niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 39

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
________________________________________________________________________
Powoli stąpałam po wilgotnym pisaku, słuchając szumu fal oraz gwaru ludzi, którzy również się tu znajdowali. Słońce ogrzewało moje ciało i mimo tego, że było mi trochę gorąco, to było dość przyjemne. Woda, co jakiś czas moczyła mi stopy, ale nie przeszkadzało mi to.
Louis delikatnie gładzi palcami moją dłoń, wywołując lekkie dreszcze na mojej skórze. Czułam, jak co jakiś czas zerka na mnie, jednak udawałam, że tego nie widzę. Od porannej rozmowy z Luke'iem, nie miałam zbytnio humoru, ale i tak było już zdecydowanie lepiej niż wcześniej, ponieważ Louis nie pozwalał mi nad tym rozmyślać i starał się jakoś organizować nam czas. Oboje postanowiliśmy, że jak na razie nie dołączymy do reszty, tylko przynajmniej przez kilka godzin spędzimy ten dzień razem. Wyłącznie ja i on. Naprawdę mi to odpowiadało, ponieważ chciałam mieć go przez chwilę tylko dla siebie.
Powiesz mi w końcu, co się stało, że od samego rana jesteś taka cicha? Nie podoba mi się to. Naprawdę lubię, kiedy ze mną rozmawiasz  powiedział, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. Przeniosłam na niego wzrok i uśmiechnęłam się.
Cieszę się, że lubisz ze mną gadać. Tylko jakbyś nie zauważył, to ja ci każe zazwyczaj mówić, abym mogła spokojnie posłuchać twojego głosu  zażartowałam i lekko uderzyłam go w ramie, na co on wywrócił oczami.
Czepiasz się szczegółów  warknął rozbawiony. Cieszyłam się, że atmosfera się rozluźniła i, że dzięki Louisowi przestałam na chwilę myśleć o porannej sytuacji.  Ale teraz mów, co się stało  dodał, na co jęknęłam niezadowolona. Nie musiał przecież drążyć tego tematu. Mógł dać spokój. Po prostu ta cała sytuacja z powrotem Luke'a mnie męczyła, ale jakoś dawałam sobie radę. Jednak wiedziałam, że i tym razem nie dałby za wygraną, dlatego postanowiłam dać mu w miarę satysfakcjonującą odpowiedź.
Rano rozmawiałam z Luke'iem, ale to wszystko. Po prostu sama myśl o tym, że on wrócił, mnie... stresuje. Muszę się przyzwyczaić do jego obecności wyjaśniłam, posyłając mu jednocześnie uspokajający uśmiech. Zauważyłam, że na samo imię blondyna, Louis delikatnie krzywił się z niezadowoleniem. Poniekąd go rozumiałam, jednak w małym stopniu również mnie to bawiło. Poza tym wyglądał wtedy jak małe, urocze naburmuszone dziecko.
Tak właśnie myślałem, że to wszystko z jego powodu  westchnął zirytowany.  Mam go zabić czy coś?  zapytał, po czym na mnie spojrzał. Miał naprawdę poważną minę, przez co wglądał, jakby serio chciał spełnić swoje słowa. Brakowało tylko tego, aby nie wiadomo skąd wyciągnął pistolet i zaczął strzelać do wszystkich znajdujących się tu ludzi.
Pomyślę nad tym, ale na razie jeszcze nikogo nie zabijajmy. Poza tym dziękuję ci, że jeszcze do tej pory nie zrobiłeś mu krzywdy. Wiem, że pewnie nie za bardzo odpowiada ci jego towarzystwo, ale doceniam to, że go tolerujesz  powiedziałam, całując go w policzek. Jego kąciki ust uniosły się lekko ku górze, co dodało mu - jeśli to było w ogóle możliwe  jeszcze więcej uroku.
To, że jestem dla niego miły, nie znaczy, że nie chciałbym mu przywalić w mordę  fuknął, jednocześnie wywołując u mnie śmiech.  No co?!
Czy ty przypadkiem nie jesteś o niego zazdrosny?  zapytałam z uśmiechem.
Pomyślmy. Chłopak, w którym byłaś totalnie zakochana, z którym masz wspólną przeszłość, który prawdopodobnie nadal coś do ciebie czuje i, który wygląda zdecydowanie lepiej, niż go sobie wyobrażałem, jest tutaj. I co najlepsze mieszka z moją dziewczyną pod jednym dachem! Więc tak. Jestem kurewsko zazdrosny  skwitował. Zatrzymałam się, zmuszając do tego również Louisa. Zarzuciłam mu ręce na szyję, dzięki czemu skutecznie zwróciłam jego uwagę na mnie. Przygryzłam wargę, chwilę przypatrując się Louisowi, jednak w końcu postanowiłam się odezwać.
On i ja to przeszłość. Jestem z tobą, Louis i nie mam zamiaru tego zmieniać  powiedziałam. Stanęłam na palcach, powoli nachylając się w stronę chłopaka, po czym delikatnie musnęłam jego usta swoimi. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, odsunęłam się od niego z uśmiechem i ruszyłam przed siebie. Usłyszałam za sobą ciche mruknięcie i byłam pewna, że w tamtym momencie Louis się uśmiecha.
Niespodziewanie poczułam, jak moje stopy odrywają się od ziemi, a chwile potem wylądowałam z pluskiem w wodzie. Zszokowana wypłynęłam na powierzchnię. Zobaczyłam, że Louis stał na brzegu i prawie płakał ze śmiechu. Kiedy zauważył moją minę, opadł na piasek, nie mogąc złapać tchu.
Bardzo zabawne. Naprawdę  mruknęłam, wywracając oczami. Wynurzyłam się z wody i zaczęłam iść w jego stronę. Momentalnie przestał się śmiać. Z uwagą skanował moją sylwetkę, co jakiś czas przygryzając wargę.
Zatrzymałam się w miejscu, marszcząc w zdziwieniu brwi. Nie miałam pojęcia, o co mu chodziło i dlaczego tak mi się przyglądał.
Co jest?  zapytałam niepewnie. Louis wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu, po czym wskazał palcem na mnie.
Nic. Po prostu twoja koszulka...  przerwał, ponownie przygryzając wargę. Spojrzałam w dół na swoje ubranie. Było całe mokre, przyklejało mi się do ciała i przy okazji przebijało.
Louis!  krzyknęłam i jak najszybciej złapałam za materiał koszulki, odciągając ją od swojego ciała.
Wyglądałaś cholernie seksownie!  odpowiedział, po czym widząc moją zmieszaną minę, zerwał się z miejsca i śmiejąc się zaczął uciekać, a ja ruszyłam biegiem za nim.
***
Odsuńcie się.
Odchyl jej lekko głowę.
Oddycha?
Nie dotykaj jej do cholery!
Uspokójcie się!
Meg. Otwórz oczy.
Na przemian słyszałam czyjeś głosy oraz delikatny dotyk ręki potrząsającej moje ramie. Głowa mi pękała, czułam w niej pulsujący ból. Powoli rozchyliłam powieki, jednak jasne światło mnie oślepiło, dlatego ponownie je zamknęłam. Kiedy ktoś delikatnie klepnął mnie w policzek, zmusiłam się do otwarcia oczu. Zobaczyłam nad sobą zmartwioną twarz Amy, która z wielką siłą ściskała moją dłoń, miażdżąc mi przy okazji palce. Jęknęłam cicho, po czym podniosłam się do pozycji siedzącej, rozglądając na boki. Znajdowałam się na chodniku, niedaleko sklepu, w którym jakieś piętnaście minut temu byliśmy. Nie miałam pojęcia, co się stało, dlatego pytającym wzrokiem spojrzałam na swoich przyjaciół, którzy w dalszym ciągu śledzili każdy mój ruch.
Zemdlałaś wyjaśnił w skrócie Tony. Zdziwiona zmarszczyłam brwi, jednak niepewnie pokiwałam głową. Nie wiedziałam, w którym momencie to się stało.  Może chcesz wody?  zapytał, na co ja w odpowiedzi pokręciłam przecząco głową.
Nic ci nie jest? Rozmawiałaś ze mną normalnie i nagle się zatrzymałaś, mówiąc, że trochę ci się kręci w głowie, po czym padłaś nieprzytomna na ziemię!  powiedziała z przejęciem Amy, kucając obok mnie. To by wyjaśniało, dlaczego głowa mnie tak cholernie bolała. Musiałam nieźle przywalić nią o beton.  Nigdy więcej mnie tak nie strasz!  dodała.
Westchnęłam cicho i  opierając się rękami o ścianę, podniosłam się z chodnika. Louis momentalnie znalazł się przy mnie. Objął mnie w talii, pomagając utrzymać się na nogach. Widziałam, że był zmartwiony, jednak sądziłam, że nie miał czym. Zasłabłam. To wszystko. Żyłam i wszystko było ze mną okej.
Może lepiej usiądź na chwilę  zaproponowała Nathalie.
Nie przesadzajcie. Wszystko jest okej  zapewniłam. Odgarnęłam z twarzy przeszkadzające mi kosmyki włosów, a następnie machnęłam dłonią, dając wszystkim znak, abyśmy ruszyli.
Na pewno dasz radę iść dalej?  zapytał opiekuńczo Louis, który w dalszym ciągu mnie przytrzymywał. Uśmiechnęłam się do niego, kiwając głową.  Wiesz co? Wskakuj.  Stanął przede mną, wskazując na swoje plecy. Przez chwilę się wahałam, jednak ostatecznie położyłam ręce na jego ramionach i podskoczyłam, dzięki czemu on mógł złapać mnie za uda. Korzystając z okazji, wtuliłam się w jego ciało, pocałowałam w szyję, po czym położyłam podbródek na jego ramieniu.
Wszyscy ponownie ruszyliśmy przed siebie. Amy, co jakiś czas sprawdzała, czy aby na pewno wszystko ze mną dobrze. Nie miała się czym przejmować, ponieważ Louis się mną zajmował, jednak świadomość, że ktoś się o mnie martwi, była całkiem miła.
Zauważyłam, że Tony oraz Luke prowadzili zawziętą rozmowę z Amy. Nie wiedziałam, o czym rozmawiają, ale widocznie był to jakiś ciekawy temat, ponieważ ani na chwilę nie przestawiali mówić.
Polubili się  mruknęłam Louisowi na ucho, wskazując palcem na chłopaków idących przed nami.
Taa... Myślisz, że ja również go w końcu polubię?  zapytał. Przekręcił lekko głowę, patrząc na mnie z ukosa. Przygryzłam wargę, jednocześnie przeczesując palcami jego gęste włosy. Lubiłam to robić i wiedziałam, że on też to lubi.
Nie mam pojęcia, ale jak na razie mam tylko nadzieję, że go nie zabijesz  powiedziałam, ponownie wtulając twarz w zagłębienie jego szyi. Składałam delikatne pocałunki na jego skórze, na co on w odpowiedzi ścisnął mocniej moje uda. Zaśmiałam się cicho, a chwilę później ponownie go pocałowałam.
Dziękuję  szepnęłam do jego ucha.
Za co?  zapytał wyraźnie zdziwiony.
Za to, że po prostu jesteś.
***
Zdenerwowana przełknęłam ślinę, przyciskając mocniej poduszkę do brzucha. Niepewnie spojrzałam na Nathalie, która szeroko się uśmiechała, siedząc na moim łóżku wraz z Amy. Obie świetnie się bawiły, rozmawiając o mojej przeszłości, w której w dużym stopniu występował Luke. Wkurzało mnie, że obie usilnie starały się namówić mnie na rozmowę z nim, ponieważ z każdym argumentem utwierdzałam się w przekonaniu, że powinnam to zrobić, jednak nadal w jakimś małym stopniu powstrzymywał mnie wewnętrzny strach, który działał jak skuteczna blokada. Obawiałam się tego, ale bądźmy szczerzy - o czym miałabym z nim porozmawiać? O tym, co między nami było? A może o moim związku z Louisem? Może i przesadzałam, ale cholera! Luke nadal stanowił ważną część w moim życiu. Może już nie tak bardzo jak kiedyś, jednak w dalszym ciągu coś dla mnie znaczył. Był kimś, kto mnie zna i rozumie. Zawsze był, kiedy go potrzebowałam.
Tak w ogóle, to jak się z nim poznałaś?  zapytała zaciekawiona Nathalie. Spojrzałam na Amy, która w tym samym momencie przeniosła wzrok na mnie. Uśmiechnęła się rozbawiona, wspominając tamte wydarzenia. Zachęciła mnie ruchem głowy do mówienia, dlatego po krótkiej chwili ciszy w końcu się odezwałam.
Kiedy pierwszy raz na niego wpadłam, nie miałam pojęcia, że jeszcze kiedyś się spotkamy. W szczególności nie spodziewałam się, że on trafi do domu dziecka, w którym się znajdowałam...  zaczęłam. Pamiętałam każdy szczegół z tamtego dnia. Musiałam przyznać, że nie polubiliśmy się na samym początku. Ale mimo tego, z czasem jakoś zaczęliśmy się rozumieć jak nikt inny.

Pędziłam przez miasto jak szalona, spiesząc się na rozmowę z małżeństwem, które mogło być moimi nowymi opiekunami. Jak zwykle nie świeciłam punktualnością i miałam jeszcze około trzech minut, aby zdążyć na czas. Wątpiłam, że mi się to uda, ale chciałam, chociaż trochę polepszyć moje pierwsze wrażenie. Od tego zależało naprawdę dużo.
Wybiegłam zza zakrętu, jednak, kiedy usłyszałam gwałtowne hamowanie i zauważyłam jadącego prosto na mnie rowerzystę, zrobiłam energiczny krok w tył, unikając zderzenia. Ale jak to zawsze ja nie miałam szczęścia. Potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na ziemi. Jak widać szczęście nie dopisywało nie tylko mnie, ponieważ chłopak jadący na rowerze z hukiem wywalił się tuż przede mną. Oboje obrzuciliśmy się poirytowanymi spojrzeniami.
Uważaj jak jeździsz  warknęłam zła, powoli podnosząc się z ziemi. Jeszcze tego brakowało! Teraz już nie miałam szans dotrzeć na miejsce bez większego spóźnienia.
Ja?! To ty wbiegłaś mi prosto pod koła! Rodzice nie nauczyli cię, jak się poprawnie chodzi?!  fuknął zdenerwowany. Gwałtownie wstał na nogi, podnosząc przy okazji rower. Jego blond włosy opadły mu na oczy, dlatego zwinnym ruchem ręki zaczesał je do tyłu.
Starałam się ignorować jego komentarz podczas otrzepywania swojego ubrania z piasku, jednak wychodziło mi to bardzo ciężko. Z wielką siłą zaciskałam zęby, próbując powstrzymać złość oraz nieprzyjemne uczucie rodzące się w brzuchu.
Pierdol się  mruknęłam, odwracając się do niego plecami, po czym szybkim krokiem zaczęłam się od niego oddalać.
Suka.  Usłyszałam jeszcze za sobą, ale postanowiłam nie tracić czasu na bezsensowną kłótnie z nim. I tak miałam dość dzisiejszego dnia, a dalsze zawracanie sobie głowy tym dupkiem na pewno by go nie polepszyło.
*
Amy ciągnęła mnie za rękę w stronę stołówki, jednak ja nie spieszyłam się za bardzo. Nie miałam humoru na przebywanie wśród ludzi. Ten dzień był tak beznadziejny, że najchętniej położyłabym się w łóżku i została tam na zawsze.
Nienawidzę tego, kiedy masz zły dzień, bo to również udziela się i mi  westchnęła zrezygnowana przyjaciółka. Wzruszyłam obojętnie ramionami, robiąc niezadowoloną minę.
Nie moja wina, że dzisiaj nic nie idzie po mojej myśli. Po prostu chcę, aby ten dzień się wreszcie skończył  powiedziałam cichym głosem. Amy przytuliła mnie na pocieszenie, po czym pchnęła wielkie drzwi, dzięki czemu mogłyśmy wejść na stołówkę. Jak zawsze panował tu ogromny harmider. Było dość głośno. Przeróżne rozmowy mieszały się z innymi dźwiękami, przez co powoli zaczynała mnie boleć głowa.
Wzięłyśmy tacki i poszłyśmy nałożyć sobie jedzenie. Kiedy zamierzałyśmy usiąść przy naszym stoliku, znajdującym się w rogu pomieszczenia, zauważyłam siedzącego przy nim blondyna. Zszokowana stanęłam w miejscu. Nie mogłam uwierzyć, że ten sam chłopak, na którego dzisiaj wpadłam, jest właśnie tutaj.
Złapałam Amy za rękę, zatrzymując ją. Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, dlatego ukradkiem wskazałam jej blondyna.
To on  szepnęłam cicho, starając się nie zwracać na nas zbytniej uwagi. Wolałam, aby  po dzisiejszym dniu zapomniał o moim istnieniu.
-Kto?  zapytała przyjaciółka, na co ja wywróciłam oczami.
No ten chłopak, o którym ci mówiłam!  Dziewczyna na początku się zastanawiała, jednak po chwili na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Odwróciła się do mnie tyłem, ruszając w stronę nieznajomego. Zdenerwowana zacisnęłam palce na tacce z jedzeniem, którą trzymałam. Nie mogłam uwierzyć, że Amy tak po prostu do niego podeszła i usiadła na miejscu obok. Przywitała się, po czym zaczęła z nim rozmawiać. Kiedy wskazała na mnie palcem, postanowiłam się wreszcie ruszyć i niepewnie do nich dołączyłam. Blondyn z uwagą mi się przypatrywał, co usilnie starałam się ignorować. Nie wiedziałam czy jest równie zaskoczony, co ja, ale jeśli tak, to skutecznie to ukrywał.
Luke, to jest Meg.  Przyjaciółka wskazała na mnie palcem, dlatego mruknęłam ciche hej. Wolałam w ogóle się nie odzywać, ale jak widać, Amy miała całkiem inne plany.  Zapomniałam wziąć sobie picia. Zaraz wracam  powiedziała, wstając od stolika, po czym ignorując moje przerażone spojrzenie zostawiła nas samych. Miałam ochotę jej przywalić, ale w tamtym momencie musiałam zająć się czymś zupełnie innym.
Przez jakiś czas panowała pomiędzy nami cisza, jednak w końcu Luke postanowił się odezwać.
Jak tu trafiłaś?  zapytał, opierając podbródek na dłoni. Zmarszczyłam brwi, śmiejąc się cicho pod nosem. Można powiedzieć, że dopiero, co go poznałam, a już miałam go serdecznie dość. Wiedziałam, że jeśli zostanę z Amy sam na sam, zabije ją.
Jaki bezpośredni  mruknęłam, wywracając oczami. Blondyn zamknął oczy, oddychając głęboko. Widać on również nie cieszył się z mojego towarzystwa. Przynajmniej było nas dwoje.
Możesz choć na chwilę przestać robić dramat o byle gówno? Na serio mnie to wkurza.  Skrzywił się z niezadowoleniem. Westchnęłam, przeczesując palcami włosy, jednak ostatecznie uspokoiłam się trochę.
Okej. Przepraszam. Zadowolony? zapytałam, uśmiechając się sztucznie. Chłopak z uznaniem pokiwał głową.
Widzisz! Jak chcesz, to potrafisz być miła!  powiedział, a na jego ustach zawitał drwiący uśmiech. Zmrużyłam oczy, przyglądając mu się złowrogo. Gdzie ta cholerna Amy się podziała? Już dawno powinna tu być!
Ja przez jakiś czas nie będę robić dramatów, a czy ty przez jedną minutę mógłbyś nie być takim dupkiem?  Chłopak zmarszczył brwi, przyglądając mi się dziwnie, po czym wybuchnął śmiechem. Spojrzałam na niego zaskoczona, nie wiedząc, co go tak rozśmieszyło. Zachowywał się naprawdę irytująco.  Mam cię dość  mruknęłam i z westchnieniem opadłam na oparcie krzesła.
O, widzę, że przynajmniej w jednym się będziemy zgadzać.  przerwał swoją wypowiedź. Powoli zaczął zbierać swoje rzeczy, nie zwracajqc uwagi na mój uporczywy wzrok.  Na pewno nie będziemy dobrymi znajomymi.  Podniósł się z miejsca i wziął do rąk swoją tackę.  Pozdrów ode mnie koleżankę  dodał, po czym odszedł odnieść jedzenie i wyjść z sali. Przez chwile siedziałam nieruchomo, wpatrując się w miejsce, gdzie wcześniej znajdował się Luke.
Niespodziewanie na siedzeniu obok pojawiła się Amy. Wzdrygnęłam się lekko, nie spodziewając się jej. Zgromiłam ją spojrzeniem, jednak ona tylko uśmiechnęła się lekko.
Lubisz go  stwierdziła, przez co zakrztusiłam się kawałkiem jedzenia, który w tamtym momencie włożyłam do ust.  A on lubi ciebie  dodała, tym samym wywołując u mnie śmiech.
Już po jednym dniu mamy się dość, więc chyba tym razem twoja intuicja cię zawiodła  mruknęłam. Dziewczyna przecząco pokręciła głową, spuszczając wzrok na swój talerz.
Czasem trzeba się znienawidzić, aby móc się pokochać....

Wtedy uznałam ją za wariatkę, ale z czasem jej słowa nabrały wielkiego sensu  powiedziałam, kończąc historię. Nathalie z wielką uwagą wsłuchiwała się w każde moje słowo. Kiedy przestałam mówić, dziewczyna radośnie klasnęła w dłonie.
Skąd wiedziałaś, że oni będą razem?  zapytała blondynka, kierując pytanie do Amy. Dziewczyna wzruszyła ramionami, zastanawiając się chwilę.
Po prostu wystarczyło na nich spojrzeć  odpowiedziała.
W jednym się pomyliłaś. On mnie nie kochał. To ja kochałam jego  powiedziałam, uśmiechając się smutno. Amy gwałtownie wstała z miejsca, kierując się do drzwi. Złapała za klamkę, energicznie je otwierając.
Skąd możesz to wiedzieć? Wiem, że cię cholernie zranił, ale powinnaś sobie z nim to wszystko wyjaśnić. Przez cały ten czas zastanawiałaś się, dlaczego on to zrobił. Teraz masz okazję się tego dowiedzieć. Dlatego idź z nim porozmawiać.  Wskazała palcem na korytarz, dając mi znak, że mam wyjść.
Ona ma rację. Nie mówię, że masz do niego wracać, bo naprawdę pasujecie do siebie z Louisem, ale może, kiedy dowiesz się całej prawdy, będziesz mogła w końcu zamknąć ten rozdział?  wtrąciła się Nathalie.
Mam iść do niego o trzeciej w nocy? On nie jest w pokoju sam! Poza tym może śpi?  zasugerowałam spanikowana. Cholernie bałam się tej rozmowy, jednak wiedziałam, że dziewczyny miały rację. W końcu i tak musiało to nastąpić.
Jakieś dwie minuty temu prawdopodobnie zszedł na dół  odpowiedziała Amy. Pokiwałam głową, powoli podnosząc się z miejsca. Niepewnie ruszyłam w stronę wyjścia, kierując się schodami na dół. Zauważyłam, że w kuchni świeciło się światło, dlatego zatrzymałam się w miejscu. Przez chwilę się wahałam, jednak ostatecznie wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
Stał tam. Opierał się o blat stołu, trzymając w ręku szklankę wody. Widząc go, serce zaczęło mi bić jak szalone. Nie miałam pojęcia, co zrobić, ale w końcu postanowiłam się odezwać.
Luke...  szepnęłam cicho. Chłopak zaskoczony odwrócił się w moją stronę. Zanim zdążył coś powiedzieć, mówiłam dalej.  Możemy porozmawiać?  zapytałam. Blondyn pokiwał głową, wskazując ręką salon. Poszłam za nim, zajmując miejsce obok niego na kanapie.
Przełknęłam ślinę, starając się opanować stres, jaki się we mnie zrodził. Zacisnęłam ręce w pięści, uspokajając się.
Dlaczego? Czy naprawdę nienawidziłeś mnie tak bardzo, że to wszystko, co między nami było, okazało się kłamstwem? Przez cały czas udawałeś?  zapytałam drżącym głosem. Chłopak energicznie pokręcił głową.
Nie! To całkowicie nie tak! Ja cię nie nienawidzę, Meg!  przerwał na chwilę, biorąc głęboki oddech.  To, co wtedy mówiłem, było jednym wielkim kłamstwem.
To po jaką cholerę zrobiłeś to wszystko?  zapytałam z wyrzutem. Nie rozumiałam tego w żadnym wypadku. Skoro to było kłamstwo, to w takim razie, dlaczego je mówił?
 Wyjechałem na drugi koniec świata. Chciałem cię zranić, abyś mnie znienawidziła. Wolałem, żebyś cierpiała przez chwilę i o mnie zapomniała, niż abyś przez ten czas, kiedy mnie nie było myślała o nas. Wiedziałem, że lepiej będzie, jeśli znalazłabyś sobie kogoś innego. Nie chciałem, żebyś na mnie czekała i cierpiała tak długo.  Zamknął oczy, jednocześnie przeczesując włosy palcami. Wyglądał, jakby to wszystko o czym mówił, sprawiało mu ból.
Jak mam ci uwierzyć, że to, co mówisz, jest prawdą? Luke! To jest dla mnie tak cholernie popieprzone!  jęknęłam, chowając twarz w dłoniach. Musiałam ochłonąć i to przemyśleć. Dlaczego akurat teraz te wszystkie problemy musiały się zebrać? Czy nie mogło to poczekać do końca tego wyjazdu?!
Całkowicie cię rozumiem. Ale myślisz, że chciałem cię tak strasznie zranić? Że to była dla mnie przyjemność? Świadomość, że ktoś zajmie moje miejsce...będzie cię przytulał, całował, pocieszał, rozmieszał... Cholera, dostawałem szału! Jeszcze, kiedy zobaczyłem twoje łzy i usłyszałem, jak mówisz, że mnie nienawidzisz, momentalnie miałem zamiar to wszystko odkręcić, przeprosić cię i przytulić, ale wiedziałem, że lepiej będzie, jeśli stanę się dla ciebie nikim. Pamiętam, jak wybiegłaś z mojego pokoju  przerwał, uśmiechając się smutno. Wpatrywał się we mnie, ani na chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego. Czułam się troszkę niezręcznie, ale nie potrafiłam odwrócić od niego oczu.  Poszedłem wtedy za tobą, jednak zostałem na korytarzu. Siedziałem pod twoimi drzwiami, słysząc jak płaczesz. Nie miałem pojęcia, co robić. Przepraszam cię  Złapał mnie za dłoń, jednak ja wyrwałam ją, gwałtownie podnosząc się z miejsca.
Przez ten cały pierdolony czas myślałam, że byłam twoją zabawką! Że mnie wykorzystałeś, pobawiłeś się i zostawiłeś! Byłeś jedną z niewielu osób, którym tak bardzo zaufałam... Kurwa kochałam cię! Cierpiałam przez ten cały czas, wypłakując z twojej winy wszystkie noce, w których ciebie przy mnie nie było! I ty mi mówisz, że to całe gówno, które stworzyłeś, było po to, abym o tobie zapomniała?! Czy ty siebie słyszysz?! Nigdy nie chciałam o tobie zapominać! Nigdy!  krzyczałam, mając nadzieję, że nikt z osób znajdujących się na górze mnie nie słyszy. Z moich ust wyrwał się szloch, a z zaszklonych oczu wyleciała pojedyncza łza, której nie starałam się zetrzeć. Luke podniósł się z miejsca i zaczął powoli iść w moją stronę, jednak ja z każdym jego krokiem cofałam się o jeden w tył. Kiedy nie miałam dokąd uciec, złapał mnie za ręce, przyciągając do swojego ciała. Na początku szarpałam się z nim, bijąc go w klatkę piersiową i wyklinając go, jednak, kiedy zauważyłam, że to nie ma sensu, poddałam się. Chłopak złapał moją twarz w swoje dłonie, zmuszając mnie tym samym do spojrzenia na niego. Łzy w dalszym ciągu spływały mi po policzkach, ale Luke delikatnie ścierał mi je kciukami. Powoli się uspokajałam, jednak nadal cała się trzęsłam.
Przepraszam.  Naprawdę przepraszam, Meg. Nie chciałem cię tak bardzo zniszczyć. Nie sądziłem, że to wszystko aż tak się potoczy. Kochałem cię i nadal kocham... Tak cholernie cię przepraszam  szeptał do mojego ucha, jednocześnie przytulając mnie do siebie. Ściskałam go bardzo mocno, jakby był moim jedynym kołem ratunkowym. Potrzebowałam go. Potrzebowałam tego pieprzonego blondyna. Czułam smutek, żal, złość, ale jednocześnie... spokój. W jednej chwili, jakby zdecydowanie większy ciężar spadł z mojego serca i w końcu mogłam spokojnie odetchnąć. Nie mogłam go ponownie stracić.
My na przekór niemożliwemu?  cichym głosem zacytowałam naszą dawną rozmowę, którą kiedyś przeprowadziliśmy. Nadal pamiętałam, jak to sobie obiecywaliśmy. Wtedy naprawdę myślałam, że to może się udać.
My na przekór niemożliwemu  szepnął, przyciskając mnie mocniej do siebie. Powoli zaczął stawiać małe kroki w tył, nie wypuszczając mnie z ramion. Delikatnie opadł na kanapę, ciągnąc mnie za sobą. Wtuliłam się w jego ciało, zamykając oczy. Byłam  wykończona tym emocjonującym dniem. Miałam ochotę położyć się spać, jednak została jeszcze jedna kwestia do przedyskutowania.
Nie zamierzam odejść od Louisa. Chcę z nim być  oznajmiłam.
Wiem. Zależy ci na nim, a jemu na tobie. I dlatego nie chcę, abyś z mojego powodu go zostawiła. Przecież chodziło mi o to, żebyś znalazła sobie kogoś.  Delikatnie przejechał palcem po mojej twarzy, zaczesując jednocześnie kosmyk moich włosów za ucho.
Skąd wiesz, że mi na nim zależy?  zapytałam cicho. Wzięłam jego dłoń w swoje, bawiąc się jego palcami. Chłopak przyglądał się moim poczynaniom, a ja jego ustach pojawił się lekki uśmiech.
Widzę jak na niego patrzysz i jak on patrzy na ciebie...  przerwał, splatając nasze palce razem. Spojrzałam na niego w tym samym czasie, kiedy on popatrzył na mnie.  Kiedyś tak samo patrzyliśmy się na siebie.
Znalazłam się jak najbliżej niego, wtulając się w jego ciało. Nie miałam pojęcia, co mu odpowiedzieć, ponieważ na to wszystko brakowało słów. Wiedziałam jedno  w końcu odzyskałam swojego przyjaciela.
***
Usłyszałam ciche stukanie naczyń w kuchni, które niestety wyrwało mnie ze smacznego snu. Otworzyłam oczy i ostrożnie wyplątując się z objęć Luke'a, ruszyłam w stronę, z której dobiegał dźwięk.
Razem z Luke'em rozmawialiśmy przez bardzo długi czas, wyjaśniając sobie wiele spraw. Musiałam przyznać, że naprawdę tego potrzebowałam, ponieważ w tym momencie czułam się dużo spokojniejsza. Obiecał mi, że tym razem mnie nie zostawi. I wiedziała, że byłam głupia, jednak wierzyłam mu.
Weszłam do pomieszczenia, w którym krzątał się Tony. Spojrzał na mnie przelotnie, po czy wrócił do dalszych czynności. Podeszłam do stołu, zajmując miejsce na jednym z krzeseł. Przez kilka minut bez słowa przyglądałam się chłopakowi, ale w końcu ta cisza stała się uciążliwa i nieznośna, dlatego postanowiłam się odezwać.
Jesteś na mnie o coś zły?  zapytałam niepewnie. Nie podobało mi się to. Tony zawsze był najbardziej żywą i chętną do rozmowy osobą. Nie miałam pojęcia, co się stało, że nagle stał się taki markotny.
Nie  mruknął jedynie, na co zmartwiona zmarszczyłam brwi. Wiedziałam, że coś go gryzło, ale nie miałam pojęcia, o co chodziło. Czyżbym coś zrobiła, przez co teraz był zły? Miałam cichą nadzieję, że nie, jednak wszystko na to wskazywało.
To co się dzieje? Jesteś dzisiaj jakiś inny  powiedziałam, wstając z miejsca i podchodząc do niego, aby jakoś złapać kontakt wzrokowy.
Nic się nie dzieje. Wszystko jest okej  westchnął, wywracając oczami. Zacisnęłam usta w cienką linię, postanawiając dać mu spokój. Wolałam go jeszcze bardziej nie denerwować, mając nadzieję, że później humor mu się poprawi.
Louis jest na górze?  zapytałam, zmieniając temat. W jednej chwili udało mi się przyciągnąć uwagę Tony'ego, który wreszcie na mnie spojrzał.
Wyszedł, aby ochłonąć  oznajmił tylko, po czym ruszył w kierunku schodów. Złapałam go za ramię, zmuszając go tym samym do zatrzymania się.
Jak to ochłonąć?  zaniepokojona zacisnęłam palce na jego ramieniu. Musiałam przyznać, że byłam dość zdezorientowana.
 No wiesz. Wstaje sobie rano, idzie do salonu i widzi, jak jego dziewczyna słodko sobie śpi przytulona do swojego byłego. Uwierz, też bym był wkurzony  powiedział.
Ale między nami do niczego nie doszło! Po prostu rozmawialiśmy  jęknęłam, przeczesując włosy placami. Cholera! Dlaczego zawsze tak jest, że kiedy jedna rzecz się naprawi, następna musi się spieprzyć? To było całkowicie nie fair.
Ale on o tym nie wie... Słuchaj Meg  przerwał, aby odwrócić się twarzą w moją stronę.  Kocham cię, ale Louis to mój brat i nie pozwolę, żeby ktokolwiek go skrzywdził. Nawet jeśli chodzi o ciebie. Wiem, że ci na nim zależy, dlatego lepiej leć za nim. Wyjaśnijcie sobie wszystko.  Uśmiechnął się, dodając mi tym samym odwagi. A więc musiałam teraz znaleźć Louisa.
***
Dwadzieścia minut biegu i w końcu go zobaczyłam. Szedł przed siebie wolnym krokiem, trzymając ręce w kieszeniach. W jego uszach znajdowały się słuchawki, dlatego kiedy go zawołałam, nie usłyszał mnie. Przyspieszyłam, dzięki czemu dogoniłam go. Złapałam go za rękę, przez co wzdrygnął się zaskoczony. Spojrzał na mnie i nie zatrzymując się, szedł dalej. Dorównałam mu kroku, idąc obok niego.
Louis, posłuchaj...  zaczęłam, jednak chłopak wszedł mi w słowo.
Daj mi spokój, okej? Przynajmniej ten jeden pieprzony raz  mruknął, zaciskając usta w cienką linię. Zatrzymałam się w miejscu, nie wiedząc, co robić. Louis niewzruszony szedł dalej. Nie. Nie mogłam pozwolić na kłótnie. Nie teraz.
Podbiegłam do niego, szarpnęłam za ramię, zmuszając go, aby odwrócił się w moją stronę, po czym przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Przez chwilę stał bez ruchu, jednak po chwili wahania oddał pocałunek. Położył dłonie na moich biodrach, przyciągając mnie do siebie. Zarzuciłam ręce na jego szyję, zatapiając palce w jego włosach.
Nie rozumiem cię. Tak cholernie mącisz mi w głowie  szepnął tuż przy moich ustach. Odsunęłam się trochę od niego, jednak na tyle blisko, aby w dalszym ciągu mnie obejmował.
Posłuchaj. Pomiędzy mną, a Luke'iem niczego nie ma i do niczego nie doszło. Wyjaśnialiśmy sobie pewne sprawy i zwyczajnie zasnęliśmy  powiedziałam z przejęciem. Naprawdę chciałam, aby mi uwierzył. Ja i Luke to przeszłość i nie chciałam tego zmieniać.
Mówisz, że między wami niczego nie ma, ale on nadal coś do ciebie czuje. Na dodatek przez tak długi czas był dla ciebie kimś ważnym... Ja po prostu się boję, że wy... Nie chcę cię stracić  westchnął z rezygnacją, spuszczając wzrok.
Wiem, że on nadal coś do mnie czuje. Powiedział mi. Martwisz się o to i całkowicie cię rozumiem. Nie ufasz mu, ale proszę... zaufaj mi.  Delikatnie przejechałam palcami po jego policzku, szczęce i ustach. Louis nie odpowiadając przyciągnął mnie do siebie, dzięki czemu mogłam wtulić się w jego ciało. Momentalnie odczułam spokój. Kiedy tak go przytuliłam, wiedziałam jedno. Pokochałam go.

Miłość przychodzi nieoczekiwanie, wtedy, kiedy nikt się jej nie spodziewa, ponieważ ona lubi zaskakiwać.

Witam ponownie po tak długiej przerwie! Mam wytłumaczenie na moją nieobecność, jednak postanowiłam, że nie będę się tłumaczyć. Po prostu nie mogłam pisać. Jeśli jeszcze jakaś kochana osóbka tu jest i nie zostawiła tego bloga, proszę o komentarz, który zawsze mnie motywuje ♥ Do następnego i przepraszam Was kochani za tak długie oczekiwanie! Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK< 

10 komentarzy:

  1. Cudowny♡♥ Tak długo czekałam. Nie mogłabym sobie tak po prostu odpuścić. Mam nadzieję, że rozdziały zaczną pojawiać się regularnie. Czekam na next!:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Poryczałam się <3 kocham cię <3 czekam na next ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział :) czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekałam na ten rozdział i widzę że było mega warto, jak zwykle cudowny i te sceny Lou i Meg ^^ Czekam na next i życzę weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć ! Od niedawna zaczęłam czytać fanfiction o one direction -no i ,tak jakoś przypadkowo natrafiłam na Twojego bloga ...po prostu go pokochałam. Przeczytałam wiele opowiadań,ale to po prostu niesamowicie do siebie przyciąga. Już z pierwszym rozdziałem polubiłam Meg ,Amy no i z czasem dochodzili inni bohaterowie ,którzy także skradli mi serce. Na początku sądziłam ,że Neg będzie z Tonnym ,a ja tak bardzo chciałam ,żeby była z Louisem <3 No i na szczęście jak datąd nie rozczarowałam się :D ! Tylko ,że pojawia się ten cały Luke i wszystko psuje ! ;p Ogólnie chyba ,tak polubiłam tę historię przez to ,że robisz wiele ciekawych wątków i uwielbiam sceny przyjaźni pomiędzy -Tonnym ,Louisem ,Meg i Amy ! Jest naprawdę wiele momentów w których się uśmiałam czytając kolejne rozdziały ,właściwie cały czas czytając to człowiekowi nie schodzi uśmiech z twarzy. Wprowadzasz przez te rozdziały taką pozytywną energię ,że się przez to uzależniłam o Tego bloga (dlatego wiesz ,nie możesz złamać mi serca mi Meg ,będzie z Louisem ,prawda ? xd). Co najgorsze zaczęłam czytać to opowiadeniew jeden dzień pod wieczór i siedziałam do 01:30 czytając kolejne rozdziały ,przez co swoją drogą nie wysłałam się dzisiaj do szkoły ,ALE BYŁO WARTO !!! :D Najbardziej nie lubię w tych opowiadaniach tego ,że jak się wciągne i klikam tylko to "dalej" i "dalej" to przychodzi taki moment wielkie smutku i rozczarowania ,że nie ma "DALEJ" i przez to na wielu fanfiction się zawiodłam bo autorki dodają po 5 miesiącach ,a czasem nawet i nie ! Ale mam nadzieję ,że uzbroje się w cierpliwość ,że Tobie się będzie wszystko z laptopem i "życiem" układać ,żebyś tylko mogła dodawać kolejne rozdziały,bo piszesz świetnie !!! Także co czekam niecierpliwie na dalszy rozwój wydarzeń (pamiętaj musi być z Louisem nie z Lukiem -nie możesz złamać mi serca ...ah te wyrzuty ! XD). Pisz tę historię ,tak ja sama uważasz i czujesz bo to Twoje genialne dzieło ,które wychodzi Ci cudownie ! / Pozdrawiam twoja nowa zniecirpliwiona fanka ;** Julcixx
    I jak dla mnie to musi być z Louisem -przepraszam musiałam...xd ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku jestem Ci OGROMNIE wdzięczna za tak miłe słowa! Nawet nie wiesz jak bardzo poprawiłaś mi tym humor. To wszystko, co napisałaś jest takie cudowne i naprawdę dziękuję, że doceniasz to, co robię.
      I od razu przepraszam, że przez mój blog się nie wyspałaś! Biorę winę na siebie :D
      Mam nadzieję, że na kolejny rozdział nie będzie trzeba czekać bardzo długo, ale niczego nie obiecuje, bo jakby coś nie wyszło to wszystkich zawiode :(
      A co do związku Louisa i Meg to nie zaprzeczam i nie potwierdzam ;)
      Jeszcze raz dziękuję i również pozdrawiam :*

      Usuń
  6. Oślepłam do reszty i jak boga kocham nic nie widzę, a literki mi się dwoją. Zapomniałam we wcześniejszym komentarzu dodać, że znowu masz literówki i stylistyka trochę ;)
    Anyway. Nienawidzę Luke'a, dalej kocham Louisa (nawet mocniej niż zazwyczaj). I doskonale rozumiem Tony'ego. Ale jeśli ktokolwiek spróbuje skrzywdzić mojego Louisa, to zatłukę. Serio.
    Weź mi daj znać następnym razem o kolejnym. Wiesz gdzie mnie znaleźć.
    xoxo

    BTW, sorry za krótkie komentarze, ale brakuje mi na nie weny.

    Margo.
    (http://our-tumbler-of-tea.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow- brak słów...cudowny !!! Kiedy dodasz next? -powiedz ,że szybko błagam xd :D !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba jestem mało ogarnięta osobą no ,ale cóż...xd ! Dopiero do mnie dotarło ,że Twój blog to można powiedzieć dopiero początek. Te króciutkie fragmeciki i zakładka "Na pewno chcesz wiedzieć? " Uświadomiła mi ile jeszcze nas czeka niespodzianek i zwrotów akcji ! :D Masz ogromny talent do pisania ,rozdziały są mega wciągające i koniecznie musisz dodać coś wkrótce bo zrzera mnie ciekawość ! Już nie mogę się doczekać co zaplanowałaś i co tu ma się wydarzyć ,a widzimy istre wymiany zdań ! ;D Także wypoczywaj i powracaj do nas niebawem ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety muszę Cię zawieźć, bo postanowiłam (jest to w którejś notce), że skracam całą fabułę, dlatego nie będzie większości rzeczy, które zaplanowałam, że będą.
      Mam nadzieję, że tak czy siak, pomimo tych moich ciągłych zmian i tak się spodoba :)
      I dziękuję za miłe słowa :) (i mogę powiedzieć, że rozdział już wkrótce)

      Usuń