wtorek, 15 grudnia 2015

Rozdział 32

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________


Wyszłam z samochodu, nie czekając na Tony'ego, który ze mną przyjechał. Chciałam jak najszybciej zobaczyć Amy, ponieważ miałam dziwne wrażenie, że coś jest nie tak. Louisa z nami nie było, ponieważ miał coś jeszcze do załatwienia. Ustaliliśmy, że zostanę dzisiaj na noc wraz z Amy. Miałam ze sobą plecak na jutro do szkoły oraz ciuchy na przebranie.

Chciałam już ruszyć, jednak ostatecznie zaczekałam na przyjaciela, który już po chwili pojawił się obok mnie. Wziął ode mnie rzeczy i w końcu zaczęliśmy iść w stronę drzwi. Wpuścił mnie do środka przodem, za co podziękowałam mu lekkim uśmiechem. Na korytarzu zauważyłam dyrektorkę, dlatego podeszłam do niej, zatrzymując ją.

- Dzień dobry, Amy jest u siebie? - zapytałam grzecznie. Kobieta widocznie była zaskoczona moją dzisiejszą wizytą, jednak uśmiechnęła się w moją stronę, odpowiadając.

- Witaj Meg. Dobrze, że jesteś. Niestety tak, Amy jest u siebie westchnęła cicho, a jej mina momentalnie zrzedła. Nie powiem, zmartwiłam się i to bardzo. Kiedy ponownie chciałam zadać pytanie, weszła mi w słowo. - Przepraszam, ale śpieszę się powiedziała, posyłając mi przepraszające spojrzenie. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, już jej nie było. Westchnęłam cicho i jak najszybciej popędziłam w stronę schodów na piętro. Zdziwiony Tony ruszył zaraz za mną, dorównując mi kroku. Wiedziałam, że chce się mnie zapytać o co chodzi, jednak nie zrobił tego, prawdopodobnie nie chcąc być wścibskim. Ułatwiając mu sprawę, sama wyjaśniłam wszystko.

- Coś się dzieje z Amy. Nie wiem dokładnie co, ale mam złe przeczucia powiedziałam zaniepokojona. Zatrzymałam się przed drzwiami mojego byłego pokoju, niepewnie pukając w drzwi. Nie trzeba było długo czekać, aby usłyszeć jej głos dobiegający ze środka.

- Wynoście się stąd! Wszyscy! - wrzasnęła zachrypniętym głosem, aż mnie zamurowało. Złapałam za klamkę, energicznie pchając drzwi, wpadłam do pokoju. Przeleciałam wzrokiem po całym pomieszczeniu, zatrzymując spojrzenie na przyjaciółce, która siedziała owinięta w koc na parapecie, wpatrując się w okno. Głowę miała opartą o szybę, a czarne, gęste włosy opadały jej na twarz. Złapałam się za brzuch, czując nieprzyjemne uczucie. Podeszłam do niej, kucając obok. Złapałam za jej drobną dłoń, starając się, aby jakoś zwrócić jej uwagę. Nie spojrzała na mnie, tylko drgnęła lekko wystraszona, szybko zabierając rękę.

- W tej chwili na mnie spójrz zażądałam nieznoszącym sprzeciwu głosem. To również nie poskutkowało. Dziewczyna jedynie jeśli to było możliwe jeszcze bardziej się skuliła. Czułam się, jakby wymierzyła mi policzek. Podniosłam się z ziemi, cofając o krok do tyłu. Spojrzałam przejętym wzrokiem na Tony'ego, który również nie wiedział co robić. - Amy co się dzieje?! Błagam nie rób tego znowu! Porozmawiaj ze mną! - powiedziałam przejęta. W końcu wolno przekręciła głowę, skupiając na mnie swoją uwagę. Zauważyłam, że ma przekrwione i spuchnięte oczy, co oznaczało, że płakała. Nabrałam ze świstem powietrza do płuc.

- Po prostu stąd wyjdźcie poprosiła, na co przecząco pokręciłam głową. Nie ma pieprzonej mowy, że teraz zostawię ją samą. Usiadłam obok niej. Przez chwilę nikt z zebranych tutaj osób się nie odzywał, dlatego postanowiłam przerwać tę ciszę.

- Nie zamykaj się w sobie. Błagam cię nie opuszczaj mnie znowu. Chcę ci pomóc, tylko proszę, porozmawiaj ze mną szepnęłam rozpaczliwie. Miałam świadomość, że ponownie może przestać ze wszystkimi włącznie ze mną rozmawiać. Już kiedyś była taka sytuacja. Wtedy co prawda mniej się znałyśmy, jeszcze aż tak bardzo się ze sobą nie przyjaźniłyśmy, jednak i tak starałam się do niej jakoś dotrzeć. Od samego początku mieszkałyśmy w jednym pokoju, dlatego po pewnym czasie zaczęło mi doskwierać to, że w ogóle ze sobą nie rozmawiałyśmy.


Siedziała pod dużym, rozłożystym drzewem. Przyglądała się bawiącym się dzieciom. Sama nie chciała do nich dołączyć. Nie potrafiła się wśród nich odnaleźć. Od tamtego feralnego wydarzenia, w którym zginęli jej rodzice, stawiała raczej na samotność. Niektórzy mogli pomyśleć - To przecież tylko dziecko! Jeszcze nie może wszystkiego dokładnie zrozumieć! - co w sumie było całkowitą prawdą, jednak nie ważne czy ktoś jest dzieckiem czy dorosłym, każdy odczuwa stratę bliskich mu osób. Tak też było i w jej przypadku. Całkowicie zamknęła się w sobie. Nie rozmawiała z innymi, ponieważ nie chciała. A może po prostu nie miała pojęcia do kogo się zwrócić o pomoc?
W pewnym momencie zauważyła dziewczynkę, która przechodziła niedaleko, energicznie rozglądając się na boki. Wydawało się, jakby kogoś szukała. Nagle zatrzymała zatrzymała wzrok na Meg. Posłała w jej stronę lekki uśmiech, po czym odbiegła w kierunku budynku.


***
Meg wróciła z kolacji na której i tak prawie nic nie zjadła z powrotem do pokoju, w którym znajdowała się jej współlokatorka. Pomimo tego, że dzieliły wspólne pomieszczenie, mało ze sobą rozmawiały. W zasadzie nie wymieniły jeszcze ze sobą ani słowa. Zazwyczaj kiedy jedna przebywała w pokoju, drugiej nie było.
To była ta sama dziewczyna, która się dzisiaj do niej uśmiechnęła, po czym gdzieś poszła, więc Meg postanowiła się z nią w końcu poznać.
- Jestem Meg wyciągnęła swoją drobną dłoń w stronę dziewczynki w długich, czarnych włosach. Spojrzała na jej wyciągniętą dłoń, jednak nie odwzajemniła uścisku, prawie niezauważalnie cofając się o krok w tył.
- Amy odpowiedziała cichutko. Wydawałoby się, że nie chce się poznać, jednak na jej ustach pojawił się delikatny, przyjazny uśmiech, który uspokoił Meg. Rozmawiały ze sobą tak długo, dopóki obie nie zapadły w sen.


***
- Obudź się! - słyszała gdzieś z daleka, jednak nadal wpatrywała się w jedno i to samo miejsce. Do oczu napłynęła jej kolejna dawka łez. Nie wiedziała co się dzieje, chciała stąd zniknąć, jednak nie mogła. Bała się. Była potwornie przerażona, ale nie ruszyła się z miejsca. Nawet nie drgnęła.
Niespodziewanie poczuła jak ktoś szarpie ją za ramię, dlatego gwałtownie otworzyła oczy, łapczywie nabierając do płuc drogocennego tlenu. Policzki miała mokre od łez, jej serce biło nadzwyczajnie szybko, a oddech był nierównomierny. Kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zobaczyła, że obok niej siedziała Amy. Posłała w jej stronę pytający wzrok. W jej głowie nadal pojawił się obraz ze snu, przez co mimowolnie się w sobie skuliła.
- Krzyczałaś oznajmiła cicho Amy. - Miałaś zły sen. Też je często miewam, wiesz? Lubię wtedy jak ktoś mi śpiewa piosenkę. Mama chyba kiedyś mi je śpiewała przed snem. Nie jestem pewna, bo nie pamiętam jej do końca. Znam jednak doskonale jej głos powiedziała, przyciągając kolana pod brodę. Miała na sobie niebieską, dziecięcą piżamkę, co dodawało jej tylko uroku. - Chcesz, abym ci coś zaśpiewała? - zapytała szeptem, na co Meg pokiwała twierdząco głową. Położyły się obok siebie, wpatrując w swoje twarze. Amy zaczęła nucić pierwszą piosenkę, która przyszła jej do głowy. Meg była już dużo spokojniejsza, a jej kąciki ust uniosły się lekko do góry. W duchu naprawdę jej dziękowała. Była naprawdę wdzięczna za to, że nie zostawiła jej samej, że podała jej pomocną dłoń, kiedy naprawdę tego potrzebowała.
I od tamtego momentu były nierozłączne. Wspierały się nawzajem. Kiedy jedna upadała, druga stała przy niej, aby pomóc. Już żadna nie czuła się samotna i opuszczona.


- Amy… - ponaglałam ją. Przygryzła lekko wargę, ostatecznie się poddając.

- On wrócił. Wyszedł z więzienia. Był tutaj. Chciał ze mną rozmawiać, rozumiesz? - zapytała rozpaczliwym tonem, a jej oczy ponownie wypełniły się łzami. Nie mogłam w to uwierzyć. Serce waliło mi jak oszalałe, byłam całkowicie osłupiała. Nie miałam pojęcia co zrobić lub powiedzieć. - Byłam na podwórku. Zobaczyłam go pod bramą. Na początku go nie poznałam, jednak kiedy na mnie spojrzał… te oczy…. Od razu wiedziałam, że to on. Stałam w miejscu i się w niego wpatrywałam. Nie potrafiłam się ruszyć z miejsca, tak, jakby nogi odmówiły mi posłuszeństwa. - Zacisnęła powieki, odgarniając jednocześnie włosy z czoła. Zaczęło się we mnie gotować ze złości. Jak on do cholery śmiał się tu pokazać, po tym co jej zrobił?! Nie mogę uwierzyć, że jej pieprzony ojciec miał odwagę przyjść pod dom dziecka. Poza tym o czym chciał z nią porozmawiać?! Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że chciał opowiedzieć o tym, co porabiał w więzieniu, przy herbatce i ciastku.

- Nie bój się. On cię nie skrzywdzi. Jeśli kiedykolwiek spróbuje się do ciebie zbliżyć, zadzwoń do mnie, a inaczej sobie z nim porozmawiam. Już widzę jego głowę, jako trofeum w moim pokoju warknęłam, zaciskając dłonie w pięści. Paznokcie wbijały mi się w skórę, jednak nie przeszkadzało mi to w żadnym stopniu. Starałam się opanować złość, która z każdą chwilą stawała się coraz większa.

- Nie chodzi mi o to, że się go boję przerwała na chwilę, jakby szukała odpowiednich słów. - W sumie sama nie mam pojęcia o co mi chodzi. Kiedy go rozpoznałam, poczułam nienawiść, jednak również… współczucie? - Wydawała się nie pewna swoich słów. Zdziwiona zmarszczyłam brwi. - W pewnym stopniu chcę się od niego trzymać z daleka, ale również miałam zamiar zgodzić się na rozmowę. Chciałabym poznać jego punkt widzenia. Dlaczego to robił. Chcę go zrozumieć, ale jednocześnie mam ochotę go zamordować… Nie mam pojęcia co robić - jęknęła, chowając twarz w dłonie. Kiedy widziałam ją taką zrozpaczoną, czułam nieprzyjemny ucisk w okolicach serca. Moje oczy napełniły się łzami, które starałam się powstrzymać. Musiałam jej pomóc, ale nie miałam pojęcia jak.

Tony podszedł do Amy i kucnął przed nią, kładąc dłonie na jej kolanie. Dziewczyna wzdrygnęła się i spanikowana starała się odsunąć. On jednak jej na to nie pozwolił. Złapał za jej policzki, zmuszając ją, aby na niego spojrzała.

- Spokojnie. Patrz na mnie i oddychaj polecił cicho. Amy zrobiła tak jak powiedział. Wpatrywała się w jego oczy, starając się oddychać równomiernie. Po chwili uspokoiła się, a jej ciało delikatnie się rozluźniło. - Jeśli ci to w czymś pomoże, to ja mogę z nim najpierw pogadać. No wiesz, taka męska rozmowa. - Wzruszył ramionami, lekko się uśmiechając. - Dowiedziałbym się, czego tak właściwie od ciebie chce, a później zdecydowałabyś czy chcesz dać mu tą jedną szansę zaproponował. W sumie mnie ten pomysł wcale nie wydawał się zły, jednak sama wolałam przeprowadzić z nim poważną rozmowę”.

- Ja to zrobię! - powiedziałam. Tony popatrzył na mnie dziwnie, kręcąc przecząco głową.

- Nie ma pieprzonej mowy, że puszczę cię z nim gdzieś samą. - Zrobiłam naburmuszoną minę, jednak bądź co bądź, rozumiałam jego zachowanie. Będąc nim, pewnie też bym się nie puściła na to spotkanie, ale nie z tego samego powodu co on. Tony boi się, że ten facet zrobiłby mi krzywdę, a ja bałabym się, że to ja zrobiłabym coś mu, a później odpowiadałabym w sądzie za prawie nieumyślne morderstwo.

- Mogę zastanowić się nad waszą propozycją? - zapytała, na co twierdząco pokiwaliśmy głowami. - Tak w ogóle, to dziękuję wam. - W końcu na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Nie był on taki, jaki chciałabym, żeby był, jednak lepsze to niż nic.

- Nigdy cię nie zostawię. I pamiętaj, że jak masz jakiś problem to dzwoń do mnie. Ja za ciebie, ty za mnie. Nie zapominaj o tym. - Podniosłam się z miejsca. Złapałam Amy za rękę, zmuszając ją, aby również wstała. Przytuliłam ją, na co ona wtuliła się w moje ciało. Nagle poczułam, jak ktoś obejmuje nas ramionami. Podniosłam wzrok, napotykając brązowe tęczówki Tony'ego. Uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił.

- Miałem was zostawić same, ale teraz uważam, że to byłby zły pomysł. Gdybym wyszedł, prawdopodobnie zaczęłybyście płakać i schrzaniłybyście sobie humor. Także zostaję z wami do wieczora oznajmił, rzucając się za łóżko. Zaplótł ręce za głową i z uwagą nam się przypatrywał.

- A nie miałeś żadnych planów? - zapytałam. Chłopak zaśmiał się cicho, wzruszając ramionami.

- Plany się mogą pozmieniać odpowiedział.

- Tak właściwie to co wy tu robicie? - zapytała cicho Amy. Z powrotem przeniosłam na nią wzrok, uśmiechając się lekko.

- Mam ci dużo do opowiedzenia. - Wzruszyłam delikatnie ramionami i usiadłam na łóżku obok Tony'ego. Poklepałam miejsce naprzeciwko, dając znak przyjaciółce, aby usiadła. Zrobiła tak jak zasugerowałam. Otworzyłam usta, jednak po chwili je zamknęłam. Nie miałam pojęcia od czego zacząć, a poza tym wolałabym być sam na sam z Amy. Spojrzałam na Tony'ego, lekko przygryzając wargę, na co on tylko wywrócił oczami.

- Daj spokój Meg. Jesteśmy przyjaciółmi. Uwierz, będę znał jako pierwszy dużo więcej szczegółów z twojego życia prywatnego powiedział. Czułam się niezręcznie. Jeżeli mówił, że będzie wiedział o wszystkim, trochę zaczynałam się martwić. - I tak, również chodzi mi o seks powiedział, uśmiechając się łobuzersko. Na moich policzkach pojawił się rumieniec. Schowałam twarz w dłonie i jęknęłam cicho.

- Musiałeś? - zapytałam oskarżycielsko, na co on zadowolony pokiwał głową. Przeniosłam wzrok na Amy, która patrzyła raz na mnie, raz na Tony'ego. Na jej ustach błądził delikatny uśmiech. Naprawdę cieszyłam się, że choć trochę poprawił jej się humor.

- Mam nadzieję, że jeszcze tego nie robiłaś, prawda? - Niespodziewanie zerwał się z miejsca do pozycji siedzącej, przez co wystraszona podskoczyłam w miejscu, prawie spadając z łóżka. Jeśli wcześniej wydawało mi się, że jestem czerwona, to naprawdę się myliłam. Zawstydzona odwróciłam wzrok.

- Co cię to obchodzi? Jesteś strażnikiem mojej cnoty czy co? Tak dla jasności, nie. Nie robiłam tego odpowiedziałam. Odetchnął z ulgą, zadowolony z mojej odpowiedzi. Z powrotem opadł na poduszki.

- Dobra, a teraz mów o co chodzi ponagliła mnie przyjaciółka.

- Przez ten czas, kiedy się nie widziałyśmy, trochę się pozmieniało. Pogodziłam się z Nathalie, na pewnej imprezie prawie zostałam zgwałcona, no i jestem z Louisem powiedziałam na jednym wydechu. W pokoju zapanowała cisza. Serce biło mi nadzwyczajnie szybko. Prawdopodobnie oboje wyczuli mój stres.

- Czekaj, co? Wróć! Jak to zostałaś zgwałcona?! - pisnęła przerażona. Westchnęłam głęboko. Mogłam się spodziewać, że nie uniknę rozmowy na ten temat. Nie lubiłam o tym rozmawiać. Chciałam zapomnieć, jednak wiedziałam, że muszę wyjaśnić wszystko Amy. Była przecież moją przyjaciółką.

- Poprawka. Prawie zgwałcona. Byliśmy na imprezie. Wyszłam na chwilę z klubu, ponieważ zrobiło mi się słabo. Nagle pojawił się przy mnie jakiś pijany gościu. Chciałam odejść, ale pewnie domyślasz się, co zaczęło się dziać. - Skrzywiłam się na to wspomnienie. - Nie chcę wdawać się w szczegóły. Na szczęście do niczego poważniejszego nie doszło, ponieważ Nathalie zawołała chłopaków. Byłam bardzo roztrzęsiona, dlatego zabrała mnie do siebie do domu zakończyłam. Przyjaciółka nie odezwała się ani słowem, tylko przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła. Byłam jej za to naprawdę wdzięczna. Ona zawsze wiedziała, co zrobić. Kochałam to w niej. To wyczucie sytuacji, które nie wszyscy posiadają.

- Dziewczyny, porozmawiajmy na razie o czymś przyjemniejszym. - Skrzywił się niezadowolony. - Jednak tak czy siak, będziemy musieli o tym jeszcze pogadać. - Posłał w moją stronę wymowne spojrzenie, na co jedynie niechętnie pokiwałam głową. Wiedziałam, że mnie to nie ominie. Amy również dawała mi sygnały, że będzie domagała się więcej szczegółów w tej sprawie.

- A tak właściwie, to jak się stało, że ty i Louis jesteście razem? - zapytała przyjaciółka. Tony klasnął w ręce, uśmiechając się zadowolony.

- O właśnie. Ja również chciałbym się tego dowiedzieć powiedział entuzjastycznie. Wywróciłam oczami, ale zabrałam się za opowieść, jak to stchórzyłam i uciekłam, zaraz po naszym pierwszym pocałunku.


***

- A później jego włosy były różowe. - Kolejny raz po pokoju rozniósł się nasz głośny śmiech. Tony leżał pomiędzy mną, a Amy, obejmując nas ramionami. Trzymałyśmy głowy na jego torsie, kiedy opowiadał śmieszne historie z jego życia. W większości opowieści występował Louis, który można powiedzieć, był tam głównym bohaterem. Ale cóż się dziwić? Tony i Louis byli jak bracia. Nie tacy, którzy urodzili się w jednej rodzinie. Oni byli braćmi z wyboru i to właśnie było piękne.

- Chciałabym zobaczyć Louisa w różowych włosach. Sądzę, że to zdecydowanie jego kolor zachichotałam rozbawiona. Klatka piersiowa Tony'ego unosiła się do góry, po czym znowu opadała w dół, co oznaczało, że chłopak również się śmieje.

- Powiedziałbym, że to był bardziej lawendowy, a nie różowy. I masz rację. Idealnie podkreślał kolor jego oczu zażartował. Od ciągłego śmiechu, brzuch zaczął mnie boleć, jednak chciałam, aby tak właśnie było beztrosko.

- A nie był na ciebie zły? - zapytała Amy. Tony przeniósł na nią wzrok, uśmiechając się lekko.

- Zły? To mało powiedziane! Był na mnie wściekły! Przez chwilę myślałem, że zamorduje mnie na miejscu. Ale cóż poradzę, że zachciało mi się eksperymentów, a on jest idealnym królikiem doświadczalnym? - Westchnął radośnie, wspominając wcześniejsze lata. - Na szczęście Rose potrafiła złagodzić sytuację. No i oczywiście ja również się przefarbowałem. Wyglądałem zajebiście. powiedział z dumą, na co ponownie wszyscy zaczęliśmy się śmiać. - Mimo tego, że Louis wydawał się na mnie na serio wkurzony, to wiedziałem, że chwilę ponarzeka, a później mi wybaczy. Mój mały braciszek nie wytrzymałby beze mnie długo!

- Twój mały braciszek? Myślałam, że jesteście w tym samym wieku stwierdziłam, unosząc się lekko na ramionach, aby móc na niego spojrzeć.

- Nie wiem, jak nasze mamy to zrobiły, ale jestem od niego starszy o dwie minuty powiedział szczęśliwy. - Dokładniej to minutę i pięćdziesiąt osiem sekund, ale kto by liczył? - Wzruszył obojętnie ramionami.

- Ty to liczyłeś powiedziała Amy, na co on lekko się skrzywił, jednak na jego ustach nadal błąkał się uśmieszek.

- Nie wymądrzaj się powiedział i klepnął ją ręką w plecy, na co ona się prawie niezauważalnie wzdrygnęła. - Ej kruszyno nie zjem cię! - Podniósł ręce w geście obrony. Zmarszczyłam brwi, przyglądając się raz jemu, raz Amy. I w końcu mnie olśniło.

- Nie podrywaj mojej przyjaciółki! - pisnęłam, uderzając go w brzuch. Przygryzł delikatnie wargę, starając się powstrzymać uśmiech.

- Nie podrywałem jej! - bronił się. - Nie żebym o tym nie myślał. - Spojrzał na nią, po czym puścił do niej oczko. Na jej policzkach zagościł lekki rumieniec. Schowała twarz w dłoniach i jęknęła zrezygnowana.

- Z kim ty się przyjaźnisz co? - zapytała, przenosząc na mnie wzrok. Wzruszyłam ramionami, śmiejąc się cicho.

- Jestem facetem, dobra? Robię to instynktownie! - fuknął, starając się wyglądać na obrażonego, jednak wcale mu to nie wychodziło. Razem z Amy zaczęłyśmy się śmiać. Byłam szczęśliwa, widząc jej radość. W duchu dziękowałam Tony'emu, że naprawdę starał się poprawić jej humor, co świetnie mu wyszło. Przynajmniej na chwilę mogła zapomnieć o problemach, które ani na krok nas nie opuszczają.


***

Następnego dnia, późnym wieczorem, wzięłam słuchawki i ruszyłam do wyjścia. Zanim jednak opuściłam dom, w progu zatrzymał mnie Louis.

- Gdzie idziesz? - zapytał opiekuńczo. Złapał mnie za dłoń, delikatnie gładząc jej wierzch. Uśmiechnęłam się lekko. To było naprawdę przyjemne uczucie. Uwielbiałam jego dotyk.

- Pobiegać skłamałam, wskazując na słuchawki. Chłopak pokiwał głową, pocałował mnie, po czym odsunął się o krok. Czułam się naprawdę podle, jednak nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Zdenerwowałby się i na pewno nie pozwoliłby mi wyjść. A naprawdę musiałam to zrobić.

Wyszłam jak najszybciej z domu. Biegiem ruszyłam w stronę kawiarni, która znajdowała się w bardziej odosobnionej części Londynu. Moje serce biło jak szalone. Cholernie się stresowałam, jednak wiedziałam, że postępuję słusznie.

Piętnaście minut później, znalazłam się przed wybranym miejscem. Zatrzymałam się przed wejściem, wahając się czy na pewno mam tam wejść. W mojej głowie pojawił się obraz Amy, a moje wątpliwości momentalnie zniknęły.

Wzięłam głęboki oddech, wchodząc do środka. Przeleciałam wzrokiem po kilku osobach, które znajdowały się w pomieszczeniu. Było ich dość mało, ale aż tak się tym nie przejmowałam. Mój wzrok zatrzymał się na osobie, która siedziała w kącie pomieszczenia. W tym samym czasie poniósł wzrok na mnie, jakby wyczuwając, że mu się przyglądam.

Delikatnie się wzdrygnęłam, zauważając dość spore podobieństwo jego do Amy.

A więc czekała mnie poważna rozmowa z jej ojcem. Miałam cichą nadzieję, że nic poważnego się nie wydarzy…

Czasem troska o innych sprawia, że podejmujemy decyzje, które niekoniecznie są dla nas samych dobre. Nie przejmujemy się konsekwencjami, myśląc tylko o tej jednej osobie.



Hej! Chciałam przeprosić za tak długą nieobecność. Te ostatnie tygodnie miałam zawalone (próbne testy oraz bierzmowanie, przez co cały tydzień siedziałam w kościele do 20:00). Od razu oznajmiam, że nie wiem kiedy kolejny rozdział (postaram się napisać go szybko), jednak mam teraz dużo nauki (sami chyba rozumiecie). I nie mówię tego po to, żebyście się nade mną zlitowali czy coś. Heh, nawet nauczyciele dziwią się, że jako jedyna 3 klasa mamy tak pozawalane tygodnie sprawdzianami, że tylko w naszej jedynej klasie muszą robić "rezerwacje" miejsca z dwumiesięcznym wyprzedzeniem :') Ale cóż, jesteśmy wyjątkowi! (tsa)
Komentujcie miśki! (Jakbyście mogli napisać coś więcej niż tylko "super, czekam na next", nie obraziłabym się ;) Uwielbiam czytać Wasze opinie.) Ogólnie to rozdział miał być wcześniej, ale  chyba blogger nastawił się przeciwko mnie! ;c

8 komentarzy:

  1. Pierwsza! Rozdział świetny. Lekko się czyta po prostu mistrzostwo świata! Czekam na kolejny rozdział. Życzę weny i więcej czasu wolnego. ;) <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! Tylko, że nie powinna iść na spotkanie sama....
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę warto było czekać! Rozdział naprawde mi się podoba, Meg jak zwykle działa impulsywnie i pewnie przez to będą jaakieś kłopoty! Wgl życzę ci weny i powodzenia przy pisaniu kolejnego rozdziału! :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten rozdzial jest super czuje ze sprawa z Amy i Tonym jest grubsza....

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział! Kocham twojego bloga! Za każdym razem gdy otwieram przeglądarkę od razu wchodzę na tego bloga! Trzymaj tak dalej! Kocham <3 i z niecierpliwością czekam na nexta! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń