracam- mruknął Louis, podniósł się z miejsca i ruszył do drzwi, zostawiając nas samych.
-Myślisz, że zrobi coś głupiego?- zapytałam cicho i spojrzałam na przyjaciela. On pokręcił przecząco głową i usiadł na kanapie.
-Nie. Idzie po prostu na cmentarz. Wszystko będzie dobrze- powiedział i poklepał miejsce obok siebie, dając tym samym znak, abyśmy usiadły. Tak też zrobiłyśmy.
-A ty tam chodzisz?- Tym razem pytanie padło z ust Amy.
-Oczywiście. Jestem tam przynajmniej raz w tygodniu- odpowiedział. Tony wraz z Amy zaczęli rozmawiać, jednak ja się wyłączyłam. W myślach cały czas krążyła mi sprawa z Louisem. Naprawdę chcę, aby między nami było wszystko dobrze. Nie chcę, żeby był na mnie zły, a przede wszystkim nie chcę, aby czuł się zraniony...
***
Usłyszeliśmy, jak ktoś wchodzi do domu. Po krótkiej chwili w salonie pojawił się Louis. Spojrzał na nas przelotnie, po czym ruszył w kierunku kuchni. Śledziłam go wzrokiem, dopóki nie zniknął za ścianą. Ciekawa jestem jak się czuje?
-Śpicie dzisiaj u mnie. Jutro jest wolne, więc nie przyjmuję odmowy- oznajmił Tony.
-Gdzie będziemy spać?- zapytała Amy. Do salonu przyszedł Louis, trzymając w ręce szklankę wody. Odparł się o framugę i intensywnym spojrzeniem przeszywał Tony'ego, który widocznie nie zwracał na niego uwagi.
-Mam dużo pokoi. Spokojnie, dla każdego znajdzie się miejsce.- Wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko.
-A ja śpię u ciebie w pokoju, czy będę w swoim?- zapytał Louis.
-Ty śpisz na podwórku- prychnął Tony, na co Louis wywrócił oczami i odpowiedział.
-Ty w basenie. Nie wpuszczę cię tutaj.- Odwrócił się z zamiarem opuszczenia pomieszczenia.
-To mój dom cieciu- odgryzł się.
-Mój też! Mam klucze, mam władze!- odkrzyknął z korytarza, po czym dało się słyszeć jak wchodzi po schodach na górę.
-Na serio ma klucze?- zapytałam. Tony pokiwał twierdząco głową.
-On ma klucze do mojego domu, ja do jego. Ufam mu, więc dlaczego miałby ich nie mieć?- wyjaśnił. Uśmiechnęłam się delikatnie. Ci dwaj są nietypowymi, prawdziwymi przyjaciółmi.
***
Wyszłam z pokoju, po cichu zamykając drzwi, aby nikogo nie obudzić. Była już trzecia w nocy, a ja wciąż nie mogłam zasnąć. Stawiałam wolne kroki w stronę pokoju, który znajdował się na końcu korytarza. Zatrzymałam się przed drewnianymi drzwiami i kiedy miałam je otworzyć, zawahałam się. Nerwowo przygryzłam wargę i odetchnęłam głęboko. W końcu nacisnęłam klamkę i wślizgnęłam się do środka. Mimo tego, że w pokoju panowała całkowita ciemność, a pomieszczenie oświetlał jedynie jasny księżyc, dało się zobaczyć duże łóżko.
-Louis śpisz?- zapytałam cicho, jednak nie uzyskałam odpowiedzi. Podeszłam bliżej i wdrapałam się na miękki materac, okrywając swoje ciało kołdrą. Chłopak leżał do mnie tyłem, dlatego przysunęłam się do niego bliżej i wtuliłam w jego umięśnione plecy. Odszukałam jego dłoń, po czym splotłam nasze palce. Wypuściłam cichy, urywany oddech i ponownie się odezwałam.
-Nie chciałam cię zranić. Przepraszam za to co powiedziałam. Nie chcę, aby pomiędzy nami panowała napięta atmosfera- zamilkłam i mocniej się do niego przytuliłam.- Ponieważ...ja naprawdę bardzo, bardzo cię lubię....

Każdy potrzebuje kogoś, komu może zaufać. Potrzebuje osoby, dzięki której będzie czuł si bezpieczny...

Witam Was moi drodzy! Nie miałam w ogóle pomysłów na ten rozdział ;-; Chcę dojść do pewnego momentu, a potem przez chwilę będzie z górki :) Powiem szczerze, że jesteśmy już coraz bliżej finału Light! (chociaż jeszcze trochę musi się wydarzyć, to jednak już coraz krótsza droga!)
Tak wiem, ta końcówka ;-; Strasznie ciężko mi się ten rozdział pisało xD No, ale w końcu jako tako się udało!
Piszcie co sądzicie ;) Strasznie lubię czytać Wasze opinie, dlatego możecie się rooooozpisywać! :D Chętnie poczytam! :)
Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK<

13 komentarzy:

  1. Dziękuję, że tym rozdziałem poprawiłaś mi humor <3 A tak w ogóle to cieszę się, że Meg przeprosiła Lou. Bądź co bądź powiedziała trochę za dużo.... Mam tylko nadzieję, że Tommo zrozumie i jej wybaczy ;)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle cudowny !!! Mam nadzieję, że Louis wybaczy Meg .
    No cóż pozostaje tylko czekać na kolejny . Życzę duuuużo weny

    i zapraszam do mnie
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/
    Vanessa <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawie się pogodzili :D Bardzo dobrze że Meg go przeprosiła ! Rozdział jest bardzo fajnie napisany i cudowny ! Tony , mój głupiutki Tony ;') gdyby nie Amy to on nie opuścił by pokoju i by nie doszło do przeprosin ! Tony i Louis, Amy i Meg są naprawdę świetnymi przyjaciółmi ! To mega cudowne że mają klucze do mieszkania ergo drugiego ;D ,, Inny znaczy wyjątkowy " ... niektórzy są wyśmiewani dlatego ze są inni a tak naprawdę to wszyscy ludzie którzy się z nich wyśmiewają są tacy sami ! Każdy powinien być sobą niezależnie od tego czy to się komuś podoba czy nie . Mówiąc ze jesteśmy inny to stwierdzamy ze jesteśmy wyjątkowi albo tacy sami inaczej (: Końcówka jest naprawdę przecudowna ! ♥ i chyba musze ograniczyć słowo naprawdę bo już kilka razy jest powtarzane w tym komentarzu xD myślę że Louis wcale nie spał ! Albo obudził się gdy poczuł ze coś / ktoś porusza mu się w łóżku ( bez skojarzeń ! XD ) dobry pomysł z tym leczeniem na podłodze.. gdy ma się problem pierwszym co robimy to sami szukamy rozwiązania go a dopiero później wsparcia kogoś komu ufamy ... ja gdy mam problem to kładę się na łóżku , nogi opieram o ścianę i myślę .. zawsze pomaga mi to się uspokoić i na spokojnie wszystko przemyśleć (: nie wierzę w to że zbliżamy się do końca ;'( wszystko co dobre musi się skończyć ;') uwielbiam uwielbiam ten rozdział ! Chyba jeden z najlepszych ♥ jak jak ci mijają wakacje ? :) jak żyjesz ze świadomością że za niecałe 3 tygodnie wracamy do miejsca gdzie nastolatkom spada samoocena? , w którym boją się krytyki od innych i wyrażania własnego zdania ? miejsca które potocznie zwie się szkoła ? Jak nie to właśnie ci to uświadomiłam xp ( nie ma za co ;* ) ale nie wszystkim odpowiada opis tego miejsca jaki zrobiłam ja xD .. miłych ostatnich dni wakacji ! ♥
    ~Rybka

    OdpowiedzUsuń
  4. Superaśny!!! Zekam na nexta ❤Jula

    OdpowiedzUsuń
  5. Amy odwal się od Tony'ego. On jest mój! Nie masz prawa nawet z nim rozmawiać, nie. :'c
    Meg popełniła straszną głupotę, kiedy wypowiedziała te słowa. Louisa to powinna po rękach całować, że ją wysłuchał! Dobrze wie, kim była dla niego Rose, ale nie, musiała dowalić. Może i to co mówię jest wredne, ale nic na to nie poradzę. Jak dla mnie powinien się jeszcze na nią pogniewać, dać jej nauczkę. Może wtedy zobaczy jak słowa ranią..
    Finał? Ale jak to? Przecież to...dwudziesty szósty rozdział, jejku. Jak to szybko zleciało. Czuję się, jakby był może dziesiąty. Czy ja przegapiłam jakieś rozdziały? Nie? Wiem, że nie, ale jejkuuuuuu. To niemożliwe!:c
    Ja nie chcę końca. Koniec oznacza koniec Tony'ego, mojego najukochańszego bohatera FF. Po prostu aw. *-*
    Wybacz, że tak krótkio, ale jestem padnięta. Jutro znowu muszę wstać przed dziewiątą, aby zdążyć na basen na dziesiątą, a tam siedzieć do piętnastej. Bycie ratownikiem wcale nie jest takie fajne. :/ A później na dwór..
    Dobra, nie ważne.
    Dobranoc, kochana. Kolorowych snów. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie! Zapomniałam Ci napisać, że czasami nadużywasz, ,,i". Zrobiłam cos tam i .. w następnym zdaniu to samo ;/

      Usuń
  6. Jesteś ratownikiem?

    OdpowiedzUsuń
  7. nareszcie nowy a tak wgl to super

    OdpowiedzUsuń
  8. Z całym szacunkiem do Amy, ale niech ona odwali sie od Tony'ego, ok? ;P
    Końcówka jest chyba najlepsza, oby Lou także powiedział, ze ja bardzo bardzo lubi to bede najszczęśliwsza ^.^
    P.S. Przepraszam za nieobecność. Teraz jestem na bieżąco (chyba) xx
    Zapraszam tez do mnie na nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń