wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 34


Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
MAM MAŁE PYTANIE ODNOŚNIE FABUŁY. CZYTAĆ NOTKĘ ;)
________________________________________________________________________
Przymknęłam oczy, kiedy jego dłoń delikatnie gładziła nagą skórę mojego ramienia. Przejechał opuszkami palców od mojej dłoni, przez obojczyk, aż do szyi, po czym złożył pocałunek tuż za uchem. Z moich ust uciekło ciche westchnienie, a po plecach przeszła fala przyjemnych dreszczy. Czułam, że Louis się uśmiecha. Wiedział, jak na mnie działa i bezkarnie to wykorzystywał.
Jego dłoń ponownie zaczęła swą wędrówkę, kierując się wzdłuż mojego ciała. Zatrzymał ją na moim biodrze i po krótkim zastanowieniu wsunął ją pod moją koszulkę. Delikatnie przejechał nią po mojej talii, a kiedy jego dłoń sunęła wyżej, aż do linii żeber, moje ciało momentalnie znieruchomiało, przez co on również zaprzestał swoich ruchów. Bałam się cokolwiek zrobić, nawet wstrzymywałam powietrze, czekając na jego dalszy krok.
Przysunął swoje usta bliżej mojego ucha, dzięki czemu czułam jego spokojny, ciepły oddech. Motylki już dawno szalały w moim brzuchu i nic nie mogłam na to poradzić. W sumie nawet nie chciałam. Podobało mi się to.
Spokojnie. Nie zrobię nic, czego nie będziesz chciała szepnął, dzięki czemu ponownie się odprężyłam. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w jego oddech.
Kreślił na moim brzuchu nieznane wzory, jeżdżąc palcem od linii majtek do linii żeber, czasem kreśląc kółka wokół pępka. Na moich ustach zagościł lekki uśmiech.
Wiesz, że już powinniśmy spać? Jutro szkoła, a jest druga w nocy mruknęłam cicho, na co on tylko się zaśmiał.
To śpij. Uwierz, zdecydowanie bardziej wolę się tobie przyglądać. Dam radę jutro wstać odpowiedział szeptem.
Złapał mnie za bok i lekko popchnął, dając mi tym samym znak, abym się odwróciła w jego stronę. Tak też zrobiłam i po chwili wpatrywałam się w jego twarz podpartą na dłoni. Uważnie skanował każdy mój ruch. Jego szare oczy radośnie błyszczały w świetle księżyca.
Ostatnio częściej śpię u ciebie niż u siebie stwierdził, a na jego ustach zagościł głupkowaty uśmiech. Wywróciłam oczami, jednak moje kąciki ust również podniosły się ku górze.
Mnie tam to jak najbardziej pasuje mruknęłam prosto w jego usta, po czym złożyłam na nich delikatny pocałunek, na który nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ zaraz się od niego odsunęłam. Gdyby twoja mama tu teraz weszła, prawdopodobnie dostałaby zawału powiedziałam, wtulając się w jego ciało, na co on momentalnie objął mnie ramieniem, przyciągając bliżej siebie.
Dlaczego? zapytał zdziwiony. Przez kilka chwil nie odpowiedziałam. Przycisnęłam czoło do jego nagiego torsu, zastanawiając się, jak mam logicznie powiedzieć to, co chodziło mi po głowie. Kiedy cisza się przeciągała, Louis pstryknął palcem mój policzek, dając tym samym znak, żebym się pospieszyła.
Wydaje mi się, że twoi rodzice dali mi dom, nie po to, abym romansowała z ich synem. Raczej chodziło im o to, żebym była twoją siostrą, a ich córką wyjaśniłam. Przez chwile zastanawiał się nad moimi słowami i prawdopodobnie właśnie przyznawał mi racje. Jednak to co powiedziałam, było całkowitą prawdą, co strasznie mnie bolało. Nie chciałam zawieźć moich opiekunów, którzy dali mi dom i kochającą rodzinę, ale bądź co bądź pragnęłam być z Louisem. Nie mogę powiedzieć, że go kocham. Nie poznałam go na tyle, żeby to stwierdzić, jednak bardzo mi na nim zależy. Uwielbiam spędzać z nim czas, kocham kiedy się śmieje, kiedy jest szczęśliwy, kiedy mnie dotyka, ponieważ czuję wtedy przyjemne dreszcze oraz motylki w brzuchu. On potrafi mnie rozbawić, pocieszyć, a co najważniejsze, czuję się przy nim bezpieczna. Jednym słowem ufam mu.
Może i masz rację... przerwał, przewracając mnie na plecy. Oparł ręce po obu stronach mojej głowy, dzięki czemu zwisał nade mną. Jednak mnie to wcale nie obchodzi. Chce być z tobą, poza tym jestem pewny, że rodzice zrozumieją odpowiedział, cały czas patrząc w moje oczy. Powoli nachylił się i złączył nasze usta w pocałunku. Zarzuciłam ręce na jego szyję, przyciągając go bliżej siebie, tym samym pogłębiając pocałunek.
Za tydzień twoje urodziny, a za niecały miesiąc wakacje powiedział, tym samym odsuwając się ode mnie, na co zrobiłam niezadowoloną minę.
Nie odpowiedziałam, wzruszając tylko ramionami. Urodziny to dla mnie zwyczajny dzień. To samo mogę powiedzieć o wakacjach. Nigdy nie świętuję i takie wydarzenia nie wpływają jakoś znacząco na mnie, tak jak na inne osoby.
Nie cieszysz się? Uniósł brew w pytającym geście. Westchnęłam cicho, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.
A czym mam się tu cieszyć? To tylko urodziny. Dzień jak każdy. Z Amy dajemy sobie jakieś małe prezenty, ale to wszystko wyjaśniłam. Chłopak zmarszczył brwi, po czym pokręcił głową. Podniósł się do pozycji siedzącej, opierając plecami o ścianę.
Ty po prostu nigdy nie przeżyłaś prawdziwych urodzin, ale nie martw się. Ja się tym zajmę. To będą najlepsze urodziny w twoim życiu powiedział.
Nie rób nic, Louis. Nie chcę mruknęłam, na co on wywrócił oczami. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie, przez co znalazłam się na jego kolanach. Objął mnie rękami w pasie, delikatnie kciukiem kreśląc kółka na moich plecach.
Wyluzuj. Postaram się, abyś naprawdę dobrze się bawiła. Posłał w moją stronę ten swój uroczy, chłopięcy uśmiech. Kolana momentalnie mi zmiękły i gdyby nie to, że siedziałam, prawdopodobnie już leżałabym na ziemi. Wiedział czego użyć, abym mu uległa. Bezczelnie wykorzystuje swój urok osobisty przeciwko mnie!
Okej poddałam się, a on szczęśliwy z wielką siłą złączył nasze usta w pocałunku. Nawet nie zauważyłam, a już po chwili leżałam pod nim na zmianę całując go i śmiejąc się.

Co ten chłopak ze mną robi…
***
Przesunęłam się na bok, dając mu tym samym więcej miejsca do dyspozycji. Spojrzał na mnie niepewnie, nie wiedząc co robić. Posłałam w jego stronę pewny uśmiech, który niepewnie odwzajemnił. Ponownie przeniósł wzrok przed siebie, po czym spojrzał w dół.
Zaśmiałam się cicho i złapałam go za dłoń, splatając nasze palce razem. Odwzajemnił uścisk, lekko gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
Jesteś tego pewna? zapytał cicho, na co rozbawiona pokiwałam twierdząco głową. Moja ekscytacja rosła z każdą chwilą. Czułam przyjemne ciepło rozlewające się w całym moim ciele, a nutka adrenaliny krążyła mi w żyłach.
Jeśli tego nie chcesz, możemy się jeszcze wycofać oznajmiłam pewnie, dając mu wybór. Zagryzł wargę czym doszczętnie mnie rozproszył i w końcu pokręcił głową. Nabrał głęboko powietrza do płuc, rozluźniając trochę rękę, którą trzymał barierkę. Zauważyłam, że jego knykcie są całe białe od ciągłego ściskania tego kawałka metalu.
Myślisz, że się nie zabijemy? zadał kolejne pytanie, a moje rozbawienie rosło z każdą chwilą. Naprawdę słodko wyglądał, kiedy się tak stresował. W sumie nie dziwiłam mu się. Sama byłam trochę niepewna tej decyzji, ale zdecydowanie bardziej chciałam to zrobić. Raz się żyje, prawda?

Raczej nie. A jeśli nawet, to co z tego? Uśmiechnęłam się głupkowato i spojrzałam w dół. Przynajmniej zginiemy przy dobrej zabawie dodałam, na co on szturchnął mnie łokciem w żebra.

Nie pomagasz syknął. Po okolicy rozniósł się dźwięk mojego śmiechu. Kocham tego chłopaka, naprawdę. Z dnia na dzień robisz się coraz bardziej odważna, wiesz? Przeniósł na mnie wzrok, w tym samym czasie, kiedy zrobiłam to ja. Moje kąciki ust uniosły się lekko ku górze.
Tak właśnie na mnie działasz, ale to chyba dobrze, nie? zapytałam, na co on z uśmiechem pokiwał głową. Jesteś gotowy, Luke?
Matko, ile tu jest metrów od tej pieprzonej wody? Wyższego mostu znaleźć nie mogłaś, co? jęknął załamany. Nabrał głęboko powietrza, uspokajając się trochę. Gotowy szepnął. Oboje jednocześnie ścisnęliśmy swoje dłonie, które trzymaliśmy, po czym puściliśmy się poręczy mostu, skacząc w dół. W ciągu tego lotu słychać było naokoło tylko nasze krzyki, po czym nastąpił głośny plusk. Poczułam zimno, które momentalnie otoczyło moje ciało. Zaczęłam machać rękami oraz nogami, aby wydostać się na powierzchnię. Przez ten cały czas mocno ściskałam dłoń Luke'a, ani na chwilę go nie puszczając.
Kiedy wynurzyłam się spod wody, nabrałam głośno powietrza do płuc, co zrobił również mój towarzysz. Oboje spojrzeliśmy na siebie, po czym wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Blondyn zaczął płynąć w stronę brzegu, ciągnąc przy okazji mnie. Położyliśmy się na trawie. Nasze ubrania były całe przemoczone, ale nie przeszkadzało nam to.
Zabiję cię kiedyś, wiesz? Masz szczęście, że było tutaj naprawdę głęboko powiedział, obejmując mnie ramieniem.
Czasem warto jest ryzykować, czyż nie? Oparłam głowę na jego mokrym ramieniu. Adrenalina już całkowicie mnie opuściła, a nadszedł spokój. To było wspaniałe uczucie, kiedy oboje spadaliśmy w dół, nie wiedząc co się stanie. Może i byliśmy głupi oraz nierozsądni. Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś w tamtej chwili podszedł do nas, wytykając nam naszą głupotę. Pewnie taka osoba miałaby rację, ale co z tego?
Z tobą zawsze odparł. Zanim zdążyłam zareagować, poczułam jego usta na swoich, a mój mały świat ponownie został wywrócony do góry nogami.

Gwałtownie otworzyłam oczy, jednak jedyne co zobaczyłam to otaczająca mnie ciemność. Podniosłam się do pozycji siedzącej, rozglądając po pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na osobie leżącej obok. Louis spokojnie spał, przyciskając twarz do poduszki. Usta miał lekko rozchylone, a jego oddech był spokojny i miarowy. Co jakiś czas śmiesznie marszczył nos, pewnie ze względu na to, że coś mu się śniło. Wyglądał cholernie uroczo i niewinnie. Miałam ochotę zatopić palce w jego gęstych włosach, ale powstrzymałam się, nie chcąc go obudzić.
Kiedy na niego patrzyłam, czułam nieprzyjemne uczucie wstydu. Nie mam pojęcia, dlaczego czułam wyrzuty sumienia. Przecież to nie moja wina, że śnił mi się Luke. Poza tym to tylko sen. Wspomnienie, które już dawno jest przeszłością. Nie powinnam odczuwać tego nieprzyjemnego kłucia w okolicy serca, ale jednak czułam je i to bardzo mocno.
Z powrotem opadłam na poduszki. Przysunęłam się jak najbliżej Louisa, po czym wtuliłam się w jego ciało. Chłopak instynktownie objął mnie ramieniem, przyciągając bliżej siebie. Nadal słodko spał i kiedy tak wsłuchiwałam się w jego miarowe bicie serca, momentalnie się uspokoiłam. Przycisnęłam głowę do jego klatki piersiowej, ponownie odpływając w sen.

***
Na pewno nie chcesz, abym cię podwiózł? zapytał kolejny raz w ciągu pięciu minut, na co ponownie wywróciłam oczami. Wsunęłam na nogi trampki, po czym odwróciłam się przodem w stronę Louisa. Położyłam dłonie na biodrach, kręcąc głową z politowaniem.
Czego nie rozumiesz w zdaniu nie dziękuję, przejdę się? Uniosłam brew w pytającym geście. Kiedy zauważyłam jego niezadowoloną minę, podeszłam do niego, złapałam za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Momentalnie objął moją talię, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję.
Okej, a możesz mi chociaż powiedzieć, z jakim gwałcicielem zamierzasz się spotkać tym razem? zapytał, wywołując u mnie atak śmiechu. Rozbawiona pokręciłam głową. Tak na wszelki wypadek, żebym wiedział komu mam później skopać dupę dodał.
Nikomu nie będziesz kopał dupy! pisnęłam, uderzając go dłonią w klatkę piersiową. I dla twojej wiadomości nie idę spotykać się z żadnymi gwałcicielami, przestępcami i z nikim innym. Idę na cmentarz. Uprzedzając twoje następne pytanie, nie chcę podwózki, ponieważ skoczę po drodze do sklepu powiedziałam, odsuwając się od niego o krok. Złapałam leżący na ziemi plecak, zarzucając go na ramie. Usłyszałam jego ciche westchnienie i już wiedziałam, że mi ustąpił.
Zanim wyszłam z domu, chłopak pocałował mnie, wywołując przy tym fale dreszczy, po czym w końcu mogłam ruszyć w drogę.

***
Położyłam zapalony znicz na grobie moich rodziców, pomodliłam się, po czym usiadłam na małej ławeczce. Przez długą chwilę siedziałam nieruchomo, wpatrując się w zdjęcia rodziców, które znajdowały się na nagrobku.
Westchnęłam cicho, zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho. Tęskniłam za nimi. Tak bardzo chciałam, aby byli tutaj ze mną, ale w sumie, jakie dziecko nie chciałoby, aby jego rodzice, których kocha, byli z nim? Ja pragnęłam tego całym sercem, jednak niektóre marzenia nigdy nie zostaną spełnione.
Od pewnego czasu wyobrażam sobie różne sytuacje, które miałyby miejsce, gdyby oni tu byli. Zastanawiałam się, czy zaakceptowaliby Louisa, czy tata miałby ten okres odstraszania każdego chłopaka swojej córki”, czy mogłabym chodzić na imprezy i inne tego typu rzeczy.
Chciałabym, aby to oni mnie wychowywali, aby byli kiedy dorastam i przechodzili ze mną te wszystkie trudne etapy życia, wspierali mnie, w przyszłości byli na moim ślubie, na którym tata prowadziłby mnie do ołtarza. Ciekawa jestem jak zareagowaliby na wieść o ciąży i wnukach… Jednym słowem marzę o tym, by byli ze mną do końca życia, bo naprawdę ich potrzebuję.
Jednak nadchodzi smutna rzeczywistość, w której nigdy żadna z tych rzeczy nie może się już zdarzyć. Żałuję, że nie mogę odwrócić biegu wydarzeń, ponieważ wtedy tamtego dnia, nie nalegałabym na tą pieprzoną podróż. Z chęcią zamieniłabym się z nimi miejscami. Na pewno nie miałabym wtedy tych męczących wyrzutów sumienia, które codziennie mnie nękają i nie chcą opuścić.
Przepraszam was za wszystko powiedziałam w myślach. Oparłam łokcie na udach, chowając twarz w dłoniach. Poczułam nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Poczucie winy zżerało mnie od środka, a ja nie potrafiłam nic z nim zrobić. Może już dawno powinnam pogodzić się z ich śmiercią przecież nie byłam jedyną osobą, która przez to przechodzi jednak nie potrafiłam. Cały czas mnie to męczyło i wydawało mi się, że szybko nie przestanie.
Meg? Usłyszałam czyjś cichy głos, dlatego podniosłam głowę, aby sprawdzić kto zaszczycił mnie swoją obecnością. Nie powiem… byłam cholernie zaskoczona widząc stojącego obok mnie Ashtona. On również wydawał się zdziwiony moim widokiem. Od kiedy Luke wyjechał, zerwałam z nim oraz Calumem wszelkie kontakty. Nie rozmawialiśmy od tamtego zdarzenia i w sumie nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek będziemy mieli ku temu okazję. Poza tym myślałam, że wyjechali do Sydney, tam, gdzie przebywał Luke. Czyżby wrócił? A może w ogóle nie wyjeżdżał?
Ashton? Co ty tu robisz? Nie byłeś przypadkiem w Sydney? zapytałam, cały czas mu się przyglądając. Niewiele się zmienił. Może trochę nabrał mięśni, ale poza tym wyglądał tak jak wtedy, kiedy widzieliśmy się ostatni raz.
Byłem. Przez chwilę. Później musiałem wrócić na jakiś czas powiedział, wzruszając ramionami. Może się przejdziemy? zaproponował. Pokiwałam twierdząco głową, po czym wstałam z miejsca, ruszając za nim. Szliśmy obok siebie w przyjemnej ciszy, co jakiś czas stykając się ramionami. Schowałam ręce do kieszeni spodni i westchnęłam cicho.
Jak się czujesz? zapytał nagle, wyrywając mnie z zamyślenia. Słyszałem, że od jakiegoś czasu mieszkasz w nowym domu dodał szybko, widząc moją zdezorientowaną minę.
Przytaknęłam, nie spiesząc się z odpowiedzią.
Tak. Jest naprawdę dobrze. Myślę, że w końcu znalazłam dom powiedziałam, zaczesując przy okazji włosy za ucho. Nie dość, ze znalazłam dom, rodzinę to na dodatek chłopaka, ale o tym mu już nie musiałam wspominać.
Możesz mi wyjaśnić, dlaczego ty i Luke nie utrzymujecie już ze sobą kontaktu i dlaczego Amy oznajmiła, że jeśli tylko się tu pojawi, to go wykastruje? zapytał lekko rozbawiony. Co się między wami tak naprawdę zdarzyło?
Luke ci nie wyjaśnił? Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, na co on pokręcił przecząco głową. Nie miałam ochoty do tego wracać. Ashton bardzo długo przyjaźni się z Luke'iem i mimo tego, że blondyn cholernie mnie zranił, nie chciałam go oczerniać w oczach przyjaciela. To była już przeszłość, o której wolałam raz na zawsze zapomnieć.
Wolałabym, abyś porozmawiał o tym z Luke'iem, ale w skrócie to wszystko ujmując, byłam tylko jego zabawką. Wiesz… pobawił się mną, po czym zostawił. Wzruszyłam ramionami, udając obojętność, chociaż tak naprawdę rozsadzało mnie od środka. Zostawił ogromną ranę w moim sercu, która już raczej nie da rady się zagoić.
Ashton gwałtownie się zatrzymał, dlatego musiałam zrobić to również i ja. Odwróciłam się w jego stronę, czekając na jakąś jego reakcję.
On... co? Jesteś tego pewna? Przecież on był w ciebie cholernie zapatrzony! Zawsze kiedy nie patrzyłaś, przyglądał ci się z uwagą, kiedy ty się śmiałaś, on również się uśmiechał, cały czas cię przytulał, co czasem mnie aż przerażało uśmiechnął się lekko, wspominając dawną sytuację, po czym kontynuował dalej Nigdy bym nie przypuszczał, że to wszystko było tylko na pokaz. Że chciał się tylko tobą zabawić powiedział, kręcąc głową. Nie miałam wcześniej pojęcia o rzeczach, które właśnie mi wyjawił i muszę przyznać, że byłam naprawdę zaskoczona.
A jednak szepnęłam, uśmiechając się smutno. Chłopak objął mnie ramieniem, przyciągając go siebie. Oparłam dłonie na jego torsie, zadzierając głowę lekko do góry, aby móc na niego spojrzeć.
Za niedługo do niego jadę, także skopię mu od ciebie dupę i prześlę przy okazji gorące pozdrowienia. Okej? zapytał z ogromnym uśmiechem, dzięki czemu wywołał i mnie szczery, radosny śmiech. Pokiwałam głową na znak zgody, po czym przytuliłam się do niego.
Wiesz co? Cieszę się, że cię spotkałam….

Bo nieraz warto wszystko zakończyć. Zamknąć rozdział i zacząć od początku.

I mamy rozdział, po kolejnej mojej nieobecności! :) Powiem szczerze, że nawet mi się on podoba. Mimo tego, że jest krótki, to moim zdaniem jest właśnie taki, jaki powinien być :)
A TERAZ PYTANIE: Czy będzie Wam strasznie przeszkadzać, jeśli zrobiłabym teraz troszkę spore skoki czasowe? To bardzo ułatwiłoby mi z dalszą fabułą (i przyspieszyłoby dotarcie do finału, którego w sumie już nie mogę się doczekać!)
Proszę WSZYSTKICH, którzy przeczytali ten rozdział o skomentowanie. Bądź co bądź komentarzy jest mało (ale cieszę się zawsze z każdego). Jakbyście mogli napisać coś więcej niż tylko "super, czekam na next", bo jednak rozdziały mają po kilka tysięcy słów, a czy to taka wielka trudność napisać komentarz ze swoją opinią? (nie mówię tu o jakichś wypracowaniach na trzy strony. Nie! :)) Myślę, że ci, którzy sami piszą opowiadania, mnie zrozumieją :)
Zapraszam na "Light" na Wattpadzie!

21 komentarzy:

  1. To ja będę pierwsza! xD
    Oczywiście rozdział mi się bardzo podobał. Dobrze, że Meg i Louisowi się układa. Słodcy są <3
    No, znając Ciebie, to jednak coś tu jest nie tak. Myślę, że Luke wcale się nią nie bawił tylko tutaj rozwinie się jakaś dłuższa historia. Mimo wszystko fajnie, że Ashton zamierza mu "skopać dupę" xD W sumie całkiem ok facet :'D
    Czekam na następny rozdział!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że Luke wcale nie bawił się nią, tylko coś się stało jednak wolałabym żeby został przeszłością w jej życiu, zamkniętym rozdziałem. Co do skoku czasowego to mi to wcale nie przeszkadza byle by tylko zakończenie było szczęśliwe, czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyżbym była kolejna, która myśli że Luke nie jest takim dupkiem? Wydaje mi się,że za tym kryje się jakaś głębsza historia... I nie. Nie mam nic przeciwko żebyś zrobiła przeskoki czasowe. Chcę się już dowiedzieć co to za sprawa z Lukiem 😊
    Do następnego Skarbie ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Super. Myślałam że jak będą się przytulać to Louis to zobaczy i będzie drama.
    Ps. Super że jest też na Wattpadzie! : *

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebisty rozdział:D Ale dawaj więcej wątków z Tonym pls<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham kocham kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak bardzo kocham tego bloga! Nic dodać, nic ująć. Piszesz cudownie i chociaż czytałabym tego bloga po raz setny i tak mi się nie znudzi! Życzę weny i mam nadzieję, że dalej będziesz tak bosko pisać! Kocham, kocham, kocham i czekan na next <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  8. No więc ja jestem nowa w czytaniu twojego opowiadania (cholernie dobrego xD) i przeczytałam wszystkie rozdziały w 1 noc bo tak mnie to ff zaciekawiło i tak sie ciesze że połączyłam 1D z 5SOS że aż kwicze xDDD(nie ważne :,) ) Nie jestem dobra w pisaniu takich komów no ale trudno a co do tych skoków czasu myśle że możesz sb ułatwić sprawe c: jedyne co mnie zmartwiło to ,to że niedługo finał....yghhh mam nadzieje że będzie 2 część albo noee opowiadanie twojego autorstwa !

    OdpowiedzUsuń
  9. Okej, zazwyczaj nienawidzę tego robić, ale muszę się przyczepić.
    Ale od początku (dzisiaj nie zabłysnę składnością zdań, bo padam na ryj): wczoraj wynalazłam tego bloga w spisie i po długich poszukiwaniach czegoś sensownego do czytania, znalazłam. Spodobał mi się opis bloga, który po przeczytaniu trochę się nie pokrywa z treścią. A nawet bardzo. Przynajmniej do tego momentu: who knows what will be later? Tylko ty.
    Ale generalnie fabuła jest naprawdę dobra i przypomina mi jednego z moich starych jak świat blogów i historii. Też swojego czasu (jakieś sześć do ośmiu lat temu?) pisałam o dziewczynie z domu dziecka. Anyway.
    Niektóre teksty, rozpierdalały mnie na łopatki, przez co o drugiej z hakiem nad ranem dusiłam się własnym śmiechem, co by nie wydać się, że nie śpię. LOL
    Kocham całą tą paczkę, bo rozwalają system. A najbardziej Louis i Tony. KOCHAM. Trzy razy tak dla tych panów, przechodzą dalej.
    Idąc dalszym tropem: Nathalie i Meg mają takie same pokoje - ta sama kolorystyka. OK.
    Rzecz do której przyczepię się, przez to, że mnie się czepiają, ale staram się nad tym panować. Mieszasz czasy. Raz przeszły, raz teraźniejszy. Sama nie jestem alfą i omegą i chociaż siedzę w tym syfie od szesnastu lat (ja pierdole. kiedy to zleciało?) też walę byki, ale sprawdzam. Kolejna rzecz, ortografia. Widziałam w niektórych rozdziałach takie byki, że aż boli. (PRZEPRASZAM!).
    I ostatnia rzecz do której się doczepię, obiecuję.
    Niezgodność faktów. Sporo rzeczy się nijak nie nakłada. I prawdę powiedziawszy mnie osobiście zabrakło tu pokazania relacji Meg z Jay czy Markiem, który pojawił się raz. I skąd na litość boską Nathali wiedziała o Luku?
    I generalnie główna bohaterka jest momentami wkurwiająca. Byle gówno, a ona płacze. Litości.
    Ja czaję, że piszesz to opowiadanie od dwóch lat. Na serio. Czaję to. Ale... nie.
    Aczkolwiek dalej będę to czytać. Nie obiecuję komentarza pod każdym kolejnym postem, bo często zapominam, czytając w nocy.
    I mnie osobiście przeskok czasowy się podoba. Zresztą sama to zastosowałam, ale w odwrotną stronę. :D
    Anyway:
    Trzymam kciuki, za każdy kolejny rozdział. Życzę mnóstwa weny, inspiracji i czerpania radości z pisania.
    Do zobaczenia pod następnym postem!

    Margo.
    (http://our-tumbler-of-tea.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiem, że w tym opowiadaniu jest mnóstwo niedociągnięć. Jestem tego aż nadto świadoma, zważywszy na to, że podczas zakładania bloga, popełniłam ogromny błąd- nie do końca przemyślałam fabułę. Miałam początek, ogólny (dość mały) zarysik całości i kilka krótkich sytuacji. Jednak z czasem nie miałam już pomysłów do tej historii, a zaczęły napływać mi inne, dlatego jak widać jest dużo wątków niezgodnych. Dlatego przestałam na nie zwracać większą uwagę (wiem, że to nie jest zbytnio dobre), aby jak najszybciej skoczyć to opowiadanie i ruszyć z nowym - mam nadzieję - dużo bardziej przemyślanym.
    Czy to, że "niektóre teksty rozpierdalały cię na łopatki" jest złe czy dobre? Bo nie wiem czy chodzi o to, że są tak bardzo żałosne czy nie :')
    Ja też uważam, że Tony i Louis są spoko xd
    Co do pokojów to wiem, ale ja naprawdę nie lubię opisywać pomieszczeń...eh xd
    Co do czasów postaram się nad tym zapanować.
    Mnie też Meg wkurza cholernie, no ale ukształtowałam jej już taki charakter xd
    A zapomniałabym! Co do opisu fabuły, to w spisach z tego co wiem to jest stary opis. Jak już pisałam, w trakcie zmieniłam trochę fabułę, bo na początkową nie miałam już pomysłów :')

    Cieszę się, że mnie tak skrytykowałaś! Serio! :)
    Nie obiecuję, że akurat w tym blogu wszystko poprawię, ponieważ jak już wspominałam, chcę zakończyć to jak najszybciej (ten blog to trochę klapa, ale cóż...)
    Także musisz uważać, bo może cię tu jeszcze dużo rzeczy zdziwić, zdenerwować, nie spodobać ;) (ale mam nadzieję, że nie będzie tak beznadziejnie i żałośnie xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja popełniłam ten sam błąd z moim Kubkiem. Kubek 1.0 to była klapa, chociaż wiele osób uważało inaczej. Po roku z hakiem, wróciłam do tej historii i postanowiłam dać jej nowe życie pisząc refresh.
      To, że teksty mnie rozpierdalały na łopatki jest jak najbardziej pozytywne! Moim skromnym zdaniem, brakuje tu takiego luzu jaki opisujesz między Louisem a Tonym (i tam właśnie się dusiłam często śmiechem).
      Mogłam nie doczytać faktu, że zmieniłaś fabułę, bo czytanie na telefonie w środku nocy to czysty brak logiki dla moich oczu, ale no co zrobić jak wciąga?
      I nie gadaj mi tu głupot, ze ten blog to klapa. Serio, gdyby nią był, nie miałabyś 60tys wyświetleń (no prawie), komentarzy od cholery i sądzę, że jeszcze większej ilości czytelników, którzy nie komentują (cokolwiek się z takimi ludźmi dzieje...)
      Swoją drogą, musisz mnie nauczyć wymuszania komentarzy, bo mnie osobiście irytuje dwieście wejść dziennie, a dwa marne komentarze pod notką. Dafuq?
      Anyway, dalej trzymam kciuki! I chociaż podziękowałaś mi za krytykę, ja za nią przepraszam. Nienawidzę tego robić, ale jeśli siedzę w tym wszystkim już tak długo, a mogę komuś pomóc ogarnąć takie drobne błędy (w sumie osoba pisząca tylko się prawdopodobnie połapie, bo reszta łaknie tekst pisany niczym hieny padlinę XD) to gdzieś tam napomknę. My - pisarze (albo "pisarze" jak kto tam woli), musimy się trzymać razem.

      Pozdrawiam, Margo.
      (http://our-tumbler-of-tea.blogspot.com)

      Usuń
    2. Chętnie przeczytam Twojego bloga! :D (ale bardziej przy weekendzie, ponieważ mam dużo nauki, ehhh...)
      Postaram się dawać więcej takich sytuacji, jakie są pomiędzy chłopakami! :)
      Sama nie potrafię wymuszać komentarzy xD Po prostu w każdej notce o nie proszę, ale i tak to nie pomaga aż tak. W sumie większość zależy od czytelników i tego czy są leniwi czy nie :)
      A co do krytyki to mnie ona odpowiada, jeśli mi pomaga w udoskonaleniu pisania, jest uzasadniona i nie jest hejtem :)
      "My - pisarze musimy trzymać się razem" - Podoba mi się to! :D

      Usuń
    3. A spoko, spoko. Pomyślałam tylko, że już skorzystam z tej okazji, że masz spamownik i wrzucę tam reklamę. Staram się odzyskać chociaż małą część czytelników xD
      I moi czytelnicy są cholernie leniwi najwyraźniej, co mnie - jako pisarza, irytuje do potęgi entej.
      Nie toleruję hejtów, więc jak już mam skrytykować to z dowodami. xD
      I to zdanie jest jednym z moich ostatnio ulubionych, haha. (w końcu coś mądrego powiedziałam)
      Korzystasz jeszcze z twittera?

      Usuń
    4. Nieraz wchodzę na niego, więc tak korzystam :)

      Usuń
  11. Świetny rozdział kiedy następny? Strasznie podoba mi sie to opowiadanie super piszesz. To jedno z moich ulubionych opowiadań : )

    OdpowiedzUsuń
  12. W opisie tego opowiadania pisze ze louis od samego poczatku bedzie ją nienawidził i zrobi z jej życia piekło a tak naprawde to louis byl dla niej cały czas miły ;) o co z tym chodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest stary opis. On został zmieniony tak jak mój początkowy zamysł historii

      Usuń