sobota, 24 października 2015

Rozdział 30

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________

Kiedy wpatrywałam się w widoki rozciągające się przede mną, nie zauważyłam, że ktoś usiadł na miejscu obok. Przeniosłam wzrok na Louisa, który z uwagą mi się przyglądał, jednak żadne z nas się nie odezwało. Siedzieliśmy w ciszy, która fantastycznie zastępowała słowa. Nie musieliśmy rozmawiać, aby zrozumieć o czym myślimy, wystarczyło, że po prostu byliśmy teraz razem, więc wszystko było dobrze.
Położyłam głowę na jego ramieniu, a na moich ustach pojawił się nikły uśmiech. Chłopak objął mnie w talii ramieniem, dzięki czemu przysunął mnie bliżej siebie. Będąc tu z nim czułam się spokojna, pomimo wczorajszych wydarzeń. Mimo, iż nadal nadal byłam zaniepokojona, a gdzieś we mnie tłumiłam strach, to jednak dzięki niemu przestawałam na jakiś czas o tym myśleć.
-Jak się czujesz?- zapytał cichym głosem, na co moje ciało momentalnie się spięło.
-Błagam nie gadajmy teraz o tym. Nie chcę- jęknęłam zrozpaczona, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Starałam się zachować spokój, jednak dość marnie mi to wychodziło.
Poczułam jak łapie mnie za biodra i delikatnie unosi, sadzając na swoich kolanach. Siedziałam na nim okrakiem, nogami oplatając go w pasie. Ręce opierałam na jego klatce piersiowej, a jego nadal znajdowały się na moich biodrach.
Niepewnie podniosłam na niego wzrok. Z uwagą śledził każdy mój ruch, jakby bał się, że zaraz zrobię coś niespodziewanego.
-Teraz możemy o tym nie mówić, jednak wiedz, że w końcu będziemy musieli o tym porozmawiać- powiedział stanowczo. Zrezygnowana westchnęłam głośno. Chłopak pogładził kciukiem mój policzek, aby dodać mi choć trochę otuchy. Momentalnie w moim ciele rozlało się przyjemne ciepło.
-Co mu zrobiliście?- Nie musiałam tłumaczyć o kogo mi chodzi. Od razu się zorientował o kim mówię, przez co cały się spiął. Zawahał się przez chwilę, czy ma mi o tym mówić, jednak w końcu postanowił odpowiedzieć na moje pytanie.
-Powiedzmy, że już nigdy nie będzie chciał tknąć żadnej dziewczyny- mruknął. Nerwowo podrapał się po karku. Zmarszczyłam brwi. On mi o czymś nie mówi.
-Louis… Co jest?- naciskałam. Uciekał wzrokiem, starał się patrzeć wszędzie tylko nie na mnie. Złapałam jego twarz w dłonie, sprawiając tym samym, że musiał na mnie spojrzeć- O co chodzi?
-O nic. Po prostu prawie go zabiłem. Zadowolona?- fuknął. Otwierałam usta, po chwili z powrotem je zamykając. Nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów.
-Ty...co?- Mój głos nie był głośniejszy od szeptu. W mojej głowie panował istny chaos, którego nie potrafiłam ogarnąć.
-Wkurwiłem się i trochę mnie poniosło. Gdyby nie Tony pewnie źle by się to skończyło. Potem przyjechała policja, a tamten koleś trafił nieprzytomny do szpitala.- Wzruszył ramionami. Zasłoniłam usta trzęsącą się ręką.
-Matko…- szepnęłam przerażona. Nie bałam się Louisa, przez to co zrobił. Bałam się, że będzie miał teraz przez to problemy. Że będzie je miał przeze mnie. Gdybym po prostu nie wychodziła, została w środku, nic takiego by się nie stało, a my prawdopodobnie nadal bylibyśmy w klubie i dobrze się bawili. Ale jak już kiedyś wspominałam – dobre rzeczy się mnie nie trzymają.
-Gdyby on jednak zrobił ci coś… jakbym przyszedł minutę później, możliwe, że odpowiadałbym teraz za morderstwo.- Skrzywił się na tę myśl. - Ale nie żałuję tego co zrobiłem. On powinien zdechnąć- ciągnął dalej. Zatopiłam palce w jego włosach, na co delikatnie przymknął oczy. Oparłam swoje czoło o jego i westchnęłam cicho.
-Dziękuję ci. Jestem ci wdzięczna za to, że mi pomogłeś. Jednak jeśli wyjdzie ze szpitala, nie zabijaj go. Nie chcę, żebyś trafił do więzienia. Potrzebuję cię tutaj- mruknęłam, całując go w kącik ust. Przez chwilę wydawał się zaskoczony moim niespodziewanym gestem, jednak przyciągnął mnie do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Całym ciałem opierałam się o jego tors, słuchając spokojnego bicia jego serca. Uczepiłam się go, jakby był moją ostatnią deską ratunku. Ale czy tak właśnie nie było? To on mi pomagał, ratował kiedy wpakowałam się w jakieś gówno, pocieszał mnie, kiedy nie było ze mną Amy, był przy mnie przez cały ten czas, mimo iż na początku nie za bardzo cieszył się z mojej obecności. Był moim Aniołem Stróżem z czarnymi skrzydłami.
-Amy miała rację- mruknęłam z uśmiechem na ustach.
-Co masz na myśli?- zapytał, delikatnie gładząc dłonią moje ramie, przez co po moim ciele rozchodziły się przyjemne dreszcze.
-Zanim jeszcze trafiłam do twojej rodziny, mieszkałam jeszcze u kilku różnych. Jednak po pewnym czasie każda z powrotem mnie oddawała. Kiedy dowiedziałam się, że ktoś znowu zamierza mnie zabrać z domu dziecka, nie byłam szczęśliwa. Raczej wkurzona. Amy powiedziała mi wtedy, że może przez ten cały czas mi się nie udawało u innych, ponieważ los chciał, abym trafiła właśnie do waszej rodziny. I teraz zaczynam w to wierzyć- przyznałam. Poczułam jak chłopak całuje mnie w czubek głowy. Chciałabym wiedzieć, o czym teraz myśli. Wydaje się taki skryty, nie chce pokazywać nikomu tego, co w tej chwili czuje. Prawdopodobnie tak mu było łatwiej.
-O czym myślisz?- zapytał nagle. Uśmiechnęłam się lekko, po czym zachichotałam cicho.
-O tobie. O tym, że nigdy nie wiem co w danym momencie czujesz. Jesteś strasznie zamknięty w sobie i to mnie irytuje, ale jednocześnie intryguje- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Dzięki tej masce obojętności, mógł się świetnie ukrywać, ale jednocześnie dawał ludziom możliwość dotarcia do niego, odkrycia tego, co tak strasznie stara się ukryć. Tylko nielicznym pozwalał poznać całego siebie, ale jeśli to robił – robił to całym sobą.
Nie odpowiedział na moje słowa. Jedynie złożył delikatny pocałunek na moim ramieniu. Od miejsca, w którym jego usta zetknęły się z moją skórą powstało dziwne ciepło, a na moich ramionach powstała gęsia skórka.
-Zimno ci?- Zaniepokojony odsunął mnie od siebie, aby móc na mnie spojrzeć. Nie było mi zimno. Wręcz przeciwnie, było mi strasznie gorąco od ciepła bijącego od jego ciała. To po prostu moje ciało reagowało w dziwny sposób, na każdy jego dotyk czy chociażby słowo. Nie potrafiłam tego kontrolować.- Lepiej wracajmy do środka.- Wstał z miejsca, dzięki czemu podniósł również mnie. Nie chciałam jeszcze stąd iść. Wolałam posiedzieć tu jeszcze troszkę, przytulona do jego ciała, jednak nie sprzeciwiałam się. Pozwoliłam na to, aby zaniósł mnie do środka. Podszedł do łóżka i delikatnie mnie na nim położył. Kiedy go puściłam, odsunął się ode mnie, ruszając w stronę drzwi.
-Idę zrobił śniadanie- oznajmił. Zrobiłam niezadowoloną minę, na co on lekko się uśmiechnął. Prawdopodobnie wyglądałam w tej chwili jak naburmuszone dziecko, któremu rodzice nie pozwolili zjeść ulubionej słodkości, ale nie obchodziło mnie to.
-Nie chcę żebyś szedł. Chcę, abyś został tu ze mną- burknęłam cicho. Po pokoju rozniósł się jego śmiech.
-To chodź ze mną. Zjemy śniadanie, ponieważ co jak co, ale jestem cholernie głodny, a później posiedzimy sobie we dwoje. Co ty na to?- zaproponował, na co energicznie pokiwałam głową, wstając z miejsca.- Poza tym muszę wziąć coś na kaca, bo mi zaraz chyba łeb wysadzi.- Skrzywił się niezadowolony i dwoma palcami rozmasował skronie.
Podeszłam do niego, chcąc go ominąć, jednak zatrzymał mnie, odwracając się plecami w moją stronę. Schylił się, dając mi tym samym znak, abym wskoczyła na jego plecy. Oparłam dłonie na jego ramionach i podskoczyłam, dzięki czemu on mógł złapać mnie za uda. Oplotłam rękami jego szyję, kiedy ruszył w stronę schodów. Zbiegł po nich na dół, idąc w kierunku kuchni.
W pomieszczeniu znajdowała się Nathalie. Kiedy usłyszała, że wchodzimy, podniosła na nas zaskoczony wzrok. Louis postawił mnie na ziemi, a dziewczyna od razu podbiegła do mnie.
-Wszystko dobrze? Jak się czujesz? Jesteś głodna? Co chcesz na śniadanie? Może zrobić ci herbaty?- zasypała mnie lawiną pytań. Byłam zmieszana i jednocześnie zdziwiona jej zachowaniem. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Louis oplótł ją rękami w pasie, przenosząc na drugą stronę wysepki kuchennej. Zachichotałam cicho, widząc niezadowoloną minę blondynki.
-Daj jej ochłonąć głupku. Tylko ją stresujesz- powiedział z lekkim uśmiechem na ustach. Nathalie uderzyła go pięścią w klatkę piersiową, krzywiąc się lekko.
-Sam jesteś głupkiem. Po prostu się martwię. Poza tym idź się umyj bo śmierdzisz.- Odepchnęła go, przez co cofnął się o kilka kroków do tyłu. Rozbawiony pokręcił głową, śmiejąc się jednocześnie.
-Ja nigdy nie śmierdzę- odgryzł się ruszając w stronę wyjścia. Zatrzymał się jeszcze na chwilę, zwracając się do Nathalie.- I błagam nie maltretuj jej. Przy okazji możesz zrobić mi coś do jedzenia- poprosił i wyszedł, zostawiając nas same. Niepewnie przeniosłam wzrok na blondynkę, która w tym samym czasie również na mnie spojrzała. Nadal miałam na sobie jej ciuchy, co tylko bardziej mnie krępowało.
-Co byś zjadła?- zapytała przyjaźnie. Podeszłam bliżej, siadając na stołku barowym, znajdującym się naprzeciwko niej.
-Uh… może płatki z mlekiem, jeśli można.- Delikatnie wzruszyłam ramionami. Dziewczyna pokiwała głową i zabrała się do przygotowywania jedzenia. Oparłam ręce na blacie, kładąc głowę na dłoni. Byłam trochę zmęczona, ponieważ nie spałam zbyt dobrze w nocy. Prawdopodobnie wyglądałam jak siedem nieszczęść, w szczególności przy Nathalie, ale jakoś za bardzo mnie to nie obchodziło. Ona zawsze była idealna. Piękna, zgrabna, zabawna. Nawet teraz, kiedy zwyczajnie przygotowywała śniadanie. Poruszała się po kuchni z lekkością i gracją, jakby w ogóle nie dotykała ziemi. Nie miała makijażu, ubrana była w zwykłe, czarne leginsy i szarą, za dużą koszulkę, a mimo to wciąż wyglądała jak modelka. Niektórzy to chyba rodzą się doskonali.
Z zamyślenia wyrwała mnie Nathalie, która postawiła przede mną miskę z płatkami. Usiadła naprzeciwko mnie, również stawiając przed sobą to samo.
-Smacznego- powiedziała, biorąc do ręki łyżkę. Odpowiedziałam cicho i również zaczęłam jeść.
-Twoich rodziców nie ma?- zapytałam niespodziewanie. Dziewczyna zamarła w jednej pozycji, po czym powoli podniosła na mnie wzrok. Uśmiechnęła się smutno, wzdychając. Nerwowo poruszyła się na siedzeniu, zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho. Przez chwilę panowała między nami cisza, przez co żałowałam, że w ogóle o to zapytałam.
-Wczoraj obiecałam, że odpowiem na wszystkie twoje pytania, a więc zrobię to- mruknęła. Zaprzestałam jedzenia, skupiając całą swoją uwagę na Nathalie, która nerwowo bawiła się palcami.- Można powiedzieć, że mieszkam sama- zaczęła, na co zmarszczyłam brwi. Mieszka całkiem sama w tak ogromnym domu? Nie wiem jak ona, ale ja czułabym się strasznie.
-W sumie ojca nigdy nie miałam. Przynajmniej ja nigdy go za niego nie uważałam- powiedziała, po czym spuściła wzrok. Teraz to już kompletnie nic nie rozumiałam. Dziewczyna widząc moje zmieszanie, podniosła się z miejsca. Stanęła przede mną i podciągnęła koszulkę. Tuż pod zakończeniem stanika znajdowała się długa blizna, zaczynająca się od połowy żeber aż do boku talii.
Zasłoniłam usta dłonią. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem, a ona rozumiejąc o co pytam pokiwała głową. Drżącą ręką przejechałam delikatnie po bliźnie.
-Był damskim bokserem. Kilkakrotnie wylądowałam przez niego w szpitalu. To zrobił mi, ponieważ z wiekiem zaczęłam się stawiać. Pchnął mnie na szklany stół no i po raz kolejny skończyło się to w szpitalu. Mama się go bała, ale nie dziwiłam się jej. Ja również cholernie się go bałam, jednak coraz częściej pokazywałam swoją buntowniczą stronę. Miałam po prostu dość… No i w końcu pojawił się Louis. To on nam pomógł, dzięki niemu w końcu ojciec zniknął z naszego życia. Uratował nas.- Uśmiechnęła się, siadając obok mnie na wolnym krześle.- Do pewnego czasu mieszkałam z mamą, jednak kiedy ona się zakochała, chciała się stąd wyprowadzić. Nie chciałam jechać, ale również nie chciałam zabierać szczęścia mamie. Nie chciała beze mnie jechać, ale w końcu ją do tego namówiłam. I teraz właśnie mieszkam tu sama- zakończyła, wzruszając ramionami. Nie miałam pojęcia, że miała tak okropne dzieciństwo. Ona również została bardzo skrzywdzona przez życie. Teraz już rozumiem, dlaczego wczoraj powiedziała, że Louis zbierał takie zagubione duszyczki. Z tego wynika, że nie tylko u niej stało się coś złego i to mnie trochę zmartwiło.
Niespodziewanie – zadziwiając Nathalie oraz mnie samą – przytuliłam ją. Objęła mnie ramionami, bardziej wtulając się w moje ciało. Chyba obie właśnie tego potrzebowałyśmy – zrozumienia.
Czułam na sobie czyjś wzrok, dlatego podniosłam trochę głowę, napotykając intensywne spojrzenie Louisa. Przyglądał się nam z uwagą, opierając o framugę. Nad czymś się zastanawiał. Miał jednak – jak zawsze – nieodgadniony wyraz twarzy. Kiedy zorientował się, że mu się przyglądam, uśmiechnął się delikatnie.
-Wiedziałem, że w końcu się do siebie przekonacie- powiedział, zwracając tym samym uwagę Nathalie. Dziewczyna odsunęła się ode mnie, pokazując chłopakowi środkowy palec.
-Jak ja cię nie znoszę- warknęła rozbawiona.
-I tak wiem, że mnie uwielbiasz.- Przeszedł obok niej, czochrając przy okazji jej włosy. Zirytowana uderzyła jego dłonie, co wywołało tylko śmiech Louisa. Wziął z blatu sok, który otworzył i wypił prosto z butelki kilka sporych łyków. Nathalie wywróciła oczami.
-Weź sobie ten sok, czy co tam chcesz i łaskawie wyjdź. Przypuszczam, że Meg ma jeszcze kilka pytań w zanadrzu- odezwała się. Ciche westchnienie wyrwało się z ust chłopaka.
-A czy nie mogę tu być?- zapytał, patrząc na nas proszącym wzrokiem. Blondynka nie odpowiedziała, tylko pokręciła przecząco głową, wskazując palcem wyjście.- Dobra rozumiem! Idę obudzić Tony'ego- mruknął, opuszczając pomieszczenie. Ponownie zostałyśmy same.
-Może pójdziemy do salonu?- zaproponowała. Przytaknęłam skinieniem głowy. Wstałyśmy, ruszając do wybranego pomieszczenia. Salon w jej domu był ogromny, przestronny i jasny. Ściany były koloru beżowo-szarego. Na środku stała duża, podłużna kanapa również w kolorze beżu. Przed nią znajdował się niski, jednak długi, szklany stół. Na wprost, znajdowała się jasna meblościanka. Pomiędzy, przyczepiony był wielki, plazmowy telewizor. Podłoga była wykonana z jasnego drewna. Z prawej strony pomieszczenia znajdowały się oszklone drzwi, prowadzące na taras.
Musiałam przyznać, że na urządzaniu wnętrz, ona znała się znakomicie.
-Usiądź- poleciła, klepiąc miejsce obok siebie. Niepewnie usiadłam, nadal skanując wzrokiem każdy kąt salonu.- A więc? Przypuszczam, że chcesz o coś zapytać.- Miała całkowitą rację. W mojej głowie huczało od natłoku pytań, jednak postanowiłam, że nie będę jej dzisiaj nimi aż tak bardzo męczyć. I tak jestem pod ogromnym wrażeniem, że opowiedziała mi coś o sobie i swojej przeszłości, chociaż wcale nie musiała tego robić. To są jej prywatne sprawy, o których bardzo trudno się mówi, jednak zaufała mi.
-Mówiłaś, że Louis jest dla ciebie jak brat. To znaczy, że nie chcesz z nim być?- To pytanie nurtowało mnie od pewnego czasu. Od samego początku sprawiała wrażenie, jakby za wszelką cenę chciała z nim być.
-Już ci mówiłam. Kocham go całym sercem, ale nie tak jak dziewczyna powinna kochać chłopaka. Jest dla mnie najważniejszą osobą, ponieważ dzięki niemu mam normalne życie, ale… podoba mi się ktoś całkiem inny.- Na jej ustach pojawił się nieśmiały uśmiech.
-Kto to?!- zapytałam podekscytowana. Dziewczyna wydawała się naprawdę zawstydzona. Na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec, patrzyła wszędzie, tylko nie na mnie i co chwile przeczesywała ręką swoje długie, blond włosy.
-Blondyn, niebieskie oczy, lubi grać na gitarze, naprawdę uroczy- mruknęła cicho i delikatnie przygryzła wargę. Powoli podniosła na mnie wzrok. Szczerzyłam się jak głupia, wiedząc kogo ma na myśli.
-Czyżby Niall?- zapytałam, chociaż tak naprawdę znałam odpowiedź. Nathalie ukryła twarz w dłoniach i jęknęła cicho.- Masz rację. Jest uroczy, a do tego bardzo przystojny- przyznałam.
-Zamknij się. Oni nic nie wiedzą i lepiej, żeby się nie dowiedzieli. Nie dadzą mi wtedy żyć.- Wskazała palcem na schody. Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Niby dziewczyny to straszne plotkary, jednak faceci również uwielbiają rozpowiadać wszystkim przeróżne rzeczy.
-Tak czy siak uważam, że powinnaś z nim o tym pogadać. Może akurat coś z tego będzie?- Wzruszyłam ramionami.
-Zmieńmy temat- mruknęła. Wzięła leżącą obok poduszkę, przyciskając ją do siebie. Rozsiadłam się wygodniej, zastanawiając się, które pytanie mam teraz zadać. W końcu zdecydowałam się na jedno z nich, jednak bałam się, że mi na nie nie odpowie.
-Jak to się stało, że Louis pomógł ci uwolnić się od ojca?- zapytałam cicho. Zauważyłam, że cała się spięła, jednak tak jak obiecała, zaczęła odpowiadać na moje pytania.
-Było to dzień po tym, jak wróciłam ze szpitala. Wmawiałam innym, że spadłam ze schodów. Większość osób wierzyła, ale nie chłopaki. Wydaje mi się, że Louis od samego początku domyślał się wszystkiego i pewnego dnia postanowił pomóc mi z tym wszystkim skończyć…

Siedziałam na łóżku w swoim pokoju. Muzyka jak zawsze leciała jak najgłośniej, po to, aby zagłuszyć krzyki z dołu. Starałam się skupić na słowach piosenkarza, jednak cały czas słychać było wrzask mojego – jeśli w ogóle mogę go tak nazywać – ojca. Zatkałam dłońmi uszy i z całej siły zacisnęłam powieki, pod którymi kolejny raz zbierały się niechciane łzy. Dziwiłam się, że sąsiedzi lub zwykłe osoby, przechodzące akurat pod naszym domem, nie zadzwonili jeszcze po policję.
Chciałam stąd zniknąć, uciec, abym nie musiała tutaj być. I zrobiłabym to. Już nie raz prawie to zrobiłam, jednak zawsze wracałam. Jedyną rzeczą, która mnie tutaj trzymała, była moja mama. Nie mogłam jej zostawić samej. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś jej się stało. Kochałam ją całym sercem i nigdy nie pozwoliłabym, aby stała jej się jakaś krzywda.
-Czy ty chociaż raz nie możesz zrobić porządnie czegoś, o co cię poproszę?!- Do moich uszu dotarł donośny i niski głos ojca. Zacisnęłam usta w cienką linię, dusząc łzy i przerażenie, które czułam, podniosłam się z łózka. Wyszłam z pokoju, kierując się w stronę schodów. Zbiegłam na dół, wchodząc do salonu, gdzie moi rodzice odbywali kolejną kłótnie. Stanęłam obok mamy, mierząc morderczym wzrokiem faceta, który już dawno stracił miano mojego taty. Nadal nie wiem kiedy to się stało, że aż tak bardzo się się zmienił?
-Nie krzycz na nią- powiedziałam poważnym głosem. Starałam się zachować spokój, nie pokazując mu, że w środku naprawdę się boję.
-Kochanie idź na górę- szepnęła moja rodzicielka. Patrzyła na mnie błagalnym spojrzeniem, jednak ja pozostałam nieugięta. Ponownie przeniosłam zimny wzrok na ojca, który – o dziwo – odezwał się spokojnym głosem.
-Matka ma rację. Dorośli teraz rozmawiają- mruknął niechętnie. Zagotowało się we mnie od gniewu. Zacisnęłam dłonie w pięści. Tak strasznie chciałam mu przywalić. Nienawidziłam go całą sobą. Gardziłam nim i tym jak się zachowywał.
-Wrzeszczenie nazywasz rozmową? Nie rozśmieszaj mnie! Z tobą nie da się normalnie porozmawiać, ponieważ jedno niewłaściwe słowo, a ty zaraz wychuchasz gniewem! To nie ja powinnam stąd iść tylko ty!- Poczułam jak mama łapie mnie za rękę, niemo prosząc, abym przestała. Oh wcale nie zamierzam tego robić, ja się dopiero rozkręcam.- Najlepiej zniknij z naszego życia raz na zawsze! Nienawidzę cię! Jesteś nikim!- Cała się trzęsłam, a moja klatka piersiowa unosiła się i opadała bardzo szybko. Adrenalina krążyła w moich żyłach, byłam w stanie zrobić wszystko, aby on zostawił nas w spokoju. Nie obchodziły mnie konsekwencje oraz prawdopodobieństwo, że później odpowiem za to co powiedziałam.
Podniosłam ręce, aby go odepchnąć, jednak był szybszy i z wielką siłą złapał moje nadgarstki. Bolało jak cholera, kiedy ściskał je, tamując dopływ krwi, ale nawet się nie skrzywiłam. Czułam do niego wstręt i obrzydzenie. Chciałam go zabić, sprawić, aby poczuł to co przez większość czasu czułam ja.
Kiedy chciałam się odezwać, zadzwonił dzwonek do drzwi. Wszyscy wydawali się zdziwieni. Ojciec powoli puścił moje ręce, dzięki czemu mogłam iść otworzyć. W duchu dziękowałam tej osobie, że pojawiła się właśnie teraz.
Otworzyłam drzwi, jednak kiedy zobaczyłam osobę stojącą za drzwiami, stanęłam jak wryta. Louis nonszalancko opierał się o framugę drzwi. Zeskanował moją sylwetkę, zatrzymując wzrok na sinych nadgarstkach. Schowałam ręce za plecami, czując, że na moich policzkach pojawia się delikatny rumieniec. Nie chciałam, żeby ktokolwiek z mojego otoczenia wiedział, co się dzieje w moim domu.
-Louis? Co ty tutaj robisz? To nie jest odpowiedni moment…- nie dokończyłam, ponieważ chłopak przeszedł obok mnie, kierując się do salonu. Szybko ruszyłam za nim, nie mając pojęcia co zamierza zrobić.
Stanął pomiędzy moją mamą, a ojcem, twarzą odwracając się do kobiety. Oboje wydawali się tak zaskoczeni, że nawet nie potrafili wypowiedzieć normalnego słowa.
-Niech pani weźmie córkę i pójdzie z nią na górę się spakować. Kiedy będziecie gotowe, proszę pójść do mojego samochodu- powiedział, wkładając jej do rąk kluczyki od swojego auta. Mama nie ruszyła się z miejsca, niepewnie się mu przyglądając. Postanowiłam zareagować. Złapałam ją za rękę, ciągnąc w stronę schodów. Wbiegłam do pokoju rodziców, wyciągnęłam spod łóżka wielką walizkę i zaczęłam wsadzać do niej pierwsze lepsze ciuchy. Po krótkiej chwili mama się do mnie dołączyła, dlatego zostawiłam ją samą, pędząc do swojego pokoju, aby zrobić to samo.
Kiedy byłyśmy gotowe, zbiegłyśmy na dół, kierując się w stronę wyjścia. Nie zwracałam uwagi na krzyki ojca. Teraz najważniejsze było to, aby stąd zniknąć. Wierzyłam, że Louis wie co robi, że nie zostawi mnie w chwili, kiedy najbardziej potrzebuję pomocy.
Mama wsiadła do tyłu, a ja wkładałam walizki do bagażnika. Po skończonej czynności, również usiadłam z tyłu. Przyciągnęłam mamę do siebie, zamykając ją w szczelnym uścisku. Czułam jak cała się trzęsie, przez co moje serce zaczynało pękać. Chciałam oszczędzić jej tych wszystkich krzywd. Nie zasługiwała na to co ją spotkało. Po prostu zakochała się w niewłaściwej osobie.
Nagle drzwi od strony kierowcy się otworzyły, a do środka wszedł Louis. Szybko odpalił samochód, ponieważ ze środka domu wybiegł ojciec. Krzyczał coś, jednak całą swoją uwagę skupiłam na chłopaku, który właśnie uratował mi życie.
Ruszyliśmy, zostawiając za sobą wszystko co do tej pory miałam. I to naprawdę napawało mnie szczęściem.
-Wszystko będzie dobrze. Zabiorę was stąd- szepnął chłopak. Odwrócił się w naszą stronę, uśmiechając lekko. Pokiwałam głową. Wierzyłam mu. Wierzyłam mu całą sobą, ponieważ dzięki niemu po raz pierwszy zobaczyłam ten mały promyczek światła.
Po trzydziestu minutach zatrzymaliśmy się pod domem Louisa. Wysiadł, pomagając mamie dojść do drzwi, gdzie czekali na nas jego zmartwieni rodzice. Pewnie nie wiedzieli, że ich syn właśnie nas uratował. Zaprowadzili do środka moją mamę, jednak ja nie ruszyłam się z miejsca. Nadal stałam przy samochodzie, bojąc się zrobić jakikolwiek ruch. Chłopak podszedł do mnie i przytulił. Wtuliłam się w jego ciało i wtedy wszystko co do tej pory kumulowałam w sobie, po prostu wybuchło. Rozpłakałam się jak małe dziecko, nie mogłam złapać oddechu. Co jakiś czas moim ciałem wstrząsał szloch.
Louis nie odsunął się ode mnie, mimo że moczyłam łzami jego koszulkę. Wręcz przeciwnie. Przytulił mnie jeszcze mocniej, delikatnie gładząc dłońmi moje plecy.
-Ciii… już wszystko dobrze. Nie pozwolę, aby on kiedykolwiek cię skrzywdził. Zaopiekuję się tobą…

-I dotrzymał słowa. To dzięki niemu ponownie nauczyłam się żyć. Razem z mamą mieszkałyśmy u niego, dopóki mój ojciec nie trafił do więzienia. Pomógł nam i do końca życia będę mu dłużna- zakończyła. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, jak dorośle zachował się Louis. Gdyby nie on, prawdopodobnie życie Nathalie i jej mamy nadal byłoby okropne. Uratował je.
-Nie jesteś mi wcale dłużna. Zrobiłem to co uważałem za słuszne. Nie oczekuję niczego w zamian.- Podskoczyłyśmy lekko, kiedy usłyszałyśmy głos Louisa. Stał oparty o framugę drzwi, bacznie się nam przyglądając.
-Ile już tu stoisz?- zapytała cicho. Chłopak, ruszył w naszą stronę, siadając na miejscu obok.
-Wystarczająco długo- odpowiedział wymijająco. Usłyszeliśmy kroki, po czym w pomieszczeniu pojawił się Tony.
-Głodny jestem. Co na śniadanie?- zapytał zaspany, pocierając ręką oczy. Atmosfera momentalnie się rozluźniła, a my ze śmiechem ruszyliśmy do kuchni.
***
Od godziny wraz z Louisem byliśmy już w domu. Od razu po powrocie zaszyłam się w swoim pokoju, aby posiedzieć trochę w samotności i posłuchać muzyki. Zachciało mi się pić, dlatego zwlekłam się z łóżka i wolnym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. Po cichu zeszłam ze schodów. Gdy chciałam wejść do kuchni, zatrzymałam się, słysząc rozmowę Louisa i jego mamy.
-Mógłbyś zawołać siostrę, bo…- Nie zdołała dokończyć, ponieważ jej syn wszedł jej w słowo.
-Przestań. Czy wy nie możecie zrozumieć, że ona nie jest, nie była i nigdy nie będzie moją siostrą? Tyle razy wam to powtarzam, a wy nadal swoje. Ona nigdy dla mnie nią nie będzie- westchnął zdenerwowany. Zasłoniłam usta dłonią, aby przypadkiem nie wydać żadnego dźwięku. Nie powiem. Zrobiło mi się cholernie przykro, ponieważ tyle czasu już minęło, od kiedy tu jestem, a ja dla niego wciąż jestem nikim.
Usłyszałam kroki, dlatego jak najszybciej pobiegłam w stronę schodów. Miałam nadzieję, że Louis mnie nie zobaczy, jednak pomyliłam się. Próbował mnie zatrzymać, ale nie zwracałam na niego uwagi, tylko wbiegłam do swojego pokoju. Wiedziałam, że zaraz on również się tu pojawi, dlatego wytarłam łzy z policzków.
Drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wszedł Louis. Odwróciłam się w jego stronę, nie wiedząc jak mam zareagować.
-Meg posłuchaj…- zaczął, jednak mu przerwałam.
-Nie Louis. Rozumiem. Jestem dla ciebie obcym człowiekiem. Weszłam do twojego życia tak nagle, więc jestem świadoma tego, że to może ci się nie podobać.- Spuściłam wzrok, ponieważ było mi cholernie głupio.
-Nie, ty nic nie rozumiesz. Nie jesteś i nigdy nie będziesz dla mnie siostrą…- przerwał na chwilę. Zdenerwowana przygryzłam wargę.- Ponieważ od pewnego czasu jesteś dla mnie kimś znacznie więcej…- Podniosłam na niego zaskoczony wzrok, jednak nie zdążyłam zareagować. Serce zaczęło mi bić mocniej, kiedy przyciągnął mnie do siebie i przycisnął swoje usta do moich.


Bo czasem miłość przychodzi nieoczekiwanie. Obdarzamy nią osoby, których nigdy byśmy się nie spodziewali.

O cholera ile ja się namęczyłam przy tym rozdziale! Wiem, że długo go nie było, ale ostatnio mam całą masę nauki!Ale wracając do rozdziału. W końcu nadszedł moment na ten ich głupi, pierwszy pocałunek. Nie wiem dlaczego, ale ja zawsze jakoś tak przedłużam, aż dojdzie do tego momentu. Może niektórym to przeszkadza, jednak nie lubię, gdy coś dzieje się za szybko. A więc komentujcie, ponieważ to mi naprawdę pomaga przy pisaniu! ♥Tak poza tym... Widzieliście już nowy teledysk 1D? Ja po prostu zakochałam się w nim, tak jak w piosence ♥Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK<

10 komentarzy:

  1. O jejeje!
    Końcówka jest taka niesamowicie słodka! ♥ Mam nadzieję, że rodzice i cała reszta zaakceptuje ten związek. Nie będzie miała problemów, że ,,oni są rodzeństwem''. Znaczy może to i troszkę dziwnie wygląda, ale miłość, to miłość, tak? :D
    No, byle tylko Meg się zgodziła, jeśli Louis zapyta się ją o związek. Niech dziewczyna tego nie komplikuje!
    Och, tak strasznie mi szkoda Nathali, chociaż wiem, że ludzie tego nie lubią. Nie lubią współczucia, ale nic na to nie poradzę. Uściskaj ją ode mnie, dobrze? Mocno i długo. Przeproś ją również, bo zachowywałam się w stosunku do niej nie fair. Oceniałam ją, nie znając jej historii, a to straszny błąd. Dziewczyna wiele przeszła i w sumie to się jej nie dziwię, że tak postąpiła. Chciała sprawdzić, czy Meg nie zrani Louisa. Strasznie się cieszę, że się otworzyła...
    No i oczywiście chciałabym, aby Niall do niej zagadał! Niech dziewczyna pozna swoją miłość, okej? Zrobisz to ode mnie dla niej? Nie musi być w następnym rozdziale, może być w dalszych, ale żeby było. :D
    Okej, ja zmykam.
    Do następnego, kochana! ♥
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział! W końcu się tego doczekałam :)
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG... za dużo informacji na raz.... Współczuję Nathalie :( Teraz rozumiem dlaczego wcześniej była niemiła:( Awww Louis nasz bohater ♡
    No i .... pocałowali się! Oni MUSZĄ być parą. Pomimo, że są tak jakby przybranym rodzeństwem.
    Do następnego Skarbie ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. <3<3<3<3<3<3<3 !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super nie mogę dodać czekać się następnego :-D życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, naprawdę super <3
    Czekam na nn *_*

    OdpowiedzUsuń
  7. <3 ! KOCHAM TO I CZEKAM NA KOLEJNY! *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. jaa nie moge, tak dawno ie czytałam bo zgubiłam bloga i dzisiaj tak przypadkiem się na niego natknęłam i poprostu przeczytałam 10 rozdziałów naraz i poprostu nie mogę daaalej uwierzyć w to ile rzeczy się pozmieniało, i po prostu wielki szacun dla ciebie za wyobraźnie i pomysłowość poprostu blog jest genialny i go uwielbiam już nie mogę się doczekać następnego rozdziału życze weny, a co do tego rozdziału to po prostuuuuuu megaaa można powiedzieć że przypuszczałam że się w sobie zakochają ale czuję że nie potrwa to dłuugo (czytałam poprzedniego bloga i wiem że jesteś w stanie w każdym momencie zabić głównego bohatera XD) jeszcze raz weny życzę i poprostuu dziękuje za to, że piszesz tego bloga bo dzięki tobie spędziłam czas na czytaniu czegoś wspaniałego a nie zajmowanie się jakimiś duperelkami. Jeszcze raz dziękuje i życze weny. Powoodzenia! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chcę więcej tak bardzo! :D
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń