czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 33

Wiecie, że już minął rok, od kiedy założyłam bloga?! :) (może napiszę na ten temat osobną notkę)
Rozdział dodaję dzisiaj, z okazji świąt! Taki prezencik dla Was! ;)
(A jeśli byście chcieli zrobić prezent mi, to proszę skomentujcie ten rozdział ;) Ale nie chodzi mi o komentarz "super, czekam na next", tylko naprawdę prawdziwy komentarz :) Sprawcie, abym ja też była happy!) Wesołych Świąt kochani! ♥ 

Wolnym krokiem podeszłam do stolika, przy którym siedział. Niepewnie zajęłam miejsce naprzeciwko, nie spuszczając z niego choć na sekundę wzroku. Nie miałam pojęcia od czego zacząć. Tym bardziej nie pomagał fakt, że ten facet był cholernie podobny do swojej wspaniałej córki, na którą wcale nie zasługiwał.

Mieli te same rysy twarzy. U niego były one bardziej wyraziste, zaś u Amy zdecydowanie delikatniejsze. Miał gęste, czarne włosy, które były roztrzepane we wszystkie strony. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że miał identyczne, tak samo bystre oczy, które również posiadała jego córka.

Gdyby nie to, że byli do siebie naprawdę podobni, czułabym się zdecydowanie lepiej. Wspaniale by było, jakby wyglądał całkiem inaczej. Jako stary, przygruby facet, który z daleka odpychał swoim wyglądem. Nie miałabym wtedy żadnych zahamowań, aby skopać mu dupę, zmieszać z błotem, a później z wielkim uśmiechem na twarzy odejść, zostawiając go z poczuciem winy.

Niestety było całkiem inaczej. Nie wiedziałam ile dokładnie miał lat. Wyglądał dość młodo i gdyby nie to, że nienawidziłam go całą sobą, musiałabym przyznać, że jak na swój wiek jest przystojny. Był zadbany, szczupły, dość wysoki i w miarę dobrze zbudowany. Ciekawa jestem czy w więzieniu ćwiczył, przez co jego mięśnie były widocznie zarysowane pod koszulą, którą miał na sobie.

Mimowolnie skuliłam się w sobie. Nie chciałam, aby tak było, jednak jego obecność mnie onieśmielała. Biła od niego pewność siebie, opanowanie i nutka władczości. Wiedział kim jestem i czego od niego chcę. On również ode mnie tego oczekiwał. Odpowiedzi.

Wzięłam głęboki oddech, prostując się na krześle. Musiałam zachować spokój, który do tej pory miałam. Nie mogłam pozwolić mu się zdominować czy zastraszyć. Nie zrobi mi krzywdy, a jeśli nawet, to wiem, że przynajmniej starałam się w dobrej sprawie.

Z zamyślenia wyrwała mnie młoda kelnerka, która podeszła do naszego stolika. Zapytała się, czy chcę coś zamówić. Przeniosłam najpierw wzrok na ojca Amy, który spokojnie pił herbatę, uważnie skanując mnie przy tym przenikliwym spojrzeniem. Zamówiłam kawę i kiedy w końcu ją dostałam, postanowiłam się odezwać.

Nie zamierzam długo tutaj siedzieć. Przyszłam zadać kilka pytań i mam nadzieję, że uzyskam szczere odpowiedzi, które mnie usatysfakcjonują powiedziałam twardym, nie znoszącym sprzeciwu głosem. Spojrzałam mu pewnie w oczy, nie odwracając wzroku, kiedy on również to zrobił. Toczyliśmy niemą walkę o to, kto pierwszy się podda i odwróci wzrok. Nie zamierzałam przegrać, ukazując przy tym słabość. O nie, byłam zdecydowana, aby pokazać mu, kto z nas rozdaje w tej grze karty.

Przez pewien moment między nami zapanowała cisza. Wzięłam do ręki kubek, biorąc z niego łyka ciepłego napoju, który momentalnie mnie rozgrzał, rozluźniając przy tym spięte ciało. Zauważyłam na jego twarzy delikatny uśmiech, dlatego lekko zdezorientowana zmarszczyłam brwi.

Widzę, że jesteś stanowcza i wiesz czego chcesz. Podoba mi się to w tobie powiedział, opierając podbródek na splecionych dłoniach, które trzymał na stole. Zacisnęłam dłonie na kubku z kawą, kiedy po moim ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz.

Jego głos był cichy, spokojny i niski. Inny niż ten, który słyszałam podczas rozmowy telefonicznej. Ten wydawał się bardziej groźny, niebezpieczny i tajemniczy zarazem. Jednym słowem przerażający.

Nabrałam głęboko powietrza, starając się opanować lekki niepokój, który tlił się we mnie. Jak na razie byłam opanowana. Odwagi dodawało mi to, że byliśmy w miejscu publicznym, chociaż w kawiarni było bardzo mało osób. Dopóki byliśmy tutaj, czułam się w miarę bezpiecznie. Miałam nadzieje, że nie zrobi mi krzywdy, zważając na to, że dopiero co wyszedł z więzienia. Gorzej będzie, jeśli zachce stąd wyjść. Żałowałam trochę, że nie powiedziałam o tym spotkaniu Louisowi lub Tony'emu. Może byłabym wtedy spokojniejsza, wiedząc, że w razie czego, będą mieli wskazówki, gdzie szukać mojego ciała.

Momentalnie odrzuciłam od siebie tę myśl. On nic mi nie zrobi, a ja po rozmowie wrócę spokojnie do domu.

Nie będę owijać w bawełnę. Co pan chce od Amy? zapytałam ostro. Oznajmiam, że jeśli pan ją skrzywdzi, to mogę zapewnić, że zabiję pana bardzo powoli, ciesząc się każdą sekundą pana cierpienia powiedziałam cichym, jak na mnie przerażającym głosem. Aż sama byłam zaskoczona moim zachowaniem. Podobało mi się to. Czułam przyjemny dreszczyk emocji, a adrenalina krążyła mi w żyłach.

Na jego ustach ponownie zawitał delikatny uśmiech. Przejechał palcami po ustach, po czym pochylił się nad stołem bardziej w moją stronę. Nawet nie drgnęłam. Z uwagą przyglądałam się każdemu jego ruchowi, jakby za chwilę miał mnie zaatakować.

To groźba? zapytał spokojnie, podnosząc jedną brew w pytającym geście. Zmrużyłam oczy, również nachylając się w jego kierunku. Dzieliła nas bardzo mała odległość, jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Strach i niepewność odeszły w niepamięć, a ja z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej pewna siebie. Tak, to był zdecydowanie mój żywioł.

Ostrzeżenie szepnęłam. W moim głosie oraz zachowaniu dało się dostrzec obietnicę. Byłam w stanie spełnić moje słowa, jeśli tylko on zrobiłby coś niewłaściwego, coś co skrzywdziłoby Amy. Nie miałabym skrupułów do zabicia go, nawet jeśli potem musiałabym odsiedzieć za to w więzieniu.

Podziwiam twoją determinację. Naprawdę. Mało osób zdecydowałoby się, tak, jak ty spotkać się ze mną po tym, czego prawdopodobnie się dowiedziałaś na mój temat stwierdził, z powrotem opierając się o oparcie krzesła. Również powróciłam do wcześniejszej pozycji. Zauważyłam, że w kawiarni robił się coraz większy ruch. Jeszcze przed chwilą by mi to odpowiadało, jednak teraz wolałam, aby ponownie było tutaj mało ludzi. Nie chciałam, żeby ktoś usłyszał naszą rozmowę. Wolałam, aby to co mówimy, zostało tylko między nami.

Czasem dla niektórych osób warto jest ryzykować. To się właśnie nazywa miłość mruknęłam, spuszczając wzrok na swoje dłonie, które nagle stały się bardzo interesujące. Usłyszałam jego ciche westchnienie.

Wiedziałam, że w pewnym stopniu dotknęły go moje słowa. Wiedział, że to co mówię, miało drugie dno, które dotyczyło jego relacji z Amy. Nie miałam pojęcia dlaczego, ale kiedy na niego spojrzałam, poczułam się naprawdę głupio. Mimo tego, że na początku zamierzałam sprawić mu jak największy ból, teraz tego nie chciałam. Nie mówię, że mu współczułam. Co to, to nie. Zasługiwał na to wszystko, jednak kiedy na niego patrzyłam, momentalnie przed oczami stawał mi obraz jego córki.

Szybko odsunęłam od siebie te wszystkie sprzeczne myśli, ponownie udając obojętność. Z racji tego, że nie odpowiedział mi na wcześniejsze pytanie, powtórzyłam je:

A więc? Dowiem się w końcu, czego pan chce? zapytałam, patrząc na niego wyczekująco. Uśmiechnął się smutno, wzruszając ramionami.

Chcę po prostu z nią porozmawiać. Przynajmniej ten jeden raz. Później, jeśli tylko zechce, zniknę z jej życia całkowicie powiedział cicho, na co jedynie pokiwałam głową. Między nami ponownie zapanowała cisza, dlatego chwyciłam kubek, upijając z niego kilka sporych łyków. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Było już tu naprawdę sporo osób, dlatego nie czułam się zbyt komfortowo. Miałam jeszcze kilka pytań, na które zamierzałam uzyskać odpowiedzi, jednak nie chciałam, aby ktoś dowiedział się tematu naszej rozmowy. To było zbyt osobiste.

Ojciec Amy chyba to zauważył, ponieważ chrząknął cicho, zwracając na siebie moją uwagę. Spojrzałam na niego pytająco.

Może się przejdziemy? zaproponował. Przez moment biłam się z myślami. Pomimo tego, że o tej porze panował tutaj spory ruch, miałam pewność, że nic mi się nie stanie. Jednak kiedy wyjdziemy, ludzi będzie zdecydowanie mniej, może nawet i wcale, przez co nie będę miała zapewnionego bezpieczeństwa. Oczywiście jeśli wolisz zostać, zrozumiem dodał szybko. Zdenerwowana przygryzłam wargę.

Już miałam się odezwać, kiedy niespodziewanie zadzwonił mój telefon. Podskoczyłam wystraszona w miejscu. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę, sprawdzając kto dzwoni. Na wyświetlaczu pojawił się napis Louis. Odrzuciłam połączenie, wyłączając telefon, aby nikt mi już nie przeszkadzał. Schowałam urządzenie z powrotem do kieszeni, ponownie skupiając uwagę na osobie, która w dalszym ciągu oczekiwała na moją odpowiedź.

Louis mnie zabije pomyślałam, jednak ostatecznie zgodziłam się. Robię to dla Amy.

Wyjęłam z kieszeni pieniądze, aby zapłacić za kawę, ale czyjeś ręce powstrzymały mnie, przed położeniem ich na stole. Zaskoczona spojrzałam na ojca przyjaciółki. Momentalnie puścił moje nadgarstki. Posłał w moją stronę delikatny uśmiech, kręcąc przecząco głową.

Ja zaproponowałem to miejsce, ja zapłacę powiedział. Westchnęłam zrezygnowana. Nienawidziłam, kiedy ktoś wydawał na mnie pieniądze, jednak tym razem postanowiłam odpuścić. Nie miałam siły się spierać.

Podnieśliśmy się z miejsca, ruszając w stronę wyjścia. Opuściliśmy kawiarnię. Szliśmy przed siebie. Nie miałam pojęcia dokąd idziemy, ale postanowiłam się nie odzywać. Czułam lekki niepokój. Starałam się go jak najbardziej pozbyć i pomału mi to wychodziło.

Mogę panu zadać bardziej osobiste pytanie? zapytałam cichym głosem. Schowałam ręce do kieszeni spodni. Przyglądałam się moim butom, które nagle stały się interesujące.

Domyślam się o co chodzi, ale jasne. Pytaj. Poza tym przestań z tym panem, niezręcznie się wtedy czuję mruknął, na co przytaknęłam. Przez chwilę układałam sobie w głowie tekst, aby chociaż w małym stopniu nie było to aż takie wścibskie. Było to jednak niemożliwe, dlatego wzięłam wdech, po czym w końcu się odezwałam:

Dlaczego? Dlaczego ją tak bardzo skrzywdziłeś? zapytałam szeptem. Gdybym w tamtym momencie mu się nie przyglądała, nie zauważyłabym, że całe jego ciało się spięło. Nie zamierzałam naciskać, aby uzyskać odpowiedź. Wolałam poczekać, aż sam zdecyduje się mi o tym opowiedzieć. Rozumiałam, że dla niego też jest to dość ciężka sytuacja.

W tej sytuacji nie ma wyjaśnienia dlaczego. Zrobił cudzysłów w powietrzu. Najpierw śmierć żony, później alkohol… Nie pamiętam większości rzeczy z tamtego czasu. Zazwyczaj byłem wtedy strasznie pijany i na następny dzień nie pamiętałem, co się działo. I nie mówię tego, żeby się choć w małym stopniu usprawiedliwić. Tego nie da się wybaczyć i ja to w stu procentach rozumiem. Nie powinienem był wtedy pić. Może, gdybym bardziej się postarał, to wszystko potoczyłoby się inaczej? Westchnął zrezygnowany. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w okolicy serca.

Miał całkowitą rację. Gdyby nie zaczął pić po śmierci żony, nie skrzywdziłby córki i nie poszedłby do więzienia. Ale jego również rozumiałam. Stracił osobę, którą kochał całym sercem. Wiem jaki to ból i jak trudno jest się z tym uporać. Ja do pomocy miałam Amy, a on został z tym wszystkim całkowicie sam. Pod żadnym pozorem nie usprawiedliwiam go, ponieważ to co zrobił jest niewybaczalne. Staram się go jedynie choć trochę zrozumieć, zobaczyć jego punkt widzenia.

Spojrzałam w niebo. Powoli zaczynało się ściemniać. Słońce chowało się za horyzontem, a powietrze stawało się coraz chłodniejsze. Zaczesałam luźny kosmyk włosów za ucho. Zamknęłam oczy, starając się ogarnąć szalejące myśli.

Chciałbyś, aby ci wybaczyła? zapytałam niespodziewanie, zaskakując nas oboje. Spojrzał na mnie, po czym pewnie pokręcił głową.

Nie, nie chcę tego. Nie zasługuję na jej wybaczenie. Wiem, że byłaby w stanie to zrobić, ale mi nie o to chodzi. Zrobiłem coś strasznego i teraz muszę cierpieć… I jeśli do tej pory myślałaś, że dlatego chcę z nią o tym porozmawiać, to nie. Nie chodzi mi o to powiedział spokojnie.

Rozumiem szepnęłam. Ojciec Amy zatrzymał się, co zrobiłam również ja. Odwróciłam się w jego stronę, nie wiedząc co zamierza zrobić. Przez sekundę w mojej głowie pojawiła się myśl uciekaj, jednak zaraz odrzuciłam ją od siebie. Wątpię, aby po naszej rozmowie zamierzał zrobić mi krzywdę.

Powinnaś wracać do domu. Pewnie się o ciebie martwią, zważając na to z kim właśnie się spotkałaś powiedział, a na jego ustach pojawił się smutny uśmiech. Czułam się okropnie, ale starałam się tego nie okazywać.

Nikt nie wie o spotkaniu. Nie przejmuj się. Jednak jakby wiedzieli, myślę, że by zrozumieli. Ale masz rację, powinnam wracać. Schowałam dłonie do kieszeni, cofając się o krok w tył. Miałam jeszcze kilka pytań, na które wciąż nie znałam odpowiedzi. Postanowiłam zadać mu je kiedy indziej.

Mogłabyś się spytać Amy, czy porozmawiałaby ze mną? zapytał niepewnie. Oczywiście, jeśli nie będziesz chciała puścić jej samej, ty również możesz przyjść dodał szybko. Uśmiechnęłam się delikatnie i zachichotałam cicho.

Cieszę się, że Amy ma taką wspaniałą przyjaciółkę jak ty. Zaopiekujesz się nią? Widziałam w jego oczach jednocześnie smutek i szczęście.

Oczywiście. Opiekowałam się nią prawie całe życie. Nie zostawię jej obiecałam. Zamierzałam dotrzymać tej obietnicy. Amy nigdy nie zostawiła mnie samej, ja również nie zamierzam.

Dziękuję. Ufam ci szepnął. Byłam zaskoczona jego słowami, jednak muszę przyznać, że poczułam w środku przyjemne ciepło.

Wystawił w moją stronę dłoń na pożegnanie. Kiedy zamierzałam ją uścisnąć, niespodziewanie ktoś szarpnął mną do tyłu, przez co prawie wylądowałam na ziemi. Przez chwilę nie miałam pojęcia co się dzieje. Zobaczyłam, że ktoś staje przede mną, osłaniając mnie swoim ciałem. Od razu rozpoznałam, że to Louis. Odwrócił lekko głowę w moją stronę, posyłając mi wściekłe spojrzenie. Był zły. Cholernie zły.

Mimowolnie skuliłam się w sobie. Złapałam go za ramię, aby przypadkiem nie zrobił czegoś głupiego.

Nie waż się jej dotknąć, inaczej możesz pożegnać się z rękami ostrzegł wściekły. Zaciskał dłoń na moim biodrze, nie pozwalając mi się wychylić przed niego.

Louis! W tej chwili przestań! skarciłam go, na co on tylko pokręcił głową, dając znak, żebym nie pogarszała swojej sytuacji, która i tak jednym słowem jest już beznadziejna.

Miałaś rację. Zrozumieją zażartował ojciec Amy, nawiązując do moich wcześniejszych słów. Na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec. Spojrzałam na niego przepraszająco, na co on posłał w moją stronę uspokajający uśmiech. Lepiej zostawię was samych. Jeszcze raz ci dziękuję Meg powiedział, po czym odwrócił się i odszedł. Louis jeszcze przez chwilę stał nieruchomo. Kiedy był pewien, że jestem w bezpiecznej odległości od pana Moore, odsunął się, odwracając twarzą w moją stronę.

Co ci odbiło?! syknęłam zła. Spojrzał na mnie zaskoczony, po czym ponownie przybrał karcącą minę.

Mnie?! Co do cholery odbiło tobie?! Jak mogłaś iść się z nim spotkać, nie mówiąc mi o tym?! Poza tym całkiem sama?! Nie dość ci kurwa po ostatnich wydarzeniach spod klubu?! zapytał ostro, na co niekontrolowanie zrobiłam krok w tył. Zauważył to, przez co cały się spiął. Przepraszam powiedział łagodniej. Między nami zapanowała cisza. Przez chwilę stałam, wpatrując się w niego. Schowałam ręce do kieszeni, ponownie robiąc krok w tył. W pewnym momencie odwróciłam się, idąc przed siebie. Starałam się ignorować Louisa, który ruszył zaraz za mną.

Serio będziesz się teraz na mnie o to wkurzać? zapytał lekko zirytowany. Wywróciłam jedynie oczami, nie odpowiadając. Poczułam jak szarpnął mnie za ramię, przez co zmusił mnie tym samym do tego, że musiałam się zatrzymać. Posłałam w jego stronę złowrogie spojrzenie, którym wcale się nie przejął. Złapał w dłonie moją twarz, delikatnie kciukami gładząc policzki. Mimowolnie przyjemne dreszcze przeszły mi po plecach.

Przepraszam za to co powiedziałem i za to, że na ciebie nakrzyczałem, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że cholernie się o ciebie martwiłem? Wiedziałem przecież, co ten gościu zrobił Amy, a później dowiaduję się, że ty sama się z nim spotkałaś. Na dodatek nie odbierałaś telefonu skarcił mnie. Delikatnie przygryzłam wargę. Biegłem tutaj, prawie wpadając pod cztery samochody, ledwo co, a spowodowałbym wypadek, ponieważ byłem przerażony, że on mógł ci zrobić krzywdę. A wtedy bym go zabił powiedział na jednym wydechu, cały czas patrząc w moje oczy.

Naprawdę biegłeś aż tutaj, aby zobaczyć czy ze mną wszystko w porządku? zapytałam cicho, na co on pokiwał głową, uśmiechając się lekko. Nachylił się, składając na moich ustach krótki pocałunek. Tak właściwie, skąd wiedziałeś, że tutaj jestem?

Kiedy nie odbierałaś, zadzwoniłem do Tony'ego. Powiedział, że ostatni raz widział cię w szkole. Szybko zakończył rozmowę, mówiąc, że stara się jakoś skontaktować z ojcem Amy, jednak nie odbiera. Chwilę później Zayn napisał, że widział ciebie z jakimś starszym gościem w kawiarni. Od razu skojarzyłem fakty i jak najszybciej przybiegłem tutaj powiedział.

Wtuliłam się w jego ciało, a on momentalnie objął mnie ramionami, przyciągając bliżej siebie. Wdychałam przyjemy zapach jego perfum, słuchając lekko przyśpieszonego bicia serca. Zrobiło mi się cholernie głupio, przez to jak wcześniej zareagowałam. On po prostu się o mnie martwił i wcale się nie dziwię. Mam tendencję do częstego pakowania się w kłopoty.

Przepraszam szepnęłam. Złożyłam delikatny pocałunek na jego odsłoniętym obojczyku, po czym oparłam czoło na jego torsie.

Nic nie szkodzi, tylko błagam, nie rób więcej takich numerów. Nie wybaczę sobie, jeśli coś ci się stanie. Przez moją nieuwagę straciłem już naprawdę ważne osoby…….

Jeśli na kimś nam zależy, bezpieczeństwo, szczęście czy samopoczucie tej osoby, staje się ważniejsze od naszego. Staramy się żyć tylko i wyłącznie dla nich.
Chciałabym tutaj wszystkim Wam życzyć wspaniałych świąt, świetnych prezentów i udanego Sylwestra! Oby spełniły się wszystkie Wasze życzenia. WESOŁYCH ŚWIĄT!

8 komentarzy:

  1. Suuuper rozdział czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega. Rozdzial swietny, ale mimo to naprawde szkoda mi ojca Amy. Widac ze zaluje. Czekam na next ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Geeeeeenialny, tyleee emocji :D Mimo wszystki szkoda mi ojca Amy bo widać, że cierpi przez to co zrobił, a Lou jeeest taki opiekuńczy ♥ Meg za to ciągle pakuje się w jakieś kłopoty ale do teego da się przyzwyczaić XD Rozdział wspaniały i czekam na kolejny :)
    Wesoołych Świąt! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Spóźnione Wesołych Świąt.... Chciałabyś czegoś więcej niż zazwyczaj piszę ale prawdą jest to, że ja nie potrafię pisać długich komentarzy oceniający i rozpatrujących pod różnymi względami treść rozdziału. Jedyne co mogę napisać to to, że rozdział mi się podoba i czekam z niecierpliwością na następny a opiekuńczość Lou jest słodka... tak więc czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam kiedy Louis jest taki słodki i troskliwy. To ff jest po prostu ... tego nie da się opisać. To jest życie i nie wyobrażam sobie końca tej opowieści. Najbardziej lubię w tym fanfiction to że akcja co rozdział dotyczy innego bohatera, przez co dowiadujemy się o tajemnicach każdego z nich. Ogólnie fajny pomysł na takie tajemnicze ff. Życzę Ci Wesołych Świąt i niekończącej się weny. <3
    Ps. MAM NADZIEJE ŻE KIEDYŚ PRZECZYTASZ MÓJ KOMENTARZ. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że przeczytam! Zawsze czytam każdy! Chyba jeszcze nigdy zadnego komentarza nie pominęłam :) Po prostu nie na wszystkie odpowiadam ;)
      Jejku dziękuję za tak miłe słowa ❤
      Hah nie spodziewałam się, że ten blog jest tajemniczy, ale w sumie cieszę się :D
      Również życzę wesołych świąt i udanego sylwestra :*

      Usuń
  6. Nie mogę doczekać się następnego ;-)

    OdpowiedzUsuń