piątek, 18 marca 2016

Rozdział 38


Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
________________________________________________________________________
Czasem jest tak, kiedy myślisz, że wszystko idzie zgodnie z planem, a życie w końcu staje się takie, jakie powinno być, coś zawsze pojawia się niespodziewanie, niszcząc cały spokój i ład, który starało się zbudować.
Tak właśnie było w moim przypadku. Przez jedną, jedyną osobę, która już dawno powinna całkowicie zniknąć z mojego życia, wszystko ponownie zaczęło się sypać.
Stałam w miejscu jak głupia, nie mogąc oderwać od niego wzroku. To było dla mnie całkowicie nierealne, wydawało się snem. Okropnym koszmarem.
Miałam ochotę wrzeszczeć, płakać i śmiać się jednocześnie, jednak jedyne, co zrobiłam, to nie ruszałam się z miejsca.
Luke również wyglądał na tak samo zdezorientowanego i równie zaskoczonego jak ja. Przyglądał mi się z uwagą, a z jego ust nie wyleciało żadne słowo.
Co on tu do cholery robi?!  krzyczałam w myślach, jednak nie odważyłam się zadać tego pytania na głos.
Zamknęłam oczy z nadzieją, że kiedy je otworzę, jego tu nie będzie.
Jednak tak się nie stało. Był tam, znajdował się w tym samym miejscu, co wcześniej, jednak tym razem skonsternowany zmarszczył brwi.
To jest niemożliwe. To nie możesz być ty  szepnęłam rozpaczliwie, po czym prawie niezauważalne pokręciłam głową.
To samo mógłbym powiedzieć o tobie  odpowiedział, wzruszając ramionami, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
Kiedy usłyszałam jego głos i zobaczyłam ten jego typowy uśmiech, którego nikt nie potrafi powtórzyć, po moim ciele rozeszła się fala dreszczy.
Jego głos brzmiał podobnie do tego, który zapamiętałam. Był może trochę niższy i bardziej poważny, a kiedy mówił, słychać było lekką chrypkę.
Tak cholernie dawno go nie widziałam. Tęskniłam za nim przez ten cały czas, wypłakiwałam z jego winy morze łez, cierpiałam, starając się uporać ze złamanym sercem, a on tak nagle, kiedy wszystko zaczęło się układać, nie wiadomo skąd stał przede mną i nie zamierzał wyjaśnić, co tu robi?!
Kiedy już miałam zadać to nieszczęsne pytanie, zjawił się uśmiechnięty Louis. Po jego zachowaniu wywnioskowałam, że nie był zdziwiony odwiedzinami niezapowiedzianego gościa. Co więcej! On się go chyba spodziewał!
Jesteś wreszcie! Ominął cię świetny dzień! Od razu przedstawiam ci moj...  przerwał swój potok słów, zauważając, że coś jest nie tak.
Spojrzał na podłogę, gdzie leżała rozbita szklanka, później przenosił wzrok na mnie, a chwilę później na Luke'a i chyba wtedy dotarło do niego, co się dzieje.
Zamknął oczy, palcami zaciskając jednocześnie nasadę nosa.
Błagam, nie mów mi, że to jest twój Luke  jęknął, po czym ponownie na mnie spojrzał.
Zacisnęłam usta w cienką linię, piorunując go spojrzeniem. Byłam strasznie zła i sama nie wiedziałam, na kogo bardziej. Luke'a, Louisa czy na siebie samą.
To nie jest żaden mój  dałam nacisk na to słowo  Luke, ale tak... To jest dokładnie ten, o którym myślisz  oznajmiłam oschle.  Poza tym, czy ktoś łaskawie mógłby wyjaśnić mi, co on tu robi?  zapytałam wreszcie, wskazując palcem na Luke'a. Oboje popatrzyli na siebie i Louis w końcu zabrał głos.
Zanim poznałem ciebie, poznałem jego. Spotkaliśmy się na pewnym wyjeździe i w sumie wtedy wydawał mi się naprawdę spoko chłopakiem. Był ze mną Tony i we troje postanowiliśmy, że jeszcze kiedyś się spotkamy, może pojedziemy gdzieś razem. No i właśnie w tym roku, kiedy planowaliśmy ten wyjazd, pomyśleliśmy, czemu nie? Zadzwoniłem do niego, powiedziałem mu jak wygląda sytuacja i tak właśnie się tu znalazł. Nigdy nie pomyślałbym, że on, to jednocześnie ten chłopak, o którym mi opowiadałaś. Mówiłaś, że on jest w Sydney, a ja spotkałem go całkowicie gdzie indziej! Na świecie jest tyle facetów, którzy mają tak samo na imię, a ja musiałem poznać akurat tego! Poza tym, z twoich opowieści wyobrażałem go sobie całkowicie inaczej  westchnął, krzywiąc się lekko.
Nie miałam pojęcia, co powiedzieć. To wszystko wydawało mi się tak cholernie nieprawdopodobne, że przez moment wydawało mi się, że śnię.
Jeśli chcesz, mogę stąd jechać. Zrozumiem  powiedział cicho Luke, z uwagą się mi przyglądając.
Czy powinnam chcieć, żeby jak najszybciej stąd zniknął? Zdecydowanie tak. Czy chciałam, aby to zrobił? Z jednej, tej większej strony  oczywiście. Sama miałam ochotę się go pozbyć, jednak siłą woli się powstrzymywałam. Z drugiej strony naprawdę pragnęłam, aby został. Przez tyle czasu za nim tęskniłam, a teraz ponownie mogę go zobaczyć. Przede wszystkim chciałam odpowiedzi na jedno pytanie, które dręczyło mnie przez ten cały czas, kiedy go nie było, od kiedy odszedł i zostawił nas wszystkich - dlaczego? Codziennie przez tak długi okres zadawałam sobie to jedno pytanie, jednak nie znałam na niego odpowiedzi, a teraz miałam okazję, aby w końcu się tego dowiedzieć. Jednak, kiedy tak na niego patrzyłam, zaczynałam wątpić, czy nadal tego chcę. Czy wytrzymałabym kolejny cios, który prawdopodobnie by mi zadał?
Nie, no co ty. To, co kiedyś między nami było to już przeszłość. Jechałeś taki kawał drogi, aby spędzić fajne wakacje, dlatego nie wygłupiaj się i chodź  powiedziałam, wymuszając na ustach lekki uśmiech, który miałam nadzieję, że jest chociaż trochę wiarygodny.  Wy idźcie do reszty, a ja tu posprzątam.  Wskazałam dłonią na rozbitą szklankę, która w dalszym ciągu, w kawałkach leżała na ziemi.
Pomóc ci?  zapytał Louis, jednak ja w odpowiedzi pokręciłam głową i jak najszybciej wyszłam na korytarz, kierując się w stronę kuchni.
Kiedy się tam znalazłam, oparłam się o blat, zaciskając na nim palce tak mocno, że aż mnie one rozbolały, a knykcie stały się znacznie bielsze.
Byłam przerażona. Przerażona i emocjonalnie wykończona. Czułam się totalnie zagubiona i nie miałam pojęcia, co mam robić. Musiałam wymyślić plan, jak unikać Luke'a, co w sumie było bardzo trudne, ponieważ miał mieszkać z nami przez cały ten wyjazd.
Odetchnęłam głęboko, wzięłam szufelkę oraz zmiotkę i poszłam sprzątać.
Kilka minut później musiałam wreszcie iść do reszty, a co się z tym wiązało  również do Luke'a.
Stanęłam w wejściu do salonu i cieszyłam się, że wszyscy byli tak zajęci rozmową, iż nie zorientowali się, że do nich dołączyłam.
Zauważyłam, że nie było tutaj Amy oraz Tony'ego, jednak zanim zdążyłam zastanowić się, gdzie mogliby być, oboje pojawili się obok mnie.
O, widzę, że Luke wreszcie przyjechał  powiedział Tony, jednak, kiedy zobaczył minę moją oraz Amy, od razu zamilkł. Dziewczyna również była tak wstrząśnięta, że przez chwilę w ogóle się nie ruszała. Mogłabym przysiąc, że nawet z wrażenia wstrzymywała oddech i gdyby nie to, że stała, pomyślałabym, że nie żyje.
Co on tu do cholery robi?  zapytała szeptem, nadal śledząc jego każdy ruch.
Później ci wyjaśnię  mruknęłam w odpowiedzi. Wiedziałam, że kiedy zostaniemy same, będziemy rozmawiały o tym przez całą noc. Miałyśmy naprawdę dużo do obgadania i naprawdę potrzebowałam w tamtej chwili rozmowy, a Amy, jako jedyna wiedziała, przez co aktualnie przechodziłam.
Luke!  zawołała Amy, a kiedy ten ją zauważył, podbiegła do niego, wpadając w jego ramiona. Chłopak zaskoczony, ale jedocześnie szczęśliwy, objął ją i z wielką siłą przytulił do siebie.
Wiedziałam, że Amy również za nim tęskniła i kiedy widziałam radość na jej twarzy, żałowałam, że nie mogę dzielić z nią tego szczęścia.
Odwróciłam od nich wzrok, nie mając pojęcia, co mam ze sobą zrobić. Spojrzałam na Tony'ego, który również w tym samym czasie przeniósł na mnie wzrok. Chciałam jak najszybciej stąd zniknąć.
Muszę z kimś pogadać. Chciałbyś się gdzieś ze mną przejść?  zapytałam błagalnie.
Z chęcią  powiedział, kiwając głową.
Nie mówiąc nic nikomu poszliśmy w kierunku drzwi, ubraliśmy buty i wyszliśmy na zewnątrz.
Odetchnęłam głęboko, trochę się uspokajając. Tony delikatnie objął mnie ramieniem, przyciągając do siebie, po czym wolnym krokiem ruszyliśmy przed siebie. Nie miałam pojęcia, dokąd idziemy, ale nie przeszkadzało mi to.
To było on, prawda?  zapytał Tony, przerywając ciszę trwającą między nami.
Pokiwałam twierdząco głową, nie wysilając się na normalną odpowiedź.
Boisz się?  Spojrzał na mnie, czule gładząc po ramieniu. Nie musiałam zbytnio zastanawiać się nad odpowiedzią. Znałam ją doskonale.
Mimo, że tego nie chcę, to naprawdę się boję. Boję się, że to wszystko wróci, boję się, że on ponownie mnie skrzywdzi, boję się, że odejdzie, kolejny raz zostawiając mnie samą...  przerwałam na moment, nie wiedząc czy mówić to, co najbardziej ciążyło mi od chwili, kiedy go zobaczyłam.
Jednak to był Tony. Wyrozumiały i wspaniały chłopak, więc miałam pewność, że choćbym nie wiem jak głupie myśli miała, on nie będzie mnie oceniał. Wręcz przeciwnie. Na pewno by mnie zrozumiał.
Przede wszystkim boję się, że nadal czuję do niego to, co czułam kiedyś  szepnęłam, spuszczając głowę. Mimo wszystko, nie miałam odwagi spojrzeć Tony'emu w twarz. To było dla mnie tak cholernie dziwne i całkowicie popieprzone. Jednym słowem  miałam dość.
Bo ty nadal coś do niego czujesz  odezwał się wreszcie, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Zdenerwowana przygryzłam wargę, ponieważ wiedziałam, że w pewnym stopniu ma rację i chyba sama zdawałam sobie z tego sprawę, jednak starałam się ukryć to głęboko w sobie.  Kochałaś go. Darzyłaś go czymś naprawdę szczerym i mocnym. A kiedy kogoś kochasz, to zawsze wracasz, nie ważne jak bardzo ta osoba cię zraniła.  Spojrzałam na niego, ponieważ to, co mówił było całkowitą prawdą.  Jednak widzę również to, jaka jesteś przy Louisie  powiedział z delikatnym uśmiechem. Do tej pory nie zauważyłam tego, że przy Louise zachowuję się inaczej.
Ruchem ręki zachęciłam go, aby ciągnął dalej.
Jesteś dużo radośniejsza, kiedy jesteś z nim. Zawsze, kiedy go widzisz, uśmiechasz się, nawet nieświadomie. Uroczo wtedy marszczysz nos, a twoje oczy zaczynają naprawdę ślicznie błyszczeć. Zdecydowanie więcej się przy nim śmiejesz. Czasem masz gęsią skórkę, kiedy na przykład cię przytula. Kiedy rozmawiacie, wpatrujesz się w niego, jakby był kimś nadzwyczajnym i z uwagą słuchasz każdego jego słowa  przerwał, dając mi tym samym chwilę na przyswojenie sobie tego wszystkiego.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się ze mną dzieje przy Louisie. Poza tym, kompletnie nie pomyślałabym, że Tony jest takim świetnym obserwatorem. Ciekawa byłam, czy ja również zauważyłabym tyle szczegółów.
Nadal zależy ci na Luke'u, jednak on jest już przeszłością. A Louis z każdym dniem staje się dla ciebie coraz bardziej ważny  dodał Tony, wyrywając mnie z zamyślenia. Louis już był dla mnie naprawdę ważny. Nie miałam pojęcia, jak określić to, co między nami było, jednak jedno wiedziałam na pewno - cholernie mi na nim zależało.
Dlaczego ty nie masz nikogo? Jesteś najwspanialszą osobą, jaką poznałam!  powiedziałam, klepiąc go w ramię. Tony zaśmiał się cicho, przenosząc na mnie swój wzrok, po czym pokręcił głową, przez co jego włosy lekko opadły mu na czoło. Musiałam przyznać, że to wyglądało naprawdę uroczo.
Po prostu nie spotkałem jeszcze nikogo, kto naprawdę zawróciłby mi w głowie  oznajmił wzruszając ramionami.  Przez pewien czas zazdrościłem Luke'owi.
Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Nie miałam pojęcia, czego mógłby mu zazdrościć Przecież Tony miał wszystko! Niczego mu nie brakowało. Miał rodzinę, przyjaciół, poza tym był naprawdę atrakcyjnym i kochanym chłopakiem, dzięki czemu mógł mieć każdą dziewczynę.
Zawsze, kiedy mi o nim opowiadałaś, słychać było w twoim głosie tą troskę i widać było, że naprawdę ci na nim zależy, mimo tego jak bardzo cię zranił... Czasem chciałbym, aby ktoś pokochał mnie tak, jak ty jego, pomimo, iż na to nie zasługiwał  wyjaśnił.  A teraz weź się uśmiechnij, bo naprawdę nienawidzę, kiedy ludzie są smutni!  Złapał mnie za rękę, podniósł ją i okręcił mnie kilka razy, po czym położył mi dłoń na talii i odchylił mnie do tyłu.
Przez cały czas śmiałam się jak głupia, kiedy tak nieudolnie "tańczyliśmy" na środku chodnika.
Kiwaliśmy się na boki, co jakiś dodając obroty lub inne taneczne figury. Dzięki temu mój humor od razu się poprawił i przynajmniej przez tamten moment, moich myśli nie zajmował pewien blondyn, z którym mieliśmy mieszkać przez cały pobyt tutaj.
Byłam naprawdę wdzięczna Tony'emu, ponieważ on zawsze wiedział, co powinien zrobić lub powiedzieć, aby ktoś nie zaprzątał sobie głowy problemami. Za to między innymi go kochałam.

***
Weszliśmy do domu po cichu tak, aby nikt się nie zorientował, że wróciliśmy. W salonie nadal było słychać ożywione rozmowy, co naprawdę mi odpowiadało, ponieważ dzięki temu wiedziałam, że Luke jest zajęty i nie wpadnę na niego przypadkiem, kiedy będę gdzieś szła.
Wskazałam palcem na schody, dając Tony'emu znak, że idę do swojego pokoju. On jedynie w odpowiedzi pokiwał głową, dlatego jak najciszej pobiegłam na górę. Kiedy znalazłam się w pokoju, odetchnęłam z ulgą, po czym zamknęłam drzwi.
Wiedziałam, że moje zachowanie było głupie i dziecinne, jednak nie miałam pojęcia, co zrobię, jeśli ja i Luke na siebie przypadkiem wpadniemy. Jeszcze nie byłam na to gotowa.
Usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi i na moment wstrzymałam oddech, jednak, kiedy do pomieszczenia weszła Amy, od razu się rozluźniłam.
Dziewczyna usiadła na łóżku, opierając się o jego zagłówek. Przez cały czas mi się przyglądała i wiedziałam, że martwiła się o mnie. Bawiła się rąbkiem koszulki oraz co jakiś czas zaczesywała włosy za ucho.
Jak się czujesz? Bo spodziewam się, że nie jesteś za szczęśliwa... zaczęła cicho. Westchnęłam, postanawiając zająć miejsce obok niej. Przez krótką chwilę żadna z nas się nie odzywała. W końcu wzruszyłam ramionami i odpowiedziałam.
To skomplikowane powiedziałam, wysilając się na delikatny uśmiech, w który ona kompletnie nie uwierzyła. Znała mnie na wylot i wiedziała, kiedy starałam się coś ukryć.
Spodziewam się, że jest to dla ciebie naprawdę trudne, ponieważ sama jestem cholernie zaskoczona jego niespodziewanym pojawieniem, jednak uważam, że powinnaś z nim szczerze porozmawiać oznajmiła, na co gwałtownie pokręciłam głową. Nie było mowy, żebym z nim porozmawiała. My już nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia. Zamierzałam go unikać, dopóki nie wrócę do domu.
Nie! Już i tak zbyt dużo namieszał w moim życiu. Poza tym mam Louisa  mruknęłam, po czym zaplotłam ręce na klatce piersiowej.
Doskonale o tym wiem, ale nie chodzi mi o to, żebyście zaraz do siebie wracali. Sądzę, że powinniście sobie wszystko wyjaśnić. Wiem, że jesteś z Louisem i naprawdę się z tego cieszę, jednak przez ten cały czas cierpiałaś, więc może szczera rozmowa w końcu pomoże zamknąć ci tamten bolesny rozdział? zasugerowała. Nie odpowiedziałam, tylko spuściłam wzrok na swoje dłonie, którymi zaczęłam się bawić. Może i Amy miała rację, jednak ja jeszcze nie byłam gotowa na rozmowę. Za niedługo, ale na pewno nie teraz.
Dobra, powiedz mi, jakim cudem on się tu znalazł! I tak właśnie opowiedziałam jej wszystko, czego dowiedziałam się od Louisa. Rozmawiałyśmy jeszcze przez długi czas i muszę przyznać, że od dawna brakowało mi takich rozmów z nią.

***
Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej, zorientowałam się, że w pokoju jestem tylko ja oraz Nathalie, która właśnie brała swoje ubrania i zbierała się do wyjścia. Kiedy dziewczyna zauważyła, że jej się przyglądam, zatrzymała się, przeczesując ręką włosy.
Wskazała palcem na drzwi, po czym w końcu się odezwała:
Jak coś, to jesteśmy tylko my, Louis i Luke, ponieważ inni wstali wcześniej i już poszli. Chłopaki prawdopodobnie jeszcze śpią, a ja teraz idę się myć. Jakbyś chciała, to druga łazienka powinna być wolna oznajmiła, po czym zanim zdążyłam odpowiedzieć, opuściła pomieszczenie.
Szkoda, że Luke nie wyszedł razem z innymi  pomyślałam, jednak postanowiłam się tym nie zadręczać. Trudno. Nic z nim nie zrobię. Będę musiała po prostu to przeczekać, dopóki wszystko nie wróci do normy.
Przez kilka minut leżałam bezczynnie na łóżku, wpatrując się w sufit, ponieważ nie chciało mi się wstawać, jednak, kiedy zaburczało mi w brzuchu, wiedziałam, że to odpowiedni moment na opuszczenie ciepłego schronu.
Zwlekłam się z łóżka, stawiając stopy na chłodnej podłodze. Podeszłam do szafy, szukając w niej jakichś ciuchów na dzisiejszy dzień, a kiedy je znalazłam, odwróciłam się z zamiarem pójścia do łazienki, ale kiedy zobaczyłam osobę stojącą w pokoju, wystraszona puściłam wszystkie rzeczy, które trzymałam w rękach.
Luke stał, opierając się o drzwi. Ręce miał zaplecione na klatce piersiowej. Śledził każdy mój ruch, przez co nie czułam się komfortowo. Żałowałam, że nie usłyszałam jak wchodzi, ale poruszał się bezszelestnie.
Co tu robisz? zapytałam poważnym głosem. Chłopak delikatnie wzruszył ramionami i zrobił kilka kroków w moją stronę, przez co ja cofnęłam się o jeden w tył. Wolałam trzymać bezpieczną odległość.
Widzę, że nadal go nosisz powiedział, ignorując moje pytanie. Nie miałam pojęcia, o czym mówił, co chyba zauważył, więc wskazał palcem na moją szyję. Dotknęłam tamtego miejsca i wyczułam pod opuszkami palców malutką zawieszkę. Uniosłam ją do góry, a moim oczom ukazały się dwie literki L. No tak. Łańcuszek, który od niego dostałam. Całkiem o nim zapomniałam.
Nie zmieniaj tematu i powiedz, co tu robisz warknęłam, odwracając wzrok.
Chciałem po prostu pogadać. Dawno się nie widzieliśmy i ciekawy jestem, co tam u ciebie słychać powiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Trochę zaczęło mnie to irytować, jednak starałam się nie dać po sobie tego poznać.
Po tak długim czasie nagle interesuje cię, co się ze mną dzieje? Uniosłam brwi w pytającym geście. Przypuszczam, że gdybyś przez przypadek się tu nie znalazł, nie skontaktowałbyś się ze mną powiedziałam z wyrzutem. Ciekawa byłam, czy gdyby nie ta sytuacja, on i ja jeszcze kiedykolwiek byśmy ze sobą porozmawiali. Szczerze? Wątpiłam w to.
Dzwoniłem... zaczął, jednak weszłam mu w słowo. Chciałam jak najszybciej zakończyć tą bezsensowną rozmowę, która nie prowadziła do niczego dobrego.
Dzwoniłeś do Amy. Nie do mnie. Rozmawiałeś z nią i innymi osobami, jednak nigdy nie zapytałeś o mnie szepnęłam, po czym jak najszybciej dodałam najlepiej będzie jak stąd wyjdziesz. Wskazałam dłonią na drzwi. Potrzebowałam chwili samotności. Chwili, w której nie było Luke'a.
Ale... nie dokończył, ponieważ ponownie mu przerwałam.
Idź się gdzieś przejdź i daj mi święty spokój. Najlepiej udawaj, że mnie tu nie ma. Może znajdziesz tu jakieś dziewczyny, które będą tak ładne, jak te w Sydney powiedziałam z goryczą. Chłopak wydawał się zdziwiony moimi słowami, ale mi to nie przeszkadzało.
Nadal jesteś zła o tamto, co wtedy mówiłem? zapytał cicho. Jego pytanie było dla mnie tak bezsensowne, że aż musiałam się zaśmiać. Czy on był naprawdę taki głupi?
Zła? Nie. Nie jestem na ciebie za to zła... Jestem cholernie zraniona, a to co innego szepnęłam. Zamknął oczy, jakby te słowa sprawiły mu fizyczny ból.
Przepraszam. Wyjaśnię ci to mruknął, na co ja pokręciłam przecząco głową.
Nie chcę wyjaśnień. To, co do tej pory było między nami, jest już zakończone. Ty to zakończyłeś. Chcę, abyś raz na zawsze dał mi spokój i nie niszczył tego, co staram się zbudować z Louisem. A teraz błagam cię, wyjdź z tego pieprzonego pokoju powiedziałam drżącym głosem.
Na szczęście posłuchał i nie odzywając się, opuścił pomieszczenie. Odetchnęłam z ulgą, po czym oparłam się o szafkę stojącą za mną, starając się opanować szalejące we mnie emocje.
Czułam, że powoli wszystko zaczyna się walić i naprawdę mi się to nie podobało...


Czasem przeszłość nie chce nas zostawić, a niektóre blizny nie potrafią się zagoić.

Hej! W końcu powracam! Naprawdę OGROMNIE przepraszam za tak długą nieobecność. Nie mam na czym pisać! Nie dość, że rozdziału nie było tak długo, to jeszcze jest on tak strasznie gówniany i cholernie mi się nie podoba! I nie mam pojęcia dlaczego, ale wszyscy w tym rozdziale mnie tak strasznie wkurzali! Nawet Tony! (nie ma to jak wkurzanie się na swoich własnych bohaterów). Proszę o Wasze opinie (chociaż nie wiem, czy na nie zasługuje). Do następnego! Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK<

6 komentarzy:

  1. O jajku hahah, jak Tony może wkurzać? ;D Przecież on jest kochany! Zwłaszcza w tym rozdziale... Nie wiem, jak to dokładnie powiedzieć, po prostu uroczy i kropka! ;3 Swoją droga jedne z moich ulubionych bohaterów ;)
    Poza tym nie mogę się doczekać wyjaśnienia sprawy z Luke'iem. To na pewno nie jest takie proste, jak się wydaje. Hm... No nic, czekam na nexta! ;)
    A! Rozdział wcale nie jest beznadziejny, wręcz przeciwnie <3

    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny :) Mam nadzieję, że nie zostawi dla tego nie powiem kogo bo facetem tego nie można nazwać, Lou bo to Louis naprawdę ją kocha a ona kocha jego, czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. No nareszcie 😘
    Jak się cieszę że dodałaś 😘
    Masakra ta akcja z Luckiem no rozwala system 😂
    No to czekam na następny
    Który mam nadzieje pojawi się troszkę szybciej 😂😘😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Tony to najlepsza postać w opowiadaniu i zabraniam ci się na niego wściekać!! Rodział jest świetny:) wesołych świąt! :*
    -Rybka

    OdpowiedzUsuń
  5. Tony ��❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  6. A w łeb chcesz? Przepraszam, że tyle czasu zajęło mi przeczytanie tego rozdziału, ale brakowało mi czasu na wszystko. Dużo się obecnie dzieje w moim życiu i czasem jest mi trudno ogarnąć, a czasem zwyczajnie nie mam na nic siły.
    Rozdział nie jest gówniany. Owszem, dłużył się mi trochę, ale nie jest najgorzej, więc nie wiem o co Ci chodzi.
    Masz stanowczo za dużo samokrytyki pod tym względem. I nie lubię Luke'a. Preferuję Louisa i Tony'ego jako combo.
    A swoją drogą, czemu mam wrażenie, że gdzieś przy końcu T. będzie z A.?

    Buziaki i lecę czytać kolejny, a zaraz po tym robić żarcie. ♥

    Margo.
    (http://our-tumbler-of-tea.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń