czwartek, 8 października 2015

Rozdział 29

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
Przepraszam za tak brzydką czcionkę i ogólnie brzydki wygląd tego rozdziału, ale coś mi się dzieje z bloggerem!
_________________________________________________________________________________

Zakręciłam kran sprawiając, że ciepła woda wydobywająca się z prysznica przestała lecieć. Kiedy moje bose stopy dotknęły zimnych kafelków, przez moje ciało momentalnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Owinęłam się białym, puchowym ręcznikiem i ruszyłam do pokoju. Podeszłam do ogromnej szafy, wyciągając z niej czystą bieliznę.
Niespodziewanie usłyszałam za sobą ciche chrząknięcie. Wystraszona niekontrolowanie się wzdrygnęłam. Odwróciłam się, napotykając intensywne, szare tęczówki, które z uwagą mi się przyglądały. Żadne z nas się nie odezwało. Między nami panowała cisza, którą w końcu postanowiłam przerwać.
-Coś się stało?- zapytałam cichym głosem. Chłopak niepewnie rozchylił usta, jakby chciał coś powiedzieć, jednak po chwili z powrotem je zamknął, nerwowo przełykając ślinę. Ten gest był prawie niezauważalny, ale zwróciłam na niego uwagę.
-Nie, nic się nie stało. Po prostu wraz z Tony'm pomyśleliśmy, że ci się spodobają- powiedział, podając mi do rąk pudełko. Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego pytającym wzrokiem. Wzięłam od niego rzecz, którą trzymał w rękach i otworzyłam ją. W środku znajdowały się śliczne, czarne szpilki.
-Kupiliście mi buty?- zapytałam nie dowierzając. Wzruszył jedynie ramionami, odwracając wzrok. Uśmiechnęłam się lekko.- Są naprawdę piękne- stwierdziłam, kładąc pudełko na ziemię.
-Możesz je włożyć na dzisiejszą imprezę.- Schował ręce do kieszeni spodni, a na jego usta wpłynął delikatny uśmiech. Twierdząco pokiwałam głową, zgadzając się z jego słowami.
-Tak zrobię. A teraz... Mógłbyś na chwilę wyjść? Chciałabym się w końcu ubrać. Jestem trochę skrępowana, paradując przed tobą w samym ręczniku.- Niepewnie przygryzłam wargę. Louis z powrotem przeniósł wzrok na mnie, a przez moje ciało przebiegł dreszcz. Miałam nadzieję, że tego nie zauważył.
-Jasne, już wychodzę- oznajmił, ruszając w kierunku wyjścia. Zamknął za sobą drzwi, na co odetchnęłam cicho. W końcu wzięłam czyste ubrania i przebrałam się w nie. Przeczesałam ręką niesforne włosy, po czym z westchnieniem rzuciłam się na łóżko. Tępym wzrokiem wpatrywałam się w sufit. Czułam w sobie niepokój, jednak nie wiedziałam dlaczego. Po prostu to nieprzyjemne uczucie narastało we mnie i w żaden sposób nie chciało zniknąć. Wcale mi się to nie podobało.
Chcąc czymś zając rozbiegane myśli, chwyciłam w dłonie książkę, którą ostatnio czytałam, otwierając ją na stronie, na której uprzednio skończyłam. Jednak nawet to nie poskutkowało. Co chwila uciekałam gdzieś myślami, przez co w kółko czytałam jedno i to samo zdanie.
Westchnęłam głośno, rzuciłam książkę na łóżko, po czym wstałam i wyszłam z pomieszczenia. Ruszyłam w kierunku pokoju Louisa. Miałam nadzieję, że będzie się tam znajdował, ponieważ nie miałam ochoty siedzieć w samotności. Potrzebowałam towarzystwa, chciałam się czymś zająć, aby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości.
Zatrzymałam się przed brązowymi drzwiami. Przez moment wahałam się czy nie zapukać, jednak w końcu nacisnęłam klamkę, wchodząc do środka. Muszę przyznać, że bywam tutaj bardzo rzadko i zawsze czuję się niepewnie w jego pokoju. Jakbym wchodziła na strzeżony teren.
-Oh- szepnęłam kiedy podniosłam wzrok. Louis leżał na łóżku,a w ręku trzymał książkę, którą czytał.
-Co jest?- zapytał, jednak nadal na mnie nie spojrzał.
-Nic. Po prostu nie wiedziałam, że ty lubisz czytać- powiedziałam i w końcu ruszyłam w jego stronę. Usiadłam obok niego, opierając się o wezgłowie łóżka. Zauważyłam, że na jego ustach majaczył nikły uśmiech.
-Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz- mruknął.- Tak w ogóle to co w tym dziwnego, że czytam?- zapytał, przenosząc na mnie rozbawiony wzrok. Wzruszyłam ramionami, a moje kąciki ust uniosły się lekko ku górze.
-Zawsze myślałam, że jesteś bardziej... buntowniczym chłopakiem, którego nie interesuje nauka, czytanie i tego tupu rzeczy.- Zmarszczył brwi, po czym wybuchnął śmiechem. Pociągnął mnie za nogę, przez co zjechałam niżej na poduszki. Podniósł się z miejsca, kładąc ręce po obu stronach mojej głowy, dzięki czemu zwisał nade mną.
-A więc buntowniczy chłopak tak?- zapytał cicho. Wstrzymałam oddech, kiedy wpatrywałam się w jego szare oczy. Serce momentalnie zaczęło mi bić mocniej. Nie odzywałam się, ponieważ odebrało mi mowę.- Ja również cię bardzo, bardzo lubię- mruknął niespodziewanie.
-O czym ty mówisz?- Zaskoczona zmarszczyłam brwi.
-Powiedziałaś to, kiedy przyszłaś do mnie w nocy- wyjaśnił. Zawstydzona odwróciłam wzrok, a moje policzki przybrały kolor delikatnego różu.
-Myślałam, że śpisz- szepnęłam.
-Miałem zamiar powiedzieć ci, że nie śpię, jednak postanowiłem posłuchać o tym co miałaś mi do powiedzenia.- Wzruszył delikatnie ramionami, uśmiechając się lekko. Wywróciłam oczami i odepchnęłam go, dzięki czemu opadł a miejsce obok mnie.
-Jesteś okropny- fuknęłam, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Chłopak odwrócił się w moją stronę, opierając głowę na dłoni.
-Ale i tak wiem, że mnie bardzo, bardzo lubisz- zaśmiał się, przez co ja jeszcze bardziej się zawstydziłam.- Ale nie martw się. To było naprawę urocze.- Jęknęłam cicho i schowałam twarz w dłoniach. Po co ja to w ogóle powiedziałam?! I dlaczego wtedy przyszłam do jego pokoju?! Następnym razem muszę dokładniej sprawdzać czy śpi. Jeśli w ogóle będzie następny raz.
***
Nerwowo wygładziłam materiał sukienki, po czym ponownie spojrzałam w wielkie lustro. Delikatnie przygryzłam wargę, ponownie skanując wzrokiem swoją sylwetkę. Byłam już prawie gotowa. Ta sukienka naprawdę mi się podobała, a zrobiony do tego makijaż dodawał uroku. Wsunęłam na nogi szpilki i ruszyłam do wyjścia. Tony miał przyjść lada chwila. Louis już od trzydziestu minut był gotowy. Siedział w swoim pokoju, czekając aż będę gotowa.
-Czy Tony pisał, że już jedzie?- zapytałam, wchodząc do jego pokoju.
-Właśnie napisał, że spotkamy się na miejscu- oznajmił Louis, po czym podniósł na mnie wzrok. Posłał w moją stronę przyjazny uśmiech, który odwzajemniłam.- Ślicznie wyglądasz. Powinnaś częściej chodzić w sukienkach- stwierdził.
-Dzięki- mruknęłam speszona- Tak właściwie, to gdzie jedziemy na tą imprezę?- zadałam kolejne pytanie.
-Do klubu- odpowiedział. Wstał z miejsca, które do tej pory zajmował i ruszył w moją stronę.
-Ale ja nie jestem pełnoletnia. Nie wpuszczą mnie.- Pokręciłam głową.
-Spokojnie, ja się tym zajmę.- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.- Przestań się tak wszystkim zamartwiać.- Złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę schodów. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.
***
Louis pomógł mi wysiąść, za co cicho mu podziękowałam. Zaczęliśmy iść w stronę klubu, z którego słychać było głośną piosenkę. Nagle moją uwagę przyciągną chłopak, opierający się o samochód. Od razu rozpoznałam, że to Tony. Był w towarzystwie dwóch dziewczyn. Skrzywiłam się, kiedy je zobaczyłam. Nathalie i Samantha. Louis nic nie wspominał, że one tu będą. Gdybym wiedziała na pewno bym tu nie przyjechała.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś, że one też będą?- syknęłam do Louisa. Ten jedynie uśmiechnął się rozbawiony.
-Bo wiem, ze wtedy na pewno starałabyś się jakoś wymigać- powiedział, na co prychnęłam obrażona. Jednak miał całkowitą rację. Nie za bardzo miałam ochotę tu przychodzić, a teraz kiedy wiem, że one tu są, chcę stąd uciec. Jestem pewna, że już przygotowały sobie jakieś teksty, aby całkowicie mnie pogrążyć.
Wzięłam głęboki oddech, podniosłam głowę i dumnym krokiem ruszyłam w ich stronę. Jeśli będą chciały coś zrobić, nie dam im zbytniej satysfakcji. Będą musiały się postarać, aby wyprowadzić mnie z równowagi.
-Hej! Zajebiście wyglądasz!- powiedział entuzjastycznie Tony, po czym zamknął mnie w przyjaznym uścisku. Uśmiechnęłam się zadowolona, również oplatając go ramionami.
-Dziękuję- zachichotałam, odsuwając się od niego o krok. Ponownie stanęłam obok Louisa, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Starałam się omijać wzrokiem dwie towarzyszące nam dziewczyny, co w sumie dobrze mi wychodziło. One również jak na razie mnie ignorowały.
-Chłopaki czekają już na nas w środku, także chodźmy- oznajmił Tony. Zgodnie pokiwaliśmy głowami i ruszyliśmy do wejścia. Louis złapał mnie za rękę, kiedy chciałam zatrzymać się na końcu kolejki. Pociągnął mnie na sam początek. Trochę się stresowałam, bo nie jestem pełnoletnia, jednak Louis powiedział coś ochroniarzowi, dzięki czemu mogliśmy spokojnie wejść. Odetchnęłam z ulgą i rozglądnęłam się. Było tutaj mnóstwo ludzi. Większość skakało na środku w rytm muzyki, ocierając się o siebie. Czuć było smród potu wymieszanego z alkoholem oraz dymem papierosowym. Nie była to jakaś świetna mieszanka, jednak dało się przeżyć. W końcu to klub!
W oczy raziły kolorowe światła, a w uszach dudniała głośna muzyka. Ludzie przepychali się, chcąc dostać się do baru, żeby zamówić kolejne dawki procentów. Panował ogromy harmider, jednak naprawdę mi się tu podobało!
Podeszliśmy do stolika, gdzie siedzieli już Niall, Harry, Zayn i Liam. Przywitaliśmy się ze wszystkimi, zajmując wolne miejsca.
-Idę zamawiać. Chcecie coś?- zapytał Tony. Każdy poprosił o to co chciał, jednak ja siedziałam cicho.- Meg, a ty?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Kiedy chciałam odpowiedzieć, Louis wszedł mi w słowo.
-Ona nie pije! Jeśli rodzice dowiedzieliby się, że wzięła choć łyka alkoholu, zabiliby mnie- powiedział stanowczo. Wywróciłam oczami i zaplotłam ręce na klatce piersiowej.
-Nic jej się nie stanie jak napije się jednego drinka. Daj jej się odprężyć chłopie. Rodzice się nie dowiedzą. Nikt nie piśnie ani słowa na ten temat. Będziemy was kryć.- Do rozmowy dołączył się Harry. Zaskoczona na niego spojrzałam, na co on jedynie odpowiedział przyjaznym uśmiechem, który niepewnie odwzajemniłam.
-Okej- westchnął Louis, poddając się.- Ale ma to być coś lekkiego. I tylko jeden drink- dodał, na co wszyscy się zaśmialiśmy. Tony odszedł, a reszta pogrążyła się w rozmowie.
-Mam ochotę zatańczyć. Louis idziesz?- zapytała Nathalie. Chłopak pokiwał twierdząco głową. Złapał ją za rękę, ciągnąc na parkiet. Nerwowo przygryzłam wargę. Zdecydowanie wolałam, kiedy on był tutaj ze mną. Sytuacji nie polepszało to, że Samantha siedziała tuż obok mnie. Na szczęście chwilę później zjawił się Tony z naszymi zamówieniami. Podał mi kolorowego drinka, którego z wdzięcznością przyjęłam. Wzięłam sporego łyka, przez co na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Nie pij wszystkiego naraz, bo nie jesteś do tego przyzwyczajona. Nie wiadomo czy twoja głowa jest mocna- szepnął mi do ucha rozbawiony Tony. Uśmiechnęłam się do niego zawstydzona.
-To w sumie mój pierwszy raz.- Wzruszyłam ramionami.
-Kiedyś musiał on nastąpić. Jeszcze dużo pierwszych razów przed tobą, ale na wszystko przyjdzie czas. A teraz chodź.- Pociągnął mnie w stronę tańczącego tłumu. Zachichotałam cicho i dziarskim krokiem ruszyłam za nim.
***
Mijała już kolejna godzina, a my nadal świetnie się bawiliśmy. Bez przerwy tańczyłam z Louisem, Tony'm i resztą. Wiele razy również z obcymi chłopakami, którzy po prostu się do nas dołączali. Nie przeszkadzali mi, wręcz przeciwnie. Wielu z nich było zabawnych i naprawdę potrafili się bawić. O dziwo Nathalie zachowywała się w stosunku do mnie normalnie, jednak Samantha strasznie działała mi na nerwy.
Robiłam się coraz bardziej zmęczona oraz było mi gorąco, dlatego postanowiłam wyjść na chwilę i się przewietrzyć. Przepychałam się pomiędzy skaczącymi ludźmi. Było to cholernie trudne, zaważając na to ile osób znajdowało się w środku. Kilka razy zostałam potrącona, albo szturchnięta, lecz w końcu udało mi się wyjść na świeże, nocne powietrze. Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko, kiedy zimny wiatr dmuchnął mi w twarz.
-Czemu jesteś tutaj całkiem sama?- Usłyszałam czyjś głos. Niezauważalnie się wzdrygnęłam. Spojrzałam w stronę obcego kolesia, który moim zdaniem stał zdecydowanie zbyt blisko mnie. Nie był on stary, jednak starszy ode mnie. Na oko miał jakieś dwadzieścia sześć lat.
Nie odpowiedziałam, tylko odwróciłam się, z zamiarem wrócenia do środka. Zatrzymał mnie jednak, chwytając za mój nadgarstek.- Już idziesz? Może zostaniesz tu chwilę, trochę lepiej się poznamy?- zapytał, przyciągając mnie w swoją stronę. Gwałtownie się cofnęłam, wyrywając dłoń.
-Muszę iść, ktoś na mnie czeka- warknęłam. Nie udało mi się nic zrobić, ponieważ niespodziewanie zostałam przyciśnięta do ściany klubu. Przez to mocne uderzenie, poczułam silny ból tyłu głowy. Syknęłam cicho.
-Nalegam, abyś jeszcze chwilę tu została. Ktoś inny może jeszcze chwilkę poczekać- powiedział. Przez moje ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Czułam od niego alkohol, co oznaczało, że już sporo wypił.
Nerwowo przełknęłam ślinę, rozglądając się na boki, jednak jak na złość nikogo nie było w pobliżu.
-Zostaw mnie.- Starałam się, aby mój głos był twardy i stanowczy. Miałam nadzieję, że nie widział jak bardzo się boję. Domyślałam się czego ode mnie chce, ale daremnie łudziłam się, że da mi spokój.
-Och kotku nie stawiaj się. Wiem, że tego chcesz- zaśmiał się drwiąco. Chciałam zacząć krzyczeć, wezwać pomoc, odepchnąć go, ale to jedynie sprawiło, że zatkał mi usta dłonią i przysunął się bliżej mnie.- Wyglądasz naprawdę seksownie w tej sukience- szepnął mi do ucha. Mocno zacisnęłam powieki, w których zaczęły zbierać się łzy. Byłam przerażona.
Położył swoją dłoń na moim udzie, sunąc nią coraz wyżej. Zaczęłam się szarpać i rzucać na wszystkie strony, co tylko bardziej go zirytowało. Uderzył mną o ceglaną ścianę, jeszcze mocniej ściskając moje nadgarstki. Z moich ust uciekł cichy szloch. Błagałam w myślach, aby ktoś się pojawił, zobaczył, że mnie nie ma i zaczął mnie szukać.
Nagle zauważyłam znajome blond włosy, jednak po chwili nikogo już nie było. Prawdopodobnie mi się przewidziało, co oznacza, że moja jedyna nadzieja przepadła. Kiedy poczułam jak gościu sunie palcem po linii moich majtek, rozpłakałam się na dobre. Chcąc jakoś się jeszcze ratować, ugryzłam go w dłoń, którą trzymał na moich ustach. Zaskoczony zabrał ją, co wykorzystałam i wydarłam się na cały głos. Nie łudziłam się, że ktoś przyjdzie mi z pomocą, ponieważ pewnie i tak moje krzyki zostały zagłuszone przez głośną muzykę.
-Ty mała suko- warknął wściekły, uderzając mnie w twarz. Jęknęłam z bólu i gdyby nie to, że mnie trzymał, prawdopodobnie leżałabym właśnie na ziemi.
Zobaczyłam, że ktoś kładzie rękę na ramieniu napastnika.- Co znowu kurwa?- Kiedy się odwrócił, dostał z pięści w twarz, przez co się wywalił.
-Ona wyraźnie ci mówiła, że tego nie chce. Czego ty kurwa nie zrozumiałeś?- zapytał Louis. Pierwszy raz widziałam w jego oczach taką furie. Gdyby mógł prawdopodobnie rozszarpałby tego faceta na strzępy.
-Daj spokój! Tylko tak żartowałem!- Starał się jakoś bronić. Zauważyłam, że obok niego stoi równie wkurzony Tony. Louis westchnął głęboko, zamykając oczy.
-Okej. Możesz iść- powiedział spokojniejszym głosem.
-Naprawdę?- zapytał obcy facet. Niepewnie podniósł się z ziemi, czego wyraźnie pożałował.
-Żartowałem- warknął Louis, a jego pięść z ogromną ponownie siłą spotkała się z twarzą napastnika. Pisnęłam cicho, bardziej wciskając się w ścianę. Po moich policzkach w dalszym ciągu płynęły łzy, a moim ciałem wstrząsały spazmy szlochu.
-Spokojnie, zaraz cię stąd zabiorę. Taksówka już tu jedzie.- Usłyszałam cichy głos Nathalie. Dziewczyna oplotła mnie ramionami, zamykając w szczelnym uścisku.
-Zwolnij bracie. Ja też mam kilka żartów w zanadrzu- syknął Tony. Złapał obcego kolesia za koszulkę i przycisnął go do ściany.- A teraz damy ci parę lekcji- dodał, a na jego ustach błądził przebiegły uśmiech.
-Lekcja pierwsza. Nigdy nie podnoś ręki na kobiety- powiedział Louis. Nie widziałam co działo się potem, ponieważ Nathalie oznajmiła, że taksówka już na nas czeka. Pomogła mi do niej wsiąść.
-Odwiozę cię do domu- szepnęła, opiekuńczo gładząc moje ramie. Pokręciłam przecząco głową.
-L-Louis będzie m-miał problemy.- Co chwila z moich ust wydobywał się szloch. Nie mogłam złapać oddechu, a widoczność zamazywały mi łzy. Byłam roztrzęsiona i przerażona.
-To zabiorę cię do siebie- oznajmiła. Podała kierowcy adres, dzięki czemu ruszyliśmy.
-Czy wszystko w porządku?- zapytał starszy pan, patrząc na nas w przednim lusterku. Nie potrafiłam wydobyć z siebie choćby słowa, dlatego Nathalie zaczęła mówić.
-Zerwała z chłopakiem- skłamała, a na jej ustach pojawił się sztuczny uśmiech.- Już jesteś bezpieczna, nic ci nie grozi. Jestem tu- mówiła cicho, tak aby kierowca nas nie usłyszał. Cały czas mnie przytulała, za co w duchu jej dziękowałam, bo w tej chwili naprawdę tego potrzebowałam.
***
Zapłaciła taksówkarzowi należną sumę, po czym zaprowadziła mnie w stronę wejścia. Otworzyła drzwi, wpuszczając nas do środka. Delikatnie złapała mnie za nadgarstek, nakierowując na schody. Kiedy znalazłyśmy się na górze, przeszłyśmy do końca korytarza, wchodząc do pomieszczenia na samym końcu.
-Usiądź sobie, zaraz dam ci coś do przebrania- oznajmiła. Pokiwałam głową, siadając na dużym łóżku przy oknie. Jej pokój był bardzo ładny, pasujący do niej. Jedna ściana, na której znajdowało się okno, była szara, a reszta ciemnofioletowa. Meble były w kolorze szarym. Naprzeciwko łóżka, obok drzwi znajdowała się ogromna szafa. Po mojej prawej stronie, było długie biurko, na którym stał laptop oraz mała plazma. Nad łóżkiem było mnóstwo zdjęć jej oraz chłopaków. Zdziwiło mnie, że na żadnym nie było Samanthy. Przecież są najlepszymi przyjaciółkami.- Masz. Jestem pewna, że będą na ciebie pasować.- Z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczyny. Przeniosłam na nią zaszklony wzrok. Trzymała na wyciągniętej ręce koszulkę oraz dresy. Niepewnie wzięłam od niej rzeczy, nie wiedząc za bardzo jak mam się zachować. Wciąż byłam niespokojna, przerażona i zrozpaczona. Policzki miałam mokre od łez, które w dalszym ciągu nie przestawały płynąć. Prawdopodobnie wyglądałam okropnie przez rozmazany makijaż, ale teraz najmniej mnie to obchodziło.- Wyjdę na chwilę, przygotuję nam herbatę, a ty w tym czasie się przebierz- powiedziała, kierując się w stronę wyjścia. Nie chciałam, aby zostawiała mnie samą, jednak nie sprzeciwiałam się. Gdy zostałam sama, ubrałam jej ciuchy, swoje kładąc na fotelu przy biurku. Usiadłam z powrotem na łóżku, chowając twarz w dłoniach. Martwiłam się o Louisa oraz Tony'ego. Nie wiedziałam co się z nimi dzieje, czy wszystko dobrze, czy ten facet nie zrobił im krzywdy.
Dopiero teraz całkowicie to do mnie dotarło. On chciał zrobić mi krzywdę… poprawka, on prawie mi ją zrobił. Gdyby nie pomoc Nathalie, która sprowadziła chłopaków, prawdopodobnie skończyłoby się to naprawdę źle.
-Proszę napij się.- Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, przez co wystraszona wzdrygnęłam się, gwałtownie cofając się na koniec łóżka.- Spokojnie, to tylko ja.- Podniosłam na nią zaszklony wzrok. Zauważyłam, że ona również ma mokre policzki. Patrzyła na mnie ze współczuciem i troską. To było dla mnie naprawdę dziwne, zważając na to, że cały ten czas mnie nienawidziła.
Dziewczyna odłożyła kubek na szafce nocnej, siadając obok mnie.- Tak mi przykro- powiedziała łamiącym się głosem. Przyciągnęła mnie do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Czułam jak jej ciałem wstrząsa lekki szloch, przez co sama się jeszcze bardziej rozryczałam. Nienawidziłam jak ktoś płacze, a w szczególności z mojej winy.
-Dlaczego mi pomogłaś?- zapytałam cichym głosem, powoli się od niej odsuwając.- Dlaczego zawołałaś pomoc, skoro od początku mnie nienawidzisz i starałaś się zniszczyć mi życie? Miałaś do tego idealną okazję, jednak i tak mi pomogłaś. Jestem ci za to ogromnie wdzięczna i chyba do końca życia będę ci dłużna, ale… dlaczego?- Przyglądałam się uważnie jej każdemu ruchowi. Wydawała się zdziwiona moimi słowami.
-Co? Nigdy bym nie pozwoliła, aby on to zrobił. I ja cię nie nienawidzę. Jesteś naprawdę bardzo fajną dziewczyną. Wbrew pozorom naprawdę cię lubię. Wiem, że przez większość czasu zachowywałam się jak zimna suka. Robiłam to specjalnie, abyś nie przywiązała się do nas za bardzo- powiedziała spokojnie. Zaskoczona zmarszczyłam brwi.
-Jak to? To dlatego, abym odczepiła się od Louisa? Przecież nie mam u niego żadnych szans! Nie odebrałabym ci go!- Nie potrafiłam tego zrozumieć. W mojej głowie kołatało się miliony myśli.
-Odebrać Louisa? Mi? Że niby ja i on?!- zapytała, a w jej głosie wyczułam nutkę rozbawienia.- Kocham go całym sercem, ale on jest dla mnie jak brat! Nikt więcej! Słuchaj… to jest bardziej skomplikowane niż ci się wydaje.- Westchnęła, po czym kontynuowała.- Jak pewnie zauważyłaś, mamy swoją grupkę. Jesteśmy dla siebie jak rodzina, a wszyscy zawdzięczamy to Louisowi. Każdy z nas został dotkliwie skrzywdzony przez los, a Louis… pomógł nam się z tym uporać. Można powiedzieć, że zbierał takie zagubione duszyczki jak my i opiekował się nami. Po prostu stworzył dla nas nowy dom, rodzinę. Dał nam wsparcie, którego wszyscy potrzebowaliśmy.- Uśmiechnęła się lekko, spuszczając głowę.
-A co ma to wspólnego ze mną?- zapytałam nadal do końca nie rozumiejąc.
-Louis był bardzo przywiązany do Rose. Kiedy odeszła… wtedy to on potrzebował naszej pomocy. Z czasem powoli sobie z tym radził, jednak zaczęły się pojawiać dziewczyny na jedną noc. Wkurzałam się o to i próbowałam wybić mu to z głowy. W końcu pojawiła się dziewczyna, która została na trochę dłużej. Miałam nadzieję, że może coś z tego będzie jednak pomyliłam się. Wykorzystała Louisa, ponieważ miał dużo pieniędzy, a na boku miała innego faceta. Co się wtedy działo! Louis był totalnie wkurwiony. Postanowił, że kończy z dziewczynami, bo one i tak w końcu odchodzą…- przerwała na chwilę, szukając odpowiednich słów.- No i pojawiłaś się ty. Nie chciałam, żeby między wami coś było, ponieważ zwyczajnie się bałam. Bałam się, że go skrzywdzisz… albo, że on skrzywdzi ciebie. Chciałam sprawdzić jak reagujesz w danych sytuacjach. Nie zniosłabym , gdyby Louis ponownie cierpiał. On jest dla mnie cholernie ważny, zawdzięczam mu dosłownie wszystko, a widząc go takiego, jak po stracie Rose…- Zamknęła oczy i pokręciła głową.- Przepraszam, że sprawiałam ci przykrość, ale ja po prostu się bałam, że kiedy zjawisz się ty, ponownie się to stanie. Jednak teraz już wiem, że na niego zasługujesz… A on zasługuje na ciebie- zakończyła.
-Nigdy bym tak o tym nie pomyślała- szepnęłam. Może Nathalie nie jest taka zła? Może tak naprawdę jest wspaniałą dziewczyną, która po prostu starała się zrobić wszystko, aby obronić swojego przyjaciela?- Powiedziałaś, że Louis wam pomógł. Co się działo z tobą?- zapytałam nagle.
-Na wszystkie twoje pytania odpowiem jutro, a teraz prześpij się. Jesteś roztrzęsiona, powinnaś odpocząć.- Wstała z miejsca, kierując się do drzwi.
-Możesz ze mną zostać? Boję się zasnąć- mruknęłam speszona.
-Oczywiście.- Posłała moją stronę przyjazny uśmiech, siadając na fotelu.- Będę tu cały czas- zapewniła. Przykryłam się kołdrą, zamykając oczy. Miałam nadzieje, że uda mi się zasnąć, bez wspominania tego, co stało się dzisiaj.
***
Starałam się zasnąć, jednak to było bardzo trudne. Co chwila przekręcałam się z boku na bok, szukając odpowiedniej pozycji. Jedynym pocieszeniem było to, że Nathalie cały czas przy mnie czuwała i nie wyszła z pokoju ani na sekundę. Kiedy tu była, zdecydowanie mniej się bałam.
Nagle po domu rozniósł się trzask drzwi. Nie poruszyłam się, udając, że śpię. Usłyszałam czyjeś kroki, które z każdą chwilą stawały się głośniejsze.
-Co z nią?- zapytał zmartwiony Louis.
-Bądź cicho! Śpi! Wyjdźcie stąd i nie przeszkadzajcie- zażądała stanowczym głosem.
-Muszę z nią porozmawiać!- upierał się chłopak.
-Nie teraz! Zawołam was jak się obudzi, a teraz wynocha z mojego pokoju.- Chciałam spojrzeć w ich stronę, jednak postanowiłam dalej udawać. Nie miałam ochoty na rozmowę. Już samo myślenie o tym co się stało mnie przeraża, a co dopiero mówienie o tym na głos.
-Ale Nathalie…- dołączył się Tony, jednak nie udało mu się skończyć, ponieważ dziewczyna mu przerwała.
-Nie ma mowy. Jest wykończona, przerażona i potrzebuje odpoczynku. Pogadacie z nią jutro. Idźcie się przebrać. W waszym pokoju powinny być jakieś ciuchy- powiedziała. Nie usłyszałam już żadnych rozmów, dlatego domyśliłam się, ze chłopaki w końcu odpuścili. Byłam dużo spokojniejsza, wiedząc, że nic im nie jest. W końcu zmęczona zapadłam w sen…
***
Obudził mnie czyjś cichy pomruk. Podniosłam się do pozycji siedzącej, rozglądając po pomieszczeniu. Zorientowałam się, że jest środek nocy, a wszyscy znajdują się tu razem ze mną. Louis spał po mojej prawej, a Tony po lewej stronie. Nathalie smacznie spała zwinięta na fotelu. Było mi trochę głupio, wiedząc, że cały czas się mną zajmują, jednak byłam im wdzięczna.
Wstałam z łóżka i ruszyłam do wyjścia, w poszukiwaniu łazienki. Otwierałam po kolei drzwi, natrafiając na pewien pokój. Prawdopodobnie był on chłopaków, ponieważ walały się tutaj ich ciuchy. Weszłam do środka, idąc w stronę balkonu. Wyszłam na zewnątrz. Usiadłam, opierając się plecami o ścianę. Przyciągnęłam kolana pod brodę, oplatając je rękami. Była około piąta nad ranem, co oznaczało, że za niedługo wzejdzie słońce.
Kiedy w końcu to nastąpiło uśmiechnęłam się lekko, przypominając sobie słowa Luke'a. Kiedy ktoś nas rozdzieli i będziesz za mną tęskniła... Nie myśl o mnie. Spójrz na wschód słońca. Ja na pewno tak zrobię, ponieważ będę wiedział, że gdzieś tam nie ważne jak daleko, jest mój mały promyczek światła.
-Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy Luke- powiedziałam z uśmiechem, a po moim policzku spłynęła samotna łza.


Bo czasem najgorsze wydarzenia mają na nas największy wpływ.

Witam Was ponownie! Udało mi się jakoś samej naprawić laptopa!(zostanę informatykiem, mówię wam). Pomimo tego, że straciłam wszystkie programy, to jestem! Jednak teraz mam problem z pieprzonym bloggerem ;-; Ale spróbuję sobie jakoś z tym poradzić!Ten rozdział nawet mi się podoba! Miałam na niego konkretny pomysł, jednak jestem zła, bo musiałam skrócić opis imprezy.Za niedługo mogą się pojawiać duże skoki czasowe, dlatego nie bądźcie zdziwieni! (Zaczyna mi przeszkadzać wiek Meg, serio xd)Piszcie co sądzicie! Chętnie poczytam Wasze opinie, krytykę, możecie pisać też rady! Czytam wszystko!Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK<

10 komentarzy:

  1. Nie mogę uwierzyć, że Nathalie serio jest taka miła! :O
    Fajnie, że dodałaś rozdział. Nie ma to jak wrócić do domu po męczącym dniu i móc na chwilę oderwać od szarej rzeczywistości :)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chcę poznać Luke'a! Chcę, aby oni się spotkali, proszę, zrób to dla mnie! ;c Nie musi to byś w następnym rozdziale, ale może za dwa, trzy? Pięć? Daj go za ile chcesz, tylko go daj. Pokaż nam tego niesamowitego chłopaka, który aż tak zamącił w życiu Meg. Znaczy ja wiem, kto to jest, ale chciałabym, aby oni się spotkali, tak bardzo, bardzo! ♥ Wiem, że to co napisałam nie ma ładu i składu, ale no. Starałam się przekazać to, co czuję.
    Nie wiem, co mam myśleć o tym kolesiu z klubu. Nienawidzę takich nachalnych typków, którzy się tak zachowują. Spił się, chce jednego? Okej, niech sobie znajdzie chętną dziewczynę, są takie. Tylko niech się nie dowala do niewinnych! Kurde, na miejscu Louis'a i Tony'ego nie wiem, co bym zrobiła! Chyba rozszarpałabym go na strzępy! :///
    Nathalie okazała się być miła i kochana. Jednak za szybko ją oceniłam, przez co jest mi strasznie głupio. Fakt, zachowywała się jak suka, ale miała ku temu powody. Bała się o Louis'a. Teraz ją rozumiem. Muszę skończyć oceniać powierzchniowo, nie znając tej osoby. Ech. :c
    Kochana ja czekam na następny rozdział. Wiem, że nas znowu pozytywnie zaskoczysz i no. Miłego dnia! (:
    Buziaki, karmeeleq
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah co do Luke'a to ja mam już swój własny pomysł :D (czy go dam czy nie to zobaczycie :) ... Trzeba tylko jeszcze trochę poczekać, a się przekonacie!)
      Też nienawidzę takich osób. Jak słyszę o gwałtach i tego typu rzeczach to mnie cholera bierze. Moim zdaniem powinni takie osoby pod mur i kulka w łeb. A jak nie to wykastrować jak zwierze i krzywdy robić nie będą. Nie mam kompletnie szacunku do takich osób, po prostu gardzę nimi. Ale musiałam wprowadzić taką sytuację, na cel opowiadania. Mam nadzieję, że to nie zniechęciło do dalszego czytania :/
      Co do Nathalie to myślę, że większość osób się na niej przejechała, ale pewnie niektórzy nadal ją nienawidzą xd
      Mam nadzieję, że was pozytywnie zaskoczę! Szczerze? Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału, bo mam na niego pewien pomysł, który mi się podoba ;)
      A ja życzę miłego wieczora! :D

      Usuń