poniedziałek, 27 czerwca 2016

Rozdział 40

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
________________________________________________________________________
Moje płuca powoli wysiadały. Nie mogłam złapać oddechu, a całe gardło płonęło żywym ogniem. Nogi stopniowo traciły siłę, ale starałam się nie dać za wygraną. Biegłam dalej, wciąż dotrzymując kroku Luke'owi. Musiałam przyznać, że było to cholernie trudne, zwarzywszy na to, że on był w zdecydowanie lepszej kondycji ode mnie. Widocznie pomysł kilkukilometrowego sprintu nie był dobry. Nie mogłam nic poradzić na to, że blondyn był bardzo przekonujący, a poza tym naprawę chciałam spędzić z nim ten czas, chociaż minimalnie nadrabiając to, co straciliśmy.
Zacisnęłam dłonie w pięści, wbijając paznokcie w skórę. Czułam się wykończona, jakbym miała zaraz wyzionąć ducha. Zaczynało mi się robić niedobrze i przez chwilę wydawało mi się, że zwymiotuję.
Już nie mogę  szepnęłam ostatkiem sił, kręcąc jednocześnie głową. Chłopak spojrzał na mnie, trochę zwalniając.
Jeszcze trochę Light. Dasz radę. Nie wymiękaj  powiedział, szczerząc się radośnie. Zatrzymałam się w miejscu, przez co Luke również to zrobił. Popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.  Jest aż tak źle?  zapytał zmartwionym głosem. Zaprzeczyłam ruchem głowy, uspokajając go. Głęboko odetchnęłam, wreszcie normalnie oddychając.
Pierwszy raz od kiedy ponownie się zobaczyliśmy, nazwałeś mnie Light powiedziałam, a moje kąciki ust uniosły się lekko ku górze. Musiałam przyznać, że brakowało mi tego. Dla niektórych osób mogło wydawać się to dziecinne i bezsensowne, ale dla mnie miało to ogromne znaczenie. Przypominało mi najpiękniejsze chwile, które do tej pory przeżyłam w swoim życiu wraz z cholernie ważną osobą.
Blondyn odwzajemnił uśmiech, zbliżając się do mnie o kilka kroków. Przeczesał dłonią wilgotne włosy, przez co koszulka, którą miał na sobie, bardziej opięła jego ciało. Uparcie wpatrywałam się w jego twarz, aby przypadkiem nie skanować go wzrokiem.
Nie miałam pojęcia, że nadal to pamiętasz  przyznałam szczerze.
Dlaczego miałbym o tym zapomnieć? Przecież mój mały promyczek wciąż świeci, czyż nie?  Wzruszył ramionami, wywołując u mnie tym samym cichy śmiech. Jedno  można by powiedzieć  nic nieznaczące zdanie, potrafi sprawić człowiekowi tak ogromną radość.
Chodź. Ale błagam, nie biegnijmy!  Złapałam go za rękę, ciągnąc za sobą. Usłyszałam jego śmiech, co wywołało również uśmiech na moich ustach. Przyśpieszył, dzięki czemu mógł iść równo ze mną.
Tak właściwie... Gdzie się podział Louis?  zapytał blondyn. W odpowiedzi pokręciłam głową.
Nie mam pojęcia. Razem z Tony'm wyszli, nic nikomu nie mówiąc  mruknęłam, wzruszając ramionami. Też mnie to ciekawiło, ale kiedy chciałam się czegokolwiek dowiedzieć, to inni również nie wiedzieli, gdzie zniknęli. 
Oh... Czyli mamy teraz cały ten czas tylko i wyłącznie dla siebie, tak?  zapytał, a na jago ustach zawitał tajemniczy uśmiech. Niepewnie pokiwałam głową, nie mając pojęcia, co takiego chodziło mu po głowie. Szczerze mówiąc, przez chwilę myślałam, że serce mi się zatrzyma.  Gonisz!  krzyknął, klepiąc mnie jednocześnie w ramię, po czym jak najszybciej ruszył w nieznanym mi kierunku. Przez kilka sekund stałam zszokowana, jednak kiedy się ocknęłam i zobaczyłam, że coraz bardziej się ode mnie oddala, popędziłam za nim. Mimo tego, że byłam cholernie wykończona, nie dałam za wygraną. Oboje nie przestawaliśmy się śmiać. Pewnie wyglądaliśmy jak dzieci. Czułam się tak, jak dawniej. Brakowało mi tego... Po prostu brakowało mi jego.
***
Położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy. Czułam się całkowicie odprężona i spokojna. Chłopak oparł policzek o czubek mojej głowy, dzięki czemu tak małym, w sumie nic nieznaczącym gestem, wywołał u mnie delikatny uśmiech.
Opowiesz mi, jak było w Sydney?  zapytałam cichym głosem. Od bardzo dawna zastanawiałam się, jak mu się tam wiedzie. Ciekawa byłam, czy niczego mu nie brakuje, czy jest szczęśliwy. Może i byłam cholernie głupia, ale tu chodziło o Luke'a. Mojego Luke'a.
Nie mogę narzekać. Poznałem tam wielu świetnych ludzi. Miałem wspaniały dom, nową rodzinę, która naprawdę się mną opiekowała. Można powiedzieć, że w końcu mogłem być wolny. Ale wciąż mi czegoś brakowało. Mianowicie was. Cholernie tęskniłem za wami wszystkimi. Tą atmosferą, którą wspólnie tworzyliśmy, za naszymi głupimi, czasem bezsensownymi akcjami, które jednak sprawiały, że bez przerwy mieliśmy na twarzach szczere uśmiechy. Wspominałem nasze nocne ucieczki, wspólne śpiewy przy obiedzie, kiedy nie tylko nasza paczka się świetnie bawiła, ale dołączali się również inni powiedział, po czym wzruszył delikatnie ramionami, aby przypadkiem nie zrzucić mojej głowy z jego ramienia. Przejechałam opuszkami palców po jego dłoni. Pomiędzy nami zapadła cisza, którą przerywał jedynie dźwięk naszych spokojnych oddechów. Nie było to niezręczne. Wręcz przeciwnie. Było... przyjemnie.
Żałujesz, że tam zamieszkałeś?  zapytałam. Luke bez zastanowienia przecząco pokręcił głową.
Nigdy tego nie będę żałował. Ta cała sytuacja pomogła mi rozpocząć wszystko od nowa. Umożliwiła mi ponowny start. Jednak cholernie żałuję tego, co się przez to stało. Tego, że nie była tam również was... A w szczególności tego, że nie było tam także ciebie  szepnął, całując mnie w czubek głowy. Niepewnie przełknęłam ślinę, zaciskając palce na jego dłoni. Nie spodziewałam się takich słów, chociaż od początku jego wyjazdu chciałam je usłyszeć.
 Skoro chciałeś, abym o tobie zapomniała, to dlaczego po tak długim czasie sam nie masz dziewczyny? Nie spotykałeś się z nikim?  Chciałam mu zadać mnóstwo pytań, które kłębiły się w mojej głowie. Wątpiłam, czy starczyłoby nam czasu, aby odpowiedzieć na nie wszystkie. Byłam bardzo ciekawa tego, co działo się u niego, kiedy przebywał w Sydney.
Podniosłam głowę, aby móc spojrzeć na blondyna. Chłopak uśmiechnął się lekko, po czym przeczesał włosy palcami.
Spotykałem się z dziewczynami, chodziłem na randki. Z niektórymi spotykałem się dłużej, z innymi znajomość kończyła się po kilku dniach. Miałem nadzieję, że może wreszcie się uda, jednak jak widać, nie wyszło  powiedział po czym wzruszył ramionami. Pokiwałam głową na znak zrozumienia i westchnęłam cicho.
Do żadnej nie poczułeś niczego więcej?  spytałam. Luke w odpowiedzi pokręcił przecząco głową.  Był jakiś konkretny powód? - Pomiędzy nami ponownie zapanowała chwilowa cisza. Chłopak odwrócił się twarzą w moją stronę, dzięki czemu mogłam w skupieniu mu się przyglądać. Widziałam, że Luke bije się z myślami, ale miałam nadzieję, że jednak udzieli mi odpowiedzi.
Ponieważ... żadna z nich nie była tobą...
***
Jak najmocniej zacisnęłam usta, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Rozbawiona przyglądałam się Nathalie, która chichocząc, nie mogła złapać tchu. Jej oczy zaszkliły się, dlatego raz za razem nimi mrugała. Nie potrafiłam dłużej wytrzymać, przez co z moich ust wyrwał się śmiech. Po chwili dołączyła do mnie również Amy, co skończyło się tym, że wszystkie trzy śmiałyśmy się jak idiotki.
Luke w ciszy siedział naprzeciwko mnie, przyglądając się każdej z nas. Posłałam mu głupi uśmiech, który od razu odwzajemnił.
Nathalie zerknęła za siebie napotykając intensywny wzrok obcego faceta. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, po czym ponownie zwróciła się w naszą stronę.
Tak, trzeba przyznać, że jest przystojny  powiedziała, opierając podbródek na dłoni.
Przystojny? To mało powiedziane!  dodała Amy, przygryzając lekko wargę. Zaśmiałam się, kręcąc głową, ale przyznałam im rację. Jego opalona skóra delikatnie błyszczała w świetle słońca. Miał czarne, roztrzepane włosy i prawie tak samo ciemne oczy. Nie mogłam zaprzeczać, że nie przyciągał uwagi.
Nathalie... Widać, że wpadłaś mu w oko. Może zagadaj do niego  zaproponowała Amy. Blondynka od razu poleciła głową.
Nie ma mowy! To, że jest gorący, nie oznacza, że będę go podrywać. Poza tym, jeśli naprawdę mu się spodobałam, to niech on zrobi pierwszy krok  powiedziała, zaplatając ręce na piersi. Uśmiechnęłam się zadowolona, ponieważ tak naprawdę wiedziałam, dlaczego nie chciała zaczynać "nowej znajomości". Odpowiedź była prosta. Niall.
Skoro tak bardzo zależy ci na...  zanim zdążyłam dokończyć zdanie, poczułam, jak dziewczyna kopie mnie pod stołem w nogę. Krzyknęłam ciche "ała!", piorunując ją wzrokiem.
Jakbyś jeszcze nie zauważyła, jest tu z nami pewien osobnik płci przeciwnej! A oni zawsze są względem siebie solidarni, więc nie mamy pewności, że któremuś z nich nie powie  mruknęła Nathalie.
Ej! Nagle zaczęłaś się mną przejmować? Oznajmiam, że w ciągu tych kilkunastu lat mojego życia nie dowiedziałem się tak dużo o sprawach, problemach i tajemnicach dziewczyn, niż w ciągu tych trzydziestu minut, które z wami spędziłem. Poza tym sama kazałaś mi tu z wami przyjść i do tej pory zastanawiam się dlaczego  fuknął Luke. Przygryzłam wargę, aby przypadkiem się nie roześmiać. Wyglądał zabawnie, a jednocześnie tak perfekcyjnie, ale cóż się dziwić. To jest Luke.
Kazałam ci z nami iść, ponieważ chciałam cię poznać i zobaczyć, co takiego w tobie jest, że Meg była w tobie całkowicie zakochana  oznajmiła Nathalie. Kiedy usłyszałam jej słowa, zakrztusiłam się napojem, które właśnie piłam. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Było mi naprawdę głupio, jednak na szczęście Luke tylko na mnie zerknął, po czym ponownie spojrzał na Nathalie.
I do jakiego wniosku doszłaś?  zapytał, unosząc jedną brew. Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła, zaplatając dłonie.
Jakbym tylko miała okazję, już byłbyś moim mężem  powiedziała, wywołując tym samym u nas śmiech.  A tak w ogóle... Meg, jak tam ty i Louis? Wszystko między wami okej?  zapytała, przenosząc na mnie wzrok. Amy entuzjastycznie klasnęła w dłonie, przez co moje ciało momentalnie się spięło. Przejętym wzrokiem spojrzałam na Luke'a, niemo błagając, aby zostawił nas same. Wiedziałam, że zrozumiał. Widziałam to w jego oczach oraz kiedy jego usta delikatnie drgnęły. Był to prawie niezauważalny gest, jednak zobaczyłam go od razu.
Wy tu sobie gadajcie, a ja przyniosę nam coś jeszcze do picia  powiedział blondyn, powoli podnosząc się z miejsca. Zanim odszedł, zostawiając nas same, mrugnął do mnie w uspokajającym geście. Byłam mu naprawdę wdzięczna, ponieważ nie miałam ochoty rozmawiać o moim związku przy chłopaku, z którym wiązało mnie coś naprawdę pięknego oraz, który w dalszym ciągu mnie kocha. Byłoby to strasznie niekomfortowe, poza tym nie chciałabym go ranić.
Widziałam to  mruknęła Nathalie, uśmiechając się lekko. Zmarszczyłam brwi, nie za bardzo wiedząc, o co jej chodzi.  Twoje spojrzenie. Od razu zrozumiał, o co się martwiłaś. Poszedł stąd, ponieważ go o to poprosiłaś. On naprawdę się o ciebie troszczy  dodała, widząc moją minę. Wiedziałam, że Luke od zawsze się o mnie troszczył. Do czasu wyjazdu nigdy nie zrobił czegoś, co byłoby wbrew mnie. Często ludzie śmiali się, że Luke jest moim aniołem stróżem, który opuścił niebo, aby móc się mną opiekować. Zwykle nas to bawiło i sami wymyśliliśmy przeróżne historie o tym, jak znalazł się w Londynie, że nasza pierwsza "wpadka" nie była przypadkiem, tylko naszą drogą, która miała prowadzić do szczęścia. Jednak zawsze odnajdywałam też w tych opowieściach nutkę prawdy.
Oni zawsze rozumieli się bez słów. Wystarczało jedno spojrzenie  powiedziała Amy cichym głosem, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. Roztargniona przeniosłam na nią wzrok, na co ta lekko się uśmiechnęła.  A teraz mów. Co jest między tobą, a Louisem?  zapytała, nachylając się bardziej w moją stronę. W jej ślady poszła Nathalie, przez co obie z uwagą oczekiwały jakichś najnowszych wiadomości i ciekawostek z mojego związku. Przez chwilę biłam się z myślami, czy mam im o tym powiedzieć, ale w końcu stwierdziłam, że przecież nie ukrywam niczego przed Amy, poza tym zaczęłam ufać Nathalie.
Naprawdę nam się układa. Jest dla mnie cholernie ważny i ja... kocham go. To nie jest już zwykłe, szczenięce zauroczenie. Jestem tego pewna. On jest dla mnie kimś znacznie ważniejszym  powiedziałam cicho. Dziewczyny przez chwile się nie odzywały, patrząc raz na mnie, a raz na siebie.
Matko! Nie masz pojęcia, jak cholernie się cieszę, ponieważ teraz przynajmniej mam większą pewność, że go nie zranisz. Wiedziałam, że pewnego dnia poczujesz, że to on jest tym właściwym  powiedziała Nathalie, z uśmiechem łapiąc mnie za rękę.
Powiedziałaś mu?  zapytała Amy. W odpowiedzi pokręciłam przecząco głową.  Ale jesteś głupia  jęknęła przyjaciółka, po czym dramatycznie westchnęła.
Czekam na odpowiednią okazję, poza tym... nie mam pojęcia, czy on czuje to samo do mnie  mruknęłam, zaczesując włosy za ucho.
Nie przekonasz się o tym, jeśli sama mu tego nie powiesz.  Jednak uważam, że jesteś dla niego równie ważna, jak on dla ciebie. To widać  powiedziała Amy.
Też tak sądzę. Gdybyś zobaczyła, jak on na ciebie patrzy... Tylko raz w życiu widziałam u niego ten wzrok. Od tamtego wydarzenia nie zachowywał się tak w stosunku do nikogo, dopóki nie pojawiłaś się ty.  Zdziwiona spojrzałam na Nathalie. Nie miałam pojęcia, że ona widzi podobieństwo w zachowaniu Louisa, ale doskonale wiedziałam o kim ona mówiła. Chodziło jej o Rose.
A jeśli on wciąż kocha ją tak bardzo? Jeśli nadal, Rose zajmuje całe jego serce? Co jeśli nie ma tam miejsca dla mnie? Ja po prostu nie chcę być planem B  powiedziałam. Nathalie energicznie pokręciła głową, chcąc zapewnić, że moje słowa są błędne.
Louis nigdy by ci czegoś takiego nie zrobił. Znam go i wiem, że jesteś dla niego cholernie ważna. Nie mówię, że w jednej chwili przestał myśleć i tęsknić za Rose, ale mogę cię zapewnić, że nie jesteś jakąś tam opcją zastępczą  powiedziała, delikatnie gładząc moją dłoń. Musiałam przyznać, że jej słowa w pewnym stopniu mnie uspokoiły.
A ty za nią tęsknisz?  zapytałam, jednocześnie zmieniając temat. Nathalie uśmiechnęła się smutno, spuszczając wzrok.
Oczywiście, że za nią tęsknię. Była dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką, a nawet kimś więcej niż siostrą. Rose była... inna. To może i dziwnie brzmi, ale ona zawsze wyróżniała się wśród innych osób. Zawsze radosna, pomocna, urocza, delikatna, a jednocześnie silna, uparta i zawzięta. Myślę, że to właśnie spodobało się w niej Louisowi. Przyciągała do siebie każdego, jednak nielicznym pozwalała bardziej do siebie dotrzeć. Lubiłam to w niej. Ostrożnie dobierała sobie znajomych, dzięki czemu każdy z nich był wyjątkowy. Kochałam ją, wiesz? Nie chodzi mi o miłość, jaka jest pomiędzy tobą i Louisem.  Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem. Widziałam, że to wszystko jest dla niej bardzo trudne. Poniekąd żałowałam, że zaczęłam ten temat.  Rose należała do mojej rodziny. Przez długi czas miałam tylko i wyłącznie ją. Tylko jej zwierzyłam się z większości swoich rodzinnych problemów. Ona zawsze była przy mnie, kiedy kogoś cholernie potrzebowałam... A później ją straciłam. Do dziś obwiniam się za jej śmierć. Niczego nie zauważyłam, a powinnam. Została zraniona, a ja nie zdołałam ją przed tym ochronić... Nie dałam rady ochronić ją przed nią samą....
***
Gdzie byłeś przez cały dzień? Tak nagle zniknęliście  powiedziałam, stając twarzą przed Louisem. Chłopak uśmiechnął się i  delikatnie łapiąc mnie za rękę, pociągnął za sobą. Splótł nasze palce ze sobą, gładząc kciukiem moją dłoń. Było to naprawdę przyjemne.
Louis co jakiś czas zerkał w moją stronę i dopiero po chwili ciszy, która panowała między nami, postanowił odpowiedzieć na moje wcześniejsze pytanie.
Po pierwsze kochanie...  zaczął, czym momentalnie zwrócił na siebie moją uwagę. Spojrzałam na niego zaskoczona, kiedy usłyszałam, jak mnie nazwał. Musiałam przyznać, że zrobiło mi się cieplej na sercu. Jakoś nie spodziewałam się, że będzie mnie nazywał inaczej niż po prostu Meg.  dzień się jeszcze nie skończył. Po drugie. Załatwiałem wraz z Tony'm pewne sprawy, dlatego musieliśmy na pewien czas zniknąć. A po trzecie...  przerwał, zatrzymując się. Odwrócił się w moją stronę, dzięki czemu mogłam spokojnie wpatrywać się w jego oczy.  zabieram cię na przejażdżkę.  Wskazał palcem na motor stojący niedaleko nas. Zdziwiona rozchyliłam lekko usta z zamiarem udzielenia jakiejś odpowiedzi, jednak nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.
Żartujesz?  szepnęłam, przypatrując się maszynie. Nigdy nie jeździłam motorem. Zawsze o tym marzyłam, ponieważ chciałam chociaż raz poczuć to, co czuli inni, kiedy wiatr rozwiewa włosy, chłodne powietrze owiewa ciało, a adrenalina krąży w naszych żyłach. Zazdrościłam wszystkim, którzy mogli tego zasmakować.
Nie. To nie są żarty. Poza tym, nie było mnie cały dzień i nie spędziliśmy go razem także... teraz jestem cały twój  powiedział z tajemniczym uśmiechem, rozkładając ręce. Rozbawiona pokręciłam głową. Podeszłam do niego, całując przelotnie w usta, po czym ominęłam go. Niepewnie usiadłam na motor. Czułam wielką ekscytację. Nie mogłam doczekać się podróży, dlatego poklepałam miejsce przede mną, dając Louisowi znać, żeby się pośpieszył. Chłopak przygryzł wargę, przechylając głowę lekko w bok.
Matko... Na motorze wyglądasz cholernie seksownie. Już wiem, że takie przejażdżki będziemy robić zdecydowanie częściej  mruknął, robiąc powolne kroki w moją stronę. Nie odrywał ode mnie wzroku, co prawdopodobnie kiedyś wywołałoby na mojej twarzy rumieńce, jednak teraz odpowiedziałam mu mrugnięciem.
Kiedy się zatrzymał, pocałował mnie, tym samym pozbawiając tchu, po czym wziął do rąk kask i założył mi go na głowę. Zajął swoje miejsce, dzięki czemu mogłam objąć go w pasie. Cieszyłam się, że mogłam bezkarnie go przytulać. Kochałam być blisko niego, czuć ciepło jego ciała i wdychać cudowny zapach perfum.
Trzymaj się polecił chłopak. Odpalił motor, przez co silnik zaczął robić trochę hałasu. Kiedy ruszyliśmy, poczułam lekkie szarpnięcie. Cieszyłam się, że w końcu mogłam tego spróbować.
To jest cudowne!  krzyknęłam, starając się zagłuszyć warkot. Ledwo co usłyszałam radosny śmiech Louisa. Pod opuszkami palców czułam, jak jego mięśnie brzucha napinają się i rozluźniają. Pędziliśmy przed siebie. Nie miałam pojęcia dokąd mnie wiezie, ale odpowiadało mi to.
Nie wiedziałam ile czasu już jechaliśmy, jednak w końcu zatrzymaliśmy się na jakiejś odludnej plaży, gdzie nie było ani jednej żywej duszy.
Spacerowaliśmy w ciszy, słuchając jedynie szumu fal. Trzymałam Louisa za rękę, ciesząc się jego bliskością.
Chcę sobie zrobić tatuaż  powiedziałam niespodziewanie, zaskakując jednocześnie mnie, jak i chłopaka. Spojrzał na mnie zdziwiony, przez chwilę milcząc.  Bardzo podobają mi się twoje i stwierdziłam, że ja również chciałabym jakiś mieć.
Możemy jutro poszukać jakiegoś salonu. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego. Uważam jednak, że tatuaż będzie ci naprawdę pasował  odpowiedział Louis, całując mnie przelotnie w głowę. Uśmiechnęłam się delikatnie, opierając głowę na jego ramieniu.  Wiesz co? Naprawdę cieszę się, że tu ze mną jesteś.
***
No chodźcie! Cholernie się wleczecie! Przez was nie zdążymy!  jęczał Tony, ciągnąć za sobą Amy. Luke szedł zaraz obok niego, a ja wraz z Louisem podążaliśmy za nimi, jednak trzymaliśmy się bardziej z tyłu.
Dlaczego nie chcecie powiedzieć, dokąd idziemy?  zapytała z wyrzutem Amy, na co Tony kolejny raz westchnął. Zatrzymał się w miejscu, odwracając twarzą do dziewczyny.
Co mam zrobić, abyś w końcu przestała o to pytać?  Amy teatralnie wywróciła oczami, po przym popchnęła go w klatkę piersiową, mrucząc ciche nieważne. Tony uśmiechnął się zwycięsko, ponownie ruszając w dalszą drogę.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy na plażę. Nie przyszliśmy w to samo miejsce, w które zawsze chodziliśmy. Brakowało tu ludzi, było zdecydowanie spokojniej. W oddali znajdowała się reszta naszej grupy. Pomimo ciemności zauważyłam blond włosy Nialla, który wraz z Liamem ustawiali jakieś rzeczy na pisaku. Kiedy Nathalie zorientowała się, że się pojawiliśmy, uśmiechnęła się radośnie i podbiegła do nas. Spojrzała na Louisa oraz Tony'ego, po czym pokiwała głową.
Wszystko jest już prawie gotowe  powiedziała, na co zdziwiona zmarszczyłam brwi. Amy oraz Luke wydawali się równie zaskoczeni. Nikt z naszej trójki nie miał pojęcia, co oni szykowali.
Dobra, czy ktoś mógłby wreszcie wyjaśnić, o co tu chodzi?  zapytała Amy, wyrywając rękę z uścisku Tony'ego. Chłopak spojrzał na nią, później na zegarek i ostatecznie popatrzył na Louisa.
Kiedy Amy zamierzała ponownie się odezwać, po okolicy rozbrzmiała muzyka.
Niektórzy mówią, że rodziny się nie wybiera...  zaczął Tony, a obok niego pojawiła się Nathalie.
My jednak to zrobiliśmy i chcemy, abyście w tym uczestniczyli  dodała z lekkim uśmiechem.
U nas nie liczą się więzy krwi, tylko to, kim jesteśmy. Więc witamy w naszej małej, czasem wkurzającej, jednak najlepszej rodzinie na świecie  zakończył Louis. Byłam tak zszokowana, że nie potrafiłam wydusić choćby jednego słowa.  Tobie również daję szansę, Luke. Nie jesteś wcale taki zły, ale ostrzegam, jeśli zrobisz coś niewłaściwego w stosunku do mojej dziewczyny, osobiście cię zabije  dodał Louis, udają powagę.
Mamy dziesięć sekund! Chodźcie!  krzyknął Tony, po czym ruszył w kierunku wody. Wszyscy zaczęliśmy odliczać, a kiedy doliczyliśmy do zera, rozległ się świst, a w górę wystrzeliły fajerwerki.
A więc nadeszła północ  szepnął mi do ucha Louis. Stał za mną, obejmując mnie ramionami. Oparł podbródek na moim ramieniu, przez co czułam jego spokojny oddech na mojej skórze.
Podziwiałam kolorowe fajerwerki, wsłuchiwałam się w przyjemną muzykę, przyglądałam się wszystkim. Widziałam radość w oczach Amy, kiedy ściskała dłoń Tony'ego, nie mogąc uwierzyć w to wszystko.
Oni nie mieli pojęcia, co takiego dla nas zrobili. Ja, Amy oraz Luke straciliśmy wszystko, co zawsze było dla nas najważniejsze. Oni to odbudowali. Ponownie stworzyli nam dom. W końcu każdy z nas miał prawdziwą rodzinę.
Chcę cię jeszcze gdzieś zabrać  mruknął Louis, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia, po czym pociągnął mnie za sobą. Odwróciłam się jeszcze, wychwytując spojrzenie Tony'ego.
Zatrzymaliśmy się przy motorze. Kiedy ruszyliśmy, wtuliłam się w plecy Louisa. Po pewnym czasie dojechaliśmy tam, gdzie dzisiaj już byliśmy, jednak tym razem coś się zmieniło. Na piasku znajdował się mały koc, wokół którego było zapalonych kilka czerwonych świeczek. Na kocu znajdowało się radio oraz koszyk z jedzeniem.
Ty to wszystko przygotowałeś?  zapytałam cicho.
Czasem potrafię być romantyczny  powiedział z uśmiechem, wzruszając lekko ramionami. Zaśmiałam się, kręcąc głową. Nie mogłam uwierzyć, że przygotował to wszystko specjalnie dla mnie. Zaskakiwał mnie każdego dnia. Był kimś naprawdę cudownym i nie dziwiłam się, że tyle osób go podziwiało. Jednak dla mnie najważniejsze było to, że Louis był mój. I cholernie mi się to podobało.
Zatańczysz?  zapytał, wystawiając w moją stronę dłoń. Pokiwałam głową, podając mu swoją. Zaczęliśmy poruszać się w rytm lecącej muzyki. Wtuliłam się w jego ciało, wdychając przyjemny zapach jego perfum. Zamknęłam oczy, rozkoszując się jego bliskością.
Moje serce zaczęło mocniej bić, kiedy niespodziewanie podniósł mój podbródek, łącząc nasze usta ze sobą. Zatopił palce w moich włosach, po czym powoli zjechał dłońmi po moich plecach, zatrzymując się na biodrach. Czułam przyjemne mrowienie oraz dreszcze, rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa.
Nigdy mi się to nie znudzi  szepnął Louis pomiędzy pocałunkami, dzięki czemu wywołał na moich ustach uśmiech. Wsunęłam ręce pod jego koszulkę, jeżdżąc dłońmi po jego ciepłym torsie. Nie mogłam skupić się na niczym innym, tylko i wyłącznie na nim.
Moje dłonie powędrowały u górze, przez co koszulka Louisa również podwinęła się wyżej. Na jego ustach zawitał ten jego typowy, chłopięcy uśmiech, który zawsze sprawiał, że brakowało mi tchu.
Louis odsunął się ode mnie, jednak na tyle, że jego czoło stykało się z moim, a ja czułam jego oddech na swoich ustach.
Jeśli chciałaś, abym ją ściągnął, wystarczyło powiedzieć  mruknął, delikatnie kreśląc linie palcem po moim brzuchu, sprawiając, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Cofnęłam się kilka kroków do tyłu, siadając na kocu, kiedy Louis przeciągnął przez głowę swoją koszulkę. Puścił ją, przez co wylądowała na ziemi, po czym kucnął przede mną, kładąc dłonie na moich udach.
Nienawidzę cię  szepnęłam rozbawiona, przejeżdżając palcami po jego mocno zarysowanej szczęce. Mój wzrok uciekał od jego oczu do ust, po których również przejechałam opuszkami palców. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Jego oczy błyszczały w świetle księżyca oraz pojedynczych świeczek. Przyglądał mi się z uwagą, co kiedyś prawdopodobnie sprawiłoby, że czułabym się zawstydzona, jednak teraz rezultat był inny. Chciałam, żeby na mnie patrzył, ponieważ dzięki temu wiedziałam, że mnie akceptuje i tym samym ja również akceptowałam siebie.
Naprawdę mnie nienawidzisz? No cóż.... ja ciebie wręcz przeciwnie  mruknął, powoli nachylając się w moją stronę. Jego oczy były wpatrzone w moje i  jeśli kiedyś nie lubiłam szarego koloru, teraz był on moim ulubionym.
Zależy ci na mnie?  zapytałam, zanim jego usta zdążyły dotknąć moich. Chłopak zatrzymał się, widocznie zdziwiony moimi słowami. Nie mogłam nic na to poradzić, że po wcześniejszej rozmowie z Nathalie dręczyło mnie to jedno, bardzo ważne pytanie, na które naprawdę chciałam uzyskać odpowiedź.
Oczywiście, że mi zależy. Nie mogę uwierzyć, że sądziłaś inaczej. Gdyby mi na tobie nie zależało, nie byłbym z tobą  powiedział, zaczesując jednocześnie moje włosy za ucho. Powoli wypuściłam wstrzymywany oddech. Czułam, jakby nagle z mojego serca zniknął wielki ciężar, a w mojej głowie krążyła jedna myśl. Kocham go.
Złapałam go za szyję i pociągnęłam za sobą, kiedy położyłam się na kocu, dzięki czemu Louis zwisał nade mną, opierając się rękami po obu stronach mojej głowy. Całował mnie spokojnie, gdy ja jeździłam dłońmi po jego klatce piersiowej. Niespodziewanie odsunął się, tym samym przerywając pocałunek.
Musimy zwolnić, ponieważ w pewnym momencie może to zajść za daleko  powiedział cicho, gładząc palcem mój policzek. Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech, a pomiędzy nami zapanowała cisza. W mojej głowie szalało tornado myśli, jednak jedna z nich wciąż górowała nad innymi.
Kocham cię  szepnęłam, po czym przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.....

Każdy w końcu znajduje tą jedną, wyjątkową osobę.

Cześć i od razu PRZEPRASZAM (coś ostatnio często mi się to zdarza), że tak długo nie było rozdziału. Ostatnio nie mam ochoty na pisanie tego (nie, że całkiem moja chęć minęła, jednak jest ona mniejsza). Jednak nie zawieszam bloga! Co to, to nie! :) Skończę tę historię choćby nie wiem co. I POSTANOWIŁAM JESZCZE BARDZIEJ SKRÓCIĆ FABUŁĘ, więc za jakiś 1 może 2 rozdziały ta sielanka się skończy (za dużo tu szczęścia, brakuje mi akcji, śmierci itp. :D ale ciii nie martwcie się) Także do następnego :*
Zapraszam na "Light" na Wattpadzie! ;) >>KLIK< 



5 komentarzy:

  1. Brakuje ci akcji?!śmierci?! chcesz żebym na zawał zeszła?!
    Ja chce taką sielankę już do końca!
    I nie mogę doczekać się reakcji Lou :D
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekaj, co!? Brakuje ci akcji!? O niee!!! Nie możes tego popsuć! Niee...
    Ciekawe jak zareaguje Louis. Mam nadzieję, że też ją kocha. I polubiłam Luke'a co jest dziwne,bo do tego rozdziału go nie lubiłam. Jednak ujął mnie swoim zachowaniem w tym rozdziale. Ale i tak wolę ją i Lou, a Luke niech poszuka sobie innej dziewczyny.
    Już się nie mogę doczekać nexta :)
    Pozdrawiam i życzę weny ;)
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. No i kolejny cudny rozdział ! Od początku byłam taka " niech ten cały Luke trzyma się od niej z daleka ,ona ma być z Louisem ,a on to wszystko zepsuje ! Jak ja gościa nie lubię..." xd Ale z czasem kiedy Louis wyraźnie zaznaczył ,że ma się trzymać od Meg z daleka i ona uświadomiła mu ,że chce być z Louisem to już odetchnęłam i mi przeszło. No niech on tam nawet nic nie prubuje ! ;p Przeczytałam ten rozdział i tak awww jak ja się cieszę ,że oni są razem szczęśliwy ,tak długo na to czekałam no i Meg mówi ,że go kocha po prostu cudownie jest z Lou wszystko tak jak być powinno i jak bym chciała ! Dochodzę do notatki i takie O NIE ,NIE ,NIE !!! "Brakuje mi akcji ,ŚMIERCI"-coś czuję ,że to nie wróży nic dobrego tylko nie zabijaj nikogo fajnego ,możesz Luka :D ! No ,ale ja i tak choć się powtórzę to powiem Ci pisz te rozdziały jak sama uważasz ,nie sugeruj się komentarzami i błaganiami innych bo po prostu wychodzi Ci to niesamowicie ! Uważam ,że masz ogromny talent do pisania i każdy rozdział do siebie przyciąga ,każdy bohater i najmniejszy szczegół ukazuje jak wiele pracy w to wkładasz i jak genialna jesteś ! W ogóle nie odczułam tego ,że pisało Ci się rozdział "ciężej" ,nie stakim zapałem jak zwykle bo jest niesamowity ! I ja tak kibicuje Lou i Meg ,że dla mnie wszystko cudownie i świetnie ! (Także nie uśmieracaj Louisa lub Meg ,proszę? XD ). Chciała bym też ,żeby ułożyło się Nathalie z początku jej nie nawidziłam ,była taka wredną żmiją i w ogóle ,potem jej współczułam ,a teraz uwielbiam tak jak Tonniego czy Amie :D ! I to jest twoja kolejna ogromna zaleta - umiesz zaskakiwać ,a robisz to w takim stylu ,że podziwiam i szacunek naprawdę ! Przez co żaden z Twoich rozdziałów nie był nudny ,mało ciekawy i ciągle klikasz to "następny ,dalej " nie mogąc się o tego oderwać ! Och pokochałam to fanfiction w 100 % ,a twój styl pisania i pomysły wprost ubustwiam no już się boję co za "akcje i niespodzianki " zaplanowałaś ! Hmm...teraz to będzie chyba tradycją , że przesiaduję na Twoim blogu po godzinie 1 xd Całe szczęście ,że teraz wakacje ! Tak więc wypoczywaj i w wolnej chwili ,dadah następny bo już nie mogę się doczekać ! Twoja będąca pod ogromnym wrażeniem fanka -Julcixx ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny ,niesamowity ,genialny ! Jejciu ...Louis i Meg <3 !!! Cieszę się, że wróciłaś ! :* No i pozostaje pytanie kiedy następny? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tego co patrzę to chyba jako jedyna lubiłam od początku Luka. Cały czas w głowie miałam myśl , żeby się spotkali, pogadali. Mimo iż czytam twojego bloga od wczoraj pokochałam go całym sercem. Sposób w jaki piszesz jest zajebisty. Pokazujesz tyle emocji, że przeżywam to wszystko z bohaterami. Ogólnie przypadkowo trafiłam na twojego bloga szukają czegoś co zabiło by mi czas... Z początku jak zobaczyłam, że pojawia się 1D byłam specyficznie do tego nastawiona, ale dałam szansę. I co? Zakochałam się XD... Z niecierpliwością wyczekuje nexta ❤

    OdpowiedzUsuń